L 4

Chociaż kuszono mnie w sieci, ( jak to możliwe!??) druk zwolnienia L4 wystawiam sobie sama, tak, jak i autodiagnozę. Cel : Usprawiedliwienie dłuższej nieobecności w sieci. Każdemu się zdarza! 

Chyba część z Was miała choć raz w życiu styczność z jakimś wierszykiem Stanisława Jachowicza („Nie rusz, Andziu tego kwiatka, róża kole rzekła…..”, „Raz niegrzeczny Tadeuszek nałapał w butelkę muszek….” itp) A ja dziś „polecę” Chorym Kotkiem: Pan Kotek był chory i leżał w łóżeczku, i przyszedł pan doktor: – Jak się masz, Koteczku” – Źle bardzo i….) I mam nadzieję, że mi pan Jachowicz to wybaczy, bo po prostu sił twórczych mam ostatnio mało.

 

To ja byłam chora! Leżałam w łóżeczku,

nie było doktora, nie szepnął -”Koteczku….”

I dobrze, bo zaraz byłoby pytanie:

Przyznaj się, co jadłaś wczoraj na śniadanie!?

Golonkę, schabowe wytarzane w soli?

No, proszę pokazać w którym miejscu boli!!

– Ach, skąd! Był jogurcik, owoc, płatki w mleku;

wiem dobrze, co zjadać –  zwłaszcza w moim wieku,

tylko to, co zjadam, szanowny doktorze.

Dłużej jakoś we mnie pozostać nie może….!!!

Doktor by potwierdził to, co ja tu piszę:

– Tak, to Rotawirus,czyli „Katar Kiszek”

 

Próbowałam nawet zaznaczyć potwornymi wierszykami przeszły Dzień Zakochanych, ale utkwił mi w głowie tylko taki kawałek:

Spytał mamę mały synek: – Nie obchodzisz Walentynek??

Mama na to: – Nie, nie mogę,Walenty dał dawno nogę.!

Widzicie sami! Zrezygnowałam, ale powolutku „dochodzę do siebie”. Wszystkich pozdrawiam.