Co to?

Pod koniec kwietnia na pniaku ściętej, (wcześniej chorującej) brzozy wyrósł dziwny i nie znany mi stwór o białym kulistym ciele z drobnymi, wypukłościami. Nie dotykałam, ale wyglądał „miękko”

Początek jakiejś huby? Nieznany rodzaj grzyba? Nie mam pojęcia. Zaczął się zmieniać, matowiejąc, ciemniejąc i stopniowo pękając.

Wreszcie pękająca „skórka” zwinęła się na brzegach, a pod nią ukazały się brązowe, pałeczkowate „wiórki”, włoski, laseczki? Jeśli ktoś z Was spotkał się z takim stworkiem, a wie CO TO, serdecznie proszę o odpowiedź i informację.

Język polski

ZADANE DO DOMU: 

Proszę ułożyć kilka wierszyków ( mogą być durne!) z jednosylabowymi rymami o podobnych, lub tych samych  końcowych literach.

SUM

Żyjąc w wodzie – stary SUM

( z bandą płotek czyli KUM),

nocą pijał tylko RUM,

potem skakał, robiąc PLUM!

Nie chciał mleka, nie żuł GUM,

chrząkał czasem: CHRUM, CHRUM, CHRUM,

nie znał lisów, bobrów, PUM,

mówił: – To lądowy TŁUM,

który w lasach robi SZUM

STACH

Wszystkim znany grajek – STACH,

oznajmiał: – Nie dla mnie BACH!

Biorę udział w innych GRACH.

Często penetrował  DACH

i choć spadał, robiąc TRRRACH,

nie odczuwał co to, STRACH.

Kiedyś przyśnił mu się SZACH,

(co się przecież zdarza w SNACH)

który krzyczał: – Idzie KRACH!

Staszek trąbką zrobił MACH

szacha w piasek wbił do PACH!

PAN WIT

Pan Wincenty – w skrócie WIT,

wszystkim wokół wstawiał KIT,

że zdobywał każdy SZCZYT,

dzięki zwykłej diecie FIT.

Jadł suchary i był SYT,

czasem połknął nocą LIT,

oraz bułki z ciemnych ŻYT.

Nigdy nie używał  SIT,

często mawiał : Jestem GIT!

Nosił spodnie z czterech BRYT,

nocami wypełniał PIT,

a gdy wstawał skoro ŚWIT

dbał o siebie i swój MIT. 

LIS

(fotka z internetu)

W starym lesie Lisek ŻYŁ,

który dosyć dziwny BYŁ

i choć cały las już GNIŁ,

i się rozsypywał w PYŁ,

(oprócz kilku mszastych BRYŁ),

Lis się wokół sosen WIŁ,

nie wypruwał sobie ŻYŁ,

mało skakał, dużo PIŁ,

często się gdzieś w krzakach KRYŁ,

jadł jagody, no i TYŁ.

Poznał Jeża, lecz go ZBYŁ,

a kiedy nocami ŚNIŁ,

że ma żonę – wtedy WYŁ,

gdyby miał ją , czy by BIŁ?

Po tych snach w borówkach RYŁ,

a siedząc w jałowcach – SZYŁ.

 

 

MER

Gdzieś pod Lyonem mieszkał MER,

należał do wyższych SFER

i wyłącznie jadał SER.

Mówił żonie : – Trzymaj STER,

nie chcę w portkach żadnych CER,

więc nie ceruj, nie pierz ŚCIER,

nie uprawiaj ze mną GIER,

(bo tak nakazuje KLER).

Nie zaliczam się do SKNER,

pensja mera ma pięć ZER,

więc dbaj, proszę o mój ŻER

i kupuj najlepszy SER!

                                             Ocena polonistki: 4-  

PS: czy jest ktoś, kto chciałby się zabawić i napisałby mi wierszyk  z użyciem np: KROK, WZROK, ZBOK, WOK itp? Będę czekać.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wody! Wody!

Czy u Was ziemia też jest tak wyschnięta?

Bo u mnie smutno pod stopami  trzeszczy

i stąd  te nikłe kwiatki, ( zresztą we fragmentach)

Czy KTOŚ zna ZAKLINACZA  od ściągania deszczy? 

 

          

                          POTRZEBNY  OD  ZARAZ!!

 

 

Przypomnienie

Ostatnio znów usłyszałam o kilku niefortunnych zdarzeniach związanych z nieostrożnością ludzi, którzy zapominając o swoim wieku  za bardzo się spieszyli gdzieś…tam…i teraz nie jest im wesoło. Poniższy alert „napisał mi się”  8 lat temu po wypadku mojej koleżanki. 

Prośba do SENIOREK i nie tylko:

Proszę Was, skupcie się w tej życia porze,

bo czyha na nas złych przypadków wiele.

Każda z nas wywrócić się łatwo może,

w wannie i w kuchni, a nawet w kościele.

W poślizg wpaść można przed domem, na błotku,

wolniej więc biegnijcie po bułki z rana.

Niejedna padła na złośliwym schodku,

czy na połówce zgniłego banana.

Krycha, znajoma, wysmażając skwarki

bark sobie złamała, chcecie wiedzieć, JAK ?

Stanął jej na drodze kant drzwi zmywarki

i trzeszcząc głośno, położył ją na wznak.

A Zosia, w parku kopnąwszy w psie grudki

(a te stwardniały i stały na drodze)

złamała palec, na szczęście malutki,

w lewej (czy w prawej, nie pamiętam) nodze.

Wiek, brak uwagi i słabnące ciało

tymi groźbami obdarza nas szczodrze,

więc choć w obłokach bujać by się chciało

myślmy o łokciu, kolanie czy biodrze.

Jeśli Was jednak ciągną marzeń blaski,

umysł gdzieś hasa, to serdecznie proszę:

noście ze sobą kije, mopy (?), laski,

by Was nie nieśli, (po wzięciu na nosze).

              Wszystkim życzę ZDROWYCH POŚWIĄT !

Prima Aprilisik

Od dobrej znajomej z miasta Łodzi otrzymałam przesyłkę z pięknie ozdobionym JAJEM.  Jakie wielkie! – pomyślałam, prawdopodobnie strusie! Nic, tylko usmażyć jajecznicę! Zauważyłam pewne pęknięcie, więc stanęłam nad patelnią i rozdzieliłam je do końca.

                               NIE BĘDZIE JAJECZNICY!

                           I ZNOWU UTYJĘ!!

Wszystkim Wam życzę mnóstwa zdrowych, pięknych, dorodnych i kolorowych JAJ oraz radosnych, pełnych nadziei Wielkanocnych Świąt.

 

wyliczanki 15+

Czy ktoś je pamięta?

Bo dla mniejszych dzieci to były np.takie:

Uno, Due rike, fake

Torbe, Borbe ósmesmakie,

Eus, Deus kosmateus 

i morele baks!

No, to dziś, dla nieco starszych przedstawiam nową wersję (można, oczywiście używać jej do gier towarzyskich, rodzinnych i wszelkich innych:

Uno, due, like fake,

a tu draka goni drakę,

Eus knuje, Deus szczuje,

Kosmateus potakuje,

Eus wszystko podpisywał, 

a Deus wetuje.

Uno, due, rike fake,

torba z borbą piją sake.

Oze – sroze nie pomoze,

Brałn, morele, Czarny strach,

a my wszyscy bach i krach!

 

Znalazłam w sieci adekwatny rysunek pana Mleczki, nawiązujący do innej, dawniej znanej wyliczanki. I muszę powiedzieć, że miałam szkic nowej ZANIM to zobaczyłam. Co tylko potwierdza, że ludziom coś się może wspólnie skojarzyć. Pociągnęłam dalej:

Trumf, Trumf Misia Bela,

Misia, Kasia konfacela,

Misia A, MisiaBe,

Misia, Kasia konface.

A TERAZ:

Trump, Trump, Putin Bela,

jeden strzela, drugi strzela,

Misio Zły, Misio Be,

który końca świata chce?

No!

Są, proszę państwa, wiosny oznaki:

Po pierwsze – wróciły wreszcie szpaki

i wszystkie na jakimś dziwnym głodzie,

biegają żwawo po mym ogrodzie

wydłubując z trawnika robaki.

Po drugie, na marnych, starych rabatkach,

gdzie sterczy tylko uschnięta natka,

żółty motylek – wcześniej zbudzony (?)

macha skrzydłami zły, zawiedziony

brakiem nektaru w moich trzech kwiatkach.

Po trzecie, słońce, słońce, och, słońce

coraz cieplejsze ( bo nie gorące)

stara się ogrzać, co tylko może:

nas – ludzi, drzewa, zwierzątka w borze

i mgły poranne na bliskiej łące.

Ja – też wiosenna, cichutko wzdycham

i jak co roku – wiosennie KICHAM.

Wesoły 8 marzec

O! Dzień Kobiet! Mówiąc między nami

ucieszyła się dziś pewna pani,

bo ON, w lepszym nastroju,

zostawi ją w spokoju

i świętować będzie z koleżkami.

 

Anna – będąc dość silną kobietą,

wobec przemocy stawiała veto,

raz się jej nie udało

i bolało ją ciało,

po spotkaniu z Tomaszem – atletą.

 

 

Lilka – kobieta z miasta Pułtuska

wielką sympatią darzyła Tuska.

Jej mąż miał inne zdanie,

zasłużyła na lanie,

a jej z oczu spadła wreszcie łuska.

 

 

Zosia krzyczy: – My, dzielne kobiety

dobiegniemy zawsze do mety! –

lecz wybrała złą drogę,

mąż podstawił jej nogę,

więc dziś siedzi milcząc, niestety.

BÓB w DZIÓB i chrup.

Pisząc DZIÓB nie miałam na myśli Was, to oczywiste, ale pasował mi do tych wariackich rymków o BOBIE. Jestem amatorką bobu i kiedyś tu napisałam coś w rodzaju instrukcji dotyczącej sposobu gotowania. Mój pierwszy bób spotkałam na wakacjach, które dziewczęciem będąc spędzałam na normalnej wsi, w normalnej chacie z dwoma oknami, kominem i drewnianą werandką obrośniętą czymś, co się pięło. Bób przyniosła mi w fartuchu moja babcia ( ze 100 lat temu, oczywiście). Rósł on za chatą między zagonami ziemniaków i kopru. Rzuciła wielkie strąki na ławeczkę werandy i rozkazała : – Wyłuskuj! Wyłuskałam, bób się ugotował, a ja, czytając znalezioną na strychu książkę pt. „W pustyni i w puszczy” pożerałam go jak zdziczały zwierz. I tak mi zostało. Teraz, bób, książki i ja stanowimy drobny element jednej z chwil, które nazywam SZCZĘŚLIWE.

Zdobądź dziś prawdziwy łup,

omiń ciasta, szynki, drób,

lody i butelek skup,

O, spójrz – jest mrożony BÓB,

nie stój nad nim tak jak słup,

pędź do kasy i go kup.

Wróć do domu i się skup!

Nie czeka cię dużo prób,

woda, koper, sól i BÓB,

Widzisz? Łatwe, więc to zrób!

Żadnych klusek, żadnych krup,

dziś króluje pyszny BÓB,

Już gotowy? To go skub.

 

I zadowolone ciało –

Och, jest pyszny! – zawołało –

częściej, proszę gotuj  BÓB,

będę wdzięczne aż po grób!

L 4

Chociaż kuszono mnie w sieci, ( jak to możliwe!??) druk zwolnienia L4 wystawiam sobie sama, tak, jak i autodiagnozę. Cel : Usprawiedliwienie dłuższej nieobecności w sieci. Każdemu się zdarza! 

Chyba część z Was miała choć raz w życiu styczność z jakimś wierszykiem Stanisława Jachowicza („Nie rusz, Andziu tego kwiatka, róża kole rzekła…..”, „Raz niegrzeczny Tadeuszek nałapał w butelkę muszek….” itp) A ja dziś „polecę” Chorym Kotkiem: Pan Kotek był chory i leżał w łóżeczku, i przyszedł pan doktor: – Jak się masz, Koteczku” – Źle bardzo i….) I mam nadzieję, że mi pan Jachowicz to wybaczy, bo po prostu sił twórczych mam ostatnio mało.

 

To ja byłam chora! Leżałam w łóżeczku,

nie było doktora, nie szepnął -”Koteczku….”

I dobrze, bo zaraz byłoby pytanie:

Przyznaj się, co jadłaś wczoraj na śniadanie!?

Golonkę, schabowe wytarzane w soli?

No, proszę pokazać w którym miejscu boli!!

– Ach, skąd! Był jogurcik, owoc, płatki w mleku;

wiem dobrze, co zjadać –  zwłaszcza w moim wieku,

tylko to, co zjadam, szanowny doktorze.

Dłużej jakoś we mnie pozostać nie może….!!!

Doktor by potwierdził to, co ja tu piszę:

– Tak, to Rotawirus,czyli „Katar Kiszek”

 

Próbowałam nawet zaznaczyć potwornymi wierszykami przeszły Dzień Zakochanych, ale utkwił mi w głowie tylko taki kawałek:

Spytał mamę mały synek: – Nie obchodzisz Walentynek??

Mama na to: – Nie, nie mogę,Walenty dał dawno nogę.!

Widzicie sami! Zrezygnowałam, ale powolutku „dochodzę do siebie”. Wszystkich pozdrawiam.