Ziuta, no co ty!?

Ziuta wpatrzona w ekran komputera i ubrana w narciarskie spodnie oraz czapkę z pomponem przykucnęła na kanapie i już chciała wykonać kolejny zjazd, kiedy nagle nie weszła, ale wtargnęła do pokoju Wiesia. Przytulała w okolicach brzucha wielką, oszronioną lekko torbę.

  • Ziuta, kochana moja, musisz mi pomóc – zerknęła na ekran, spojrzała na Ziutę i torba wypadła jej z rąk, ale bezbłędnie odgadła: – Aaa, slalom w Austrii, zaraziłaś się tym E-Sportem kochana, ale z kanapą uważaj, ześlizgnęłaś się z niej już kilka razy i to nie w sportowych okolicznościach, więc…ok, zjedź ten raz, a potem mi pomóż.
  • E-SPORT (2)
  • W czym, złotko? – spytała Ziuta i dysząc opadła ciężko na kanapę.

  • Zobacz, kochana, pasztet, kawał tej pieczeni, co ją tak lubisz z majeranem, resztki szynki od teściowej i popatrz, jeszcze pojemniczek z galaretką nóżkową. Wszystko cudownie mi się uchowało w tej nowej lodówce, ale już trzeba odmrozić i skonsumować, bo jak wiesz stosuję tryb rotacyjny, czyli stare mięsko na górę, nowe zaopatrzenie na spód i już chyba wypada zrobić wymianę, a sama tego nie zjem, ugh, ugh.. – Wiesia rozkasłała się dziko, może ją ziębiło od tej torby.

  • Nie ma mowy, Wiesiuniu, odłóż to na bok, wlej sobie kawki i przestań kasłać, bo pomyślę że dostałaś tej…no…tego…tam…wiesz…

  • No co ty, Ziutuś, znam twój apetyt, a co do choroby, to nie bój się wymówić jej imienia, co to, zrobiłaś się jak ta Luśka – płaskoziemianka z dołu, ta, która mówi raczek na raka, czy co tam, żeby go nie obrazić i nie wywoływać wilka z lasu, umówmy się, że to nie Covid, tylko odkaszluję, bo prowiant poświąteczny podniósł mi się we mnie bardzo wysoko i….ugh, ugh…przybyło mi na wadze po tych świętach, i ubyć nie może, i dlatego cię proszę, żebyś tego trochę ode mnie….

  • Nic z tego, kochana, sama próbuję stanąć na nogi po poświątecznej, mięsnej orgii i zobacz, co mam na kanapeczce, biały serek pokryty leciutką warstwą dżemiku. Wieśka, czy ten kaszel to prawdziwy kaszel ? Jesteś pewna ? Wchodzisz do Biedronki zawsze zamaskowana?

  • Ziutka, no co ty!? Obie jesteśmy wyszczepione i to trzy razy każda, twój Januszek też, to wiesz, że nawet gdyby, mamy większą szansę to przechorować, ale tu pozostać!

  • A twoja psina, ten owłosiony baleron, zaszczepiony?IMG_6060

  • No, wiesz Ziuta! Co ty? Temat mi tu zmieniasz i oj, nie musisz się tak o moim psie wyrażać, uczuć nie masz, czy co?

  • A, bo zatuczyłaś go Wieśka na amen i kształtu żadnego psina nie ma, przecież on jest prawie rasowym terrierem, a wygląda jak…

  • Możesz nie kończyć, ale widzisz, jak mi nie pomożesz w konsumpcji poświątecznych dóbr, ty i twój Januszek, to mój Kapselek będzie musiał jeszcze przytyć, bo pies w tej kwestii zawsze pomoże, a nawiasem mówiąc obszczepiłam go na wszystko, co psie. Miej serce chociaż dla zwierzaka.

  • No, dobrze, bo słyszałam taki apel, że niezaszczepione psy to i hautyzmu mogą dostać, i wścieklizny, i psiego Covida też.  Ok, Wiesiulu, wsadź mi tę torbę do lodówki i wstaw wodę na kawkę, bo ja po tych zjazdach muszę nabrać tchu.

  • Kochana jesteś, kochana, na zdrowie wam wyjdzie, zobaczysz, jak podjecie sobie z Januszem, ale popatrz, przyniosłam też kije, może po kawusi, jak trochę odziajesz, weźmiesz swoje i polecimy wokół parku ze trzy razy, co?

  • Pomysł co do tego, żebyśmy sobie kijami pomajtały kochana, to jest dobry pomysł, może zabierzemy tego twojego Kapsla?

  • Ziuta, no co ty!? On nawet za nami nie nadąży, ale może włączę mu jakiś psi e-sport, to chociaż trochę łapami porusza.

Na co ja czekam?

Czekam, (a czas się dłuży nieznośnie),

już nie na zaspy, mróz, śnieg, bałwana,

czekam…po prostu na przed-przedwiośnie,

wciąż niedogrzana i zakichana!

Oświadczam wszystkim: Tej porze roku

dziś oficjalnie zmieniłam imię-

wichry, ulewy, świat cały w mroku?

To żadna ZIMA! Tylko BEZZIMIE.

Zerkam przez szybę zamgloną deszczem,

gną się w podmuchach modrzewie wiotkie.

Wtulić się w koce? Podrzemać jeszcze?

Ej, chyba wstanę, zrobię szarlotkę!

Po namyśle zamieniłam szarlotkę na jajka faszerowane, które bardzo często „za mną chodzą” i to właśnie w takiej chrupiącej, brązowej powłoczce. W środku siekane jajka, koperek, podsmażona na złoto szalotka (lub zwykła cebula) i sól z pieprzem oczywiście. Każdą nadzianą skorupkę zanurzam w roztrzepanym jaju, obtaczam tartą bułka i smażę na maśle klarowanym. Nie podam wam informacji o tym, ile takich połówek jestem w stanie zjeść w ciągu jednego posiłku, bo narobiłabym sobie wstydu. HA!

PS. (Dopisano 15 stycznia 2022r, rano):

Właśnie w tej chwili coś się zmieniło,

wstałam i nagle mnie oświetliło

blade i jeszcze niezbyt gorące,

lecz jednak SŁOŃCE.

W zdrowym ciele…

(fotka nad tytułem – kiedyś w lutym – morsowanie w Bałtyku. Ci to będą zdrowi!!!!

ABSURDALNA, GŁUPAWA RYMOWANKA PROZDROWOTNA

W górze dziwnie mi iskrzyło,

dołem źle mi się chodziło,

a pod nosem, dość rzęsiście

katarzyło się perliście.

InkedPrzymuszewo 2015 038_LI

Oj!

Gdzieś pod żebrem coś skrzypiało.

Jakby tego  było mało,

od stóp do głów i z powrotem

zlewało mnie zimnym potem.

InkedKrzys ogród 2011 027_LI — kopia

Fuj!

Więc prosiłam, wręcz błagałam,

( co pamiętam nieco mgliście)

by się ciało nie poddało!

Posłuchało, oczywiście!

Hm!

Mimo, że to starsze ciało

(chociaż rzadko o tym głosi )

Hop! Dźwignęło się i wstało,

i dziś o nagrodę prosi.

Co?

Może dać mu czekoladkę? –

myślę…i zaliczam wpadkę,

bowiem ciało zawołało:

Chcesz bym było zdrowe, krewkie,

gibkie? A więc będę szczere!

Daj mi jabłko, lub rzodkiewkę.

(I o kontakt proszę z chudym, białym serem.)

zimowe rzodkiewki

Durne ciało

nie wiedziało: 

Po rzodkiewce o tej porze

może czuć się tylko gorzej!

Doskonale przy takich objawach (jak wyżej) działają mięsne uszka w jasnym rosołku lub w czerwonym barszczu (potrawa tak podana wygląda bardziej patriotycznie i ta dolna miska dla tych, co nie znoszą rosołku – a ten, na dokładkę,  był BARANI!)

Ktoś się pyta, czy to nie był aby KORONAWIRUS? ALEŻ, Kochani…

PS.1.   Chociaż tłuszcz każdy jest LIPIDEM,

         Nie każdy związek jest ZBOWIDEM,*

         Nie każdy pisarz jest NORWIDEM,

         Nie każda GRYPA jest COVIDEM.

* ( ZBOWID – Związek Bojowników O Wolność i Demokrację- szczegóły w sieci)

  PS.2. Ktoś się tu jeszcze nie zaszczepił? O, Mamma mia!!

 

 

Styczeń. Zima? Przyjdzie?

Tak było od 1-go do 5-go stycznia, ale dziś chyba znów się zaczyna kształtować coś na kształt ZIMY? – więc musiałam dopisać to zdanie.

Wyszłam. Zerkam, Patrzę w górę,

a tam zwisa niebo bure.

Gdzie ta zima? Gdzie ten mróz?

Z kołder strzepnąć muszę kurz,

wynieść je gdzieś na pobocze,

by zamrozić złe roztocze,

zamordować, wziąć pod nóż!!

Bo nas pożrą, no i już!

IMG_5999

Gdzie ten śnieg, gdzie ten śnieg?

Gdzie zajęczy w śniegach ścieg?

Oj, chyba popełnię gafę,

i polecę ździebko Staffem:

ON:

„O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…
Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny…
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny.
.(Leopold Staff „Deszcz Jesienny”)

a ja dalej:

W żaluzje walnęło i bębni bez przerwy

i myśl rozkojarza, basem szarpie nerwy,

przycicha…i wraca, echem warczy w głowie,

zabrzęczy, zapluszcze…pytam: Kto? Nie powie.

Nie jesień, nie zima, jakaż jest to pora?

Przyszła do nas jakaś klimatyczna zmora?

Bluzgnęło jękliwie po szybie, balkonie

i spłukało gniazdo sroce w drzew koronie.

Dusza mi paruje, mrowią mokre ręce,

tętno rwie arterie w bezmiernej udręce,

Nie śnieży, nie mrozi, a po prostu moczy.

W tym sezonie nie wymrożę cholernych roztoczy!

Drogie Dzieci! Ja też się nie boję złej zimy! Zima jest mi też bardzo potrzebna, bo pogubiłam się kompletnie w porach roku! Czego innego mnie kiedyś uczono na temat naszego klimatu, a was uczą o klimacie? Zmienia się, czy nie?  Poprośmy razem, żeby wreszcie przyszła, bo niedługo ferie, a po błocie fatalnie się zjeżdża na sankach, nartach, deskach, plastikowych jabłuszkach, karton-gipsie i nawet na zwykłej pupie!

I wiecie co, wyszłam przed chwilą na późny, krótki spacer i coś mnie zaczęło podszczypywać w nos. Idzie mrozek?

Boimy się tej nocy

Nie udały mi się nocne fotki, pstrykałam byle jak, bo w moim pokoju wciśnięta głęboko pod biurko drżała moja suczka TARA. Musiałam być przy niej. A dziś, właśnie w tej chwili znów POPRAWINY – ktoś się wczoraj nie wystrzelał. Opublikuję to za moment, Tara znów przywarła do moich nóg.

                        BOJĘ SIĘ!!

https://www.adopciaki.pl/blog/1737

Gdzieś czytałam, że nie tylko psy boją się tych dźwięków. Podobno ogłuszone bliskim hukiem ptaki giną spadając z drzew, wiewiórki mają szansę na zawał, i do jasnej Anielki – my też!

https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,27962084,nie-tylko-psy-i-koty-cierpia-w-sylwestra-mnostwo-ptakow-ginie.html

Huk, hukiem, ale okazało się, że na moście i pod nim, na wodach naszej małej rzeki – zalegają złociste skrawki plastikowych konfetti (?) – czy to resztki „wzbogaconych” fajerwerków? O, ludzie! Jeszcze tego brakowało!

Święta, Święta i po Świętach

Udało się Wam zaśpiewać kilka kolęd? Nam tak, chociaż…przyznam…że brzmiały one…no…. a, tam i tak nie znajdę adekwatnego słowa, zostawmy więc ten temat. Pierwszy Dzień Świąt, Drugi Dzień Świąt i po Świętach. Jeszcze przed chwilą było tak:

Jeszcze przed chwilą, rozstawiając talerze i zerkając za okno w dniu wigilijnym, dziwiłam się, dlaczego akurat wtedy, kiedy spadł świąteczny śnieg, a ziemia zaczęła zastygać od pierwszego mrozu, na naszym przeddomowym trawniczku wybuchły trzy świeże, krecie wulkany.

A już po chwili zakrywałam serwetkami resztki ciast ( darujmy sobie fotkę), chowałam roztrzęsione od nagłego ciepła rybne galaretki i szykowałam dla różnych członków rodziny paczuszki z pasztetem na wynos. Godne utrwalenia są może jeszcze ostatnie pierniczki, które przyjechały z Dolnego Śląska razem z ich autorką oraz ciasteczka migdałowe ( same migdały!!) i maślane z dżemem ( wnuczka z Mazowsza)

Jeszcze przez jakiś czas będzie się wieczorami rozjarzać choinka:

I jakiś czas będziemy się pławić w tym dziwnym, poświątecznym czasie, kiedy ustaje u nas wielka bieganina i przychodzi dziwny spokój. Trwa to tak jakoś do Nowego Roku. Zaraz po nim mam dziwne wrażenie, że bardzo niedługo znów trzeba będzie ubierać następną choinkę.

Przesyłam WSZYSTKIM ostatnie tegoroczne przesłanie: BĄDŹCIE ZDROWI!

Przyjdzie, przyjdzie! 21 grudnia.

Piosneczka przedzimowa

Ni to jesień,

ni to zima,

śniegu ni ma,

mrozek trzyma,

czy to moja wina?

Drogi ździebko

pobieliło,

utwardziło

i zgrudziło.

Drzewa posrebrzyło.

Nie ma śniegu,

choć padało,

lecz co było,

to rozwiało,

zimy wciąż za mało.

Ni to jesień,

ni to zima,

jaki człowiek

to wytrzyma,

jak wyjść z tego cało?

I w oczekiwaniu na prawdziwą zimę, w tym tak zwanym przejściowym okresie znów robię coroczny

Przerwa spowodowana koniecznością podjęcia absolutnie niezbędnych i kompletnie innych niż prowadzenie durnego blogu prac technicznych związanych oczywiście z nadchodzącymi dniami. W tym roku wypadło na mnie. 

Święta…tuż,tuż!

Nieuchronnie nadchodzi Wielkie Święto. W wielu sklepach są już gotowe prze-prze-przepiękne (przepraszam, trochę się zakrztusiłam precelkiem) dekoracje, kuszące wystawy ze stosami propozycji prezentowych i nie tylko, po prostu „żyć, nie umierać,” Za kilka dni pójdą w ruch paluszki, żeby, czy to esemesowo, czy też mailowo, pełnymi zdaniami, albo skróconymi symbolami rozumianymi tylko przez nielicznych wtajemniczonych, życzyć sobie nawzajem zdrówka i pomyślności wszelkiej. Ktoś zaleje się łzami, bo z pośród 456-ciu jego znajomych, tylko 23-ech przysłało facebookowe buźki, bałwanki i serduszka z życzeniami, ktoś po prostu powiadomi, że od śledzia i choinki trzepoczącej anielskimi włosami woli ciepłe fale w Meksyku i że go nie będzie, ktoś na jakimś kulinarnym blogu objawi nowy przepis na pasztet, ( bo nie z majerankiem, a z kolendrą) a jeszcze ktoś inny, bardziej odważny, stwierdzi. że w ogóle Święta ma w nosie.

Wszyscy jednak jakoś je przeżyjemy. Dziś i tak jest łatwiej i piękniej. Dawno temu jedno z moich dzieci stało 2 godziny w kolejce pod warszawskim sklepem Megasam i zdobyło kupione wprost z ciężarówki, zawinięte w gazetę dwa śledzie!! Sukces to był obłędny, rodzina płakała z radości, a dziecko tylko odrobinę odmroziło sobie paluszki u nóg. Inna część rodziny rączo biegając od sklepu do sklepu – szukała czego popadnie, wszystkiego, co by się nadawało do urozmaicenia Świąt.

Nie było komputerów, komórek, tabletów i zgrozo, nawet aparaty telefoniczne spotykało się w domach rzadko, a w budkach telefonicznych usytuowanych w gęstości jedna na kilometr, przymarzały rękawiczki do słuchawek, bo i zimy, moi kochani, były tęgie!

Niezły był za to wybór pocztówek okolicznościowych, chociaż, jeśli ktoś szukał tych ze świętą Rodziną, Jezuskiem w Żłóbku, czy z Aniołami to musiał znaleźć sklepy Veritasu. Inne były podobne do tych, które właśnie znalazłam szperając w starych, rodzinnych papierzyskach i listach:

O dawnych prezentach nie będę wspominać, przypuszczam, że niewiele osób uwierzyłoby, że można się było cieszyć z trzech mydełek FA, wody kolońskiej „Przemysławka,” perfum konwaliowych, szamponu Zielone Jabłuszko, czy pary rajstop. Główną atrakcją rekompensującą mały wybór pięknych pierdółek były KSIĄŻKI, KSIĄŻKI, KSIĄŻKI. I one sprawiały największą radość.

PS.1. Dostałam mailową wiadomość od cioci Ziuty zawierającą reklamę prezentów, na jakie można liczyć dziś, w XXI wieku:

Kochana! Przesyłam ci nowości, bo może nie zauważyłaś, nie to, żebym cię namawiała do kupna. Moja sąsiadka Lusia, którą znasz, nawet nie była na pierwszy rzut oka zorientowana, że to babska bielizna!! Stawiała na jakąś wymyślną biżuterię. Fakt, kochana, że chodzić w czymś takim sznurkowato – tasiemkowym, tu ci się wpija, tam ci się zesuwa to musi być koszmar i trudno od razu wiedzieć która część ma się gdzie znaleźć, no wiesz, może dla młodziutkich takich, ale to też, niezdrowe, niby przykrywa, a nie przykrywa, niby ochrania, ale od czego niby? Nie pogrzeje, a w upał to musi być tragedia nosić takie, jestem współczesna, jak wiesz, znasz ciotkę , z niejednego pieca jadłam i niejedno dziwactwo nosiłam na sobie, ale to teraz, co robią i pokazują, to już!!! Albo, weź kochana te buty, już sama nie wiem, Lusia też nie, czy to do chodzenia, czy to do trzymania w gablocie może? Czy to może żart jakiś? A masz ty pojęcie jak trują przy produkcji takich widzimisię? Jeśli coś wiesz to mi napisz, kochana, Lusia też ci będzie wdzięczna, bo nawet przez chwilę myślała , żeby takie coś ( to znaczy te sznurki bieliźniane, nie buty) kupić bratowej Helucie , ale nie ma pewności. Całusy, kochana. twoja ciotka Ziuta.

PS. No, bo na przykład nie wiemy, czy taki ekstrakt aloesowy trzeba uzupełniać, czy jak? A gdzie siedzą, na ten przykład bateryjki, bo muszą być, bo to chyba one masują?

PS.2. Jeżeli ktoś z was stwierdza, że dzisiejszy wpis jest odrobinę sarkastyczny i ździebełko gorzki – przyznaję mu rację. Otóż, wróciłam niedawno ze sklepów, gdzie robiłam rozeznanie pt.” CO BY TU JESZCZE NA TE ŚWIĘTA…” i zaczęłam obliczać moc nabywczą moich, że się tak wyrażę, APANAŻY. I to wszystko.

Życzę wszystkim udanych przygotowań i zakupów, pięknych prezentów, krewetek i ośmiorniczek  zamiast śledzi i przeżycia tego wszystkiego w pełnym rozumieniu istoty tych Świąt.

PS. Dziś, 4 grudnia –  Wszystkim Basiom, Barbarom, Basieńkom, Barburkom, Baśkom – Życzę ŻYCIA w ZDROWIU i w OGÓLNYM ZADOWOLENIU.

złotol

Nie mam nic wspólnego z królem Midasem,

lecz, czy ktoś będzie miał do mnie pretensję

o to, że choć nie lubię złota, to czasem

pozłacam sobie na przykład hortensje?

Niekiedy, nie mówcie, proszę, nikomu,

spragniona blichtru, błysku i lśnienia

złocę różyczki z liści klonu,

i przy tym sama się rozpłomieniam,

Propozycja, z mojej winy, bardzo spóźniona bo kiedy się dzisiaj rozejrzałam po okolicy, to znalazłam tylko kilka liści na winorośli, jakieś wąziutkie listeczki na marcinkach i ładne w kolorze ostatnie liście dzikiej róży, ale kto by tam chciał kręcić z nich jakieś miniaturowe różyczki??! To tylko taka wstawka dla tych, którzy lubią robótki i może z tą się jeszcze nie zetknęli, albo zapomnieli, że istnieje. Jeśli ktoś nie lubi złotych bukiecików, zawsze może użyć jakiegoś innego lakieru w spreju.

Tuż przed zimą?

Pojęcia nie mam jaka będzie zima, czy w ogóle będzie zima w normalnym tego słowa rozumieniu i czy czasem nie należałoby, mając na uwadze ostatnie „zimy” zmniejszyć liczby pór roku!?? Żartuję, ale w oczekiwaniu na tę czwartą porę roku łażę jeszcze co jakiś czas na przechadzki, mocno już zakutana w szale i czapki (wiatry!) i na znacznie krótszych trasach, czyli….po własnej działce, potem kawałeczek drogą i nie doliczając się nawet tysiąca kroków z tych, które powinno się dziennie przejść – wciskam się na chwilę do późnojesiennego lasu.

I dochodzę do lasu. Na przyleśnej łące jeszcze zielono, ale ogólna barwa stłumiona. Na samym brzegu lasu ktoś niedawno wzniecał ognisko. Drwale? A w środku lasu dalszy ciąg jesiennych zmian. już innych niż jeszcze kilka dni temu i cierpki, zbutwiały, i wilgotny zapach poszycia.

I bardzo szybko zanikają ostatnie kolory i wszystko ciemnieje, szarzeje i mrocznieje. Niby godzina piąta, normalnie popołudniowa z kupą czasu do zagospodarowania, a tu mi jakieś stare instynkty siedzące ( dzięki genom?) w zakątku głowy szepczą: – Wracaj do jaskini, idź spać, ukryj się….

A do przechadzek późnojesiennych krótszych, czy dłuższych, tu, czy tam, samemu, albo z kimś z całego serca Was namawiam.