Bezlitosna bezlistność listopada

Jesienna sesja ogródkowa

Traci jesień na starość rumieńce,

brązowieją pokurczone liście.

Czy to brzoza? Klon? Dziwne odmieńce?

A spadając, szepczą uroczyście..

I choć oznak starości jest wiele:

kruchość, uwiąd, czy też inne zmory

to, przyznajcie, drodzy przyjaciele:

Pierwsze -bledną nam życia kolory.

I bliżej, coraz bliżej wielka, listopadowa pustka

Jaka pustka? Jaka pustka? Właśnie przed chwilą wyszłam i zobaczyłam, że coś pobłyskuje na biało, więc cyk, cyk – fotka ( bo te powyżej są z 13-go listopada) i wam przedstawiam BIEL. Nie mam pewności, nie widziałam go od dawna, ale czy to może być PIERWSZY ŚNIEG? Bo dawno, dawno temu, te śniegi były trochę inne, ale pamięć już nie ta…

Leśne pamiątki

Piękne nasze polskie lasy, jakże piękne! Nasze bogactwo narodowe, nasza duma, nasze zbiorniki dobrego powietrza, miękkich mchów i drewna, drewna, drewna na nasze przyszłe stoły, ławki, a może, a nawet kredensy jakieś!! Kochamy nasze lasy z serca całego, włóczymy się po nich, spacerujemy, biegamy, zbieramy tu jagódki okrąglutkie i granatowe, tam, na polankach poziomki słońcem pachnące, tu borówki wytrawne i czerwone, a gdzieniegdzie pyszne grzybki na naszą polską wigilię, czasem nawet sromotnika upolujemy. Męczymy się, grzejemy. pocimy, czasem denerwujemy, bo jakieś, kurde, ścierwo bzyczące za nami się ugania i gryzie, i pić się chce, i coś by się zjadło…ale Polak obeznany i zawsze ma ze sobą to, co potrzebne, niezbędne, konieczne do przeżycia w lesie naszym, polskim, kochanym, pięknym! Patrioto, Polaku, Bracie, dziś właśnie na krótkim spacerze dwa dni po Święcie Naszym Narodowym zebrałam po tobie parę pamiątek. I sił już mam za mało do dopisania tu czegoś miłego, a co dopiero zrymowanego.

Z jakiego obszaru pochodzą te znaleziska? No, cóż krążyłam po „liściowiskach” w kółko, na przestrzeni około 50 metrów kwadratowych. Dalej bałam się już zapuścić, bo nie miałam kolejnej siatki na te wspaniałe łupy.

Ziuta, Lusia i dyspensa.

ZIUTA i LUSIA sąsiadki z bloku już tu u mnie bywały i zawsze dzieliły się jakimiś przemyśleniami, czy opiniami. Dziś też Lusia wpadła do Ziuty na kawę…

IMG_8804-Hej Ziuta, przybywam z dobrą nowiną!

-Co się stało? Koniec z wojnami na świecie??

-Żarty sobie stroisz  Ziuta, czy co? Poważnie myślisz, że ze mnie pierwsza, lepsza naiwniaczka, co życia nie zna ? Od kiedy się znamy Ziutka, no?

-Długo, kochana,długo, gadaj w czym rzecz, a ja wstawię wrzątek na kawkę.

-Chyba wodę na kawkę?

Luśka, co ty taka drobiazgowa dziś jesteś, fanka Profesora Miodka z ciebie się robi, czy co?

-A kto to, Ziutka, znajomy jakiś? Ale słuchaj, Biskup zezwolił Polakom na jedzenie mięska w ten piątek,wiesz, na to święto, co przypada na jedenastego listopada, niezależności chyba…

-Luśka, Matko Boska, zależni jesteśmy i zawsze będziemy, a to Lusieńko, to święto odzyskania niepodległości!! I pokaż, gdzieś to widziała, to przekażę też Kasi Szymanek, wiesz, tej z dołu, bo pamiętasz chyba,  że mnie już dziś akurat to nie dotyczy, tylko pozwolę sobie wspomnieć, że to jedzenie mięsa w piątki było jednym z moich ulubionych grzechów, taki wiesz, łatwy do przekazania. No, gdzie to masz?

-Sama zobacz, Ziuta czarno na białym napisali….

-Luśka czytaj uważnie, kochana, bo ta dyspensa dotyczy dwóch diecezji tylko: krakowskiej i tarnowskiej, jacyś wybrani chyba…

-To tu u nas bym zgrzeszyła, gdybym tak zjadła, co? Może i tu zezwolą, a co z piwem, Ziuta, czy dyspensa dotyczy też alkoholu?

-Co z ciebie za katoliczka! Luśka! Żeby mogła być dyspensa od alkoholu, to najpierw powinien być pokutny zakaz jego spożywania, a takiego nie ma.

-A może taki by się przydał, Ziuta, co? W każdy piątek, albo i….

-LUSIAAAA!

 

Mgły i zamglenia, krople i kąpiele

No i nadeszły jesienne mgły. Dla kierowców mgła jest niebezpiecznym ograniczeniem widoczności, dla innych jest tajemniczym, wyciszającym świat i otulającym wszystko obłokiem, dla jeszcze innych paskudztwem, w którym mogą się czaić nieznane postacie zła. Dla mnie ma baśniowy urok, a kiedy się schładza i zmienia w zwykłą wodę – robi to z wdziękiem. 

W mglisty dzień, w pewnym ogrodzie,

przemarznięta muszka mała,

przysiadła na liściu klonu,

a skrzydełka brudne miała

Gdybym ja była tą muszką,

(och, wybaczcie marzycielce)

chętnie bym się wykąpała

w chłodnej, czystej mgły kropelce.

Przecież, dla wszelkich owadów,

jesień jest bezpieczną porą

pająki się już schowały,

by zimować gdzieś pod korą.

Jesienią na pustych nitkach

huśtają się wodne korale

i muszki mogą się kąpać,

pająków nie bojąc się wcale.

Jeszcze coś kwitnie?

KWITNIE!!

Czy jest nadal w dobrym tonie

mieć begonie na balkonie ?

Ja już się w tym wszystkim gubię!

Bo… widziałam gdzieś wytyczne,

by hodować egzotyczne,

a to takie, jakich nie lubię!

Już nie dla mnie te fanaberie:

kuflik, czy jakieś plumerie,

kolokazje i albicje.

Judaszowiec? Co to – to NIE!

Mam begonie, pelargonie

(i jak widać – niskie ambicje).

Snując się tak po ogrodzie,

wiem, że nie ulegnę modzie

i świata już nie dogonię.

Sama – gatunkowo stara,

nowościami się nie jaram.

I wciąż będę kochać begonie!

I OSTATNI DZWONEK, którym sobie zadzwoniłam i stare już bardzo marcinki.

A co i gdzie Wam jeszcze kwitnie?

Orzechy pod strzechy!

ORZECH WŁOSKI – liściaste, duże drzewo, które w stanie dzikim rośnie sobie i w Himalajach, i w Chinach, i we wschodnio-południowej Europie. U nas już okiełznane i oswojone, ale  w przydomowych ogródkach uprawiane raczej rzadko,  bo zajmuje sporo miejsca. U mojej przyjaciółki zza płota – JEST, nawet dwa! Niesfornie i bujnie się rozrosły, ale zawsze o tej porze roku mogę, przeganiając najpierw wiewióry krążące po gałęziach – uszczknąć sobie kilka orzechów, więc chrupię, a wam chciałabym przypomnieć, jakim cudem jest orzech dla naszych zdrowotnych potrzeb:

Wartości odżywczeZawartość w 100 g orzechów włoskich
Wartość energetyczna654 kcal
Białko ogółem15,23 g
Węglowodany13,71 g
Tłuszcze65,21 g
Błonnik6,7 g
Witamina A20 IU
Tiamina (witamina B1)0,341 mg
Ryboflawina (witamina B2)0,15 mg
Niacyna (witamina B3)1,125 mg
Witamina B60,537 mg
Kwas foliowy (witamina B9)98 µg
Witamina C1,3 mg
Witamina E0,7 mg
Witamina K2,7 µg
Wapń98 mg
Żelazo2,91 mg
Magnez158 mg
Fosfor346 mg
Potas441 mg
Cynk3,09 mg
Sód2 mg

 Dane pobrane ze strony

logo

                                                 RECEPTA:

Precz, precz dietetyczne grzechy,

schaby, steki czy bigosy –

czas najwyższy na orzechy!

Orzech – dobry jest na włosy,

na ból mięśni, stawów, kości,

na bezsenność, rwanie głowy

i na takie przypadłości,

jak brak sił pocovidowy.

Brak ci białka, pamięć w strzępkach?

Skurcze nóg, a w sercu szmery?

Spoko, ziomal, nie wymiękaj –

chrup orzechy, do cholery!             

(przepraszam za ostatni rymek, fuj, brzydko!!)

Wnętrze orzecha umieszczone w twardej skorupce kojarzy mi się….nie powiem, ale czekam na wasze sugestie, ciekawe czy są zbliżone?

Kiedyś znalazłam takiego, leżącego całkiem płytko w ziemi „niemowlaka” orzecha, wsadziłam go nawet do doniczki, ale niestety, zmarniał. Wyjechałam, a nie wynajęłam opiekunki.

Chrupiąc – pozdrawiam wszystkich amatorów orzechów wszelkich!!! (podobno 6 orzechów włoskich ma tyle samo kalorii co jeden pączek! I z tego powodu nie zjem dziś już niczego na kolację)

październik – paździory i kolory

Większość z was zdaje sobie oczywiście sprawę że nazwa tego miesiąca –  październik – pochodzi od suchych łodyg lnu  i konopi, które zbierano najczęściej właśnie w październiku. Środkową część rośliny stanowią drogocenne włókna, to z nich po  odpowiedniej obróbce uzyskuje się właściwy surowiec – lnianą nić, z której można tkać piękne tkaniny. Z paździerzy produkowano kiedyś sznury i worki, obecnie, jak mi się wydaje przede wszystkim płyty paździerzowe. W obecnych czasach wszystkiego można się dowiedzieć zaglądając do sieci i nawet nie wiem, czy powiastka Marii Konopnickiej „Jak to ze lnem było” jest jeszcze w spisie lektur(?) https://www.youtube.com/watch?v=jcWOUQCEPKM

To tyle o PAŹDZIORACH. Teraz o KOLORACH, bo pan Październik to malarz jesieni. Używane przez  niego kolory do malowania liści  zależą oczywiście w dużej mierze  od temperatury, wilgotności powietrza, ilości promieni słonecznych, a nawet gleby – z zielonych liści zanika stopniowo chlorofil, a zastępują go stopniowo  „farby” : karotenoidy, ksantofile (barwią liście na żółto, pomarańczowo) i antocyjany ( w odpowiednich momencie doprawiają wszystko czerwienią i fioletem). Jaka z resztą nie byłaby przyczyna kolorów naszej  październikowej ZŁOTEJ JESIENI – jest ona PIĘKNA, niby powtarzalna, a każdego roku odrobinę inna – to już zależy od „widzimisię” głównego MALARZA i patrzących oczu.

ŻÓŁĆ ŻÓŁCISTA

CZERWIEŃ CZERWIENISTA

BRĄZ BRĄZOWISTY

A gdzieniegdzie jeszcze się coś zieleni, a nawet bieleje…

na chorobowym…

IMG_8351

Nie złapałam ostrości, bo wzrok zmącony i jasność pomroczną w sobie czuję, a że fotki robię tylko aparatem – mam za swoje. Na pytanie wnuczki o to, „czy wydobrzywuję” odpowiedziałam, że tak, chociaż wkurzający jest fakt, że nawet CZOSNEK PACHNIE NICOŚCIĄ. Czyli już wiecie. Te dwie kreski to nie ciąża, a covid. Przebieg na razie dostosowany do mojego progu odczuwania chorób i cierpień. Nieprzyjemna jest ta słabość ogólna, brak mocy w rękach ( dziś nie dałabym rady udusić nawet muchy, a co dopiero jakiegoś wroga) i opór nóg przed spacerkami. Zamaskowuję się przed wszystkimi, włączam tryb życia na hotelowo-wypoczynkowy ( dosłowne zalecenie lekarza), a wszystkich, którzy tu wpadną pozdrawiam serdecznie i sorry, ale od dziś jestem na CHOROBOWYM.. Muszę dojść, czy tam wrócić, do siebie.

Co tu się dziwić?

Fotki i wpis robiłam w połowie września, różne zawirowania sprawiły, że drukuję  to później, czyli dziś. (30 września). O zawirowaniach kiedy indziej, jak tylko dojdę do siebie.

                                            Pamiętacie ten dowcip?

Spytano  kiedyś górala siedzącego pod jodełką: – Gazdo, a co wy robicie, jak macie czas?

Gazda odrzekł: – Jak jo mom cas, to siedzę i myślę.

No gazdo, a jak nie macie czasu? :Jak jo ni mom casu, to tylko siedzę.  

A ja mam dzisiaj czas, więc MYŚLĘ, ale nie usiadłam, tylko łażę i oglądam różności jesienne i przy tym oglądaniu, i myśleniu DZIWIĘ się nadal niektórym rzeczom i zjawiskom, piszę NIEKTÓRYM, bo są też takie, którym pomału, powoli, obserwując życie dziwić się przestaję. Przestaję się dziwić temu, co jedni ludzie potrafią zrobić innym, temu, że ciągle, gdzieś ludzie ze sobą o coś walczą, przestaję się dziwić temu, że jeden człowiek potrafi mamić większość swojego narodu, przestaję się dziwić temu, że ludzie o małych rozumkach i bardzo wybiórczej wiedzy potrafią  zmienić i zepsuć  wszystko to, do czego się zabiorą i to bez krzty krytycyzmu, a co więcej – z głębokim przekonaniem, że są zbawcami. Może za późno doszłam do „nie ma się co dziwić”, bo przecież żyję już ładny kawał czasu na tym świecie i co pozostaje? Smutek. Smutek. Smutek. I gdzieś tam, w głębi, spychana na samo dno odrobina nadziei? Nie wiem.

A nadal dziwię się, że z takiego maciupeńkiego nasionka BRZOZY wyrasta piękne, duże drzewo. I absolutnie mnie zdziwił fakt, że aby nasionko mogło się uaktywnić musi być wcześniej porządnie schłodzone, wręcz przemrożone?

I dziwię się jeszcze ciągle jak piękne i apetyczne, chociaż przecież trujące są owoce CISU – nie dla wszystkich chyba, bo niektóre ptaki ochoczo wydziobują tylko sam kolorowy miąższ.

A tu, przy jałowcu nic mnie nie dziwi, rośnie on sobie bez względu na pogodę, nie truje i jak tylko ściemnieją mu jagody zbiorę garść w celach gastronomicznych.

Dziwi mnie natomiast, skąd się raptem wziął  w tym suchym lecie  CHMIEL? Rozpanoszył na kilku nadrzecznych drzewach, a samą rzeczkę chociaż dzielnie się trzyma, susza zmusiła  do odsłonięcia kilku tajemnic. I byłam też zdziwiona, że obecnie rzadko które piwo robione jest na bazie chmielu

I zadziwia mnie  „trójkolor” różnych pięter łąki. Z tyłu nieźle wyglądające ciągi drzewek, w środku przesuszone i marniejące różne rodzaje traw, a od frontu rozrastająca się coraz bardziej i to bez względu na ilość wilgoci NAWŁOĆ, która jest ponoć bardzo, bardzo inwazyjna i przed którą  zaczęto nas ostrzegać

Rok w rok dziwię się ORLIKOM, które wyglądają ślicznie gdy kwitną oraz interesująco, gdy się starzeją, zasychają i uwalniają kolejne pokolenia, które ochoczo czekają w ziemi na nowe życie. Niektórzy ludzie też pięknie się starzeją.

Jeśli jeszcze ciągle znajdujemy rzeczy, które nas nadal dziwią – to chyba dobrze??

 

Przygotowania

Ale się ucieszyłam! Wiwat! Wreszcie ktoś rozsądny, mądry i doświadczony życiowo oznajmił, że my, Polacy  nie musimy marznąć w zimie, nawet wtedy, kiedy sytuacja kraju związana z opałem i paliwami jest trudna. Przecież każdy z nas ma  kupę rzeczy, które nadają się do spalenia i ogrzania naszych domostw. Stare stołki, zepsute szafki, wetknięte w kąt  niepotrzebne, nieczytane książki, zużyte kiecki, garnitury – dziś już za małe na pana domu, masy tekturowych pudeł po zakupach online, a nawet te różne, poutykane w skrzypiących szafach  paczki z gazetami z dawnych lat, listy, rachunki, (nie mówiąc już o tej wysłużonej, cepeliowskiej szafie, nabytej sto lat temu z POŻYCZKI DLA MŁODYCH MAŁŻEŃSTW). Palmy, kochani czym się da! Polak nie może marznąć tylko dlatego, ze coś się komuś popieprzyło na temat ilości węgla w naszej ziemi, czy perturbacji z chimerycznymi dostarczycielami źródeł ciepła. PALCIE! WSZYSTKIM! POZA OPONAMI!  I innymi takimi rzeczami (?)

IMG_8308

(zrzut z ekranu):

Kaczyński: palić „wszystkim poza oponami i podobnymi rzeczami”.

                                                                   *

Nasze alternatywne zapasy opałowe:

My zresztą jesteśmy przygotowani! Już w maju zakupiliśmy trochę drewna, więc się jakoś ogrzejemy w te paskudne, nadchodzące zimne dni, a jak doniosę chrustu w zapasce na plecach i przejrzę papiery w kątach przygotuję makulaturę, to ho, ho! Kilka starych mebli też się znajdzie.

A co z resztą zimowych zabezpieczeń?? Jeszcze tylko dokupię świece, trochę kapusty, cebuli i ziemniaków, bo ryż i olej (polski rzepak, jasne!)) już mam!  Zabezpieczcie się, moi drodzy ! Oby do wiosny!