wyliczanki 15+

Czy ktoś je pamięta?

Bo dla mniejszych dzieci to były np.takie:

Uno, Due rike, fake

Torbe, Borbe ósmesmakie,

Eus, Deus kosmateus 

i morele baks!

No, to dziś, dla nieco starszych przedstawiam nową wersję (można, oczywiście używać jej do gier towarzyskich, rodzinnych i wszelkich innych:

Uno, due, like fake,

a tu draka goni drakę,

Eus knuje, Deus szczuje,

Kosmateus potakuje,

Eus wszystko podpisywał, 

a Deus wetuje.

Uno, due, rike fake,

torba z borbą piją sake.

Oze – sroze nie pomoze,

Brałn, morele, Czarny strach,

a my wszyscy bach i krach!

 

Znalazłam w sieci adekwatny rysunek pana Mleczki, nawiązujący do innej, dawniej znanej wyliczanki. I muszę powiedzieć, że miałam szkic nowej ZANIM to zobaczyłam. Co tylko potwierdza, że ludziom coś się może wspólnie skojarzyć. Pociągnęłam dalej:

Trumf, Trumf Misia Bela,

Misia, Kasia konfacela,

Misia A, MisiaBe,

Misia, Kasia konface.

A TERAZ:

Trump, Trump, Putin Bela,

jeden strzela, drugi strzela,

Misio Zły, Misio Be,

który końca świata chce?

No!

Są, proszę państwa, wiosny oznaki:

Po pierwsze – wróciły wreszcie szpaki

i wszystkie na jakimś dziwnym głodzie,

biegają żwawo po mym ogrodzie

wydłubując z trawnika robaki.

Po drugie, na marnych, starych rabatkach,

gdzie sterczy tylko uschnięta natka,

żółty motylek – wcześniej zbudzony (?)

macha skrzydłami zły, zawiedziony

brakiem nektaru w moich trzech kwiatkach.

Po trzecie, słońce, słońce, och, słońce

coraz cieplejsze ( bo nie gorące)

stara się ogrzać, co tylko może:

nas – ludzi, drzewa, zwierzątka w borze

i mgły poranne na bliskiej łące.

Ja – też wiosenna, cichutko wzdycham

i jak co roku – wiosennie KICHAM.

Wesoły 8 marzec

O! Dzień Kobiet! Mówiąc między nami

ucieszyła się dziś pewna pani,

bo ON, w lepszym nastroju,

zostawi ją w spokoju

i świętować będzie z koleżkami.

 

Anna – będąc dość silną kobietą,

wobec przemocy stawiała veto,

raz się jej nie udało

i bolało ją ciało,

po spotkaniu z Tomaszem – atletą.

 

 

Lilka – kobieta z miasta Pułtuska

wielką sympatią darzyła Tuska.

Jej mąż miał inne zdanie,

zasłużyła na lanie,

a jej z oczu spadła wreszcie łuska.

 

 

Zosia krzyczy: – My, dzielne kobiety

dobiegniemy zawsze do mety! –

lecz wybrała złą drogę,

mąż podstawił jej nogę,

więc dziś siedzi milcząc, niestety.

BÓB w DZIÓB i chrup.

Pisząc DZIÓB nie miałam na myśli Was, to oczywiste, ale pasował mi do tych wariackich rymków o BOBIE. Jestem amatorką bobu i kiedyś tu napisałam coś w rodzaju instrukcji dotyczącej sposobu gotowania. Mój pierwszy bób spotkałam na wakacjach, które dziewczęciem będąc spędzałam na normalnej wsi, w normalnej chacie z dwoma oknami, kominem i drewnianą werandką obrośniętą czymś, co się pięło. Bób przyniosła mi w fartuchu moja babcia ( ze 100 lat temu, oczywiście). Rósł on za chatą między zagonami ziemniaków i kopru. Rzuciła wielkie strąki na ławeczkę werandy i rozkazała : – Wyłuskuj! Wyłuskałam, bób się ugotował, a ja, czytając znalezioną na strychu książkę pt. „W pustyni i w puszczy” pożerałam go jak zdziczały zwierz. I tak mi zostało. Teraz, bób, książki i ja stanowimy drobny element jednej z chwil, które nazywam SZCZĘŚLIWE.

Zdobądź dziś prawdziwy łup,

omiń ciasta, szynki, drób,

lody i butelek skup,

O, spójrz – jest mrożony BÓB,

nie stój nad nim tak jak słup,

pędź do kasy i go kup.

Wróć do domu i się skup!

Nie czeka cię dużo prób,

woda, koper, sól i BÓB,

Widzisz? Łatwe, więc to zrób!

Żadnych klusek, żadnych krup,

dziś króluje pyszny BÓB,

Już gotowy? To go skub.

 

I zadowolone ciało –

Och, jest pyszny! – zawołało –

częściej, proszę gotuj  BÓB,

będę wdzięczne aż po grób!