…ale to już było

Było, ale pytanie jest nadal aktualne. Nie ma głupich pytań. Czekam na odpowiedź.

SZTUKA? ZWYKŁA SZTUCZKA?

Tytuł -poranne owoce do jogurtu
Tytuł: Owoce do porannego jogurtu

Tytuł - Przejrzałe owoce do jogurtu
Tytuł: Przejrzałe owoce do porannego jogurtu

Czy istnieją w tym kraju przejrzyste wytyczne

dotyczące tego, co jest ładne i prawdziwie artystyczne?

Czy jest jasne, co odrzucać, tępić, traktować jak kicz i śmieć?

I czego prawdziwy Polak nie powinien w domu mieć?

Tytuł - Pejzaż323
Tytuł: Pejzaż 324

Pytam, bo chcę być cool i oczywiście  au courant

i wiedzieć: oto sztuka,  a to obok – zwykły  kant.

Czy prosty obraz: „Czarne Kropki Na Zielonym Tle”,

jest już sztuką, a „Jelonek Przy Źródle”to  już nie?

Wąchock 2010,Głosków 027

Czy rzeźba: „Sołtys W Glinie?” zasłużył na sławę?

IMG_7785  IMG_7783

Chyba tak, bo gdy zerkam na kolejną zjawę,

myślę, że za tę w spiżu ciosaną, setną, znaną postać,

twórca  powinien mandat (wysoki!) lub, wręcz areszt dostać.

Tytu - Co zobaczyłam we wzorze kafelków w łazience
Tytuł: Ujrzana we wzorze kafli łazienkowych

Dlaczego coś jest sztuką? Gubię się w tym świecie.

Liczy się kontekst? Nazwisko? Zamysł? Też nie wiecie?

Czasem patrzę na DZIEŁO i myśl przyfruwa zła:

więcej piękna i czaru  niż TO, w sobie ma –

jesiennie odmieniona kupka psia.

nowy folder 013

Nie mam złudzeń i wyjaśniam, (to ostatnia sprawa):

Moje rymki – to nie  SZTUKA –  tylko, ot,  ZABAWA.

Jesień. Ta sama?

Niby inna, a jakby zawsze taka sama

ta nasza jesień. Wiem, wiem, to zresztą nie dramat,

no, raczej……

Patrzcie, tak samo jak zawsze wirują liście

i żółcąc się, jak zwykle, spadają rzęsiście.

A jednak inaczej…

I spójrzcie, na tle lasu znów ta rdzawa plama

inna niż w zeszłym roku, chyba, że ta sama!?

No, może …

Może oczy mam zasnute wczorajszym deszczem

i źle widzę? Ech, bzdura, dobry wzrok mam jeszcze!

O, mój Boże….

Ile jeszcze przede mną tych pięknych jesieni?

Ech, nieważne, to przecież niczego nie zmieni,

lub niewiele, no cóż… .

Będzie oglądać zmienną jesień na tym świecie

ktoś inny, choć podobny. Wszyscy o tym wiecie…

Tak ma być! I już!

Dolny Śląsk – dożynki w Pławnej

Wszystko to się działo pod koniec września podczas naszej kolejnej wizyty we wsi PławnaMIEJSCU MAGICZNYM, jak określa je miejscowy artysta – malarz i rzeźbiarz. Już jakiś czas temu skończyły się zbiory plonów tej pofałdowanej w mniejsze i większe pagórki  ziemi na przedgórzu Karkonoszy, ale przygotowania do dożynek trwały dłużej, bo kończono oddanie wiejskiego Domu Kultury, który był centralnym miejscem tegorocznych uroczystości, a który mieści się w odnowionej starej stacji kolejowej.

Tory przebiegające w jej  pobliżu już dawno zamieniono w ścieżkę rowerową. Można nią dojechać do Lwówka Śląskiego. Wejście na teren dożynek otwierała oryginalna brama z zawieszonego między  ramionami  dźwigów  wielkiego snopa, a po przejściu miejsc zajętych przez ogromne ( i nie wszystkie mi znane) maszyny rolnicze było się już w samym centrum dożynkowego rejwachu. Byliśmy wcześnie, ludzie dopiero zaczynali nadchodzić, ale co ja tu będę opisywać!!

P1020766

Drodzy czytelnicy i czytelniczki! Oto króciutki fotoreportażyk z dożyneczków w tej piękniutkiej wioseczce Dolnego Śląska.

Zapraszamy do stoisk! Po prawdziwe chlebki, miody, smalczyki, ogóreczki, marynaty i tegoroczne dynie!

I były też występy lokalnych zespołów! I był konkurs na najpiękniejszy dożynkowy wieniec!

Działo się tam, działo. Był i pieczony prosiak na rożnie, i tańce, i swawole najrozmaitsze…..ale my nie braliśmy już w tym udziału. A powyżej, na grani, po jeszcze zielonej łące zaczęły schodzić piękne krowy sąsiada i cichym muczeniem oznajmiały, że czas już do domu….

Psi Dzień

W  Psim Dniu ( chodzi o KUNDELKA) chcę przypomnieć psią rymowankę, która tak, już tu była, ale kilka lat temu i nadal jest aktualna, a nie wszyscy ja wówczas poznali. To był taki bardziej psi czas

lato PŁawna 2010 056

Ponoć ostatnie badania dowodzą, 

że KUNDLE z najwspanialszych rodów  się wywodzą.

 Nie zmyślam. Podała to wszechwiedząca   prasa.        

Oświadczono, że KUNDLE to szlachetna rasa.        

IMG_5301

KUNDEL nie ma humorów jak mops, gdy się nudzi

i nawet, gdy się zmęczy, i łapska utrudzi

nie włazi do torebki jak york – spryciarz wielki

i nie żąda fryzjera, jak próżne pudelki.

Taki jamnik. Po licho wciąż jest wydłużany?  

Czy im dłuższy, tym bardziej przez ludzi kochany?

Ale,  biedny, nie wbiegnie za panem po schodkach –

złamie mu się kręgosłup, lub pęknie łąkotka (?) 

Pławna ferie 2011 078

Czy sądzicie, że może bardziej się zachwycę

rottweilerem, buldogiem czy, chociażby

szpicem? ?                                                          

Och, do buldoga nigdy nie przybliżam ręki,

bo dla mnie, ma bestyjka nazbyt męskie szczęki

i powiem wam, a jestem osobą dość szczerą

 że nie zaufam kulturystom – rottweilerom.

A nasz kundel- mieszaniec zebrał w swym

psim ciele najlepsze geny przodków i żąda

niewiele:trochę  żarcia w miseczce, na deser dwie kości, spacerek, bieg z  patykiem

i  sporo  miłości.   

Dolny Śląsk – wulkany

czyli kolejna wizyta na ulubionym DOLNYM ŚLĄSKU

Tym razem KRAINA WYGASŁYCH WULKANÓW:

Tak, dawno, dawno temu na naszej polskiej ziemi też mieliśmy swoje wulkany. Wprawdzie nie aż niebezpieczne, ale były!! Wiele wskazuje na to, że wypluwały coś z siebie szemrząc i sycząc, ale wielkich szkód raczej nie robiły, nie tak, jak te znane, zalewające wszystko co jakiś czas tonami lawy. Były grzeczniejsze. Największy, ale najmłodszy z nich to OSTRZYCA. Dziś łagodny „pagórek” o wys. trochę ponad 500m n.p.m,  pokryty pięknym lasem. Stojąc na szczycie, na zastygłych, bazaltowych blokach lawy możemy się zachwycać wspaniałymi widokami tej okolicy. OSTRZYCA jest czasem nazywana polską Fudżijamą, bo chociaż o wiele mniejsza, to zachowała podobną do niej wulkaniczną sylwetkę.

Skąd o tym wiemy? Zwiedziliśmy tym razem Sudecką Zagrodę Edukacyjną w Dobkowie na pogórzu kaczawskim. Zagroda to pięknie odrestaurowany zespół budynków na bazie autentycznej dawnej zagrody. Obejrzeliśmy  świetnie przygotowane ekspozycje i makiety. Tam o wulkanach wiedzą wszystko. Jednym guziczkiem można było sobie włączyć buchające parą gejzery, obejrzeć co się dzieje, kiedy niefortunnie zatkamy nurt rzeki, można było się udać na trasę w poszukiwaniu polskich agatów i wyszlifować je na miejscu, a przede wszystkim dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy związanych geologiczną historią tych okolic.

Można było też przeżyć „trzęsienie ziemi”. Wystarczyło wejść na platformę, która wyglądem przypomina ring bokserski, a miła pani przewodnik też za jednym wciśnięciem guziczka i fundowała chętnym wstrząsy o sile 4 stopni. Oj, trudno bez chwycenia się balustrady ustać na własnych nogach.

Co jakiś czas odbywają się tam spotkania ze specjalistami z różnych pokrewnych dziedzin – my wysłuchaliśmy prelekcji hydrogeologa z Państwowego Instytutu Geologicznego na temat suszy, jej rodzajów i podejmowanych (chociaż nie zawsze) działań zapobiegających.

Przewijające się grupy indywidualnych turystów oraz wycieczek, zwłaszcza szkolnych, świadczą o atrakcyjności i popularności tego miejsca, które być może niebawem dołączy do Światowej Sieci Geoparków UNESCO.

Jesienne lato

Pani Pająk do rządzenia skora,

rzekła: – Mężu, już najwyższa pora

zebrać żarcie i dzieci,

opuścić zwiewne sieci,

zanim złapie nas jesienna zmora.

Posprzątajmy zatem w letniej chacie,

i spakujmy muszki w marynacie,

zbierzmy swoje pamiątki,

nitki, liście, os szczątki

zanim przyjdzie zima w białej szacie.

Jak podaje leśna kronikarka

Pająk – mąż przez chwilę nieco sarkał,

lecz gdy żona i dzieci

opuścili już sieci,

znalazł willę w sosny zakamarkach.

Pogodzili się łatwo z tą stratą,

bo wyjaśnił im pan Pająk – tato,

że właśnie z tej przyczyny 

puste już pajęczyny

mogą snuć się jako BABIE LATO.

BIŻUTERIA BABIEGO LATA

Studio przedwyborcze ?

Oczywiście – Z okazji WYBORÓW

Na motywach piosneczki „Albośmy to jacy tacy, jacy tacy, chłopcy Krakowiacy….”

My jesteśmy jacyś tacy,

jacyś tacy, jacyś tacy

chłopcy zawadiacy, prawdziwi Polacy

i nie żadni obcy,

tylko narodowcy!

Nikt nam nigdy nie podskoczy,

nie opluje, nie zaskoczy,

Mamy szczere buzie, żyjemy na luzie,

na głowie czapeczka,

pod pachą piłeczka.

Wśród nas nie ma mord zdradzieckich,

niby polskich, a niemieckich,

Sztandary nad głową, czaim to i owo

i na polskiej ziemi

rządzić dzisiaj chcemy!

IMG_9854

Bez nas nie byłoby państwa,

rozpleniłyby się draństwa,

bijatyki, oszukaństwa, 

My przypilnujemy, by na polskiej ziemi

zawsze tak się działo,

jak my, chłopcy chcemy!

„Internet” – nie ma liczby mnogiej

Bez tytułu

Starsza pani wyjechała na dni parę.

Piękny wrzesień! Wzięła plecak i gitarę,

bo w plenerze nic jej więcej nie potrzeba,

no, tak, racja, oprócz wody oraz chleba.

Gdy wróciła, zobaczyła, że, o rety,

ktoś jej zgarnął z komputerka INTERNETY!*

Czyżby przyszło jej, o zgrozo, po tej stracie

szukać bajek ukochanych gdzieś w POLSACIE?

Przeczytała wszystkie miłe jej książeczki,

wydziergała już dla wnuków skarpeteczki,

gotowała przez pół wieku dla rodziny,

urządzała imieniny, urodziny,

wychowała, to, co mogła z niezłym skutkiem –

a dziś zniknął jej INTERNET, a to smutne.

Choć odeszły dawno temu wszystkie ciocie,

miała przecież na fejsbuku ziomków krocie.

Część przyjaciół też już bawi w innym świecie,

ale miała stos znajomych w INTERNECIE!

I mówiła: – Moi mili, ja tam lubię

zerknąć jak ktoś piecze ciasto na jutubie,

Dziś zabrakło starszej pani tej podniety,

bo po prostu ktoś jej odciął INTERNETY

* nigdy tak nie mówimy!

PS. Nie mieliśmy INTERNETU przez kilka dni – stąd rymowanka.