Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
Autor: kryzab
Siedzi baba przy parapecie,
ogląda świat i o nim plecie.
Zanim i my wszyscy, co jest nieuniknione, stąd odejdziemy, pomyślmy dziś o tych, których już nie ma, a którzy w naszych wspomnieniach mogą na krótko znów zaistnieć.
Wszystko to się działo pod koniec września podczas naszej kolejnej wizyty we wsi Pławna – MIEJSCU MAGICZNYM, jak określa je miejscowy artysta – malarz i rzeźbiarz. Już jakiś czas temu skończyły się zbiory plonów tej pofałdowanej w mniejsze i większe pagórki ziemi na przedgórzu Karkonoszy, ale przygotowania do dożynek trwały dłużej, bo kończono oddanie wiejskiegoDomu Kultury, który był centralnym miejscem tegorocznych uroczystości, a który mieści się w odnowionej starej stacji kolejowej.
Tory przebiegające w jej pobliżu już dawno zamieniono w ścieżkę rowerową. Można nią dojechać do Lwówka Śląskiego. Wejście na teren dożynek otwierała oryginalna brama z zawieszonego między ramionami dźwigów wielkiego snopa, a po przejściu miejsc zajętych przez ogromne ( i nie wszystkie mi znane) maszyny rolnicze było się już w samym centrum dożynkowego rejwachu. Byliśmy wcześnie, ludzie dopiero zaczynali nadchodzić, ale co ja tu będę opisywać!!
Drodzy czytelnicy i czytelniczki! Oto króciutki fotoreportażyk z dożyneczków w tej piękniutkiej wioseczce Dolnego Śląska.
„JADĄ MASZYNY………NA NICH DZIEWCZYNY……”NIE ZABRAKŁO DMUCHAŃCÓW : TRAKTORAI ZJEŻDŻALNI….
Zapraszamy do stoisk! Po prawdziwe chlebki, miody, smalczyki, ogóreczki, marynaty i tegoroczne dynie!
I PRAWDZIWE CIASTA!NIKT NIE MÓGŁ SIĘ OPRZEĆ TAKIEJ KROMECZCE…..my teżCZY BOGATY, CZY UBOGI – DZIŚ ZA DARMO PRAWDZIWE PIEROGI !!A JAK KTOŚ POPROSI….JEST TEŻ I BIGOSIKW DOMU KULTURY – WYSTAWA LUDOWYCH ARTYSTÓWBYŁO FARBOWANIE WŁOSÓW?
I były też występy lokalnych zespołów! I był konkurs na najpiękniejszy dożynkowy wieniec!
Działo się tam, działo. Był i pieczony prosiak na rożnie, i tańce, i swawole najrozmaitsze…..ale my nie braliśmy już w tym udziału. A powyżej, na grani, po jeszcze zielonej łące zaczęły schodzić piękne krowy sąsiada i cichym muczeniem oznajmiały, że czas już do domu….
W Psim Dniu ( chodzi o KUNDELKA) chcę przypomnieć psią rymowankę, która tak, już tu była, ale kilka lat temu i nadal jest aktualna, a nie wszyscy ja wówczas poznali. To był taki bardziej psi czas
Ponoć ostatnie badania dowodzą,
że KUNDLE z najwspanialszych rodów się wywodzą.
Nie zmyślam. Podała to wszechwiedząca prasa.
Oświadczono, że KUNDLE to szlachetna rasa.
KUNDEL nie ma humorów jak mops, gdy się nudzi
i nawet, gdy się zmęczy, i łapska utrudzi
nie włazi do torebki jak york – spryciarz wielki
i nie żąda fryzjera, jak próżne pudelki.
Taki jamnik. Po licho wciąż jest wydłużany?
Czy im dłuższy, tym bardziej przez ludzi kochany?
Ale, biedny, nie wbiegnie za panem po schodkach –
złamie mu się kręgosłup, lub pęknie łąkotka (?)
Czy sądzicie, że może bardziej się zachwycę
rottweilerem, buldogiem czy, chociażby
szpicem? ?
Och, do buldoga nigdy nie przybliżam ręki,
bo dla mnie, ma bestyjka nazbyt męskie szczęki
i powiem wam, a jestem osobą dość szczerą
że nie zaufam kulturystom – rottweilerom.
A nasz kundel- mieszaniec zebrał w swym
psim ciele najlepsze geny przodków i żąda
niewiele:trochę żarcia w miseczce, na deser dwie kości, spacerek, bieg z patykiem
Tak, dawno, dawno temu na naszej polskiej ziemi też mieliśmy swoje wulkany. Wprawdzie nie aż niebezpieczne, ale były!! Wiele wskazuje na to, że wypluwały coś z siebie szemrząc i sycząc, ale wielkich szkód raczej nie robiły, nie tak, jak te znane, zalewające wszystko co jakiś czas tonami lawy. Były grzeczniejsze. Największy, ale najmłodszy z nich to OSTRZYCA. Dziś łagodny „pagórek” o wys. trochę ponad 500m n.p.m, pokryty pięknym lasem. Stojąc na szczycie, na zastygłych, bazaltowych blokach lawy możemy się zachwycać wspaniałymi widokami tej okolicy. OSTRZYCA jest czasem nazywana polską Fudżijamą, bo chociaż o wiele mniejsza, to zachowała podobną do niej wulkaniczną sylwetkę.
OSTRZYCA
Skąd o tym wiemy? Zwiedziliśmy tym razem Sudecką Zagrodę Edukacyjną w Dobkowie na pogórzu kaczawskim. Zagroda to pięknie odrestaurowany zespół budynków na bazie autentycznej dawnej zagrody. Obejrzeliśmy świetnie przygotowane ekspozycje i makiety. Tam o wulkanach wiedzą wszystko. Jednym guziczkiem można było sobie włączyć buchające parą gejzery, obejrzeć co się dzieje, kiedy niefortunnie zatkamy nurt rzeki, można było się udać na trasę w poszukiwaniu polskich agatów i wyszlifować je na miejscu, a przede wszystkim dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy związanych geologiczną historią tych okolic.
Chętni mogą podjąć próbę wypłukania sobie kawałków złota,a w pomieszczeniu za otwartymi drzwiami przeciąć i wyszlifować zebrane kamienne trofea
Można było też przeżyć „trzęsienie ziemi”. Wystarczyło wejść na platformę, która wyglądem przypomina ring bokserski, a miła pani przewodnik też za jednym wciśnięciem guziczka i fundowała chętnym wstrząsy o sile 4 stopni. Oj, trudno bez chwycenia się balustrady ustać na własnych nogach.
TAKIE DZIAŁANIA ZMNIEJSZAJĄ ILOŚĆ WODY!!
Co jakiś czas odbywają się tam spotkania ze specjalistami z różnych pokrewnych dziedzin – my wysłuchaliśmy prelekcji hydrogeologa z Państwowego Instytutu Geologicznego na temat suszy, jej rodzajów i podejmowanych (chociaż nie zawsze) działań zapobiegających.
Przewijające się grupy indywidualnych turystów oraz wycieczek, zwłaszcza szkolnych, świadczą o atrakcyjności i popularności tego miejsca, które być może niebawem dołączydo Światowej Sieci Geoparków UNESCO.