Zielone w zielonym

CZYLI – BLISKIE SPOTKANIE TRZECIEGO STOPNIA

Siedział na begonii. Chyba to ON, a nie ONA, bo nie zauważyłam tego POKŁADEŁKA, które powinno być, gdybym miała do czynienia z samiczką. PASIKONIK POLNY, ZIELONY. Jestem pewna, że szukał wody, bo nie ruszał się, nie próbował skoczyć, ani odfrunąć, kiedy podlewałam swoje ulubione kwiaty. Został, więc zrozumiałam, że nie będzie miał nic przeciwko szybkiej sesji fotograficznej, chociaż chwilami patrzył na mnie surowo spod oka. W końcu znudzony pozowaniem, odwrócił się do mnie tyłem i fotka mniej ostra. Tak to jest z pasikonikami w begoniach.

No, popatrzcie, to jest przecież pasikonik,

jak on żyje, czego szuka, za czym goni?

Chce, jak inni, pospać w cieple, gdzieś w sianie,

później zjeść jakieś pożywne śniadanie,

(złapie pewnie tłustą muszkę na łące),

potem, syty, na swych skrzydłach da koncert

z marzeniami, które zawsze są te same,

że grą zwabi tu, do siebie piękną damę.

A to, co się dzieje później jest bardzo, ale to bardzo skomplikowane. Czego się dowiedziałam? Samiczka przy pomocy swojego pokładełka składa w ziemi  kilkadziesiąt, a nawet kilkaset jaj, które zimują w glebie. Larwy, które się z nich wykluwają muszą przejść kilkakrotne linienie zanim dorosną i wykształcą dojrzałe narządy i skrzydła. Podobno może to trwać i kilka lat. A jak długo żyją dorosłe osobniki? 3 – 4 miesiące. Tylko.

IMG_1004

A to mało znany mi osobnik, który gdzie indziej długo siedział na suszących się, mokrych dżinsach. Wszyscy chyba są ostatnio spragnieni.

Lato na lądzie

czyli pierwsza, rodzinna część LATA

Letnie, lądowe spotkanie rodzinne było bardzo udane. Każda z 12 osób „poświęciła” kilka dni swojego urlopu czy wakacji i stawiła się na wybranym miejscu. Tym miejscem było osiedle rybackie blisko jeziora Śniardwy na Mazurach. Nie będę tu opisywać zajęć, rozmów, dyskusji, pogadanek, sprzeczek, urazów i różnorakich rozrywek, bo kto ma najmniejszą nawet rodzinę ten wie, jak to może wyglądać, ale scenografię odnotuję kilkoma fotkami.

WYLĘGARNIA

IMG_0927

Nawet, gdy każdy wszystko ogarnia

i jest nam bliski w swoich  poglądach,

nie zawsze wie, czym jest „WYLĘGARNIA”

i jak wylęganie się  w niej –  wygląda.

TO, CO ZROZUMIAŁAM ( Z RELACJI JEDNEGO Z RYBAKÓW)

Otóż w takiej wylęgarni wylęgają się rybki, młode osobniki, które potem, o odpowiedniej porze wrzucane są do wody i namawiane, żeby sobie rosły zdrowo i dalej się już same rozmnażały w jeziorze, aż do czasu, kiedy część z nich zostanie odłowiona po osiągnięciu, nazwijmy to – pełnoletności, czyli inaczej, wartości kulinarnej. Do wylęgarni wejść nie można, obowiązuje tu, jak wszędzie w podobnych miejscach – rygor sanitarny. Jak to się odbywa? No, cóż, do powstania ryby potrzebne jest mleczko męskiego osobnika (mleczaka) i jajeczko żeńskiego (ikrzaka). Zgrabne ich połączenie skutkuje po odpowiednim czasie powstaniem larw – młodego narybku, czyli NIC NOWEGO, prawda? Ciekawi Was jak odbywa się to połączenie w wylęgarni? Upraszczając – trzeba „wyciśniętą” (często ręcznie) ikrę pokryć „wyciśniętym” mleczkiem. I już. Podobno są też i inne metody pozyskiwania obu materiałów np. przy użyciu delikatnych narzędzi (specjalne pompki) W wylęgarniach całemu procesowi tarła trzeba zapewnić odpowiednie, kolejne pojemniki, czystą wodę, a nawet cykl dobowy (dzień-noc). Nie jest niespodzianką fakt, że przede wszystkim dba się o rozród szlachetniejszych gatunków ryb, inne same robią, co i kiedy chcą, a my możemy sobie je złowić na wędkę. Takie np. okonie usmażone na oleju z dodatkiem masła klarowanego to tzw. niebo w gębie, czy jak to się tam mówi.

Były dni, że z połowu tzw.nici – nic nie chciało skorzystać z naszych propozycji posiłku (robaczek, ciasto, serek, kukurydza, muszka). W pobliżu była na szczęście sympatyczna, obrośnięta malwami rybna restauracja (troć w maśle ziołowym, paluszki ze szczupaka, łosoś z rusztu, sandacz z kurkami), ale dla „ryboniejadów” dysponująca chłodnikiem i naleśnikiem. Gdyby zaś, gdyby, gdyby, gdyby…ktoś się po czymś źle poczuł, mógł natychmiast skorzystać z istniejącego w tym samym miejscu punktu lekarskiego.

Czas rodzinnego, lądowego i pierwszego letniego wyjazdu minął jak z bicza strzelił czyli szybko. Teraz przerwa, bo, a to coś trzeba zrobić w domu, a to coś pozałatwiać, a to jakaś wizyta lekarska, więc za chwilę wykorzystam sobie opakowanie jakiejś przesyłki i będę miała swoje 3P – posiedzę, pomyślę i popstrykam. Ktoś też to lubi?

IMG_1115

Będę, nie będę

Pierwszy wpis lipcowy. No cóż, nie, nie miałam remanentu, ale potrzebny mi był mały remont osobisty, który zrealizowałam wyjeżdżając na kilka dni i spotykając się z najbliższymi osobami, czyli z Rodziną. Kilka fotek z tej wyprawy będzie, ale jeszcze nie dziś. Teraz odwiedziłam „współblogerów” i dzielę się z Wami kolejną rymowanką.

Usiadłam dziś sobie na trawie

blisko lasu przy małym stawie

i złapała mnie dziwna dumka,

bo zachciało mi się kumkać

razem z grupą zielonych żab.

Dwie zarechotały srogo:

W chórze nie brak nam nikogo,

a ty skrzeczysz jak stary krab.

 Miały rację miłe żaby. No i tyle.

Byłam jednak niby żabą choć przez chwilę,

biorąc z nimi udział w tej zabawie,

tuż przy stawie, na zielonej trawie.

Zerkam w górę i widzę ponurą,

ciemną chmurę i chcę być tą chmurą.

Płynęłabym wolno, uroczyście,

płakałabym deszczem rzęsiście,

a na wszystko zerkałabym z góry.

I wszystko byłoby piękniejsze,

może weselsze, chociaż mniejsze!

Bo chyba tak nas widzą chmury?

Ktoś się spytał: czego jeszcze sobie życzysz?

Dziś – być wszystkim, bo już jutro będę niczym,

chcę być wszystkim i zaistnieć wszędzie,

bo mnie jutro już nigdzie nie będzie.

Bóbr, Lis i ja

ORAZ

JARZĄCE SIĘ PRZERAŹLIWĄ CZERWIENIĄ OSTATNIE AZALIE

I dlatego to nie są dobre fotografie. Należało by je może przytłumić jakimś fotoszopem, ale za nimi nie przepadam. Sądzę, że powinnam je „cyknąć” o innej porze dnia/

Dawno temu moja nauczycielka języka polskiego powtarzała nam często, że nie należy zaczynać zdania od słowa WIĘC.” Już się na nią nie natknę, więc dziś, więc dziś….

Więc…zgodnie z bloga profilem

posiedzę  tu  jeszcze chwilę

i pisząc wariackie rymki,

znajdę przaśne przymiotniki,

i wykwintne rzeczowniki,

a nawet przyimki.

Ktoś mądry mi zaraz powie,

oj, źle się zabawiasz słowem,

no, cóż, moi mili, trudno,

ale żeby nie głupotki,

durne rymki, bzdurne plotki,

to byłoby nudno!

Pan Bóbr,                                                                                    

gdy tylko mógł

kąpał się w rzece Bobrze.

Robił to często i dobrze.

I choć czasem Bóbr czuł

że go oblepia muł,

a do tego dość szczodrze,

nie przestawał się myć

chciał czystym bobrem być,

Przyznajcie, że postępował mądrze!

Pewien Lis zgodnie ze swą naturą

bardzo lubił przyglądać się kurom.

Dziś, będąc już na emeryturze,

odwiedza pobliskie farmy kurze,

kryjąc się w krzakach, włażąc do rowu,

patrzy na kurki ( z wolnego chowu!)

Pewnego razu jadąc na quadzie

usłyszał : Precz stąd, ty kurojadzie!!

Ot, mieli rację, więc po kryjomu

uciekł z tej farmy i siedzi w domu.

O, ludzie!

Nic się nie zmieniło od tego wpisu ileś lat temu, a nawet jest gorzej, bo znacznie więcej reklam niż treści. Tytuły „powalająco – intrygujące”, och, otwórz, otwórz, a dowiesz się co ten zrobił tamtemu i jak żyć, żeby dożyć i jak podlewać i czym, żeby wyrosło. OTWIERASZ, a tam te same bzdury i prymitywne zachęty do tego i owego oraz oczywiście trudne do szybkiej likwidacji REKLAMY wszystkiego. I najrozmaitsze błędy.

IMG_6913

TE PRODUKTY… zapewnią ci szczęście,

TYM… mydełkiem myj się jak najczęściej,

TAK… usuniesz z ucha cały brud,

TYM… załatwisz w twoim aucie smród,

TYLKO TO… dosypuj do płukania,

TYM… sposobem nie dopuścisz do włamania,

TO… pij na czczo, a nie będziesz miał ciśnienia,

TAK… się Ziuta pozbyła kamienia,

TEGO… użyj, gdy gotujesz sosy,

TYM.. rzecz jasna smaruj na noc włosy,

TYLKO TO…uchroni cię przed rakiem,

CHLEB DOMOWY – NASZYCH CZASÓW ZNAKIEM!

TAKA… KAWA poprawi ci nastrój,

TO…założysz –  on na wieki – jest TWÓJ,

TYM… wyczyścisz wszystko to, co brudne,

TO… poczytaj, nie jest trudne, ani nudne,

TYLKO TO… ochroni twe jelita,

TEN… świadomy, który Googla pyta.

IMG_6903
zima 2013 109
IMG_6904

Lektorzy własnym uszom nie wierzą…

bo…pod dwójką

w dwa tygodnie, bez wysiłku i wkuwania,

osiem rodzin z tego bloku po chińsku pisze podania.

                      W medycynie jak w kinie…

IMG_6890
IMG_6894

OCH, ORTOPEDZI SĄ PRZERAŻENI……

                          Kolano tak bolało Janusza,

                       że Janusz się prawie nie ruszał.

Skalpel naostrzony, Janusz przerażony, chirurg gotów czeka,

                                 a Janusz ucieka.

  Nie, nie tniemy – woła, biegnąc. Już jest zdrowe to kolano,

          żona mi tu przemyciła kurkumę i oregano!!!

IMG_6898
IMG_6906

                      To TU… na tej łące

                                                  Ziuta odkryła

                                       miętę, która jej talię zwęziła.

           (A zawsze miała spory obwód i już jej groził zawał i rozwód)

          Teraz, (i za to dziękuje Bogu ) wziętą modelką została w Vogue’u.

IMG_6910

Dermatolodzy jej nienawidzą

bo skóra Lusi się nie starzeje.

Smaruje się ino świeżą słoniną,

kasę oszczędza i wciąż młodnieje.

Już niczego więcej Wam tu nie wyliczę, proszę tylko: BĄDŹCIE CZUJNI ! 

Nie??

Pierniczę!!

                               

Majowe marzenie

Gdybym jeszcze tylko mogła, gdybym mogła….,

gdyby ta wariatka – starość mnie nie zmogła,

to bym zaraz, dziś lub jutro, ale w maju

poleciała  chociażby do Paragwaju…,

albo…wspięłabym się sama gdzieś na wierchy,

raczej niższe (nasze, polskie), więc bez Szerpy!)

Gdybym była odrobinę mniej skostniała,

to rękami i nogami bym machała,

i przebiegłabym truchcikiem długą trasę,

odpoczęłabym chwileczkę, gdzieś pod lasem,

trzy dni później wzięłabym udział w regatach,

nie, nie w Gdańsku, lecz w tych Dookoła Świata.

Gdybym nadal ciągle tkwiła w tejże bajce,

oglądałabym wschód słońca na Jamajce…,

odrzuciłabym do kąta swoją laskę

i pognałabym na biwak – na Alaskę.

Gdybym tylko, choć raz jeszcze wszystko mogła...

ot, za późno, durna starość już mnie zmogła

Już przestaję! Wezmę książkę, sparzę kawkę,

siądę sobie na werandzie (mam tam ławkę).

I nie mówcie mi, że mogłoby być gorzej,

lecz się zgódźcie, że pomarzyć każdy może.

 

Tylko Zieleń

Śniło mi się, że nie ma na Ziemi  ZIELENI,

a wszystko jest okryte ŻÓŁCIĄ i ORANŻEM,

( lecz gdyby się na jawie kolor ziemi zmienił-

na myśl o tym, kochani, nie tylko ja zadrżę!)

Ktoś tu szepcze, że mogłaby być FIOLETOWA,

ot, przypadek, bo niby dlaczego ZIELONA?

Na myśl o tym, kochani, pęka mi wprost głowa,

mgłę mam w oczach, omdlewam, czuję wręcz, że konam!!

A gdyby tak – powiadasz – tonęła w SZAROŚCI,

lub w byle jakim BRĄZIE, jak to lniane siemię?

Przestań gadać te bzdury, bo już mnie to złości –

dodam, że opuściłabym  tę inną ZIEMIĘ.

Jazz

Wydaje mi się, że rok w rok zaznaczałam tutaj, że 30 kwietnia  to Międzynarodowy Dzień Jazzu. (Jasne, kto go obchodzi, ten obchodzi i jasne, że nie wszyscy muszą) Ja obchodzę w taki sposób, że go słucham, tzn. Jazzu. Nie tylko w tym dniu zresztą. I dziś zatem króciutki jazzowy sygnał dla tych z Was, którzy to lubią, pomieszany  z sygnałami dotyczącymi WIOSNY – Wiosny już pełnej, dojrzałej, dorosłej…..

A teraz Oscar Peterson ( ur.15 sierpnia 1925r – zmarł 23 grudnia 2007r) – kanadyjski pianista i kompozytor jazzowy ze swoim trio:

oraz z innym sławnym pianistą amerykańskim Count Basie ( ur. 21 sierpnia 1904, a zmarłym 26 kwietnia 1984r):

czyli wiosenny jazz…

Nasza Ziemia

PRZYPOMNIENIE:

ŚWIĘTO MATKI ZIEMI ZOSTAŁO UTWORZONE W 2009 ROKU PRZEZ ZGROMADZENIE OGÓLNE  ONZ. CEL – TO OCHRONA NASZEJ PLANETY I PROMOWANIE HARMONII Z NATURĄ I ZIEMIĄ.

Hiszpania 04.2011 204

„Wzywam rządy, przedstawicieli biznesu i wszystkich obywateli świata do okazania należnego szacunku Matce Ziemi oraz do dbania o nią w sposób, na jaki zasługuje.” – oświadczenie sekretarza generalnego ONZ na obchodach w 2010 r.

ZIEMIO –  PLANETO LUDZI. PRZEPRASZAM!

IMG_0784

PRZEPRASZAM.

Za morskie fale pokryte ropą, zastygłe w bezruchu,

za skrzydła gęsi wędrownych obklejone smarem,

za twardy stos plastiku w wielorybim brzuchu,

za smród miast i powietrze duszące i szare.

PRZEPRASZAM –

Za kikuty wszystkich, ściętych w lasach drzew,

za ginące w nich zwierzęta i ptaki.

Przepraszam. Już widzimy Twój wielki gniew,

jego siłę, moc i jasne oznaki.

PRZEPRASZAM.

Za zasnucie dymem czystych słońca wschodów,

za zatrucie rzek, jezior i zielonych pól,

za roztapianie twych odwiecznych lodów.

PRZEPRASZAM i rozumiem twój ból.

ferie 2015 059

PS.

Wyszłam dzisiaj do ogródka wcześnie rano,

żeby zanieść szalik zmarzłym tulipanom.

Widzę  kwiat od nowa nagłym chłodem ścięty,

a na nim przycupnął  robak – też  zmarznięty.

Co się dzieje z tą WIOSNĄ? – spytał bardzo zły –

oszalała  NATURA? Nie, robaczku, MY.