Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
Autor: kryzab
Siedzi baba przy parapecie,
ogląda świat i o nim plecie.
Dwa dni temu czyli 23 stycznia był Dzień Pisma ręcznego. Chciałam, bardzo chciałam coś znów na ten temat napisać ( już nie ręcznie, oczywiście), ale jakieś inne, bliżej nieokreślone działania odebrały mi tę możliwość. Jestem jednak pewna, że ta starsza rymowanka jest nadal aktualna i przybliży nam to nieodwracalne już zjawisko.
WIMA – Writing Instrument Manufactures Association na Dzień Pisma Ręcznego wybrało datę 23 STYCZNIA – w tym dniu bowiem urodził się amerykański polityk John Hancock , jeden z sygnatariuszy Deklaracji Niepodległości – znany z bardzo dużego, ozdobnego podpisu. W dobie komunikatorów, e-maili, telefonów komórkowych przestajemy pisać na papierze, trochę inaczej pracują nasze ręce i tym samym inaczej aktywizuje się mózg.
Jeśli ktoś, kiedyś sądził, że będziemy wiecznie
zapisywać swe myśli rysikiem i piórem,
długopisem, ołówkiem – krótko mówiąc: RĘCZNIE,
ten dziś się czuje głupio i sny ma ponure
Pach, pach! Dwa paluszki nad dziwną maszyną
w ruch wpędzone – stawiają literki i słowa,
zdania krótsze i dłuższe już w przestrzeni płyną,
pach, pach po klawiszach – wiadomość gotowa:
„Tu jestem” i „To robię”, ” A ty, jak się czujesz?”
PS. Chciałabym, chciała, ale ja jestem jak ta, o której sto lat temu śpiewała mi moja mama parafrazując znaną kołysankę „Ach, śpij, kochanie….”
Więc śpij, bo właśnie
księżyc chowa się za chmurę, zaraz zaśnie,
wszystkie córki, nawet złe,
pogrążone są we śnie, tylko jedna moja córka jeszcze nie.
Też śpiewałam, a zamiast córki, występowały też lewki, sroczki, myszki, żabki i różne inne stwory, ale zawsze te ZŁE, co to nie chciały usnąć.
A ja, to zwykła bezsenna SOWA.
Chciałabym przypomnieć Wam starą „kołysankę” z Kabaretu Starszych Panów, a pięknie śpiewaną przez Magdę Umer. Część zawartych w niej treści już nieaktualna, ale tylko część. Dobranoc.
Dawno, dawno temu na płaskowyżu w Andach, w państwie Peru ( ale i w Boliwii, czy w Chile) uprawiano coś, co, mogło zaspokoić głód wielu, a co wytrzymywało niekorzystne, ubogie warunki – a był to ZIEMNIAK. Do Europy trafił podobno pod koniec XVI wieku, a do Polski przywiózł go Jan III Sobieski – w formie egzotycznego kwiatu zresztą, dla znanej ogólnie kochanki. Dopiero pod koniec XVIII wieku BULWĘ ZIEMNIACZANĄ rozpleniono porządnie i zaczęto ją hodować na większych obszarach. Pomijam szczegóły dotyczące jej poznawania i doskonalenia na tle dziejów – dość, że dziś można się nią najeść. Nadal. I to jest wspaniałe.
I OBY TAK BYŁO DALEJ, BO……..
Gdzieś przeczytałam, że w starym słowniku języka polskiego (J.Karłowicz, chyba początek XX wieku) przytoczono około 100 ludowych określeń ziemniaka. Niektóre funkcjonują do dziś:Na Mazowszu i na Śląsku – to KARTOFEL lub ZIEMNIAK. Na Kaszubach – to BULWA. W Małopolsce – są GRULE, a w Pyrlandii, czyli w Wielkopolsce – PYRY. Zauważyłam, że obecnie w całej naszej Ojczyźnie każdy nazywa ziemniaki tak, jak chce. I bardzo dobrze, bo:
Jedni lubią biszkopty, salceson, miód, gofry,
no i dobrze lubcie sobie, proszę,
a ja, żyć bym nie mogła bez zwykłych kartofli
i kartofle wciąż do domu znoszę.
Gdy pomyślę, że na świecie mogłyby nie być,
kartofelków, ziemniaczków, czy gruli,
to smutek mnie ogarnia i chce mi się powyć,
a ma dusza ze strachu się kuli.
Gotowany, pieczony, starty, rozgnieciony,
jako frytka, smażony w panierce,
pokrojony, utarty, czy też upieczony-
to on koi mój brzuszek i serce.
Furda, kasze ( nie nasze), tapioki, burgule,
pal sześć kluski i wszelkie placuszki,
gdy grul nie zjem – to czuję jakieś dziwne bóle
i drętwieją mi wszystkie paluszki.
OKOPOWE, OKOPOWE – CZYLI MIĘDZY INNYMI – WŁAŚNIE PYRY!
Czy to w Polsce, czy gdzieś na świecie, czy to w górach, czy na równinach, czy na wielkich balach, czy pod kocykiem w domku, czy w samotności, czy wśród przyjaciół, czy w pełnym zdrowiu, czy odrobinę chorzy i cierpiący – powitajmy NOWY ROK ciepło i może z ostrożną, ale NADZIEJĄ. Niech będzie on lepszy dla wszystkich.
Może i mogłabym ŻYCZYĆ WAM WSZYSTKIM – WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, ale to trochę bez sensu, bo i tak nie mogłoby się spełnić. ŻYCZĘ WIĘC DUŻO DOBRYCH ZDARZEŃ I WIELU DOBRYCH LUDZI WOKÓŁ, SPOROSPOKOJU I CAŁEJ GROMADY RADOSNYCH CHWIL i TYLKO KILKU MALUTKICH SMUTKÓW, bo wiadomo, że i takie się trafią.
NIECH SIĘ WSZYSTKIM UDADZĄ USZKA!NIECHAJ KAŻDY Z WAS ZOSTANIE OBDAROWANY
A NOWY ROK NIECH BĘDZIE AUTENTYCZNIE NOWY, PRZYJAZNY I Z KILKOMA WSPANIAŁYMI NIESPODZIANKAMI – jakiekolwiek miały by one nie być. KAŻDEMU ( HA!) WEDŁUG POTRZEB!!
I teraz idę zapiec pasztet( bo sobie go narobiłam)
Nie jestem entuzjastką diet jako takich, bo ogólnie uważam, że jeśli człowiek nie ma bezwzględnych medycznych przeciwwskazań to powinien jeść to, na co ma apetyt, a tylko z umiarem. Tak, tak, wszyscy wiemy, że niektóre składniki pokarmowe są lepsze dla naszego zdrowia, a inne mogą nam zaszkodzić, warto jednak pamiętać, że opinie w tej materii też się zmieniają w zależności od wyników kolejnych badań naukowych. Dziś jednak miałam niesamowitą ochotę na COŚ SŁODKIEGO, A W DOMU NICZEGO TAKIEGO NIE BYŁO! Staram się, zwłaszcza przed takimi Świętami jak te nadchodzące, nie zaopatrywać domu w słodkości, mam bowiem świadomość, że w te kolejne dni będziemy mieli ich spory wybór, ale DZIŚ NIEWYTRZYMAŁAM. Od kilku godzin „chodziła” za mną ta potworna oskoma (może wprowadziłam się w ten stan podczas śledzenia posiedzeń SEJMU?), ale przed chwilą zrobiłam sobie COŚ, co będę sobie chrupać do końca dnia. Ktoś z Was miał do czynienia z takim przepisem?
Rozpuściłam na patelni pół łyżki masła.
Wrzuciłam do niej szklankę górskich płatków owsianych.
Mieszałam, mieszałam, mieszałam.
Dodałam pół szklanki CUKRU – można mniej, można więcej, zależy to od siły waszego pragnienia.
Zwiększyłam płomień i znów mieszałam, mieszałam, aż płateczki zaczęły zmieniać kolor na sjenępaloną i pokryły się warstwą karmelu lekko się zlepiając.
Wystudziłam i chrupię cały czas. Czego i Wam życzę, jeśli znajdziecie się w podobnej sytuacji!
Kiedyś był Św.Mikołaj, później przez czas jakiś, ale nie u wszystkich, dostarczał prezenty DziadekMróz, a do moich znajomych z Wielkopolski zaglądał Gwiazdor. Jak go zwał, tak go zwał, grunt, że przychodził i to w najcięższych czasach, kiedy to (a kto to pamięta?!!) wydobywał z worka, lub cichcem, nie wiadomo kiedy, zostawiał pod nawet najlichszą choinką – a tomydełko FA, a to szampon Zielone Jabłuszko, a to parę lepszych, zdobycznych rajstop, czyskarpetek. Zawsze jednak, nawet w najgorszych czasach były książki. W naszej rodzinie kwitła przez jakiś czas „twórczość” polegająca na opisaniu każdego prezenciku jakąś rymowanką. Głupie były okrutnie, niepoprawne, wariackie, ale jakoś nas rozśmieszały. Zbliża się ten czas mikołajowego rozdawnictwa. W sumie miły to zwyczaj, chociaż ja chyba wolałam, kiedy było trudniej i kiedy zadowalały nas drobiazgi. No, to kilka przykładów mikołajowej „twórczości.” Może i u was istnieje taka tradycja, a może sami wpadniecie na jakieś pomysły.
UWAGA:Wszelkie podobieństwo eksponatów na fotografii do tych, które ktoś dostał, czydostanie, jest absolutnie przypadkowe. To są są wyłącznie przykłady.
WŁÓŻ NA PIĘTĘ I PALUSZKI, MRÓZ CI NIE ZEPSUJE NÓŻKIWUJKU WITKU, TEN KRAWAT – ODEJMIE CI 10 LAT.CIOCIU, SKROP SIĘ, SZYBKO SKROP – BĘDZIE CHCIAŁ CIĘ KAŻDY CHŁOPW DZIEŃ I W NOCY KŁADŹ NA CIAŁO, A NIE BĘDZIE WYSYCHAŁOTO JEST, MÓWIĄC MIĘDZY NAMI – KOGEL-MOGEL z DODATKAMINIKT Z ROZPACZY NIE ZAKWICZY, GDY MA W DOMU CIUT SŁODYCZY.WCIĄŻ NAPEŁNIAJ JĄ HERBATKĄ – PRZEZ ŻYCIE PRZEBIEGNIESZ GŁADKOGDY UPIECZESZ TO DLA GOŚCI – SĄSIADKA PADNIE Z ZAZDROŚCI
Zauważyliście, mam nadzieję, że autorzy różnych reklam, czy np. podawanych propozycji dotyczących takiego, a nie innego upieczenia szynki, zrobienia pierogów, kremu, rogalików itp często bazują na naszych ludzkich „słabościach,” czy uznanych za powszechne zjawiskach emocjonalnych. Wykorzystują naszą drobną, ludzką zazdrość lub ogólnie „uznaną” tendencję teściowych do krytykowania, a także np. trendy związane z chwaleniem wszystkiego, co robiły babcie (ten przepis znalazłam w kajeciku babuni ) itp. Stąd treść pod fotką piernika do upieczenia.
OBLECZ W NIĄ DZIŚ SWOJE CIAŁO, BĘDZIE MU SIĘ ŚWIETNIE SPAŁOŻEBYŚ SPRAWNIEJ MYŚLEĆ MÓGŁ, CZYTAJ KSIĄŻKĘ ( W INGLISZ : BUK)
WSZYSTKIM ŻYCZĘ TAKICH PREZENTÓW, O JAKICH OSTATNIO MARZĄ, ALE CZY WSZYSCY BYLIŚMY GRZECZNI?? OJ, widzę………….
czyli notatka – wspomnienie z 18 i 19-go listopada
Obudziłam się, spojrzałam, a tu biało,
o, do licha, ile śniegu napadało!!
Czyżby przyszła do nas ukochana Zima?
Przecież długo tu jesienią nie wytrzyma!
Bądź ostrożna Zimo i miej na uwadze,
fakt, że rzadko nas odwiedzasz w listopadzie.
JESIENIO – ZIMAA, tam, jeszcze się z ciebie otrzepię!
I dodałam zanim znikła: – Wróć tu w grudniu,
w dobrze znanym ci terminie, po południu.
Bardzo proszę, moja miła, zapamiętaj,
że pobielić masz w tym roku znane ŚWIĘTA.
Polizałam jeszcze kilka płatków, bo zawsze badam smak pierwszego śniegu i brnąc przez ogród znalazłam jeszcze kilka ostatnich KANI. Główki miały lekko zmrożone (puk, puk…palcem), ale jeszcze jędrne i bez lokatorów.
Mam nadzieję, że się nikt nie boi KANI,
KANIA nigdy was nie struje i nie zrani,
(w odróżnieniu od takiego SROMOTNIKA,
KANIA nigdy was nie zmieni w nieboszczyka),
a smażone na masełku pyszne KANIE
na kolację, albo nawet na śniadanie,
bądźcie pewni – wręcz królewskie jest to danie.
( sorry, za tego nieboszczyka, ale taka jest prawda)
PS. z dnia 23.11.2023r Jeszcze się nie wycofała. Siedzi. Przynajmniej tu u nas pod Warszawą! Oczywiście mowa o zimie.