Znikające skrzynki

Rymowanka pocztowa, ciągle aktualna i pełna nadziei, że oprócz zawiadomień z ZUS-u, ktoś wrzuci jeszcze do wiszącej na płocie skrzynki jakiś PRAWDZIWY LIST, tylko kto by to mógł być? Prawdziwego listonosza też dawno nie widziałam.

Napisz do mnie list, no, napisz, bardzo proszę,

taki prawdziwy, w kopercie, koniecznie z ładnym znaczkiem

i bez stempla „OPŁACONE” (tych stempli nie znoszę),

i możesz pisać krzywo, kulfonami, albo  drobnym maczkiem.

Opisz mi w nim pogodę, swój dzień, jakąś scenkę,

opis może być smutny, śmieszny lub złowrogi,

bo chcę raz jeszcze usłyszeć tę starą  piosenkę:

„Hej, jedzie pan listonosz, ludzie zejdźcie z drogi!” 

Co jeszcze możesz opisać? No, sama nie bardzo  wiem…

może to, na co patrzysz w tej właśnie chwili,

albo zdradź mi, czy nadal wymyślasz sobie przygody przed snem

lub, co sądzisz o ludziach wokół, źli są, czy raczej mili?

Napisz, czy też uważasz, że to lato było pełne słońca, 

lub o tym, że świat  twym zdaniem utknął w  dziwnej matni,

i że podobno siedem lat tylko dzieli nas od końca,

i że to być może  list jeden z tych ostatnich.

Co zostaje po lecie?

Jesień się rozwija, dorasta, właściwie jest już w wieku dojrzewania. Jeszcze tu i tam, będąc w okresie młodzieńczej niepewności kusi nas złudnym ciepełkiem, jeszcze pozwala jakiejś roślince zachować kilka kwiatów, albo nawet rozwinąć parę nowych, ale my wiemy, że to tylko psikusy i zabawa. Jeszcze tydzień, lub dwa i rozwinie się w pełni szarymi porankami, zimnymi kroplami deszczu, powiewami chłodnych wiatrów, ale zaraz, zaraz…czeka nas chyba jeszcze krótki czas KOLOROWYCH liści, kiedy to bawi się w malarza. Poczekajmy. Dziś kilka resztek po lecie.

Z OGRÓDKA: Ostatnie begonie, ostatni kwiat nagietka. Za chwilę, po pierwszym przymrozku opadną z sił, stracą płomienne barwy i znikną. Ostatnia kania, bo jaki grzyb lubi wyłazić na zimno? Chyba tylko te, które zwą opieńkami.

NA DRODZE DO LASU: Żółte, zupełnie świeże kwiatki – nie znam prawidłowej nazwy, chociaż przypominają topinambury i rozrośnięte odnogi CHMIELU, nieźle wyglądają, ale cóż samodzielnie piwka z niego nie uwarzę. Może do wazonu? W rzeczce mało, nadal mało wody.

NA BRZEGU LASU: Smętna gałązka z owockami jarzębiny, przytulony do pieńka grzyb, albo raczej porost(?), świeże odrosty ściętej sosny (och, chcę znów wyrosnąć w górę!), jeszcze zielona ściana lasu i pełno chrustu oraz odsłoniętych korzeni starszego drzewnego pokolenia.  

CZEKAM  NA PEŁNIĘ JESIENI, ale wiele bym dała za sen zimowy podczas  jej najgorszych dni!

Kotowisko

Jeśli ktoś przypuszcza, że to są moje koty, to się myli. MÓJ jest teren, MOJA wiklinowa sofka, a na niej MOJA poducha, MÓJ pojnik na trawie dla ptaków ( i ewentualnie wiewiórek, bo, owszem widziałam jedną popijającą), ale KOTY należą do sąsiadki mieszkającej „po przekątnej.” Rozumiem, wiem, że te stworki potrafią się wałęsać i polować nawet w promieniu trzech kilometrów od domu, ale u mnie, na MOIM terenie zdarza się to często, zbyt często. Kryją się w MOICH trawach i w MOICH paprociach, czyhają na ptaki kręcące się na MOJEJ działce, ale przede wszystkim wylegują się na MOJEJ sofce, na MOJEJ poduszce.To NIE SĄ MOJE koty, ale wydaje się im, że MÓJ teren, to też ICH teren, a ja też należę do nich i wszystko, co robię, robię dla NICH. Nie zdążyłam zrobić fotki temu Białemu, który któregoś dnia z zadowoleniem MOCZYŁ przez kilka minut przednie łapy w większym pojemniku z wodą.

Taka to kocia natura. Uważają, że to normalne. Czy ktoś z Was przelazłby przez siatkę ogrodową, wlazł do basenu sąsiada, pomoczył nogi, wyjadł zostawione na stoliku przysmaki, zdrzemnął się na tarasowej sofie i przy okazji wyłapał kręcące się wokół pawie i japońskie kurki?? Jasne, że nie! Wiem, wiem, że są wśród nas, ludzkich zwierząt osobniki, które mają o wiele gorsze nawyki i zachowania, i są oni znacznie, ale to znacznie groźniejsi i niebezpieczni. Zatem, z dwojga złego jestem zdecydowania przymknąć oczy na wybryki NIE MOICH KOTÓW.

To, co zwykle

Zgadza się, to rymowanka z dawnych lat. Rozpoznacie po nazwach artykułów, ale czy nie uważacie, że nadal jakoś aktualna?

Hop! Hop! W górę spójrz, Polaku ! Tam podniebny lata goniec

brzęknął gromem, a to znaczy: ciepłych dni nadchodzi koniec.

Jeszcze grzeje nas słoneczko, jeszcze świerszcze grają cudnie,

ale popatrz, już bociany lecą chyłkiem na południe

nowy folder 035

Powróciłeś już z urlopu? Zerknij w SIEĆ, sprawdź co się dzieje,

może coś, co Cię rozbawi, uspokoi, da nadzieję?

Nowy podpis prezydenta? Demonstracje pod pomnikiem?

Ktoś gdzieś struł się ruską rybką, a ktoś polskim sromotnikiem.

Przymuszewo 2011 036

Komputery potaniały, podrożały balerony.

Poszły w górę akcje „LOTU.” Poseł z Dębca miał trzy żony.

Mobbing działa, Polko, broń się ! Na Ochocie pękły rury.

Myjesz półki? Użyj sody. Gdzieś coś rąbią, u nas wióry.

W poniedziałek po południu znów kolizja pod Wrocławiem,

zderzył się ze starym fiatem duży TIR wiozący pawie.

Ktoś gdzieś przegrał mecz, a w Łodzi ogłaszają kursy nowe:

Potrzebne są pielęgniarki, elektrycy i księgowe.

Przedawkował ktoś Geriavit…i za młody na te czasy,

ratuj koty, pij bez gazu, skupuj złoto, pilnuj kasy.

Przymuszewo 2011 084

Serwuj TCHIBO, zagraj w Lotto. Asortyment szynek? – spory.

Ozon, dziura, antycyklon. Atak kleszczy. Rób przetwory.

Wylej colę, jedz fasolę, przegryź bułką z żytem,

hamuj dziatki, popłać składki, pogłówkuj nad PIT-em.

Noś panamę, zrób reklamę i nie smaruj smalcem,

coś się gdzieś uwypukliło ? „Ktoś wyrówna walcem…”

Przymuszewo 2011 063 — kopia

Łzy na półkę, weź pigułkę, przecież przyszło NOWE,

Rozwiń skrzydła, użyj mydła – Biały Jeleń ( zdrowe !! )

Zostaw pracę, idź na spacer, wsadź telefon w kieszeń,

ktoś cię pewnie powiadomi, że niedługo jesień.

Letnie głupotki

ZAMÓWIENIE

Panie kelner! Jeszcze raz to samo!

Tak, zamawiam znów kolejne życie,

bo pierwszego, mówię to z powagą

nie zdążyłam przeżyć należycie!

H – jak HASANIE

Jaś po chaszczach sobie hasa, (nie wie jeszcze),

że w tych chaszczach nań czyhają wredne kleszcze.

Pohasawszy, pojął ten fakt wreszcie,

krzycząc: – Dosyć! Więcej kleszczy tu nie zmieszczę!

Chociaż miło hasać w chaszczach – wszyscy wiedzą,

że to właśnie w dzikich chaszczach kleszcze siedzą.

Zatem, omiń wielkim łukiem wszelkie chaszcze

i się wtul choćby w rumianki lub lwie paszcze.

CZYŻBY ?

Być kobietą

to już nie to,

proszę pana!

Być kobietą,

to być szczupłą już od rana!

Dziś kobieta musi trafiać w męskie gusta,

musi mieć cieniutkie nóżki, pulchne usta,

musi wyzbyć się swych pragnień, żądań, dąsów,

zrezygnować z własnych fochów, śpiewu, pląsów,

ale może mieć – i to jest ten wyjątek

jakiś skromny, lecz własny majątek.

JAK PODAWAĆ ŚLEDZIE

Kucharz z lokalu „Palma” w Trzebieży

z niekompetencją szefa się mierzył,

bo ten, siedząc, zresztą w futrze,

śledzie kazał trzymać w cukrze,

zamiast zalać olejem wprost z dzieży.

ZAMIASTKI

ZAMIAST czołgać się w Pucku przez życie,

wyjedź, załóż biznes gdzieś w Madrycie.

ZAMIAST weekendy spędzać w galeriach,

załóż japonki i pędź na Gerlach.

ZAMIAST wieczorem pić alkohole

wdychaj wieczorem trzeźwiące sole.

ZAMIAST puszczać dymki skrycie,

rankiem biegaj nago w życie.

A POZA TYM MIEJ GOTOWE SPRAWNE KOŁO RATUNKOWE

IMG_1163

 

Kawałek wodnego lata

I znów, znów udało się spotkanie (umówione oczywiście wcześniej) z LATEM NA WODZIE. 10 dni słońca, wiatrów i wodnych przestrzeni, i towarzyszące temu, może złudne poczucie wolności.

Jednak coś w tym jest, zwłaszcza wtedy, kiedy udaje się nam opuścić bardziej zaludnione rejony gęste od motorówek wszelkiej maści, pływających „domów,” czy wodnych skuterów. Rozumiemy, że są różne, inne od naszych sposoby spędzania czasu na wodzie, ale ryk mocnych silników połączony często z dudniącym odgłosem disco-polo i zagłuszający wszystkie inne dźwięki natury (śpiewy i rozmowy ptaków, szum trzcin, lekki plusk fal i spokojne ludzkie głosy) nie wpisuje się w nasze wyobrażenia o odpoczynku.

Są jednak miejsca, gdzie pojawiają się ciche, samotne żagle, cicha, rozległa połać wody, samotne drzewa, czy urokliwe, zarośnięte grążelami zatoczki. Można wtedy przycupnąć tu na kotwicy, usiąść na burcie, poobserwować, pomarzyć, wysłuchać dramatycznych głosów żurawi i spokojnie obserwować to, co istnieje wokół nas. I nawet wtedy, kiedy odwraca się do ciebie tyłem obrażona kaczka, (bo usłyszała, że jej nie dokarmimy, bo po co?) jest ci dobrze.

A co my dziś jedliśmy w tej bocznej zatoczce na zachodnim brzegu Śniardw? Ano, ugotowała się zupa-śmietnik z resztek ziemniaków, lekko zwiędłej fasolki, marchewki w strzępach i różnych przypraw. Kuchenka spirytusowa działa fantastycznie i chyba jest bardziej bezpieczna od gazowej. Polecam. Na półeczce ( czyli w „jaskółce”) czeka młynek. To jego stałe miejsce. Będzie kawka oczywiście.

Wszyscy wiecie, jak trudno oprzeć się fotografowaniu wschodów i zachodów słońca, co to niby ciągle te same, ale zawsze inne. W tym roku musiałam też je uwiecznić, chociaż ze względu na miejsca kotwiczeń nie były takie zjawiskowe.

WSCHÓD

ZACHÓD

I w tym właśnie porcie nad jeziorem Bełdany, po dziesięciu dniach żeglarskiej włóczęgi zakończyliśmy nasze wodne lato.

Bez tytułu i już

Spotkałam wczoraj w sklepie sąsiadkę Ofelię:

– Wszystko mnie boli – rzekła – chyba mam „borelię”.

Na Jerzego, kuzyna, wpadłam w środku lasu –

miał dziwne skurcze – brak magnezu i potasu.

A jedna z koleżanek mojej ciotki – Wiera

kiedy zje coś z glutenem, to prawie umiera !

Szef córki  od miesiąca jest bardzo przybity

ponoć mu wyciekają  skądś  elektrolity.

Co tu robić i co jeść, i jak żyć ?

Nie możesz za bardzo chudnąć, nie masz prawa tyć !

Zrezygnujcie ludzie z cukru, tłuszczu oraz soli !!

Przesłodzicie i już wiecie – dlaczego was boli.

Przesolicie, strach powiedzieć co was później czeka.

Oj, czemu aż tak okrutny  jest  żywot człowieka ?

Co tu robić, czym się żywić i co pić ?

Nie można za bardzo chudnąć, nie wypada tyć !!

Kochani, czy naprawdę jesteście gotowi,

żeby odejść z tego świata tak całkiem zdrowi ??

PS. Cukrzę, solę z umiarem, jak lubię,

czasem sobie golonkę lub boczek poskubię

i radośnie  roztrwaniam na nie większość renty,

raźnym  kroczkiem omijając suplementy.

Zielone w zielonym

CZYLI – BLISKIE SPOTKANIE TRZECIEGO STOPNIA

Siedział na begonii. Chyba to ON, a nie ONA, bo nie zauważyłam tego POKŁADEŁKA, które powinno być, gdybym miała do czynienia z samiczką. PASIKONIK POLNY, ZIELONY. Jestem pewna, że szukał wody, bo nie ruszał się, nie próbował skoczyć, ani odfrunąć, kiedy podlewałam swoje ulubione kwiaty. Został, więc zrozumiałam, że nie będzie miał nic przeciwko szybkiej sesji fotograficznej, chociaż chwilami patrzył na mnie surowo spod oka. W końcu znudzony pozowaniem, odwrócił się do mnie tyłem i fotka mniej ostra. Tak to jest z pasikonikami w begoniach.

No, popatrzcie, to jest przecież pasikonik,

jak on żyje, czego szuka, za czym goni?

Chce, jak inni, pospać w cieple, gdzieś w sianie,

później zjeść jakieś pożywne śniadanie,

(złapie pewnie tłustą muszkę na łące),

potem, syty, na swych skrzydłach da koncert

z marzeniami, które zawsze są te same,

że grą zwabi tu, do siebie piękną damę.

A to, co się dzieje później jest bardzo, ale to bardzo skomplikowane. Czego się dowiedziałam? Samiczka przy pomocy swojego pokładełka składa w ziemi  kilkadziesiąt, a nawet kilkaset jaj, które zimują w glebie. Larwy, które się z nich wykluwają muszą przejść kilkakrotne linienie zanim dorosną i wykształcą dojrzałe narządy i skrzydła. Podobno może to trwać i kilka lat. A jak długo żyją dorosłe osobniki? 3 – 4 miesiące. Tylko.

IMG_1004

A to mało znany mi osobnik, który gdzie indziej długo siedział na suszących się, mokrych dżinsach. Wszyscy chyba są ostatnio spragnieni.

Lato na lądzie

czyli pierwsza, rodzinna część LATA

Letnie, lądowe spotkanie rodzinne było bardzo udane. Każda z 12 osób „poświęciła” kilka dni swojego urlopu czy wakacji i stawiła się na wybranym miejscu. Tym miejscem było osiedle rybackie blisko jeziora Śniardwy na Mazurach. Nie będę tu opisywać zajęć, rozmów, dyskusji, pogadanek, sprzeczek, urazów i różnorakich rozrywek, bo kto ma najmniejszą nawet rodzinę ten wie, jak to może wyglądać, ale scenografię odnotuję kilkoma fotkami.

WYLĘGARNIA

IMG_0927

Nawet, gdy każdy wszystko ogarnia

i jest nam bliski w swoich  poglądach,

nie zawsze wie, czym jest „WYLĘGARNIA”

i jak wylęganie się  w niej –  wygląda.

TO, CO ZROZUMIAŁAM ( Z RELACJI JEDNEGO Z RYBAKÓW)

Otóż w takiej wylęgarni wylęgają się rybki, młode osobniki, które potem, o odpowiedniej porze wrzucane są do wody i namawiane, żeby sobie rosły zdrowo i dalej się już same rozmnażały w jeziorze, aż do czasu, kiedy część z nich zostanie odłowiona po osiągnięciu, nazwijmy to – pełnoletności, czyli inaczej, wartości kulinarnej. Do wylęgarni wejść nie można, obowiązuje tu, jak wszędzie w podobnych miejscach – rygor sanitarny. Jak to się odbywa? No, cóż, do powstania ryby potrzebne jest mleczko męskiego osobnika (mleczaka) i jajeczko żeńskiego (ikrzaka). Zgrabne ich połączenie skutkuje po odpowiednim czasie powstaniem larw – młodego narybku, czyli NIC NOWEGO, prawda? Ciekawi Was jak odbywa się to połączenie w wylęgarni? Upraszczając – trzeba „wyciśniętą” (często ręcznie) ikrę pokryć „wyciśniętym” mleczkiem. I już. Podobno są też i inne metody pozyskiwania obu materiałów np. przy użyciu delikatnych narzędzi (specjalne pompki) W wylęgarniach całemu procesowi tarła trzeba zapewnić odpowiednie, kolejne pojemniki, czystą wodę, a nawet cykl dobowy (dzień-noc). Nie jest niespodzianką fakt, że przede wszystkim dba się o rozród szlachetniejszych gatunków ryb, inne same robią, co i kiedy chcą, a my możemy sobie je złowić na wędkę. Takie np. okonie usmażone na oleju z dodatkiem masła klarowanego to tzw. niebo w gębie, czy jak to się tam mówi.

Były dni, że z połowu tzw.nici – nic nie chciało skorzystać z naszych propozycji posiłku (robaczek, ciasto, serek, kukurydza, muszka). W pobliżu była na szczęście sympatyczna, obrośnięta malwami rybna restauracja (troć w maśle ziołowym, paluszki ze szczupaka, łosoś z rusztu, sandacz z kurkami), ale dla „ryboniejadów” dysponująca chłodnikiem i naleśnikiem. Gdyby zaś, gdyby, gdyby, gdyby…ktoś się po czymś źle poczuł, mógł natychmiast skorzystać z istniejącego w tym samym miejscu punktu lekarskiego.

Czas rodzinnego, lądowego i pierwszego letniego wyjazdu minął jak z bicza strzelił czyli szybko. Teraz przerwa, bo, a to coś trzeba zrobić w domu, a to coś pozałatwiać, a to jakaś wizyta lekarska, więc za chwilę wykorzystam sobie opakowanie jakiejś przesyłki i będę miała swoje 3P – posiedzę, pomyślę i popstrykam. Ktoś też to lubi?

IMG_1115

Będę, nie będę

Pierwszy wpis lipcowy. No cóż, nie, nie miałam remanentu, ale potrzebny mi był mały remont osobisty, który zrealizowałam wyjeżdżając na kilka dni i spotykając się z najbliższymi osobami, czyli z Rodziną. Kilka fotek z tej wyprawy będzie, ale jeszcze nie dziś. Teraz odwiedziłam „współblogerów” i dzielę się z Wami kolejną rymowanką.

Usiadłam dziś sobie na trawie

blisko lasu przy małym stawie

i złapała mnie dziwna dumka,

bo zachciało mi się kumkać

razem z grupą zielonych żab.

Dwie zarechotały srogo:

W chórze nie brak nam nikogo,

a ty skrzeczysz jak stary krab.

 Miały rację miłe żaby. No i tyle.

Byłam jednak niby żabą choć przez chwilę,

biorąc z nimi udział w tej zabawie,

tuż przy stawie, na zielonej trawie.

Zerkam w górę i widzę ponurą,

ciemną chmurę i chcę być tą chmurą.

Płynęłabym wolno, uroczyście,

płakałabym deszczem rzęsiście,

a na wszystko zerkałabym z góry.

I wszystko byłoby piękniejsze,

może weselsze, chociaż mniejsze!

Bo chyba tak nas widzą chmury?

Ktoś się spytał: czego jeszcze sobie życzysz?

Dziś – być wszystkim, bo już jutro będę niczym,

chcę być wszystkim i zaistnieć wszędzie,

bo mnie jutro już nigdzie nie będzie.