Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
Owszem, zawsze byli i nadal są. W dzisiejszych czasach jest ich, oczywiście znacznie więcej niż ileś tam lat temu. Są jednak chwile, w których pęta się paskudna myśl : Och, gdyby było ich trochę mniej! Brzydko, wiem, ale najczęściej zdarzało mi się tak wzdychać, kiedy tuż obok nas przemykało paru wodnych skuterowców lub wielkie motorówki wzbijając nieprzyjemne fale kołyszące ostro naszą łodzią. Niektórzy dodatkowo słuchają muzyki z pioruńsko mocarnych głośników. Nie usłyszysz wtedy ani ptaka, ani wiatru, ani szumu trzcin. Wiem, wiem, każdy ma prawo odpoczywać tak, jak lubi, ale żeby chociaż niektórzy z nich mieli, ograniczony nawet, ale wzgląd na innych.
Zbliżamy się do ludzi, bo trzeba uzupełnić zapasy.W porcie, w Mikołajkach miłe, całe rodzinyGdzie tylko może, zarzuca wędkę – powiedział mi tata chłopcaWycieczkowce – w porządku…bo nie każdy ma swoją pływającą jednostkęA promy też się przydają, kiedy trzeba przewieźć autko na drugi brzegI tam pływają ludzieI tu przepływają ludzieI tam daleko też płyną ludzieA ten już nie pływa? Może nie lubił swojego imienia?
Na wodnym parkingu w Mikołajkach „wetknęliśmy się” między dwie potężniejsze od nas mieszkalne motorówki, nazywane pieszczotliwie przez niektórych żeglarzy „Motokrowami.” Jedna z czajnikiem, druga z ręczniczkami – były spokojne i tu nie sprawiały nam przykrości. Czasem anektują jakieś ciche zatoki, czy przewężenia i wiążąc się tworzą towarzyskie platformy – niech, tam, każdy odpoczywa jak lubi, chociaż momenty w których słychać głośne pokrzykiwania i jeszcze głośniejszą muzykę (głównie disco) nie należą. do najprzyjemniejszych.
Jedna z lewejDruga z prawejA na wprost , znacznie od nich mniejsza ALOHA – ktoś tęskni za tropikamiJedna z opisanych platformMotokrówka w drodzeLuksusowe (podobno) namioty mieszkalne na brzegu jeziora.
A czego najbardziej nie znosimy na jeziorach? Wodnych skuterów o potężnej mocy silnika, często wyposażonych w równie potężne głośniki. Płyną z dużą prędkością, nie zwracając uwagi na inne jednostki i wzbudzając taką falę, że przy wytworzonych przez nią przechyłach trudno „ustać na nogach”, a z jaskółek ( półeczki jachtowe) wypadają różne przedmioty. Toteż przez niektórych są obdarzeni przydomkiem „skutersyny” Nie robiłam im zdjęć.
Powrót wycieczkowca w MikołajkachJeden z mikołajskich mostów, pod którymi przepływaliśmyZłowi się coś, czy nie?
Tak więc, po pobycie i zakupach w Mikołajkach przemieściliśmy się przy pomocy zarówno wiatru jak i silnika na jezioro Tałty, później jezioro Ryńskie. Kolejny, krótki postój w porcie, w ślicznym Rynie gdzie znów trzeba było uzupełnić zapasy. Dlaczego?
marina z widokiem na Ryni kolejna tęcza…i kolejni żeglaerze…
Bo na wodzie apetyt dopisuje. Co jadaliśmy? Zrobiłam kilka potraw „słoikowych”, a nasza spirytusowa kuchenka spisuje się świetnie.
Makaron z dodatkami słoikowymi, ale fasolka świeża!kapuśniaczek z kapusty (ze słoiczka, ale doprawiony ziemniakami))Co na śniadanie? To moje żołnierzyki, czyli armia malutkich kanapeczek Kawa – absolutnie niezbędna i…albo maślane gotowce……albo kawałek szarlotki ( jeszcze z domu) i owoce…i oczywiście smażone na maśle okonki (prosto z wody – pycha!)
I po Rynie wracamy tą samą ( a ciągle inną) trasą , tą samą (a ciągle inną) wodą. Ostatnia noc z widokiem na wysepkę na jeziorze Bełdany. Nazajutrz – my w drogę do domu, a spakowana „Pigwa” jeszcze została na Mazurach.
Faktura wodyWysepka na Bełdanach
Fotkę Pigwy na Wodzie „strzelił” znajomy, bo selfie jest oczywiście niemożliwe. Brak odpowiednio długiego KIJA.