Warzywka i owocki

Nie wiem dlaczego, ale właśnie GAZETA.PL podała informację, że dziś obchodzimy DZIEŃ WARZYW I OWOCÓW( możecie sprawdzić!) Z tego, co mi wiadomo ten dzień był 18 października – ale ja o nim nie pamiętałam. Korzystam z tego bałaganu, żeby jednak coś zaznaczyć, zareklamować, przypomnieć itp.

Zacznijmy od dosyć znanego powiedzenia w wersji angielskiej ( a, co?!):

An apple a day keeps the doctor away.

czyli, parafrazując nieco: JESIEŃ – ZDROWYCH JABŁEK PORA – ZJESZ I ZIMA BEZ DOKTORA!

ZJESZ KAPUSTĘ I CEBULE – OPUSZCZĄ CIĘ WSZELKIE BÓLE.

PYSZNY CZOSNEK ORAZ NATKA  NIGDY TĘTNIC CI NIE ZATKA,

A GDY CO DZIEŃ JESZ SELERA – NIC CIĘ NIGDZIE NIE UWIERA!

MASZ TRUDNOŚCI W TOALECIE? ŚLIWKA ŚMIECIE CI WYMIECIE,
JEŚLI ŚLIWKA JUŻ CI ZBRZYDŁA  NIE MARTW SIĘ I JEDZ POWIDŁA!

JESZ CUKINIE ORAZ DYNIE – KAŻDY SMUTEK CIĘ OMINIE!

ODRZUĆ DZISIAJ SCHAB I DRÓB – ZJEDZ BOGATY W BIAŁKO BÓB!

A GDY CZUJESZ W DUSZY RANĘ – OPATUL  JĄ BAKŁAŻANEM!

A JA ( CZEGO CIUT SIĘ WSTYDZĘ)

ZJEM MARYNOWANE RYDZE,

ŚLEDZIA, FRYTKĘ, BIAŁY SEREK

I BORÓWKI NA DESEREK!

Jesienne malowanie

DATA:  Dzień dzisiejszy, czyli 19 września 2024r – sobota

MIEJSCE: LAS w podwarszawskiej wsi, gdzie mieszkam

CZYNNOŚĆ : Powolne włóczenie się z aparatem fotograficznym

SKUTEK:

Bolące kolana, zawiana głowa i wystawa pt: MALUJĄCA JESIEŃ. Bez zbędnych słów.

Idę, idę dalej…może jakiś grzyb namalowany?

Innych grzybów już nie było. Zimne noce, proszę państwa!

Pójdę też na wystawę listopadową – tanie bilety!

Znikające skrzynki

Rymowanka pocztowa, ciągle aktualna i pełna nadziei, że oprócz zawiadomień z ZUS-u, ktoś wrzuci jeszcze do wiszącej na płocie skrzynki jakiś PRAWDZIWY LIST, tylko kto by to mógł być? Prawdziwego listonosza też dawno nie widziałam.

Napisz do mnie list, no, napisz, bardzo proszę,

taki prawdziwy, w kopercie, koniecznie z ładnym znaczkiem

i bez stempla „OPŁACONE” (tych stempli nie znoszę),

i możesz pisać krzywo, kulfonami, albo  drobnym maczkiem.

Opisz mi w nim pogodę, swój dzień, jakąś scenkę,

opis może być smutny, śmieszny lub złowrogi,

bo chcę raz jeszcze usłyszeć tę starą  piosenkę:

„Hej, jedzie pan listonosz, ludzie zejdźcie z drogi!” 

Co jeszcze możesz opisać? No, sama nie bardzo  wiem…

może to, na co patrzysz w tej właśnie chwili,

albo zdradź mi, czy nadal wymyślasz sobie przygody przed snem

lub, co sądzisz o ludziach wokół, źli są, czy raczej mili?

Napisz, czy też uważasz, że to lato było pełne słońca, 

lub o tym, że świat  twym zdaniem utknął w  dziwnej matni,

i że podobno siedem lat tylko dzieli nas od końca,

i że to być może  list jeden z tych ostatnich.

Co zostaje po lecie?

Jesień się rozwija, dorasta, właściwie jest już w wieku dojrzewania. Jeszcze tu i tam, będąc w okresie młodzieńczej niepewności kusi nas złudnym ciepełkiem, jeszcze pozwala jakiejś roślince zachować kilka kwiatów, albo nawet rozwinąć parę nowych, ale my wiemy, że to tylko psikusy i zabawa. Jeszcze tydzień, lub dwa i rozwinie się w pełni szarymi porankami, zimnymi kroplami deszczu, powiewami chłodnych wiatrów, ale zaraz, zaraz…czeka nas chyba jeszcze krótki czas KOLOROWYCH liści, kiedy to bawi się w malarza. Poczekajmy. Dziś kilka resztek po lecie.

Z OGRÓDKA: Ostatnie begonie, ostatni kwiat nagietka. Za chwilę, po pierwszym przymrozku opadną z sił, stracą płomienne barwy i znikną. Ostatnia kania, bo jaki grzyb lubi wyłazić na zimno? Chyba tylko te, które zwą opieńkami.

NA DRODZE DO LASU: Żółte, zupełnie świeże kwiatki – nie znam prawidłowej nazwy, chociaż przypominają topinambury i rozrośnięte odnogi CHMIELU, nieźle wyglądają, ale cóż samodzielnie piwka z niego nie uwarzę. Może do wazonu? W rzeczce mało, nadal mało wody.

NA BRZEGU LASU: Smętna gałązka z owockami jarzębiny, przytulony do pieńka grzyb, albo raczej porost(?), świeże odrosty ściętej sosny (och, chcę znów wyrosnąć w górę!), jeszcze zielona ściana lasu i pełno chrustu oraz odsłoniętych korzeni starszego drzewnego pokolenia.  

CZEKAM  NA PEŁNIĘ JESIENI, ale wiele bym dała za sen zimowy podczas  jej najgorszych dni!

23 wrzesień

czyli wczoraj była RÓWNONOC, a dziś pierwszy dzień JESIENI. Zgadza się?

Koniec lata, proszę państwa, a przed nami,

jak to ONA, chociaż nieco nostalgicznie

biegnie Jesień ze swoimi kolorami,

świat malując nam nadzwyczaj artystycznie.

Majtnie pędzlem i spójrz, klony zaczerwieni,

lada moment pobrązowi dębu liście,

tu i tam ostatnią zieleń w żółć zamieni,

a to wszystko robi dla nas oczywiście!

Kto z was zgadnie, czemu Jesień tak się stara,

goni z pędzlem, nie przerywa malowania?

Wiedząc że się na nas czai ZIMA SZARA,

kolorami chce przegonić smutek przemijania.

Dziś mnie w ogóle otoczyły dziwne smutki,

kilka większych, kilka średnich i sporo malutkich.

Krótko i bez zbędnych myśli podam Wam powody:

Ludzki lęk, nienawiść, wojny

i przejście tej Wielkiej Wody.

Kotowisko

Jeśli ktoś przypuszcza, że to są moje koty, to się myli. MÓJ jest teren, MOJA wiklinowa sofka, a na niej MOJA poducha, MÓJ pojnik na trawie dla ptaków ( i ewentualnie wiewiórek, bo, owszem widziałam jedną popijającą), ale KOTY należą do sąsiadki mieszkającej „po przekątnej.” Rozumiem, wiem, że te stworki potrafią się wałęsać i polować nawet w promieniu trzech kilometrów od domu, ale u mnie, na MOIM terenie zdarza się to często, zbyt często. Kryją się w MOICH trawach i w MOICH paprociach, czyhają na ptaki kręcące się na MOJEJ działce, ale przede wszystkim wylegują się na MOJEJ sofce, na MOJEJ poduszce.To NIE SĄ MOJE koty, ale wydaje się im, że MÓJ teren, to też ICH teren, a ja też należę do nich i wszystko, co robię, robię dla NICH. Nie zdążyłam zrobić fotki temu Białemu, który któregoś dnia z zadowoleniem MOCZYŁ przez kilka minut przednie łapy w większym pojemniku z wodą.

Taka to kocia natura. Uważają, że to normalne. Czy ktoś z Was przelazłby przez siatkę ogrodową, wlazł do basenu sąsiada, pomoczył nogi, wyjadł zostawione na stoliku przysmaki, zdrzemnął się na tarasowej sofie i przy okazji wyłapał kręcące się wokół pawie i japońskie kurki?? Jasne, że nie! Wiem, wiem, że są wśród nas, ludzkich zwierząt osobniki, które mają o wiele gorsze nawyki i zachowania, i są oni znacznie, ale to znacznie groźniejsi i niebezpieczni. Zatem, z dwojga złego jestem zdecydowania przymknąć oczy na wybryki NIE MOICH KOTÓW.

To, co zwykle

Zgadza się, to rymowanka z dawnych lat. Rozpoznacie po nazwach artykułów, ale czy nie uważacie, że nadal jakoś aktualna?

Hop! Hop! W górę spójrz, Polaku ! Tam podniebny lata goniec

brzęknął gromem, a to znaczy: ciepłych dni nadchodzi koniec.

Jeszcze grzeje nas słoneczko, jeszcze świerszcze grają cudnie,

ale popatrz, już bociany lecą chyłkiem na południe

nowy folder 035

Powróciłeś już z urlopu? Zerknij w SIEĆ, sprawdź co się dzieje,

może coś, co Cię rozbawi, uspokoi, da nadzieję?

Nowy podpis prezydenta? Demonstracje pod pomnikiem?

Ktoś gdzieś struł się ruską rybką, a ktoś polskim sromotnikiem.

Przymuszewo 2011 036

Komputery potaniały, podrożały balerony.

Poszły w górę akcje „LOTU.” Poseł z Dębca miał trzy żony.

Mobbing działa, Polko, broń się ! Na Ochocie pękły rury.

Myjesz półki? Użyj sody. Gdzieś coś rąbią, u nas wióry.

W poniedziałek po południu znów kolizja pod Wrocławiem,

zderzył się ze starym fiatem duży TIR wiozący pawie.

Ktoś gdzieś przegrał mecz, a w Łodzi ogłaszają kursy nowe:

Potrzebne są pielęgniarki, elektrycy i księgowe.

Przedawkował ktoś Geriavit…i za młody na te czasy,

ratuj koty, pij bez gazu, skupuj złoto, pilnuj kasy.

Przymuszewo 2011 084

Serwuj TCHIBO, zagraj w Lotto. Asortyment szynek? – spory.

Ozon, dziura, antycyklon. Atak kleszczy. Rób przetwory.

Wylej colę, jedz fasolę, przegryź bułką z żytem,

hamuj dziatki, popłać składki, pogłówkuj nad PIT-em.

Noś panamę, zrób reklamę i nie smaruj smalcem,

coś się gdzieś uwypukliło ? „Ktoś wyrówna walcem…”

Przymuszewo 2011 063 — kopia

Łzy na półkę, weź pigułkę, przecież przyszło NOWE,

Rozwiń skrzydła, użyj mydła – Biały Jeleń ( zdrowe !! )

Zostaw pracę, idź na spacer, wsadź telefon w kieszeń,

ktoś cię pewnie powiadomi, że niedługo jesień.

Letnie głupotki

ZAMÓWIENIE

Panie kelner! Jeszcze raz to samo!

Tak, zamawiam znów kolejne życie,

bo pierwszego, mówię to z powagą

nie zdążyłam przeżyć należycie!

H – jak HASANIE

Jaś po chaszczach sobie hasa, (nie wie jeszcze),

że w tych chaszczach nań czyhają wredne kleszcze.

Pohasawszy, pojął ten fakt wreszcie,

krzycząc: – Dosyć! Więcej kleszczy tu nie zmieszczę!

Chociaż miło hasać w chaszczach – wszyscy wiedzą,

że to właśnie w dzikich chaszczach kleszcze siedzą.

Zatem, omiń wielkim łukiem wszelkie chaszcze

i się wtul choćby w rumianki lub lwie paszcze.

CZYŻBY ?

Być kobietą

to już nie to,

proszę pana!

Być kobietą,

to być szczupłą już od rana!

Dziś kobieta musi trafiać w męskie gusta,

musi mieć cieniutkie nóżki, pulchne usta,

musi wyzbyć się swych pragnień, żądań, dąsów,

zrezygnować z własnych fochów, śpiewu, pląsów,

ale może mieć – i to jest ten wyjątek

jakiś skromny, lecz własny majątek.

JAK PODAWAĆ ŚLEDZIE

Kucharz z lokalu „Palma” w Trzebieży

z niekompetencją szefa się mierzył,

bo ten, siedząc, zresztą w futrze,

śledzie kazał trzymać w cukrze,

zamiast zalać olejem wprost z dzieży.

ZAMIASTKI

ZAMIAST czołgać się w Pucku przez życie,

wyjedź, załóż biznes gdzieś w Madrycie.

ZAMIAST weekendy spędzać w galeriach,

załóż japonki i pędź na Gerlach.

ZAMIAST wieczorem pić alkohole

wdychaj wieczorem trzeźwiące sole.

ZAMIAST puszczać dymki skrycie,

rankiem biegaj nago w życie.

A POZA TYM MIEJ GOTOWE SPRAWNE KOŁO RATUNKOWE

IMG_1163

 

Kawałek wodnego lata

I znów, znów udało się spotkanie (umówione oczywiście wcześniej) z LATEM NA WODZIE. 10 dni słońca, wiatrów i wodnych przestrzeni, i towarzyszące temu, może złudne poczucie wolności.

Jednak coś w tym jest, zwłaszcza wtedy, kiedy udaje się nam opuścić bardziej zaludnione rejony gęste od motorówek wszelkiej maści, pływających „domów,” czy wodnych skuterów. Rozumiemy, że są różne, inne od naszych sposoby spędzania czasu na wodzie, ale ryk mocnych silników połączony często z dudniącym odgłosem disco-polo i zagłuszający wszystkie inne dźwięki natury (śpiewy i rozmowy ptaków, szum trzcin, lekki plusk fal i spokojne ludzkie głosy) nie wpisuje się w nasze wyobrażenia o odpoczynku.

Są jednak miejsca, gdzie pojawiają się ciche, samotne żagle, cicha, rozległa połać wody, samotne drzewa, czy urokliwe, zarośnięte grążelami zatoczki. Można wtedy przycupnąć tu na kotwicy, usiąść na burcie, poobserwować, pomarzyć, wysłuchać dramatycznych głosów żurawi i spokojnie obserwować to, co istnieje wokół nas. I nawet wtedy, kiedy odwraca się do ciebie tyłem obrażona kaczka, (bo usłyszała, że jej nie dokarmimy, bo po co?) jest ci dobrze.

A co my dziś jedliśmy w tej bocznej zatoczce na zachodnim brzegu Śniardw? Ano, ugotowała się zupa-śmietnik z resztek ziemniaków, lekko zwiędłej fasolki, marchewki w strzępach i różnych przypraw. Kuchenka spirytusowa działa fantastycznie i chyba jest bardziej bezpieczna od gazowej. Polecam. Na półeczce ( czyli w „jaskółce”) czeka młynek. To jego stałe miejsce. Będzie kawka oczywiście.

Wszyscy wiecie, jak trudno oprzeć się fotografowaniu wschodów i zachodów słońca, co to niby ciągle te same, ale zawsze inne. W tym roku musiałam też je uwiecznić, chociaż ze względu na miejsca kotwiczeń nie były takie zjawiskowe.

WSCHÓD

ZACHÓD

I w tym właśnie porcie nad jeziorem Bełdany, po dziesięciu dniach żeglarskiej włóczęgi zakończyliśmy nasze wodne lato.

Bez tytułu i już

Spotkałam wczoraj w sklepie sąsiadkę Ofelię:

– Wszystko mnie boli – rzekła – chyba mam „borelię”.

Na Jerzego, kuzyna, wpadłam w środku lasu –

miał dziwne skurcze – brak magnezu i potasu.

A jedna z koleżanek mojej ciotki – Wiera

kiedy zje coś z glutenem, to prawie umiera !

Szef córki  od miesiąca jest bardzo przybity

ponoć mu wyciekają  skądś  elektrolity.

Co tu robić i co jeść, i jak żyć ?

Nie możesz za bardzo chudnąć, nie masz prawa tyć !

Zrezygnujcie ludzie z cukru, tłuszczu oraz soli !!

Przesłodzicie i już wiecie – dlaczego was boli.

Przesolicie, strach powiedzieć co was później czeka.

Oj, czemu aż tak okrutny  jest  żywot człowieka ?

Co tu robić, czym się żywić i co pić ?

Nie można za bardzo chudnąć, nie wypada tyć !!

Kochani, czy naprawdę jesteście gotowi,

żeby odejść z tego świata tak całkiem zdrowi ??

PS. Cukrzę, solę z umiarem, jak lubię,

czasem sobie golonkę lub boczek poskubię

i radośnie  roztrwaniam na nie większość renty,

raźnym  kroczkiem omijając suplementy.