Co zostaje po lecie?

Jesień się rozwija, dorasta, właściwie jest już w wieku dojrzewania. Jeszcze tu i tam, będąc w okresie młodzieńczej niepewności kusi nas złudnym ciepełkiem, jeszcze pozwala jakiejś roślince zachować kilka kwiatów, albo nawet rozwinąć parę nowych, ale my wiemy, że to tylko psikusy i zabawa. Jeszcze tydzień, lub dwa i rozwinie się w pełni szarymi porankami, zimnymi kroplami deszczu, powiewami chłodnych wiatrów, ale zaraz, zaraz…czeka nas chyba jeszcze krótki czas KOLOROWYCH liści, kiedy to bawi się w malarza. Poczekajmy. Dziś kilka resztek po lecie.

Z OGRÓDKA: Ostatnie begonie, ostatni kwiat nagietka. Za chwilę, po pierwszym przymrozku opadną z sił, stracą płomienne barwy i znikną. Ostatnia kania, bo jaki grzyb lubi wyłazić na zimno? Chyba tylko te, które zwą opieńkami.

NA DRODZE DO LASU: Żółte, zupełnie świeże kwiatki – nie znam prawidłowej nazwy, chociaż przypominają topinambury i rozrośnięte odnogi CHMIELU, nieźle wyglądają, ale cóż samodzielnie piwka z niego nie uwarzę. Może do wazonu? W rzeczce mało, nadal mało wody.

NA BRZEGU LASU: Smętna gałązka z owockami jarzębiny, przytulony do pieńka grzyb, albo raczej porost(?), świeże odrosty ściętej sosny (och, chcę znów wyrosnąć w górę!), jeszcze zielona ściana lasu i pełno chrustu oraz odsłoniętych korzeni starszego drzewnego pokolenia.  

CZEKAM  NA PEŁNIĘ JESIENI, ale wiele bym dała za sen zimowy podczas  jej najgorszych dni!

Jedna myśl na temat “Co zostaje po lecie?

Dodaj komentarz