sezon otwarty!

Jaki sezon?  NA GRILLOWISKA!  Przegapiłam Międzynarodowy Dzień Grilla ( 2 maja), ale mam w zapasie kilka różnych, pamiątkowych fotek, sezon dopiero rozpoczęty, a grillować można przecież do pierwszych przymrozków. TO DO DZIEŁA. 

Na rodzinnych grillach, jak każdego roku

święci się DZIEŃ MAJOWY,

A ja patrzę z boku.

Dzień Grilla. Wiosna już w pełni, można świętować.
Pixabay/RealAKP ( z sieci )© Pikio.pl | Copyright 2022

Ileż rozkosznych, cudownych wprost chwil

dostarcza w maju Polakowi GRILL!

Bez łez, z radością (rzadką w tym narodzie)

rozżarza Polak grilla w swym ogrodzie,

na działce, w polu, pod lasem, przy plaży

i grill już się żarzy, a na nim się praży

Król Rusztu, ( i uwierzcie, bo to nie są żarty!)

czyli  Kark Świński solą (różową!) natarty,

z cebulką, z czosnkiem, często z majerankiem,

z imbirem,  z soją, czasem z kurdybankiem,

z papryką, a to mięsko bywa  jeszcze lepsze,

gdy je grubo obsypiesz kolorowym pieprzem.

Stryj Kazik ciężko wzdycha, patrzy trochę krzywo,

bo żona mu  zabroniła podjadać mięsiwo,

a tu Ziuta i ze strony ojca – kuzyn Derek

dostarczyli im właśnie piękny stos żeberek

w wiadrze, bo jeśli ktoś z was tego jeszcze nie wie,

to wyjaśniam – żeberka kruszeją w zalewie:

Ocet, sól morska, olej (tylko  rzepakowy!),

miód, ździebko musztardy, sok pomidorowy

rozbełtać wszystko trzeba i i zalać żeberka!

Żeberka z  takiej zalewy to boska wyżerka!

 

Wnuczek Ziuty, choć mały, ( nie ma jeszcze roczku)

ssie zawzięcie kawałek spieczonego boczku,

wujek Jan niosąc pięknie spękaną kaszankę

potknął się i poparzył kuzyneczkę Dankę.

Jęczy w cichym proteście miła ciocia Zosia,

że pieką samo mięcho ! Ona chce łososia!

Ktoś, gdzieś ( po czwartym piwku) chce grillować jaja!

Tak się święci w narodzie ten dzień – 2 MAJA.

30 kwiecień – to JAZZ

Ci z was, którzy  przychodzą tu do mnie z wizytą mogli się już wcześnie zorientować, że co jak co, ale Międzynarodowego  Dnia Jazzu nie ominę ( w odróżnieniu od wielu innych, niby świątecznych dni z kalendarza Świąt Nietypowych)  Czas więc, na kolejną notkę na ten temat.

W okresie międzywojennym muzyka jazzowa usadowiła się głównie w big bandach, wielkich orkiestrach grających żywiołowo do tańca i w takiej formie  dotarła też do Polski. W 1927 roku poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska napisała wiersz ” Krzyk Jazzbandu” :

„mówisz że jazzband jest dziki

że płacze jak wicher w kominie

i że cię przeraża

to minie

nuty życia czyż nie są dzikie

życie jest zamętem i krzykiem

przecież przyszliśmy na świat wśród takiej muzyki”

To niech nam zagra jedna z bardzo popularnych orkiestr bigbandowych :

I przyszła wojna. I świat się zmienił.  Musiał się odrodzić. Muzyczny też. U nas, owszem, też coś się odradzało, pierwsze zespoły jazzowe powstawały  już rok po wojnie, a jednym z pierwszych propagatorów jazzu był Leopold Tyrmand (pisarz, autor książek: „ZŁY”, „DZIENNIK 1954”, „Filip”, „Życie towarzyskie i uczuciowe,”U brzegów jazzu”). Grano w Jazz Clubie przy YMCA ( Związek Młodzieży Chrześcijańskiej w Polsce )- budynku z roku 1932 przy ul.Konopnickiej 6 w Warszawie. Odbywały się tam pierwsze koncerty, a Tyrmand razem z Jerzym Grzewińskim ( muzykiem i kompozytorem)  popularyzowali jazz organizując spotkania, na których Tyrmand wygłaszał prelekcję, a Grzewiński ilustrował je muzycznie.  Do czasu. Już w  końcu lat 40-tych rozwój jazzu został zahamowany, ba, walne Zgromadzenie Związku Kompozytorów Polskich rozpoczęło atakowanie tej, jak to określono jazzowej tandety, zwłaszcza, że upowszechniał ją  bikiniarski Tyrmand ( nazwa pochodzi od krawatów z wzorami w palmy  z atolu BIKINI) chadzający w dziwnych marynarkach, w butach na słoninie i w kolorowych skarpetkach ( a podobno jedne dostał w prezencie przywiezione z Moskwy przez Eryka Lipińskiego). Kluby jazzowe w YMCE zlikwidowano, a młodzi ludzie z ZMP ( Związek Młodzieży Polskiej) niszczyli  i palili na ulicach Łodzi pojedyncze płyty z tą wszeteczną, burżuazyjną, plugawą muzyką.

Zmarł  Józef Stalin. Odwilż. Uznano, zresztą dzięki podpowiedziom samych muzyków, że jazz to właściwie muzyka mająca korzenie wśród uciśnionych, wyzyskiwanych Murzynów, więc pasuje! Ha! I chociaż przez kilka kolejnych lat oficjalnie uważano jazz za swoistą  manifestację wolności, protestu i niechęci do kultury oficjalnej  ( a tak było),  to  już było z górki. I polski jazz zaczął się rozwijać. Trudno tu wyliczyć wszystkich naszych muzyków i powstające zespoły, więc tylko dodam, że  jedną z pierwszych grup była utworzona w 1957r – New Orlean Stompers (późniejsi Warszawscy Stompersi). Grali jazz tradycyjny, łatwiej „przyswajalny” i z tego, co wiem, tańczono w rytm ich muzyki na wielu warszawskich „prywatkach”.

 Jeśli wy sami, albo wasi dziadkowie, albo wasi rodzice słuchali czasem audycji rozgłośni „GŁOS AMERYKI,” ( nadawanej od 1942roku z USA) mogli się natknąć na audycję Willisa Conovera „JAZZ HOUR” nadawaną z kolei od 1954 roku i zaczynającą się zawsze utworem Duke  Ellingtona  w wykonaniu jego big bandu. Przypuszczam, że prezentowany przez Conovera przegląd zespołów jazzowych był również inspiracją i dla naszych muzyków. Jeszcze nie było można jeździć na koncerty do innych państw. Żelazna kurtyna z mocną kłódką broniła naszego świata.

Jeśli ktoś z was ma ochotę, zapraszam go do wysłuchania całego utworu.

Kurtyna kurtyną, a polski jazz rozwijał się w najlepsze. Powstawały nowe zespoły, wykluwali się nowi kompozytorzy i wykonawcy. W marcu 1956 roku  Leopold Tyrmand zorganizował  pierwsze, oficjalne JAM SESSION. Wspominał o tym na którymś z festiwali  jazzowych w Sopocie Wojtek Młynarski „opisując” ten fakt w rytm kolejnego utworu Ellingtona „Karawana.” Jeśli Wojtek uczestniczył w tym wydarzeniu to był wtedy nastolatkiem. W tym JAM SESSION brało udział kilku naszych muzyków , których nazwiska  zna każdy meloman lubiący JAZZ

I w innym wykonaniu:

Z roku na rok przybywało nam muzyków, a we wrześniu 1958 roku zorganizowano w budynku klubu studenckiego „STODOŁA” w Warszawie Pierwszy Międzynarodowy Festiwal Jazz Jamboree, który nazwano „Imprezą Buntu.” Coś w tym było. Wszystkie kolejne, coroczne Jazz Jamboree zawsze zaczynały się standardem „Swanee River”, który prezentowałam rok temu w tym dniu. Bodaj jednym z pierwszych zagranicznych muzyków jazzowych, który  przybyli na trzecie Jazz Jamboree w 1960 roku, był amerykański saksofonista Stan Getz, który nagrał wówczas płytę  z trio Andrzeja Trzaskowskiego ( ojcem obecnego prezydenta Warszawy). Wspominam o tym, bo byli to kolejni muzycy, którzy mieli istotny wpływ na moje fascynacje jazzem. Saksofon i pianino, kontrabas i perkusja. Wcześniej wsłuchiwałam  się w dźwięki  „Harlem Notturno” ( kompozytor Earle Hagen) grane przez Jana Walaska – nazywanego Złotym Saksofonem Warszawy. Nie znalazłam tego utworu w jego wykonaniu, więc proponuję inne:

I na zakończenie próbki Stan Getza  – tak zagrał słynną piosenkę MISTY autorstwa Johna Burke i Errolla Garnera, ( znaną w wykonaniu Elli Fitzgerald)

A tak kołysze nas w rytmie  utworu Antonio Carlosa Jobima – słynnej bossa novy

W sprawie JAJEK

PRAWIE KAŻDY DZIŚ SIĘ STARA,

BY MIEĆ (MUST HAVE) JAJOWARA!

JA NA PRZYKŁAD, OWSZEM, MARZĘ,

BY GOTOWAĆ W JAJOWARZE

JAJKA RANO I WIECZOREM.

(ZRESZTĄ, BEZ WZGLĘDU NA PORĘ!),

MAJĄC W DOMU JAJOWARA,

NIE WRZUCASZ JAJ DO GAR-WARA*,

ZAMIAST W WODZIE, CZY NA PARZE,

WARZYSZ JAJKA W JAJOWARZE:

PROSTYM PSTRYCZKIEM WŁĄCZASZ CZAS

JAKIE CHCESZ MIEĆ JAJKA – MASZ.

* garwar, czyli gar do warzenia wszystkiego.

ŻYCZĘ KAŻDEJ MŁODEJ PARZE,

ŻEBY MOGŁA W JAJOWARZE

WARZYĆ JAJKA IDEALNIE,

OSOBIŚCIE ALBO ZDALNIE.

TO NIE WADA, NIE PRZYWARA

MIEĆ W MAŁŻEŃSTWIE JAJOWARA.

NIEWAŻNE SĄ TAKIE BZDURY

JAK CHARAKTER, KOLOR SKÓRY,

ZAWÓD, MIASTO, NAWET WIARA,

BO, GDY MASZ JUŻ JAJOWARA

KULINARNIE JESTEŚ „NAJ”…

W KUCHNI MASZ SWÓJ WŁASNY RAJ!

I JA, CHOCIAŻ JESTEM STARA

CHCĘ MIEĆ SWEGO JAJOWARA!

IDĘ KUPIĆ. NO…TO…”NARA”…

Zdrowych, spokojnych i jak się uda, to też radosnych Świąt Wielkanocnych WAM życzę.

IMG_6767

Światowy Dzień Gołębia – 9 kwiecień

Światowy Dzień Gołębia –  na dowód uznania wszelkich zasług pocztowo- komunikacyjnych jakie oddały ludzkości te ptaki, obchodzimy właśnie dziś 9 kwietnia. W Stanach Zjednoczonych WORLD  PIGEON DAY to 13 czerwiec. Skąd te rozbieżności? Nie wiem. Nieważne. JEST TEŻ GOŁĄBEK POKOJUSYMBOL POKOJU MIĘDZY NARODAMI

                                                      JEST?

Co się stało z GOŁĘBIAMI POKOJU ?

Nie widuję ich ostatnio. Już ich nie ma?

Wyginęły? Odfrunęły w niepokoju,

czy też zeszły do ptasiego podziemia?

Przecież, gdyby były, gdyby tylko były

i się dowiedziały o tym, co się stało,

tę wojnę potworną szybko by skończyły??

Lecz ich nie ma, albo jest ich za mało.

4 kwiecień – czyje to święto?

                                                        PRZYPOMNIENIE

Rok 2002 – Wielcy szczurów miłośnicy, ( wiemy, że to Brytyjczycy)

                     ogłosili Święto Szczura, krzycząc po angielsku:

                                                        HURRA!

IMG_6427

Uwaga: fotki ilustracji pochodzą ze starego dwutygodnika dla dzieci „Moje Pisemko.” Nazwiska autora nie podano. 

Wiecie, co mój niesmak budzi?

Rzecz to dla mnie niepojęta:

Szczurów więcej jest niż ludzi!

I do licha, mają ŚWIĘTA!

 

Czy w Szwajcarii, czy na Jawie,

w Nowym Yorku, czy w Madrycie,

gdzieś w piwnicach, w rowach, w trawie,

szczury pędzą  szczurze życie.

IMG_6429

Czy w Paryżu, czy w Otwocku,

w Rzymie, w Oslo, czy w Wąchocku,

w Pile, czy w Zielonej Górze –

wszędzie znajdziesz ślady szczurze.

W chacie, w daczy, czy w hotelu,

w każdym domu, w każdej z rur,

gdzieś w piwnicy, czy w tunelu

może mieszkać tłusty szczur.

IMG_6420_LI

Drugi  fakt (też niesmak budzi):

Szczur co zechce, to pożera,

(zwłaszcza wtedy, gdy się nudzi)

a więc: łącza komputera,

stare suknie, nowe buty,

kafle (bo ma ząbki zdrowe),

może przegryźć różne druty

i przewody hamulcowe.

IMG_6424

Wygryźć dziurę w jakimś murze?

Żuć, aż wreszcie runie  mur?

Leży to w jego naturze.

On nie zając,  tylko SZCZUR!

Więc, ze szczurami, szanowny narodzie, choć bez czułości – żyjmy raczej w zgodzie.

A ponieważ wszystkie szczury mają  Święto dzisiaj,

niech im zagra szczurzą sambę TA orkiestra MYSIA.

InkedIMG_6245_LI

Mysią kapelę rysowała sobie kiedyś najstarsza córka w naszej rodzinie. Ot i się przydało.

1 kwiecień

 ZACHĘTA ZADZIAŁAŁA. KUPIŁ.

               A TYMCZASEM:

                                    CZYLI

    KLASYCZNY PRIMA APRILIS!!

        NIE KUPUJ BEZMYŚLNIE,

           BO SIĘ  POMYLISZ!!   

Uważajcie prima aprilisy zdarzają się ciągle, na wielu polach i nie   tylko 1 KWIETNIA!!

Mogą dotyczyć  ilości mięsa w kiełbasie, ilości szynki w szynce, ilości masła w „ciasteczkach maślanych”, liczby kochanków znanej osoby, szybkości chudnięcia po diecie – cud,  itp. itd.

Wiem, wiem, wy nazwalibyście to OSZUSTWAMI, ale  dzisiaj jest PRIMA APRILIS i ja ujmuję to tym razem inaczej. Jutro nadam temu zjawisku nazwę prawidłową. Niech tam….!!.

Z ostatniej chwili:  1 kwiecień, godzina 10.30, WIOSNA, Prima Aprilis

LAS. Jeszcze jest.

21 marzecŚWIATOWY DZIEŃ LASU, a las, Drodzy Państwo, jak podaje WIKIPEDIA, to:

„Las (biocenoza leśna) – kompleks roślinności swoisty dla danego kontynentu geograficznego, charakteryzujący się dużym udziałem drzew rosnących w zwarciu, wraz ze światem zwierzęcym i różnymi czynnikami przyrody nieożywionej oraz związkami, które między nimi występują.”

Pójdźmy do lasu. Las jak las – drzewa, drzewa, drzewa, drzewa – sosny, świerki, buki, dęby, pobielane brzozy ,opadłe. szeleszczące liście, trzeszczący dywan igieł, miękkie materacyki mchu, jeżowate szyszki, ostre krzaki jałowców, suche gałęzie, grzyby, a wśród nich ogrom różnorodnych istnień i wszystko ze sobą współpracuje. Las, to las, niby jeden do drugiego podobny, a jednak inny  w każdej porze roku, w każdej porze dnia i nocy.

A, że dziś jest także kalendarzowy początek wiosny i dzień wagarowicza, to zwiejcie od obowiązków i dajcie nura do lasu!

                      IDŹMY DO LASU. PÓKI JEST.

8 marzec

Nie świętuję, czasem komentuję.

Dziś zachwyciły mnie, jak zwykle, propozycje prezentów dla pań. Są nieco inne niż te, które pamiętam z dawnych czasów, ale rola kobiet zmieniała się przez lata, więc pewnikiem i podarunki też. Przedstawiam je tu dla zachęty oczywiście. Zacznijmy jednak od znalezionych przeze mnie w sieci okolicznościowych wierszyków. („Życzenia na Dzień Kobiet”). Ludzie! Ja też potrafię napisać coś durnowatego, ale na szczęście TE nie są mojego autorstwa:

Śliczne i oryginalne, nieprawdaż? Tylko zmieniłabym w „róż bez końca” na RÓŻ BEZ KOLCA, bo u nas, kobiet,  wazony mają pewną ograniczoną pojemność. A teraz prezenty:

I JESZCZE  KOLEJNY WIERSZYK. Wybierzcie i prześlijcie kobietom. Byle nie mnie!!

I na zakończenie mój rymowany „wstępniak” z okazji Dnia kobiet z poprzednich lat:

O, rety! O, rety! To dziś jest Dzień Kobiety?

Nie obchodzę go, niestety, już od lat.

Dziś nie czuję, moi drodzy, tej radochy,

jaką było mydło, goździk (taki kwiat),

albo ręcznik, albo talon na pończochy,

wspomnę tylko, że wspaniały był to świat!

Obdarowywano równo wszystkie Panie.

I co z tego, że za pokwitowaniem?

…”płacze matka Ukraina”

( cytat z dumki „Hejże, Ojcze Atamanie”)

I ZNÓW NIE WSZYSTKIE LOTNISKA PRZYJMUJĄ, I ZNÓW NIE MOGĄ POLECIEĆ W WYBRANYM KIERUNKU. NIE TA POGODA…

Nie rozumiem tego ŚWIATA. Może nie tyle ŚWIATA, ile NAS –zamieszkujących go i zarządzających nim LUDZI. Bo albo pożądamy zupełnie już zwariowanych i pozornie niezbędnych rzeczy, dóbr, urządzeń i przedmiotów, a dla zaspokojenia tej potrzeby jesteśmy gotowi popełniać porąbane, wstrętne, głupie, absurdalne, niesmaczne, czy wręcz ohydne uczynki, niszcząc w tym celu nasz DOM, czyli ZIEMIĘ, albo, co jest jeszcze gorsze, dla zaspokojenia chorych, własnych ambicji i żądzy władzy ATAKUJEMY, ZABIJAMY, MORDUJEMY WSPÓŁMIESZKAŃCÓW TEJ PLANETY. Nie rozumiem tego ŚWIATA. Ogarnia mnie strach, smutek i beznadziejnie olbrzymie poczucie bezradności. I nie tylko – momentami czuję też GNIEW, a ten może mnie przecież poprowadzić do agresji i marzeń o odwecie. Czy tak musi się toczyć nasz ŚWIAT? Ot, naiwna. Niby jak ma być inaczej?

Życzę nam wszystkim POKOJU.

„Patryota” z 1898 roku

Jakoś….takoś…dziwnie się  złożyło, że dwójka blogerów do których zaglądam przytoczyła  prawie równocześnie utwory literackie nawiązujące do poruszanych w blogu tematów. Jeden z wierszy to pamiętny „Paweł i Gaweł” Aleksandra Fredro – sprawdził się jako ilustracja komentowanej przez autora naszej, obecnej sytuacji. (blog WIDZIANE Z EKWADORU) Sięgnęłam też do wierszy  Kazimierza Przerwy-Tetmajera (a kilka innych przytoczyła niedawno BEZSZELESTNA) i nie mogę się powstrzymać, żeby wam nie przypomnieć treści wiersza PATRYOTA. Jakoś, takoś… dziwnie mi się skojarzyło, że już wtedy…..i dziś, w Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego przypomnijmy sobie nieco przestarzałą polszczyznę, która jednakowoż traktuje o ciągle aktualnym zjawisku.

Patriota

Autorem wiersza jest Kazimierz Przerwa-Tetmajer

„W zdro­wym cie­le zdro­wa du­sza!
Hoc! Hoc! Hop­sa! tyl­ko śmia­ło!
Jesz­cze Pol­ska nie zgi­nę­ła!
Co się sta­ło, to się sta­ło!
Jak Bóg da, to od­bie­rze­wa!
Hu­laj du­sza bez kon­tu­sza!
Kto nie z nami, to ho­ło­ta!
Huha! Vi­vat »pa­trio­ta«!

Ro­zum, wie­dza, ta­lent, pra­ca
U nas, brat­ku, nie po­pła­ca!
Po­stęp i cy­wi­li­za­cja
W kąt gdzie wcho­dzi do gry na­cja!
I »gu­anem« wnet do­sta­nie
Kto nie z nami, mo­cium pa­nie.
Bo jest jed­na tyl­ko cno­ta,
Byś był, wa­sze, »pa­trio­ta«!

Mo­żesz kpem być i cym­ba­łem,
Mo­żesz du­reń być siar­czy­sty:
By­leś z mocą i za­pa­łem
Kraj mi­ło­wał ma­cie­rzy­sty!
Co się sta­ło, od­stać może!
Jed­no, dru­gie, trze­cie mo­rze…

Huha! Hop­sa! Każ­dą nową
Myśl wi­ta­my krzy­żem pań­skim —
Precz z ge­niu­szem Eu­ro­py
Far­ma­zoń­skim i sza­tań­skim!
My o jed­no tyl­ko szle­my
Mo­dły k’ nie­bu z na­szej cha­ty:
By nam buty mo­gły śmier­dzieć,
Jak śmier­dzia­ły przed stu laty…

Gdzieś tam ja­kiś Fran­cuz wściekł się —
Bęc! Już ster­czy na in­dek­sie!
Oj­ciec świę­ty sie­dzi w Rzy­mie,
Na ple­ba­nii ksiądz Wa­len­ty —
Wara, chłyst­ku, mi tu wno­sić
Swo­je »ludz­kie do­ku­men­ty«!
Lon­dyn, Ber­lin i War­sza­wa
Niech ci krzy­czy: sła­wa! sła­wa!
Cho­ciaż wiem, jak ci za­le­ży,
Abyś u mnie był przy­ję­ty,
Ja ci domu nie otwo­rzę,
Nie dla ta­kiej on ho­ło­ty!
U mnie w du­szy cno­ta leży —
Vi­vat skrom­ność »pa­trio­ty«!

Hoc ha! Hop­sa! Byle zdro­wo,
Zdro­wa du­sza — zdro­we cia­ło!
Nie­chaj śmier­dzi, jak śmier­dzia­ło,
Byle tyl­ko na­ro­do­wo!
Wolę pol­skie ….. w polu,
Niż fioł­ki w Ne­apo­lu!
Swoj­sko, pol­sko, po na­sze­mu,
Hoc! Hoc! Hop­sa! Tak, jak wte­dy
Gdy nas na­przód tłu­kły Szwe­dy,
Po­tem Niem­cy i Mo­ska­le —
Hoc! Hoc! Hop­sa! Do­sko­na­le!
Po swo­je­mu! Po sta­re­mu!
Le­piej do­stać w łeb w kon­tu­szu,
Niż we fra­ku na­trzeć uszu!
Nie­chaj żyje sta­ra cno­ta!
Daj nam da­lej ki­snąć Boże!
Jed­no, dru­gie, trze­cie mo­rze —
Vi­vat »pra­wy pa­trio­ta«!…”

Ojej, ojejej!