
„Patryota” z 1898 roku






Wyjąć z szafki kręciołka i pojemnik. Do pojemnika skroić kawałki masła (1/4 kostki), wsypać 3/4 szklanki drobnego cukru i rozpocząć kręcenie, które idzie trudno, bo masła mało, a cukru dużo. No, to…zostawić sobie z 4-ech jajek 2 białka, a resztę wbijać stopniowo, kręcąc dalej i zarzucając to wszystko kawałkami z 2 kostek miękkiego TWAROGU (0,5kg) który wcale nie musi być zmielony. Kręcimy, kręcimy, aż masa będzie mniej lub bardziej gładka, ale może być też kostropata. A, co tam! Dodajemy pod koniec 1 i 1/2 łyżki mączki ziemniaczanej oraz co kto lubi, czyli albo jakieś rodzynki, albo skórki pomarańczowe, albo nie dodajemy niczego tylko delikatnie wkręcamy 2 białka ubite na bałwanka. Piecyk – na 170 stopni i do rozgrzanego ładujemy wypełnioną masą foremkę ( u mnie tortownica o średnicy +- 25 cm. Po upłynięciu około 45 minut – serniczek gotowy. Nie za niski, nie za wysoki, klasycznie lekko wklęsły, bardziej serowaty niż puszysto- budyniowaty.



O, ludziki! Zapomniałam o spodniej, pod sernikowej bazie: najczęściej miksuję jakieś kruche herbatniki, ale ten na fotce ma w sobie paczkę okrągłych biszkopcików do której dorzuciłam na oko kawałek masła, wlałam łyżkę mleka i wtarłam 1/2 tabliczki gorzkiej czekolady. Ubiłam na tortownicy i wrzuciłam na to ser. Nie podpiekałam.


Wiosną – uczucie nie byle jakie
złączyło JĄ (ptaka) z NIM (też ptakiem),
a już jesienią, to ptasie stadło,
uwierzyć trudno, lecz się rozpadło!
I wieść się rozniosła na ptasi kraj,
że On się ożenił tylko dla jaj!
A kiedy już dostał to, czego chciał,
po prostu ( nikczemnik!) – zwiał.

Wiewióreczko najmilsza, gdybyś mnie kochała,
orzeszki byś rozgryzała
dla mnie,
rano, już przed świtem.
Gdybyś mnie, wiewióreczko, choć trochę kochała,
co wieczór byś szczotkowała
moją,
przyznaj, że piękną – rudą kitę!

Jeśli mocno, prawdziwie kocha męża Pani Jeżowa
to, gdy on się do niej zbliża – ona swoje kolce chowa,
choć wie, że nigdy nie będzie tak miękka jak puchu kula,
to przecież milej jest Jeżowi, gdy żonę swą przytula.

Czy błyszczące przeźroczyście i nieważkie ważki
znają miłość, czy wyłącznie miłosne igraszki?
Gonią się nad wodną mgiełką szybko i świetliście,
od furkotu ich skrzydełek drżą nadbrzeżne liście,
od ich migotliwych błysków zielono lśnią fale.
Czy kochają się króciutko, czy też może wcale?

Wystarczy mieć kilka kolorowych czasopism, z których wytniemy jakieś obrazki, przykleimy do kartek z bloku i dorysujemy „dymki.” Przyjdą znajomi ? Do nas? Do dzieciaków ? Oprócz innych, znanych gier towarzyskich możemy zrobić wspólnie komiks, albo po prostu powygłupiać się wpisując w „dymki” jakieś śmiesznostki„
INSTRUKCJA: Co myślą lub mówią osoby (lub rzeczy) na obrazkach? Wpiszcie. Im weselej tym lepiej. Macie jakieś propozycje do obrazka umieszczonego poniżej?















Chuligan* – Wikipedia, wolna encyklopedia
Moja babcia nie ma siwych włosów – wcale,
moja babcia lubi bale – w karnawale
i mi mówi: – Wiesz, od rapu bardziej wolę
moje stare, dobre, szybkie rock-and-rolle.


JEŻELI BĘDZIECIE GDZIEŚ JECHAĆ – ŻYCZĘ DRÓG BEZPIECZNYCH –















Poniższy tekst dostaliśmy w ramach życzeń od bliskiej nam osoby – BEATY z dalekiej Kalifornii. Nie każdy sięga po takie treści i nie każdy szuka takich słów, a ONA – TAK. I trafia w sedno.
„Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
i wyciągasz do niego ręce,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy milkniesz, żeby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna
obręcz uciskają ludzi w ich samotności,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”,
tym, którzy są przytłoczeni
ciężarem moralnego i duchowego ubóstwa,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, ilekroć pozwolisz, by Bóg
pokochał innych przez ciebie,
ZAWSZE WTEDY jest BOŻE NARODZENIE”.
MATKA TERESA Z KALKUTY

Obrazek IDĄCYCH też dostałam. Od bywającej tu czasem Grażyny z Łodzi, która go dostała od znajomej, która…..krótko mówiąc nie jest mi znany jego autor i jeżeli ktoś coś wie – proszę o wiadomość.
Przeglądając różne blogi zauważyłam, że czasem autorzy powtarzają niektóre wpisy. Dotyczy to zwłaszcza tych blogów, które nie stanowią czasowej ciągłości, czyli nie są formą pamiętnikową. I uważam, że to ma pewien sens. Po prostu, początkowo oprócz bliskiej rodziny i znajomych czytało nas niewiele osób, nie było wejść i odwiedzin, a rzadko się zdarza, żeby aktualnym czytelnikom chciało się sięgać po jakieś przebrzmiałe historie ( chociaż ja sama czasem lubię obejrzeć coś „starego” na niektórych blogach) Pozwólcie, że ja też od czasu do czasu coś powtórzę, coś co nadal brzmi aktualnie. Na przykład to coś o rejwachu świątecznym.



Dziadek z wujkiem Irkiem oprawia choinkę,
obsypali igiełkami kuzyneczkę Lilkę.
Irek młotkiem stuka, dziadzio gwoździ szuka
i za chwilę, jak co roku któryś stłucze kciuka.


Wieszać lampki najpierw! – tata łańcuch szarpie.
Już tężeją galaretki na półmiskach z karpiem.
Pierogi nadziane, obrusy wyprane,
kurze starte, a podłogi świeżo pastowane

Babcia w kuchni siedzi nad talerzem śledzi
i tylko przez wzgląd na gości, z ościami się biedzi.
Talerze podane, kapusty podgrzane,
na kryształach się panoszą makowce spękane.

Stryj w fotelu ziewa, ktoś kompot rozlewa,
córka Basia smaży dorsza, teść się o coś gniewa.
Już zupa grzybowa prawie jest gotowa,
szwagier nie chce ze śmietaną, twierdząc, że niezdrowa.
Ciotki przyjechały, dzieci się schowały,
a na środku stołu czeka opłateczek biały.


Przy tym pięknym Święcie każdy ma zajęcie,
tylko ZIUTA w cud – sukience strzela selfie z zięciem.
Już gwiazdka na niebie bardzo jasno świeci,
zasiadła cała rodzina, babcie, ciocie, dzieci.
Ktoś tam zerka na prezenty ustawione rzędem –
Nie tak szybko! – krzyczy dziadzio – pora na kolędę!
” BÓG SIĘ RODZI, MOC TRUCHLEJE…”

Był sobie CZARNY, CZARNY las, a w tym CZARNYM, CZARNYM lesie był sobie CZARNY, CZARNY.……to początek starej, durnej historyjki, którą straszyłyśmy się z koleżankami w dzieciństwie.
Jednak :
NIE WSZYSTKO, CO CZARNE jest straszne i złe. Weźmy MAŁĄ CZARNĄ – sukienkę, albo MAŁĄ CZARNĄ – kawę, więc:
Z okazji….Światowego Dnia Czarnego Kota – 17 Listopada – PRZYPOMNIENIE:


Jestem CZARNY. Moja czerń ma być tematem
rymowanki? Zatem autor – miauknę szczerze –
jest rasistą mnie niegodnym, lub wariatem,
choćby prawił komplementy, nie uwierzę.
Wiem, co myśli, gdy przebiegnę mu przez drogę,
często spluwa i zawraca skąd przyjechał,
więc już wiecie – o tym głośno miauknąć mogę –
czemu kot, czarny jak ja, się nie uśmiecha.


TAK, przebiegłem, a ty znów rąbnąłeś w drzewo.
JA mam być powodem kraksy? Miau!! Dlaczego ?
Poniosło cię! Ostra szybkość w skręcie w lewo –
i JA mam mieć z tym zdarzeniem COŚ wspólnego??
OK! Błąkam się po drogach, ścieżkach polnych.
Przypuszczacie, że to po to, by was straszyć??!
Drodzy moi, każdy KOCUR CHCE BYĆ WOLNY
i samotnie lubi czasem gdzieś się zaszyć.
Miau! Podobno mam w pogardzie mięsko kurze?!?
Ci, co znają swego kota i kochają,
dobrze wiedzą, co jest ważne w mej naturze:
JEM, CO LUBIĘ, a nie: LUBIĘ, CO MI DAJĄ!
Jeśli dotrze do was prawda, którą głoszę,
(a się zgadza ze mną całe kocie plemię),
możecie nas głaskać, karmić, bardzo proszę,
ale…żyjmy…może lepiej...OBOK SIEBIE.

Miałam dzisiaj nic nie pisać, ale teraz, tuż przed końcem tego dnia, czyli DNIA KOLEJNEJ ROCZNICY ODZYSKANIA PRZEZ POLSKĘ NIEPODLEGŁOŚCI – postanowiłam jednak przytoczyć moje dla NIEJ życzenia. Napisałam je w listopadzie 2018roku i wysłałam do TVN24. Były jednymi z wielu, które wówczas odczytał Jerzy Stuhr. Nie straciły na aktualności i dlatego znów je powtórzę.

Ojczyzno Droga,
Życzę Ci miłości ze strony tych wszystkich, którzy w Tobie mieszkają i tych, którzy zechcą zamieszkać. MIŁOŚCI, rozumianej jako dbałość i troska o każdy Twój dom, każde drzewo, każdy strumień i każdego CZŁOWIEKA. Życzę Ci, aby nikt już nigdy nie musiał za Ciebie umierać, a każdy chciał dla Ciebie żyć. Bądź zdrowa, piękna, wyrozumiała i spokojna.

Kochani! Nie byłabym sobą, gdybym nie umieściła tu też czegoś bardziej swawolnego. Jeśli ktoś się oburzy, to na pewno nie moja Ojczyzna, zwłaszcza ta, która tkwi we mnie.
Czym jest jesień bez swych deszczy,
czym grypa bez wstępnych dreszczy,
czym Kanada bez Niagary,
czym ballada bez gitary,
czym bez lustra jest Alicja,
czym bez pałek jest policja,
czym bez lodu coca-cola
czym bez wełny życie mola,
czym jest western bez kowboja,
czym na środku łąki – boja,
czym mercedes bez silnika,
czym pętelka bez guzika,
czym wojak bez jednej blizny –
TYM JEST CZŁOWIEK – BEZ OJCZYZNY.
