Pisząc DZIÓB nie miałam na myśli Was, to oczywiste, ale pasował mi do tych wariackich rymków o BOBIE. Jestem amatorką bobu i kiedyś tu napisałam coś w rodzaju instrukcji dotyczącej sposobu gotowania. Mój pierwszy bób spotkałam na wakacjach, które dziewczęciem będąc spędzałam na normalnej wsi, w normalnej chacie z dwoma oknami, kominem i drewnianą werandką obrośniętą czymś, co się pięło. Bób przyniosła mi w fartuchu moja babcia ( ze 100 lat temu, oczywiście). Rósł on za chatą między zagonami ziemniaków i kopru. Rzuciła wielkie strąki na ławeczkę werandy i rozkazała : – Wyłuskuj! Wyłuskałam, bób się ugotował, a ja, czytając znalezioną na strychu książkę pt. „W pustyni i w puszczy” pożerałam go jak zdziczały zwierz. I tak mi zostało. Teraz, bób, książki i ja stanowimy drobny element jednej z chwil, które nazywam SZCZĘŚLIWE.

Zdobądź dziś prawdziwy łup,
omiń ciasta, szynki, drób,
lody i butelek skup,
O, spójrz – jest mrożony BÓB,
nie stój nad nim tak jak słup,
pędź do kasy i go kup.

Wróć do domu i się skup!

Nie czeka cię dużo prób,
woda, koper, sól i BÓB,
Widzisz? Łatwe, więc to zrób!
Żadnych klusek, żadnych krup,
dziś króluje pyszny BÓB,
Już gotowy? To go skub.

I zadowolone ciało –
Och, jest pyszny! – zawołało –
częściej, proszę gotuj BÓB,
będę wdzięczne aż po grób!

👍
PolubieniePolubienie