Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
Autor: kryzab
Siedzi baba przy parapecie,
ogląda świat i o nim plecie.
Jedno z piękniejszych, pierwszych fotek kilkumiesięcznej TARY, którego autorką jest nasza synowa.
Minęło kilkanaście dni od chwili, kiedy nasza codzienność z psem zmieniła się na pustą, smutną codzienność BEZ PSA.BEZ TARY. Tara, Tareczka, Tarinka, Dziunia, Sukijaki, Druhna, Kudłata Przyjaciółka. Znała te wszystkie ksywki i nic jej nie dziwiło. Była członkiem naszej rodziny 14 lat. Musiała odejść, bo cierpiała coraz bardziej. Nie dziwcie się, że zamieszczam tu wpis właśnie o niej. To takie dodatkowe wspomnienie. Ciągle trudno jest się nam przyzwyczaić do jej nieobecności.
Tara spacerowaTara fotelowaRodzice Tary ( z Dolnego Śląska) czyli Charlie i RinaTara z kotwicąTara urlopowaTara pomostowaTara brzegowaTara pracująca?Tara wakacyjnaTARA tarasowaTara JesiennaTara jesieniąTara ZimowaTara kanapowaOstatnia fotka – sierpień 2023r
I tylko jeszcze przytoczę tu fragment wierszyka z wpisu PSIE NIEBO z dnia 5 lutego 2021 – którym żegnałam kilku psich znajomych.
Na wodnym parkingu w Mikołajkach „wetknęliśmy się” między dwie potężniejsze od nas mieszkalne motorówki, nazywane pieszczotliwie przez niektórych żeglarzy „Motokrowami.” Jedna z czajnikiem, druga z ręczniczkami – były spokojne i tu nie sprawiały nam przykrości. Czasem anektują jakieś ciche zatoki, czy przewężenia i wiążąc się tworzą towarzyskie platformy – niech, tam, każdy odpoczywa jak lubi, chociaż momenty w których słychać głośne pokrzykiwania i jeszcze głośniejszą muzykę (głównie disco) nie należą. do najprzyjemniejszych.
Jedna z lewejDruga z prawejA na wprost , znacznie od nich mniejsza ALOHA – ktoś tęskni za tropikamiJedna z opisanych platformMotokrówka w drodzeLuksusowe (podobno) namioty mieszkalne na brzegu jeziora.
A czego najbardziej nie znosimy na jeziorach? Wodnych skuterów o potężnej mocy silnika, często wyposażonych w równie potężne głośniki. Płyną z dużą prędkością, nie zwracając uwagi na inne jednostki i wzbudzając taką falę, że przy wytworzonych przez nią przechyłach trudno „ustać na nogach”, a z jaskółek ( półeczki jachtowe) wypadają różne przedmioty. Toteż przez niektórych są obdarzeni przydomkiem „skutersyny” Nie robiłam im zdjęć.
Powrót wycieczkowca w MikołajkachJeden z mikołajskich mostów, pod którymi przepływaliśmyZłowi się coś, czy nie?
Tak więc, po pobycie i zakupach w Mikołajkach przemieściliśmy się przy pomocy zarówno wiatru jak i silnika na jezioro Tałty, później jezioro Ryńskie. Kolejny, krótki postój w porcie, w ślicznym Rynie gdzie znów trzeba było uzupełnić zapasy. Dlaczego?
marina z widokiem na Ryni kolejna tęcza…i kolejni żeglaerze…
Bo na wodzie apetyt dopisuje. Co jadaliśmy? Zrobiłam kilka potraw „słoikowych”, a nasza spirytusowa kuchenka spisuje się świetnie.
Makaron z dodatkami słoikowymi, ale fasolka świeża!kapuśniaczek z kapusty (ze słoiczka, ale doprawiony ziemniakami))Co na śniadanie? To moje żołnierzyki, czyli armia malutkich kanapeczek Kawa – absolutnie niezbędna i…albo maślane gotowce……albo kawałek szarlotki ( jeszcze z domu) i owoce…i oczywiście smażone na maśle okonki (prosto z wody – pycha!)
I po Rynie wracamy tą samą ( a ciągle inną) trasą , tą samą (a ciągle inną) wodą. Ostatnia noc z widokiem na wysepkę na jeziorze Bełdany. Nazajutrz – my w drogę do domu, a spakowana „Pigwa” jeszcze została na Mazurach.
Faktura wodyWysepka na Bełdanach
Fotkę Pigwy na Wodzie „strzelił” znajomy, bo selfie jest oczywiście niemożliwe. Brak odpowiednio długiego KIJA.
Tak, wróciłam i nareszcie mogą odpocząć. Nie ma się z czego śmiać! Włażenie na łódkę po drabinie, zmienianie burt podczas rejsu, schodzenie i wchodzenie do ciasnawej kabiny po trzech wąskich schodkach i to wszystko przez dwa tygodnie – to dla starszej osoby, którą jestem, wcale nie było takie zabawne. No, ale sama chciałam i poniekąd jestem zadowolona, że mi się udało.
Doznania płynące z bliskości natury mają dużą przewagę nad fizycznymi dolegliwościami, stąd decyzja kolejnej wyprawy/. W takich miejscach jak gdyby „zapomina się” o własnych słabościach, a wrażenia, widoki i samo prowadzenie łodzi nie pozwalają ( i dobrze!) skupiać się za bardzo na różnych bolączkach, smutkach i problemach. Czas płynie tu zupełnie inaczej niż w domowej rutynie.
MAZURY – NIEBO I CHMURY
Czasem dostojne, czasem szare i smutne:
Czasem ponure i odrobinę złowieszcze:
Zaczęliśmy od polskiego”morza śródlądowego” czyli ŚNIARDW. Lubimy tę wodną przestrzeń, a w tym roku wydawała nam się jeszcze większa niż wcześniej, bo nie było zbyt wielu pływających łodzi i jachtów. Taka „samotność” na tym jeziorze robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza wtedy, gdy tak jak my – śpimy w kabinie zakotwiczeni na skraju trzcin.
ŚNIARDWY:
Ze Śniardw pomknęliśmy w stronę Mikołajek i po zacumowaniu w lokalnej marinie, czyli porcie uzupełniliśmy zakupy spożywcze i wodę. Na szczęście było miejsce, chociaż musieliśmy się wtulić między dwa, potężniejsze od nas motorówki „mieszkalne.” Dotrę do zdjęć i zainteresowanym zaprezentuję je w drugiej części tych moich „latofotek”. Tymczasem zapuszczę się w Wasze blogowe teksty.
ŻE NIBY CO ?? ŻE niby nie powinnam się W OGÓLEwypowiadać na temat samochodów, bo jestem starszą panią ? Że tylko o kwiatkach, robaczkach, chmurkach, ewentualnie o pierożkach, zupkach i biszkoptach mogę sobie pisać!? Serio? Nic z tego. Lubię samochody, lubię siedzieć w samochodzie i to tam, gdzie siedzi kierowca. Lubię to poczucie pewnej niezależności i lubię tę tułającą się gdzieś tam w podświadomości myśl, że ….gdybym tylko chciała, to mogę pojechać gdziekolwiek, byle gdzie, byle dalej. Oczywiście nie realizuję tych marzeń, tylko grzecznie jadę zrobić (też grzeczne) zakupy, niezbyt już daleko od domu, bo jestem faktycznie bardzo starszą panią w bardzo starym samochodzie. Ostatnioznalazłam kilka moich fotek zprzejazdu starszych aut przez Lwówek Śląski ( z okazji miejskiego festynu). Muszę się przyznać, że wśród nich był jeden identyczny jak ten, którym sama jeździłam i z którym bardzo się lubiliśmy. Tak, samochód to świetny wynalazek, pozwalający nam się przemieszczać po tym świecie.
I jasne, że nie zawsze te starsze są gorsze! Posłuchajcie jak w rock and rolowym singlu z 1955 roku Chuck Berry opowiada o tym, że swoim starym FORDEM dogonił uciekającą mu nowym CADILLAKIEM de VILLE, dziewczynę.
Ten rock może powodować większy nacisk na pedał gazu, więc ostrożnie! Chyba spowolnię tych, którzy właśnie jadą kolekną starą piosenką o starych samochodach:
Bo nie jest jednak tak wspaniale, jak mogłoby się wydawać. Tak, jedźmy w drogę, ale dojedźmy!Dojedźmy i wróćmy!! Ile młodszych osób i to w młodszych samochodach nie wróci już z trasy? Dobrze wiemy, że najczęściej to nie samochody są winne wypadkom, a siedzący w nich właściciele. Przeraża mnie fakt, że nie ma dnia bez drogowej tragedii. W samym maju br. zanotowano1918wypadków!Śmierć poniosło 147 osób! A zaczęły się wakacyjne i urlopowe wyjazdy. Auto STOP! Przyhamujcie! Wróćcie. proszę! I właśnie ta prośba to główny cel tego wpisu.
Nagle, nieodwołalnie, nieoczekiwanie (?), hop-siup…i nadeszło LATO! Już za nami pogańska, najkrótsza w roku, świętojańska noc KUPAŁY, (w tym roku 20/21 czerwca), już przekwitły kwiaty paproci. U mnie, niestety, wcale nie zakwitła!
Jeszcze tylko dzisiejsze imieniny Janów i wedle dawnych wierzeń można się już będzie bezpiecznie kąpać. Przestają na nas czyhać wszelkie wodnice, topielce, czy nimfy, więc kochani, hop, wypijmy piwko, zgrzejmy się, wypijmy drugie piwko, zjedzmy kiełbaskę z grilla i potem buch do wody, śmiało, odważnie, już nas nie tknie żadna złośliwa rusałka, a przecież ochłodzić się trzeba. Nic to, że w okresie od 1.04 – 14.06 utonęło 76 osób. Kąpali się przecież w zakazanej jeszcze porze, a nam od jutra już nic nie grozi!! Ech, przyszło lato!
Widzę różne, drobne zmiany, ale czy wszystkie związane z nastaniem lata?
BYŁA ŁĄKAZ PIĘKNYMI, KĘDZIERZAWYMI TRAWAMI…Z MAKAMIALE. NIESTETY, WSZYSTKO POSZŁO POD NÓŻ!PRZY OGRODZENIU ZOSTAŁ PAN CHRZANWIOSNĄ – NIC TU NIE BYŁO, OT KOLEJNA, ŁĄKAPRZYSZŁO LATO I ZJAWIŁ SIĘ KOPIEC, CO TO BĘDZIE?
Wiosna przeszła wolnym krokiem i BEZ został BEZ! BEZ KWIATÓW OCZYWIŚCIE! Ech! Przyszło LATO!
A zieleń już dojrzała, stateczna, barwą nasycona. Bo, ech, przyszło LATO!
I zadzwoniły głośno i radośnie moje dzwonki. Komu dzwonią, temu dzwonią, mi tak, bo, ech,przyszło LATO!
Czasem wpadają człowiekowi do głowy szalone bzdury odnoszące się często do równie durnych, drobnych rzeczy. Ni stąd ni zowąd przelatuje jakaś myśl, czasem wręcz konstatacja, które ma dla nas dziwnie „odkrywczy” charakter, a jest kompletną głupotką. Bo chyba nie tylko jak tak mam? Przykład? Proszę bardzo, już opisuję chociaż jestem absolutnie świadoma faktu, że możecie zakręcić palcem przy skroni, stwierdzając, że mam KUKU NA MUNIU*
(* czyli jestem zwariowana).
Mój mózg ( a może jego niższe rejony?) raptem odnotował, że wśród różnych określeń odnoszących się do miejsc, gdzie wykonujemy różne czynności – jedna z nich ma absolutną większość.Jadamy – gdzie? W jadalni, w kuchni, w restauracji, w knajpie, w jadłodajni, wstołówce, w barze.(7)I tyle.Na czym sypiamy? – Na łóżku, na tapczanie, na wyrze, na legowisku,na kanapie, na sofie, na materacu.(7)
A gdzie musimy iść za tzw. potrzebą?Do ubikacji, do kibla, do toalety, do wychodka, dowygódki,do latryny, do sraczyka, do klozetu, do klopa, tam, gdzie „król piechotą chodzi,”do WC, do „00”, na stronę, usiąść na tronie, wejść do ustępu, do przybytku, a czasem do SŁAWOJKI.* (17) Ktoś zna jeszcze inne nazwy?
*SŁAWOJKA – Dopiero niedawno dowiedziałam się z portalu „Twoja Historia.pl. że FelicjanSławoja – Składkowski międzywojenny minister spraw wewnętrznych rekomendował, a nawet zalecał okólnikami budowanie osobnych przybytków w mieście i na wsiach,, zaznaczając, że wszystkie powinny mieć sedesy i że powinny być one często czyszczone. I stąd się wzięła nazwa. Poniżej: nie sławojka, ale przykładowa leśna latrynka z prywatnego kempingu zbudowana z namiotowych masztów. W środku, a jakże – nad wykopanym dołem stało drewniane, stare krzesło bez siedzenia, ale za to z przymocowanym (mytym) SEDESEM, którego już Wam, nie bójcie się, nie pokażę.
Już wiem, czym może być „papierowy” pałacyk , który znaleźliśmy w kąciku łodzi podczas jej wiosennego porządkowania przed sezonem. Dziś właśnie przypadkowo wpadłam na na informację w Google, że TAK BUDUJĄ SWOJE DOMY niewielkie, smukłe owady z rodziny osowatych – KLECANKI POSPOLITE. I muszę Wam pokazać jak wygląda ten znaleziony przez nas, bo jest to, moim zdaniem kolejna z miliarda rzeczy w przyrodzie, która zachwyca.
Ktoś interesujący się entomologią znajdzie więcej ciekawostek na temat KLECANEK w sieci, mnie zainteresował fakt, że ugryzienie tej niewielkiej niby-osy może być bardziej bolesne od użądlenia szerszenia. Równocześnie zdumiewa mnie i dziwi to, jak one dotarły do niewielkiego kącika w łodzi wypełnionego nieomal w całości różnym sprzętem.
Z trudem sobie wyobrażam ile razy królowa – założycielka musiała udawać się na poszukiwanie materiałów budowlanych! Nigdy nas nie ugryzły.
Wyruszyłam na poszukiwania. Coś klecanko-podobnego usiadło na deskach, ale czy to jedna z nich? Odrobinę podobna. Młodziutka? Inna osowata? Kto wie?
Snując się tu i tam w poszukiwaniu panien KLECANEK, znalazłam na trawiastym, zaniedbanym pasie i to tuż przy betonowym chodniku ostatnie, wiosenne kwiatki. Nie znałam ich, ale z prac poszukiwawczych wynika, że to rodzaj cebuliczek o wdzięcznej nazwie Mleczna Gwiazda, lub Ptasie Mleczko. Jak się tu dostały?