Z życia Kotka Psotka – Lipcowa Noc

IMG_8698_LI

Tego wieczoru zebrali się wszyscy przyjaciele Psotka. Po zjedzeniu zapowiedzianej  przez Kasię kilka dni wcześniej kolacji pt :”Dla każdego Coś Dobrego,” każdy wybrał  najwygodniejsze dla siebie miejsce i spojrzeli na ogromną, wiszącą dziwnie blisko jasną tarczę  KSIĘŻYCA, a Kasia zaczęła czytać  przygotowaną wcześniej opowieść, tę, o którą prosili.

                                     L I P C O W A          N O C

– Wiem, o czym teraz myślisz, Kasiu – powiedział kotek Psotek. Siedzieli sobie z Kasią na ławce przed domem, a to jest jedno z najlepszych do siedzenia miejsc w ciepłą, lipcową noc. Na wprost, wydawało się nawet, że tuż nad nimi jaśniała wspaniała, trochę jak zwykle tajemnicza księżycowa kula.

– No, więc o czym ja myślę? – zaciekawiła się Kasia.

– Myślisz o tym, że chciałabyś mieć kawałek księżyca!

– Nie zgadłeś, kocie Psocie, to TY myślisz właśnie o tym.

– Skąd wiesz ? – zdziwił się Psotek, bo właśnie o tym myślał.

– Często tak bywa, że uważamy, że ktoś myśli o tym, o czym my myślimy w danej chwili, bo myślimy, że….ech, nie jest to łatwo wyjaśnić – Kasia bezradnie spojrzała na Psotka, ale on tylko zamruczał:

– Miałaś rację, myślałem o tym, o czym myślałem, że ty myślałaś – spojrzeli na siebie i jednocześnie się uśmiechnęli, a Psotek spytał:

– To o czym myślałaś ?

– Myślałam o tym, że to wspaniałe móc tak siedzieć w blasku księżyca i że to dobrze, że księżyc jest dla wszystkich, którzy lubią na niego patrzeć. Znam zresztą taką opowieść o jednym niemądrym, skąpym królu…..

.- Opowiedz, opowiedz, świetna noc na bajki i wcale nie chce mi się spać.IMG_9349

I Kasia zaczęła:

“W pewnym bardzo dalekim kraju żył sobie król, który zbierał najrozmaitsze rzeczy z całego świata. Każdy, kto udawał się w najkrótszą nawet podróż, musiał mu przywozić jakieś pamiątki, a jeśli zapomniał o tym obowiązku, dostawał zakaz wyruszania na wycieczki.

InkedInkedIMG_8733_LI

Pięćdziesiąt wielkich jaskiń było wypełnionych skarbami, a i w samych pałacu z trudnością poruszano się po salach. Wszystkie były wręcz zapchane  różnym rzeczami. Były tam kolorowe kamienie z całego świata, wspaniałe bransoletki i pierścionki, dwadzieścia tysięcy parasolek, cenne futra, łyżwy z całego świata, zestawy garnków, maszyny do szycia, radia, telewizory, pudełka kredek, około dwustu rowerów i  foremki do ciastek, a w każdej szufladzie grzechotały szklane, wielobarwne kulki. Król lubił, kiedy rozrzucone,  toczyły się  po podłodze.

IMG_9788

Kilku podróżników przywiozło też komputery i inne dziwne brzęczące urządzenia, ale nikt niczego nie używał. Były tam też książki, stosy książek, których nikt nie czytał i którymi król nie był w ogóle zainteresowany, chyba że były takie z samymi obrazkami.

Pewnego razu król siedział na tarasie swego wielkiego zamku, zerknął w górę na księżyc w pełni i mruknął: – Tego mi brakuje. On musi być tylko mój!

Wezwał sekretarzy i kazał im ogłosić w całym państwie, że ten, kto zdobędzie dla niego choćby kawałek księżyca dostanie w nagrodę ćwierć królestwa i rękę księżniczki-córki na dokładkę. Powstało wielkie zamieszanie.

Mnóstwo ludzi próbowało wymyślić jakiś sposób na zdobycie kawałka księżyca. Ktoś zaczął budować drabinę, ktoś zaczął myśleć nad wielkim balonem i skupował gumy do żucia, a drobni oszuści przynosili królowi kawałki skał, zwłaszcza w te noce, kiedy nie było już pełni. Wskazując na niebo przysięgali, że zmniejszony księżyc to ich sprawka. Nic z tego.

IMG_9804_LI

Król markotniał coraz bardziej, królowa jadła coraz mniej, a księżniczka też chodziła naburmuszona, bo bardzo się bała, że zdobywcą księżyca i jej ręki może zostać ktoś niezbyt miły. Król całymi nocami przesiadywał na tarasie i nawet przestał wydawać rozkazy. Pewnego dnia jeden z sekretarzy zaproponował królowi spotkanie ze starą, mądrą czarodziejką, o której wszyscy już dawno w królestwie zapomnieli, a która mieszkała gdzieś w głębokich lasach w małej, drewnianej chacie.

– Podobno umie rozwiązywać różne problemy – królowa poparła pomysł i król, choć niechętnie, wyraził zgodę na jej przybycie.

Któregoś popołudnia stanęła przed królem wysoka, ubrana w kolorowe szale kobieta, która wysłuchała pragnień króla, rozejrzała się bacznie dookoła i zażądała trzech dni na przemyślenie problemu.

– A co to jest  m y ś l e n i e? – zapytał król.

Czarodziejka parsknęła gromkim śmiechem, od którego zatrzęsły się zamkowe ściany:

– No tak, przypuszczałam, że w tym kraju nie dzieje się dobrze, ale żeby aż TAK? To już przekracza ludzkie pojęcie, nic dziwnego, że ci się zachciewa gwiazdki z nieba, skoro nawet nie masz pojęcia co to znaczy MYŚLEĆ!!

Nie o gwiazdę chodzi, a o księżyc – burknął król – masz o tym pamiętać, bo inaczej nici z nagrody. Czarodziejka wzruszyła ramionami i wyszła.

Przez trzy dni i noce czarodziejka zwiedzała jaskinie ze skarbami, rozmawiała z mieszkańcami królewskiej stolicy, obserwowała życie ludzi i cały czas kręcąc głową mruczała pod nosem: Niesamowite, niesamowite! Co za ciemnota! Co za zacofanie! W dzisiejszych czasach!! Nie do wiary!!

Wieczorem trzeciego dnia usiadła na tarasie obok zniecierpliwionego króla, poprosiła o szklankę wody i dwie kanapki z serem, zjadła, spojrzała na niego i zaczęła: – Twoje królestwo i ty, królu,  zostaniecie wkrótce zniszczeni!

-Przez kogo? – odważył się szepnąć trochę zaniepokojony król.

-Nie przez KOGOŚ, tylko przez COŚ. Przez głupotę, przez niewiedzę. Cały świat się rozwija, ludzie wymyślili cudowne rzeczy, masz nawet kilka w tych swoich skarbcach. A tu co? NIC! NIC! Wszystko pochowane, ludzie jacyś smutni i leniwi. Królestwa ze smokami i rękami księżniczek w nagrodę dawno wyszły z mody, chociaż muszę przyznać, że różne czarodziejki nadal się cieszą pewnym powodzeniem na całym świecie. W TYM królestwie NIKT o NICZYM NIE WIE i WSZYSTKO SIĘ PSUJE. Czy wiesz, na przykład, co to jest? – czarodziejka odwinęła przyniesiony przez siebie długi, okrągły pakunek i umocowała dziwną , wielką tubę na jeszcze dziwniejszym statywie z wieloma pokrętłami różnej wielkości.

– Było w jaskini numer 5 – powiedziała –  podejdź i spójrz!

InkedInkedIMG_8733_LI

Król spojrzał i oniemiał. W absolutnym bezruchu patrzył jak jego księżyc jest coraz bliżej i bliżej, a czarodziejka kręcąc różnymi śrubami zbliżyła się do jego ucha i opowiadała mu o planetach, układzie słonecznym, kosmicznych podróżach i o samym księżycu też.

Król słuchał zafascynowany, kilka razy szepnął: No, tak, no, tak – i wreszcie zmęczony pacnął na swoje królewskie, miękkie krzesełko.

– O, nie! – zawołała czarodziejka – teraz popatrz na swoje królestwo, zobacz, zobacz jakie jest piękne w blasku księżyca. Nie zmarnuj go.

– To, co mam robić ? – zapytał bezradnie król.

– Och, najpierw trochę POMYŚL, a potem zrób wielka loterię, rozdaj swojemu ludowi większość skarbów pod warunkiem, że każdy się nauczy jak z nich korzystać. Sprowadź nauczycieli, niech uczą ciebie i poddanych. Księżniczce też się przyda trochę wiedzy zanim wyjdzie za mąż. Nocami możesz się zachwycać księżycem i jego blaskiem, ale nigdy nie zapominaj, że on jest dla wszystkich, którzy żyją na ziemi.

-Tak zrobię – zadecydował pewniejszym już głosem król – co za to wszystko chcesz? Czy wystarczy ci ćwierć królestwa, bo rozumiem, że ręką mojej córeczki nie jesteś zainteresowana?

– A po cóż mi królestwo? Wystarczy mi moja chata na polanie, chociaż szczerze mówiąc chciałabym ją trochę unowocześnić i odnowić. Nie pogardzę też komputerem, chociaż i tak na razie nie wiesz o czym mówię… i jeśli uda ci się założyć tu internet, żebym mogła się wymieniać nowinami z innymi czarodziejkami, to już niczego mi nie będzie brakować, to jak?

– Zgoda – odrzekł król i już następnego dnia zadowolona czarodziejka odeszła do swojej pustelni z zupełnie nowym komputerem, który znaleziono w pralni królewskiej pod haftowaną serwetą.

I wcale nie była taka samotna.    IMG_9587

Bardzo często odwiedzali ją zadowoleni ludzie, a czasem i tacy, którzy prosili ją o różne porady, a wokół domu zawsze się kręcił jej ulubiony kot.”

InkedIMG_8734_LI

– To piękna i mądra opowieść – szepnął kotek Psotek- nie zrozumiałem kilku zaledwie słów. Była trochę  f i z o l o f i c z n a, prawda?

– F i l o z o f i c z n a -poprawiła Kasia i dodała – ale nie za bardzo, bo każdy, kto tylko trochę p o m y ś l i,  zrozumie jej sens. Tak, jak ty, prawda ? – spojrzała na swojego kota, ale on już spał w blasku księżyca. Kasia zerknęła raz jeszcze na księżyc i wydało jej się, że  on się uśmiecha. Machnęła ręką i też poszła spać.

nowy folder 064

– No…tak…- cicho szepnęła nieco zaspana Betka – właśnie czegoś takiego się spodziewałam.

– My też – mruknął  Patryk – przecież wtedy wszyscy podsłuchiwaliśmy i wiemy, o co w tym chodziło. Bardzo dziękujemy, Kasiu, ale coś mi się wydaje, że o zagarnięciu księżyca dla siebie mogliby pomyśleć tylko ludzie, bo my nie, prawda? – Patryk rozejrzał się wokół, a reszta zwierzaków energicznie kiwała łebkami.

– Czyli wszystko dobrze się skończyło i możemy iść już spać, prawda? – Betka ziewnęła szeroko

– Jasne odpowiedziała Kasia – życzę wam śmiesznych i łagodnych snów. I wszyscy rozeszli się powoli, oświetleni jaskrawym blaskiem wspólnego księżyca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kotek Psotek i pełnia

IMG_9032

Wszyscy siedzieli na werandzie domku Kasi i spoglądali, a to na stół zastawiony rozmaitymi przysmakami, a to na białe, kłębiaste chmurki płynące po niebieskim niebie, a to na siebie nawzajem. Wiedzieli, że książka o życiu Kotka Psotka z wybranymi przez nich historiami zmierza do końca. Nie znaczyło to oczywiście, że nic już nie zostało do opowiedzenia. Wręcz przeciwnie, jeszcze przed chwilą przypominali sobie głośno różne zdarzenia, które ich zdaniem zasługiwały na zapisanie, ale Kasia stanowczo przerwała te próby:

– Spotkaliśmy się po to, żeby uczcić zakończenie tej książeczki, dobrze o tym wiecie, więc częstujmy się i cieszmy, że się udało – Jest lato i wszyscy będziemy mieć nowe przygody, prawda?

– Prawda. – odpowiedział Psotek – ale jak kończy się coś miłego, to robi się troszeczkę….

– Głupawo??? – zachichotała dziwnie Betka.

– Nijako?? – cicho zapytał Murek

– Mrukliwie? – zamruczał Mruczek

– Smutno, tak chciałem powiedzieć – oznajmił Psotek

– I masz rację – wszyscy usłyszeli poważny głos Patryka, który wysunął nos zza krzaka bzu i dodał : – A ja mam jeszcze jedną prośbę.

Patryk bardzo rzadko o coś prosił, a już wszystkich bardzo zdziwił swoim pojawieniem się na tym spotkaniu. Spojrzeli na niego pytająco.

– Marzę o tym, żeby w tej książeczce znalazła się jeszcze jedna opowieść.

W pewną lipcową noc w ubiegłym roku cicho przywędrowałem sobie tu do was, bo wiedziałem, że….hm…hm…zaczynają dojrzewać maliny – Patryk z niepokojem spojrzał na Kasię, ale nie widząc oburzenia na jej twarzy mówił dalej: – i wtedy podsłuchałem taką bajkę, którą Kasia opowiadała Psotkowi….

– Czy to się zaczynało od księżyca ? – przerwała mu Betka

– Tak – odpowiedział Patryk – a bo co?

– No…też sobie tego słuchałam i nie powiem…było nawet w porządku!

– To było to, o tym niemądrym królu? – zapytał Murek – kojarzę –  przykucnąłem tu przy kilku marchewkach, ale tak się zasłuchałem, że ani jednej nie wyrwałem.

– O, tak, koniecznie – powiedział Psotek – to była świetna opowieść, chociaż nie wszystko od razu zrozumiałem. Musimy ją tu umieścić!

– Dobrze, ale zaraz po niej przygotujecie zakończenie, OK ? – Kasia z poważną miną spojrzała na wszystkich po kolei.

– O K. – powiedzieli chórem, a Kasia się zamyśliła i dodała: – Wiecie co, zbierzmy się wszyscy w noc lipcowej pełni, będzie wtedy bardziej odpowiedni nastrój, a to już za kilka dni. Jeśli wam to odpowiada, to przygotuję taką specjalną lipcowo – miodowo -serowo – orzechowo – marchewkową kolację, bo uważam, że przy chrupaniu czegoś dobrego jeszcze lepiej się słucha, co wy na to?

– Kasiu, Kasiu, Kasiu , Kasiu, wspaniale! – krzyknęli wszyscy i zabrzmiało to jak jeden głos, a Betka dodała: –  Jak zwykle trafiła w sedno.

                                  LIPCOWA  NOC

(czekam na wieczór tuż przed pełnią – 5 – 6 Lipca i zapraszam Was też na  czytanie. Koniecznie podczas lipcowej pełni.)

 

IMG_9597

  • Podobny do mnie, tylko ma bardziej morderczy wyraz oczu – mruknął Mruczek, oglądając kilka fotek w telefonie Kasi. I miał rację. Kasia umieściła tu nieznanego KOTA, który  siedział któregoś ranka na trawniku przed „Szopą na Wszystko”, a przed nim leżał stosik piór. Ot, dowód, że koty, tak jak ludzie, bywają też różne.

IMG_9608

Z życia Kotka Psotka cd.

Kolejne zdarzenia z życia Kotka  Psotka – wybrane przez Bąbla

Pławna_09_08_Kry 105

Bąbel : „ Czy pies i kot mogą żyć w zgodzie ?​ Oczywiście, że TAK.”

Od tego dnia, kiedy wywąchałem* zapach cudownych naleśników w domu Kasi i poznałem Psotka minęło już trochę czasu. Jestem już większym i rozsądniejszym psem i wiele razy wpadałem do nich z wizytą. Kiedyś nawet zabrałem tam mego pana, który również był zachwycony i Psotkiem i podwieczorkiem Kasi.

Coś mi się wydaje, że będziemy ich częściej odwiedzać !

Psotek miał do mnie trochę żalu, że wybrałem dwa zdarzenia, o których on nie lubi wspominać. Wyjaśniłem mu, że oba są mi bliskie, bo i ja przeżyłem podobne. Wtedy się zgodził. No i dobrze się stało, bo jak było próbne czytanie, to nikt nas nie wyśmiał, a wszyscy się tylko uśmiechali.

Chyba rozumiecie różnicę ??

* Opis tego zdarzenia znajdziecie w czerwcu 2019r

Kotek Psotek: Są momenty w których żałuję, że samemu nie mogłem wybrać sobie imienia, a wy nie ?

                                                             IMIĘ

Nie podoba mi się moje imię – oznajmił pewnego ranka kotek Psotek – siedząc na swoim miejscu przed kominkiem i patrząc sennie na Kasię poprawiającą klasówki, czego zresztą NIE ZNOSIŁ, bo w takich chwilach wcale nie zwracała na niego uwagi. – Nie znoszę swojego imienia! – powtórzył – czy nie mógłbym się nazywać na przykład BAZYLI, DEMON, PANKRACY, albo przynajmniej FIMELON?!

– Chyba FILEMON – sprostowała Kasia, ale Psotek nie zwracał na nią uwagi i mówił coraz głośniej: – Nawet MRUCZEK ma jakieś prawdziwe kocie imię, a moje? – Psssssotek, Pssssotek, słyszysz, jakie to syczące ? Czy ja jestem wężem ? SKĄD takie głupie imię?

– Kiedy byłeś bardzo jeszcze małym kotkiem psociłeś, czyli bawiąc się, robiłeś sporo różnych szkód – powiedziała z westchnieniem Kasia.

– Niechcący ? – zapytał Psotek.

– Tak mi się wtedy wydawało – odpowiedziała Kasia – ale nie mam pewności.

– Hm ! – mruknął Psotek i zapytał :

– Czy pamiętasz jakieś moje psoty ?

– O, tak ! – Kasia westchnęła i wreszcie spojrzała na Psotka z większą uwagą.

– Rozumiem, że ty też lubisz, kiedy ktoś opowiada o przeszłości…więc pewnego razu huśtając się na firankach zrobiłeś w nich pazurkami sporo dodatkowych dziurek, rozbiłeś czyli stłukłeś kilka wazonów, obgryzłeś mi moją ulubioną paprotkę, rozlałeś i to nie raz mleko z mojego kubka i, o ile pamiętasz, bo to zdarzyło się nie tak dawno temu, przegryzłeś kabelek od komputerowej myszki, myśląc, że atakuje mnie prawdziwa mysz, kiedy głośno krzyknęłam, że jest zepsutą, starą, głupią myszą.

– Ale to już nie była moja wina – warknął Psotek – chciałem cię obronić, a czy uważasz, że na przykład rozwalanie mrowisk tych okropnie gryzących mrówek w naszym lesie to też jest psocenie? Bo kiedyś……ale Kasia mu przerwała:

– To jest coś o wiele gorszego – stwierdziła poważnie – to są po prostu paskudne uczynki!  Jak można komuś, kto czyści las i jest tak pracowity niszczyć jego dom ?

– Kasia była wyraźnie oburzona i już zaczynała myśleć, jak kolejny raz przypomnieć Psotkowi o ochronie przyrody, kiedy on oznajmił: – Wiem, wiem i chciałbym ciebie zapewnić, że NIGDY czegoś takiego nie robiłem, nawet jak byłem mniejszy, ale kiedyś widziałem dzieci, które rozkopywały mrowisko i chciałem się tylko upewnić.

– Mam nadzieję, że te mrówki, które dostały się do ich butów zrobiły, co trzeba – mina Kasi nie wróżyła nic dobrego,, więc Psotek szybko wrócił do właściwego tematu:

– A co ja jeszcze napsotkowałem?

– Napsociłeś, Psotku, n a p s o c i ł e ś – poprawiła go Kasia – no…rozsypałeś na podłodze cały kilogram mąki, przespacerowałeś się po moim łóżku łapkami umazanymi czarną, rozlaną wcześniej farbą…

– Zostawiłaś otwartą ! – burknął Psotek.

– Ja tylko wymieniam kilka zdarzeń, które mają ci wyjaśnić, skąd się wzięło takie imię, mój kocie Psocie – spokojnie powiedziała Kasia i ciągnęła dalej : – stłukłeś abażur od mojej lampki, zaplątałeś się w trzy różne motki włóczki, z której miałam zrobić sobie sweter na zimę, a dało się z resztek wydziergać tylko kilka szalików i czapek dla znanych ci zwierzaków.

– Dosyć, już, proszę – zamruczał lekko oszołomiony liczbą psot Psotek – rozumiem,

to wszystko musiało być straszne!

– Wcale nie, to były bardzo kocie działania, ale już teraz wiesz, skąd to imię.

– No….tak…chyba je sobie zostawię, ale… czy czasem…jak przyjdą jacyś goście….

mogłabyś…no…tak dla zabawy…nazywać na przykład...SIMEMONEM ??

Kasia roześmiała się serdecznie ze swojego Simemona i na zakończenie spytała:

– A czy jesteś ciekawy, jak ja chciałam się nazywać w czasie, kiedy nie lubiłam swojego imienia ?

– Oczywiście, że jestem, to jak ?

– F I O R E L L A !! – powiedziała Kasia i już oboje wybuchnęli szalonym chichotem.

jesień 2012 041

                               PECHOWY     WIECZÓR  

Kotek Psotek: – ” Och, taki dzień może się zdarzyć KAŻDEMU !! „

      Psotek przeciągnął się leniwie, wyprostował najpierw przednie łapki, potem tylne, otrząsnął się i już był gotowy – no właśnie, do czego ja jestem właściwie gotowy?  Spojrzał w okno. Nie zobaczył niczego,oprócz jednostajnych smug deszczu. W rynnie bulgotało. Na podwórku same kałuże i nie da się ich przejść kocią, suchą łapą, wrócił więc do swojego koszyka i znów zwinął się w mały kłębuszek.

  Kasia wyszła po zakupy, biedna, w taką pogodę, a Psotkowi przyszło na myśl, że to coś wspaniałego być sobie takim normalnym kotem, który nie musi chodzić do szkoły jak Kasia i uczyć dzieci przyrody, nie musi robić zakupów, czy też załatwiać innych, skomplikowanych spraw.

– Zakupy. . . .zakupy . . . –  mruczał Psotek sennie i nagle skoczył w górę na wszystkie cztery łapy.  Przecież Kasia kilka dni temu przyniosła ze sklepu… jakieś słodycze? Ech, leżeć tu sobie i lizać mlecznego lizaka, albo chrupać te pyszne jogurtowe ciasteczka. . . idealne zajęcie na deszczowy dzień ! Trzeba poszukać!

Psotek wiedział, że Kasia nie lubi takich poszukiwań i że nie pozwala mu na łażenie po półkach, ale…teraz Kasi nie było, pogoda była no….O K R U T N A dla kotów, a brzuch Psotka coraz bardziej tęsknił za czymś słodkim.

IMG_8023

Zaczął od kredensu. Na półce stały słoiki wypełnione białymi, okrągłymi kulkami. – To musi być TO – mruknął i podskoczył w górę strącając, uff, wielki słój wypełniony, jak myślał, mlecznymi cukierkami. Słoik spadł z wielkim hukiem, rozbił się na sto tysięcy kawałków, a na Psotka posypały się boleśnie obijające się o jego nos ziarna WYJĄTKOWO TWARDEJ i DUŻEJ WŚCIEKŁEJ FASOLI !!!!

– Pomyłka – burknął – ale jak już zacząłem..o, tu  MUSI coś być! Wsunął łapkę do szuflady z jakimś otwartym pojemnikiem, zanurzył łapę, powąchał i . . . . aaaapsik,. ……aaaapsik – kichnął chyba osiem razy – jak ona może zostawiać na wierzchu takie rzeczy!!? OTWARTY PIEPRZ!! Skandal !

Kotek Psotek, trochę już zły, zeskoczył z kredensu i bardzo zdecydowanym krokiem poszedł do pokoju Kasi.

Otworzył stanowczym ruchem jej biurko, co, wiedział, było a b s o l u t n i e    z a k a z a n e   i  za stosem szkolnych klasówek, ech, te jej dzieciaki, znalazł wspaniałe zapasy kocich i nie tylko słodyczy.

Ułożył się więc wygodnie na kanapie Kasi i zaczął chrupać, jeść, lizać. Deszcz, oczywiście padał nadal, ale już nie był taki okropny.

Kasia weszła do domu otrząsając parasol z kropli deszczu i myśląc o swoim małym, samotnym kotku, który musiał już być bardzo, bardzo głodny.

Sama też marzyła o wielkim kubku kawy i pączku, który czekał w paczce, ale, tak, najpierw ryba dla Psota – pomyślała i właśnie wtedy usłyszała czyjś jęk. Koci jęk! To jęczał jej kotek Psotek!

Wbiegła do kuchni, rozejrzała się, pędem ruszyła do pokoju i zobaczyła swojego kota, który, zwinięty w kłębuszek cicho pojękiwał. Dookoła niego leżały porozrywane opakowania, papierki, patyczki po lizakach i okruchy po ciastkach. Kasia zobaczyła też pootwierane drzwiczki szafek, kredensu, biurka, kawałki stłuczonego słoja i wszystko zrozumiała. Bez słowa podeszła do domowej apteczki, nalała WIELKĄ ŁYŻKĘ BARDZO GORZKICH KROPLI, otworzyła Psotkowi pyszczek i wlała mu je do gardła.

Psotek parsknął, zajęczał jeszcze głośniej i otworzył jedno oko.

Trzy dni ostrej diety ! – surowo oznajmiła Kasia.

Psotek otworzył drugie oko i krzywo spojrzał na Kasię, ale widząc jej minę tylko cichutko wymruczał : – Wiem, wiem, pan kotek był chory i leżał w łóżeczku i przyszedł pan. . . – ale nie skończył, bo nie miał sił na dalszą deklamację i zasnął.

Kasia przypomniała sobie pewną okropną rymowankę, którą powtarzała jej babcia w niektórych, och, nieważne jakich, chwilach:

Od słodyczy brzuszek ryczy, a potem z gęby wypadają zęby!” – powtórzyła ją półgłosem i patrząc na śpiącego już spokojnie kotka, dodała – ale chyba nie należy już wspominać o czterech rodzajach babcinych ciast, które często czekały, pomimo niemądrej rymowanki, tu, w tym domu na werandowym stole na mnie, łakomą wnuczkę. – No – tu Kasia bacznie spojrzała na swego kota – ale ja  n i g d y nie przeszukiwałam babci szafek!

Pławna lipiec 2011 006

   

„Opowieści z życia Kotka Psotka” z okazji…Pierwszego Dnia Zimy

BYŁY TAKIE ZIMY

ferie 2015 013                            Głosków 06.10 001

ZIMA 20012  ROK                         ZIMA 2018  ROK

ferie 2015 011                 wiosna15 014

ZIMA  2013 ROK                      ZIMA 2019 ROK

 

Zając Murek: ” Ja mam zacząć ? Jestem trochę przestraszony, ale czuję też dziwną radość!”

Kasia poprosiła nas, przyjaciół Psotka o krótką historię poznania się i wybranie kilku zdarzeń, które według nas powinny znaleźć się w tej książce o Psocie.

Wiem, że to są opowieści z życia jej kota, no, ale my mieliśmy w nich przecież duży udział, każdy się z tym zgodzi.

Ja, zając Murek mieszkam sobie pod pewnym krzakiem, na granicy łąki i pola, na którym właściciel sadzi raz kapustę, a raz marchewki i inne warzywa, co, przyznacie, jest dla mnie bardzo wygodne, bo łatwiej mi zdobyć coś do zjedzenia. Nie podaję dokładnego adresu ze zrozumiałych przyczyn.

To prawda, zające strachliwe, ale jak wiecie, my, zwierzęta musimy być ostrożne. Nie każdy nas lubi i są, niestety ludzie, którzy mogliby nas skrzywdzić albo przestraszyć, albo i złapać, prawda? A nam najlepiej się żyje na wolności.

Czy chcecie wiedzieć, jak się zaczęła nasza przyjaźń z Psotem ?

Pierwszy raz zobaczyłem go na ośnieżonym pagórku obok domu Kasi. Zjeżdżaliśmy z Betką po śniegu, a on nam pożyczył prawdziwe sanki. Nie rozmawiałem z nim wtedy i wcześniej poszliśmy z Betką do domu. Nawet nie wiedziałem, że miał kłopoty z powrotem do domu. W następnych dniach zima zupełnie oszalała, rozpętały się zawieje i zamiecie, wszystko pokryte było stosami śniegu. Trwało to bardzo długo.

XI - XII 2013 052

Mróz był taki, że wszystkie zwierzęta i ptaki pochowały się w rozmaitych dziuplach, kryjówkach i norkach. Bardzo trudno było zdobyć jakieś pożywienie, a przecież i ludzie, i zwierzęta muszą jeść.

zima 2013 023

GŁ 013                      XI - XII 2013 012

Wszyscy prawie mieszkańcy naszej okolicy wiedzą doskonale, że podczas takich ostrych zim działa u Kasi stołówka dla zwierząt i ptaków. I każdy może znaleźć tam coś dla siebie, więc i ja zdecydowałem się, że wyruszę, bo byłem bardzo, bardzo głodny. Ciężka to była droga. Wiele razy zapadałem się w śnieg i wpadałem w jakieś dziury z oblodzonymi krzakami, wygrzebywałem się i znów brnąłem dalej, aż w końcu doszedłem. I wiecie co ? Zemdlałem!

InkedInkedIMG_7827_LI

I kto mnie znalazł leżącego tuż przed skrzynkami z pysznymi marchewkami, burakami i jabłkami przygotowanymi dla zwierząt przez Kasię zaraz za jej ogrodem? To był właśnie kotek Psotek. Okazało się, że zraniłem się w nogę. Potem była wizyta u lekarza dla zwierząt, jakieś paskudne lekarstwa i resztę tej strasznej zimy spędziłem w kąciku komórki ogrodowej. Nie brakowało mi ani jedzenia, ani towarzystwa. Bo różne pyszności, które lubią zające przynosiła mi Kasia, a kotek Psotek zadbał o to, żebym się nie nudził i przegadaliśmy razem wiele godzin.

XI - XII 2013 082

Ta zima, chociaż ciężka, była ciekawa, a ja zyskałem przyjaciela.

Kiedy nadeszło przedwiośnie, oboje z Kasią wyprowadzili mnie na łąkę i mogłem wrócić do siebie. Znacznie później dowiedziałem się, że to pierwsze spotkanie kotka Psotka z zimą mogło się dla niego bardzo źle skończyć. I mam pomysł : opiszcie to, żeby wszyscy wiedzieli, że czasem z mrozem nie ma żartów. Moja prośba o umieszczenie w tych opowieściach historii zaginięcia Mruczka i o poznaniu pewnego pieska już została spełniona.  Dziękuję.

 Uwaga: dwie pozostałe historie, o które prosiłem są opisane w czerwcu i we wrześniu 2019r i wszystkie są  z a w s z e  z komentarzem Psotka, oczywiście.

                                                                                                                  ZAJĄC MUREK

zima_ferie 2010 041

Kotek Psotek: – „Wtedy byłem naprawdę mały i niezbyt mądry”

Z I M A

Kotek Psotek nie wiedział jeszcze wiele o świecie. W pewien grudniowy piątek wskoczył jak zwykle na parapet, żeby zobaczyć co się dzieje na podwórku, zakręcił się niespokojnie trzy razy wokół ogonka i spadł na podłogę głośno krzycząc: KAAAASIU !!! Nie ma drzew !!Nie ma liści!! Nie ma trawnika !! Niczego nie ma !!! Ktoś oblał CAŁY świat mlekiem ! Wszystko jest białe !!!

Kasia lekko zaniepokojona zerknęła przez szybę i od razu wszystko zrozumiała.

– No tak, skąd niby miałbyś to wiedzieć ? Och, Psotku, to śnieg spadł na ziemię, tak się dzieje, kiedy mamy zimę. Śnieg jest biały, zimny, mokry i śliski, to taka zmrożona mała kropelka wody. Popatrz, widzisz co robią twoi przyjaciele?

zima_ferie 2010 112

Psotek znów wskoczył na parapet i nieśmiało zerknął na ten nieznany mu do tej pory widok.

– Betka zjeżdża, ale tego szarego, z uszami nie znam – mruknął.

– Widywałam go na naszej łące- stwierdziła Kasia – a po śniegu można zjeżdżać, można z niego lepić bałwany i śnieżne kulki, którymi można się obrzucać.

– Czy ja mógłbym spróbować? – spytał Psotek, obserwując jak ze wzgórza za łąką wiewiórka Betka z zającem, którego nie znał (a którego miał poznać bliżej jeszcze tej zimy ) suną z górki na czymś ciemnym i płaskim.

– Używają kawałka kory – zauważyła Kasia i zaraz dodała: – Możesz, a ja mam tu dla ciebie coś znacznie lepszego. Popatrz, to moje stare sanki, to na nich zjeżdżałam kiedy byłam mniej więcej w twoim, hm, wieku, jeżeli rozumiesz, co mam na myśli. . . . . eech! nieważne. Wróć do domu, kiedy poczujesz, że cię szczypią łapki albo nosek, pamiętaj. I ubierz się ciepło, twoje futerko może być niewystarczającą ochroną w takim dniu.

Betka spostrzegła go od razu: – Ej ! Kocie Psocie! O, do licha on ma sanki ! Czy one działają ? A to Murek, jeden a milszych uszastych zajączków, które mieszkają w naszych okolicach. Dasz się przejechać?

– Nie dam! Nie chcę być żadnym  p r z e j e c h a n y m  kotem! – oburzył się Psotek – ale proszę, mogę wam je pożyczyć, bo jeszcze się na nich dobrze nie znam i popatrzę, jak to robicie. .

jesień 2012 063                                                                                 jesień 2012 059

– Właśnie o to chodziło – roześmiała się Betka.

– To wyrażajcie się  p o   l u d z k u – burknął kotek i wręczył im sznurek od sanek. Betka podwinęła pod siebie kitkę i usadowiła się nich, a zaraz za nią przycupnął Murek, któremu śmiesznie sterczały uszy ze specjalnej, zimowej czapki.

Zaczęli zjeżdżać z pagórka, podchodzili i znów zjeżdżali, podchodzili i znów zjeżdżali, aż kotek Psotek uznał, że już wszystko wie i sam wdrapał się na szczyt.

– Teraz ja – oświadczył i wsiadł na sanki. Murek je popchnął i to całe zimowe urządzenie do zjeżdżania po śniegu, najpierw wolno, a potem szybko, coraz szybciej, oj, bardzo szybko zaczęło się zsuwać w dół. “ Im niżej, tym szybciej”- zdążył pomyśleć Psotek i w chwilę potem siedział zakopany w śniegu po nos, a właściwie nie wiadomo PO CO, bo z zaspy wystawał tylko czubek ogonka.

– No tak, jest jeszcze niedoświadczony- burknęła Betka i razem z Murkiem pomogła Psotkowi wygrzebać się ze śniegu i wytrzepać futerko.

Po kilku, coraz doskonalszych zjazdach Postek czuł się świetnie i zaczął teraz wypróbowywać różne inne pozycje. Zjeżdżał, a to stojąc łapkami na sankach i trzymając sznurek w pyszczku, a to leżąc na brzuszku, a to w swojej kociej pozycji, to znaczy zwinięty w kłębek..

Nie słyszał wołania przyjaciół, nie zauważył, że poszli już do domu. To była jego pierwsza w życiu zimowa zabawa i zapomniał o całym świecie.

W pewnym jednak momencie poczuł, że dziwnie zesztywniał mu ogonek, futerko zbiło się w twarde, lodowe grudki, a wąsy nie chcą się ruszać.

zima_ferie 2010 043

Zadrżał i rozejrzał się wokół siebie. Między drzewami snuła się niemiła, skłębiona mgiełka. Różowiło ją stojące bardzo nisko nad horyzontem słońce. Nic a nic nie grzało. Wszystko było dziwnie nieruchome i ciche. Świat zastygł.

Psotek z trudem uniósł jedną łapkę i miał wrażenie, że pozostałe trzy nie chcą się odkleić od śniegu. “Coś jest nie tak, jak powinno” – pomyślał i spojrzał tęsknie w stronę wijącego się przyjaźnie dymu z komina, wyobrażając sobie jak przyjemnie musiała się już rozgrzać jego poduszka leżąca w koszu przed kominkiem. Próbował się poruszyć, ale nic go nie chciało słuchać, ani ogon, ani łapki, futerko dziwnie trzeszczało, a na wąsach zamarzły małe sopelki.

Chciał je wylizać . . . i też nie mógł. “ Chyba zasnę” – pomyślał – i zasnął.

zima_ferie 2010 072

Obudził się na kolanach Kasi, która delikatnie wycierała mu futerko ciepłym ręcznikiem, co było bardzo, bardzo wspaniałe. Mruczała też coś pod nosem o jakimś mrozie, który może być niebezpieczny dla zwierząt, a zwłaszcza dla tych, które nie słuchają mądrych rad. Psotek był za bardzo zmęczony, żeby jej wszystko wyjaśnić, ale czuł, że wszystkie jego części, łącznie z ogonem są już ruchome, ciepłe, tak ciepłe, że gotowe do prawdziwego kociego snu. Zdążył cicho mruknąć : – Tak, zima może być niebezpieczna, już teraz wiem i zasnął.