Letnia notatka2

Kolejna, letnia, ostatnia już notka z pobytu na Dolnym Śląsku. Już nie będę przynudzać, o tych terenach wspominałam już kilka razy, więc krótko:

Dawno, dawno temu moja mama częstowała mnie dosyć często taką oto przestrogą : UCZ SIĘ, UCZ, BO INACZEJ BĘDZIESZ ŁUPAĆ KAMIENIE NA DROGACH!! – jakoś tam się uczyłam, ale kamienie towarzyszą mi i mojej rodzinie od dawna. Lubiłam je. Dzieci przynosiły mi często garście „ciekawych” kamyków z piaskownicy ( o tym też już pisałam), a sama zbierałam je, gdzie się dało i zwoziłam do domu. Te z piaskownicy tkwią w miskach, inne, większe w różnych zakątkach koło domu

Nieco później jedna z córek została geologiem. I teraz w rodzinie, ale nie tylko, bo i wśród „Znajomych Królika” są osoby, które chętnie szukają i łupią kamienie, ale nie na drodze, tylko tam, gdzie się da – z ciekawości. Nigdy nie wiadomo co może być w środku, a tu, na Pogórzu Izerskim można znaleźć i agaty, i ametysty oraz kwarce i granaty.

A co, podczas tego pobytu znalazł nasz wnuk będąc na kilkugodzinnym spływie? W wodach rzeki Kwisy przy moście w Ławszowej wyłowił:

Zbite, twarde, kolorowe żużle, odpady ze starych kopalni kobaltu, cyny i szkła. Mogą mieć nawet około 100 lat i więcej, a wartość wyłącznie historyczną i tylko dla zbieraczy-hobbystów. Dawno temu porwała je Kwisa i obrobiła po swojemu. Jak to rzeka.

I migawki : Droga przez przez Czerniawę – Zdrój i Nove Mesto pod Smrkem do Baru Obri Sud w Lazne Libverda (Czechy), a tam:

Letnie notatki 1

Nie, nie z wody – ominęła nas w tym roku wędrówka po jeziorach i nie będzie wodnych latofotek. Kilka razy na tych stronach pisałam o pobytach na Dolnym Śląsku. Dziś też podzielę się z wami „latonotkami” z naszego kolejnego pobytu, bo pod koniec lipca odbył się tam zjazd rodzinny i 13 osób krążyło wokół siebie, oraz po okolicy zajmując się sobą nawzajem i różnymi, własnymi zajęciami. Zbieraliśmy się przy wspólnym stole w wielkiej „stajni” starego domu, który został uratowany dzięki pracy i uporowi córki i jej rodziny. Wiele jest takich domów tu, na Pogórzu Izerskim i wielu entuzjastów tych okolic.

DOM

STÓŁ

STODOŁA – Nie będzie odnowiona, niestety, bo nie będzie wygranej w Lotka, ani spadku po jakiejś cioci z Ameryki!

DOLNOŚLĄSKIE PAPROCIE

DOLNOŚLĄSKIE BOCIANY POD LUBOMIERZEM

DOLNOŚLĄSKA, PRAWDZIWA KROWA

WARSZAWSKI PIES Z WIZYTĄ U DOLNOŚLĄSKIEGO KOTA

ciąg dalszy nastąpi……

Byłam ci ja na Śląsku….

….gdzie już jesień zaczęła malować liście…..

” Gdybym to ja miała skrzydełka jak gąska, poleciałabym ja za Jasiem do Śląska” – tak śpiewał znany dawniej zespół ŚLĄSK. Ja też nie mam skrzydełek, więc nie lecę, ale jeżdżę i nie za Jasiem, ale do córki mieszkającej na Śląsku, i nie tam gdzie Jaś pracował w kopalni, tylko na DOLNY ŚLĄSK. Do Krainy Wygasłych Wulkanów, do zalesionych wzgórz i gór, do ludzi, którzy wybrali to miejsce do życia. Po takim wyskoku wracamy zawsze bardziej bogaci niż byliśmy wcześniej, a to za sprawą paczki suszonych grzybków oraz beki kiszącej się kapusty….

Zanim doszło do posiadania takiej beczułki trzeba było:

Gotową do kiszenia, poszatkowaną kapustę w workach można tu znaleźć w wielu sklepach warzywniczych, u nas, na Mazowszu nie trafiłam na takie możliwości, a szkoda. U pana gospodarza można było zakupić też wór ziemniaków, ale mamy na nie i tutaj dobre źródła.

Zakończyliśmy nasz wypad i wracaliśmy dobrze zaopatrzeni drogami przez Lwówek Śląski, Złotoryję, most we Wrocławiu i dalej, dalej na płaskie Mazowsze.

Jeszcze jedno: Podczas pobytu byliśmy na obiedzie w popularnej restauracji”PASJA” w Gryfowie Śląskim. Jeśli tu traficie – nie będziecie żałować. Knajpka nieduża, z miłym wystrojem i atmosferą, a jedzenie pyszne.

Kierunek – Dolny ŚLĄSK

Najkrótsze streszczenie piosenki Wojciecha Młynarskiego „Po prostu wyjedź w Bieszczady” to:

Życie paskudne?

Życie BE?

Posłuchaj dobrej rady:

Zostaw, kochany, wszystko, co złe

i wyjedź po prosu w Bieszczady.

Proponuję nieco inny kierunek (skąd właśnie wróciłam) – Dolny Śląsk, czyli jak w piosence znanego kiedyś zespołu: Gdybym to ja miała skrzydełka jak gąska, poleciałabym ja za Jasiem do Śląska…” Nawet bez JASIA – warto tam wpaść, Niektórzy nie chcą wracać.

A jedzie się tam między innymi przez mój ulubiony most wrocławski

Bywam tam co jakiś czas i zauważyłam, że coraz więcej osób i rodzin poszukuje domów w tamtych okolicach, domów starych, często rozpadających się od upływu czasu i wymagających mnóstwo pracy, ale które  dostają nową duszę i żyją dalej. Ten poniżej, nieduży, z kilkoma bardzo wiekowymi drzewkami w małym ogródku już ma właściciela, który zaczął go właśnie przywracać do życia. Może uda mi się pokazać ten domek za jakiś czas, kiedy zalśni na nowo.

A po kilku latach ciężkiej pracy, kiedy najważniejsze, najcięższe roboty dobiegną końca to jak to często bywa:

I chodzisz na grzyby, i próbujesz chronić sałatę przed ślimakami, i szukasz pięknych kamieni, i zwiedzasz stare zamki, i masz za dużo TOPINAMBURA ( bo taki agresywny, rozrasta się jak szaleniec, a bulwy za małe, żeby cię nakarmiły). I chociaż nie pozbyłeś się wszystkich cierpień, niepokojów i frasunków – to żyje ci się tu pełniej niż w mieście.