Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
Nie, nie z wody – ominęła nas w tym roku wędrówka po jeziorach i nie będzie wodnych latofotek. Kilka razy na tych stronach pisałam o pobytach na Dolnym Śląsku. Dziś też podzielę się z wami „latonotkami” z naszego kolejnego pobytu, bo pod koniec lipca odbył się tam zjazd rodzinny i 13 osób krążyło wokół siebie, oraz po okolicy zajmując się sobą nawzajem i różnymi, własnymi zajęciami. Zbieraliśmy się przy wspólnym stole w wielkiej „stajni” starego domu, który został uratowany dzięki pracy i uporowi córki i jej rodziny. Wiele jest takich domów tu, na Pogórzu Izerskim i wielu entuzjastów tych okolic.
DOM
STÓŁ
STODOŁA – Nie będzie odnowiona, niestety, bo nie będzie wygranej w Lotka, ani spadku po jakiejś cioci z Ameryki!
stare, zmęczone , ale moje ulubione drzewo nadal żyje.
” Gdybym to ja miała skrzydełka jak gąska, poleciałabym ja za Jasiem do Śląska” – tak śpiewał znany dawniej zespół ŚLĄSK. Ja też nie mam skrzydełek, więc nie lecę, ale jeżdżę i nie za Jasiem, ale do córki mieszkającej na Śląsku, i nie tam gdzie Jaś pracował w kopalni, tylko na DOLNY ŚLĄSK. Do Krainy Wygasłych Wulkanów, do zalesionych wzgórz i gór, do ludzi, którzy wybrali to miejsce do życia. Po takim wyskoku wracamy zawsze bardziej bogaci niż byliśmy wcześniej, a to za sprawą paczki suszonych grzybków oraz beki kiszącej się kapusty….
pakowane w urządzeniu odsysającym powietrze świetnie się trzymają.Polecam! beczułka będzie sobie stała w zimnym przedpokoju i można z niej wyjadać garściami jędrną, świetnie ukiszoną już i zdrową przez to ukiszenie KAPUSTĘ.
Zanim doszło do posiadania takiej beczułki trzeba było:
Pojechać do gospodarza, który sprzedaje własną kapustę już poszatkowanąwynieść 10 kg kapustki i przełożyć do michyodważyć do tych 10kg -10dkg. grubej, nie upiększanej soli z Kłodawywymieszać porządniei stopniowo przełożyć do beczułkiubijając ją porządnie, nie jak dawniej, nóżkami, ale już ręcznie, co by sok puściła.
Gotową do kiszenia, poszatkowaną kapustę w workach można tu znaleźć w wielu sklepach warzywniczych, u nas, na Mazowszu nie trafiłam na takie możliwości, a szkoda. U pana gospodarza można było zakupić też wór ziemniaków, ale mamy na nie i tutaj dobre źródła.
Zakończyliśmy nasz wypad i wracaliśmy dobrze zaopatrzeni drogami przez Lwówek Śląski, Złotoryję, most we Wrocławiu i dalej, dalej na płaskie Mazowsze.
Jeszcze jedno: Podczas pobytu byliśmy na obiedzie w popularnej restauracji”PASJA” w Gryfowie Śląskim. Jeśli tu traficie – nie będziecie żałować. Knajpka nieduża, z miłym wystrojem i atmosferą, a jedzenie pyszne.
Najkrótsze streszczenie piosenki Wojciecha Młynarskiego „Po prostu wyjedź w Bieszczady” to:
Życie paskudne?
Życie BE?
Posłuchaj dobrej rady:
Zostaw, kochany, wszystko, co złe
i wyjedź po prosu w Bieszczady.
Proponuję nieco inny kierunek (skąd właśnie wróciłam) – Dolny Śląsk, czyli jak w piosence znanego kiedyś zespołu: Gdybym to ja miała skrzydełka jak gąska, poleciałabym ja za Jasiem do Śląska…” Nawet bez JASIA – warto tam wpaść, Niektórzy nie chcą wracać.
A jedzie się tam między innymi przez mój ulubiony most wrocławski
ALBO DO JELENIEJ GÓRY
ALBO PRZEZ LWÓWEK ŚLĄSKI
GDZIE REMONTUJĄ RYNEK I ODKRYTO STARE MURY
RÓŻNYMI DROGAMI
PRZEZ RDZAWE KORYTARZE SZOS
ALBO ZACHMURZONE NIEBA
Bywam tam co jakiś czas i zauważyłam, że coraz więcej osób i rodzin poszukuje domów w tamtych okolicach, domów starych, często rozpadających się od upływu czasu i wymagających mnóstwo pracy, ale które dostają nową duszę i żyją dalej. Ten poniżej, nieduży, z kilkoma bardzo wiekowymi drzewkami w małym ogródku już ma właściciela, który zaczął go właśnie przywracać do życia. Może uda mi się pokazać ten domek za jakiś czas, kiedy zalśni na nowo.
Od frontu, po schodkach – na werandę
Tylne wejście tez jest
W głębi salon i kuchnia
Prawdziwa, stara weranda
A za domkiem równie stare drzewa
I początkowo jest TAK
A po kilku latach ciężkiej pracy, kiedy najważniejsze, najcięższe roboty dobiegną końca to jak to często bywa:
MASZ JUŻ KUCHNIĘ,
WIĘC ZASTAWIASZ W DAWNEJ STAJNI STÓŁ DLA RODZINY CZY PRZYJACIÓŁ,
A KIEDY USIĄDĄ,
SERWUJESZ IM KLUCHY ŚLĄSKIE.
SZUKASZ I RATUJESZ STARE KREDENSY,
JEŹDZISZ DO SĄSIADA…
PO SZATKOWANĄ KAPUSTĘ
I ZAKISZASZ JĄ ( 10dkg soli na 10 kg KAPUSTY)
I MASZ KOTY,
CORAZ WIĘCEJ i WIĘCEJ
KOTÓW
I ZNALAZŁEŚ PSA- JEDNEGO, DWA, TRZY, A KAŻDEMU BYŁEŚ POTRZEBNY
I WYKOPUJESZ STARE, DZIWNE BUTELECZKI
I MARZYSZ, ŻEBY KIEDYŚ ODNOWIĆ STODOŁĘ,
ALE KIEDY I ZA CO ?
TOPINAMBUR CI SIĘ PANOSZY,
ALE DOM WPUSZCZA DO ŚRODKA ŚWIATŁO
I W KAŻDYM MOMENCIE MOŻESZ WYJŚĆ
I CHOCIAŻ SIĘ MARTWISZ, BO TU TEŻ TNĄ
TO WIESZ,, ŻE OGNISKIEM Z JEDNEGO PNIA MOŻESZ OGRZAĆ PRZYJACIÓŁ
I chodzisz na grzyby, i próbujesz chronić sałatę przed ślimakami, i szukasz pięknych kamieni, i zwiedzasz stare zamki, i masz za dużo TOPINAMBURA ( bo taki agresywny, rozrasta się jak szaleniec, a bulwy za małe, żeby cię nakarmiły). I chociaż nie pozbyłeś się wszystkich cierpień, niepokojów i frasunków – to żyje ci się tu pełniej niż w mieście.