do trzech razy sztuka, czyli…

 Latofotki 3/2022

Po tym postoju w sławnych Mikołajkach późnym popołudniem docieramy do trzcinowiska na lewym skraju Śniardw. „Zapuszczam” wędkę, bo cenię sobie świeże, smażone okonki, ale wyławiam tylko tyle, ile zjemy (4). Z daleka przepływa „Fryderyk Chopin” – to nasz największy żaglowiec śródlądowy – bryg ( takie żaglowce były bardzo lubiane przez piratów). Rozwija żagle, a do nas dochodzi echo poważnej muzyki. To kilkugodzinne, romantyczne rejsy wycieczkowe z możliwością zjedzenia obiadu lub kolacji, ( z rybnym akcentem, oczywiście). Bryg mogą też wynajmować firmy na wszelkie, mniej lub bardziej nastrojowe uroczystości biznesowe, a ktoś brał tu też ślub.

A rankiem, wcale znowu nie takim wczesnym, wiatry popchały nas znów przez jezioro, ale już w innym kierunku. Weszliśmy na jezioro Seksty, a przez nie do kolejnego zakamarka tych wód – na jez.Kaczerajno, gdzie przycupneliśmy na cały kolejny. dzień.

Czy kogoś ciekawi jak się żywiliśmy ? Zawekowałam kilka prostych dań ( leczo, gulasz, kapusta z kiełbaską, kawałki kurczaka w curry, zupa wiśniowa) i trzeba było tylko dogotować ryż, albo ziemniaczki, albo makaron. Kuchenka na miejscu (spirytusowa, świetnie działa), potem kawka, a potem…zmywanie, niestety.

Powrót na początek Śniardw i w „grążelowej” zatoczce przeczekujemy kolejny dzień. Żółte kwiaty już przekwitły. Obok nas TRZECH PANÓW w trzech łódkach”, (ale bez psa). Ich chyba też przygnała tu zapowiedź deszczowej i burzliwej soboty. Na noc rozstawiamy podwieszony namiot.

W niedzielę,  w tempie na jaki pozwala wiatr –  wracamy. Nie płyniemy już na wprost do Mikołajek, tylko skręcamy w lewo na szlak jeziora Bełdany. Mijamy Wierzbę, miejsce z Ośrodkiem Pracy Twórczej PAN-u  i z jedyną na Mazurach przeprawą promową ( łączy odległe od siebie o 360 metrów dwa brzegi  jeziora, przeprawa trwa ok.10 minut).

Ostatnia noc, dobijamy do portu, zwijamy żagle, porządkujemy „Pigwę” i do cywilizacji docieramy w świetle innego już zachodzącego słońca.

woda i ląd, czyli latofotki 2/22

Jezioro ŚNIARDWY ( nazywane przez niektórych Strasznymi Śniardwami), chociaż jest największym jeziorem w Polsce (ponad 100km. kwadratowych), to niestety nie najgłębszym. Panoszą się tu skupiska kamieni i mielizny, na szczęście oznaczone tyczkami, których bacznie wypatrujemy w drodze na Okartowo. Po minięciu 2 mostów w Okartowie wpływamy na dosyć długie, kręte i raczej wąskie jezioro Tyrkło, gdzie nocujemy, stojąc na dwóch kotwicach. 

I znów wracamy powoli na Śniardwy, wchodzimy na wody jeziora Mikołajskiego, żeby odstawić do Mikołajek naszą wnuczkę, która musi wracać do domu. Jezioro nam sprzyja, wiatry niezbyt groźne, a przecież potrafią tu czasem rozbujać bardzo nieprzyjemne fale. W 2007 roku przeszedł przez część szlaku mazurskiego tzw. biały szkwał. Huraganowy wiatr trwał około kilkunastu minut i zatopił wiele łodzi, a 12 osób straciło życie. Na Śniardwach wysokość fal dochodziła podobno do 2m.  Nie było wtedy żadnych systemów ostrzegania. Dziś, w różnych punktach szlaku stoi 17 masztów, które w razie zbliżających się złych warunków pogodowych ostrzegają pływających pulsującym światłem.  A my dopłynęliśmy szczęśliwie do Mikołajek, wyokrętowaliśmy wnuczkę, zrobiliśmy zakupy, a nawet, co nam się rzadko zdarza, zjedliśmy posiłek w sympatycznej restauracji ” NÓŻ W WODZIE.”

UWAGA: Dostałam pozwolenie na sfotografowanie Mimi i nóg jej pana, które były odziane w fascynujące czerwone buty.

Wypływamy, mijamy tzw. jednostki wycieczkowe i znów na Śniardwy, a dla zainteresowanych trzecia część naszego lata na wodzie w następnym wpisie.