Ech, ten MAJ!

No, i znów mnie zachwyca,

tak jak rok w rok, od nowa

nieujarzmiona zieleń,

zieleń MAJOWA!

I jeszcze nie zużyta,

wręcz cisną mi się słowa,

że życiem nie zmęczona

ta zieleń MAJOWA.

Jeśli ktoś siedzi w mieście,

i gdzieś tam w murach się chowa,

nie wie jak zdrowa dla duszy

jest świeża zieleń MAJOWA.

I, żeby było jeszcze bardziej ZIELONO I MAJOWO:

ZAGRAJMY RAZEM W ZIELONE – MAJOWE!

Jeszcze w zielone gramy…

GRASZ W ZIELONE?

GRAM!

MASZ ZIELONE?

MAM!

To pierwsze słowa tych, co mają ochotę grać ze sobą w ZIELONE  i nie chodzi oczywiście o jakąś dziwną grę w D O L A R Y. Gra w Zielone, to stara, towarzyska gra o kilu wersjach, a każdy z uczestników odpowiadając na pytanie musiał pokazać coś zielonego, albo po prostu mieć coś zielonego. Najczęściej grano właśnie wiosną, w maju, gdy powracała w pełni nowa, przynosząca nadzieję ZIELEŃ

ZIELONO MI…ZNÓW ZIELONO

czy ktoś mnie uzna za szaloną?

Czy ktoś uśmiechnie się i powie:

– Miło mieć znów zielono w głowie!

 

Zieleń nadrzeczna, leśna i łąkowa,

zieleń wierzbowa, dębowa, lipowa,

nieużywana, czysta, całkiem nowa,

jeszcze niewinna zieleń  majowa.

Niech każda inna dziś się raczej schowa, 

w maju światem rządzi zieleń majowa

i reszta nie ma przy niej żadnych szans.

Widząc, jak skrzą się promieniście

błyszczące seledynem liście,

to patrząc na nie, wpadam w jakiś trans.

Tyle wiosen, tyle wiosen wspaniałych przeżyłam,

były takie podczas których, sama trochę lśniłam,

lecz dziś mnie cieszy, co wszystkim z radością wyznaję,

fakt, że mogę się pogapić na te nowe maje.