





KAPUSTA – dosyć blisko i bardzo blisko – jak rozlewisko wielkiej rzeki, tylko w tej kapuścianej rzece nurt płynie w odwrotnym kierunku.



ŻONKILE – na planie dalszym i BLIZIUTKO:



KĘPA TRAW z pewnej odległości i „twarzą w twarz:”


TULIPANY – z sześciu kroków i „oko w oko”:



O, CZARNE PTAKI Z DALEKA i coś małego, czarnego, ptasiego z bliska::


KAMIENIE leżące raczej blisko , a widok ich „skóry” jeszcze bliżej



MOST Z DALEKA, MOST Z BLISKA:


A mnie dziś zwłaszcza strasznie złości,
brak mojej dawnej gotowości
do wszelkich tańców.
Nawet, gdy szepcę memu ciału:
Chodź, zatańczymy, tak pomału,
bez skoków, bez łamańców,
to ciało nadal tkwi w uporze
i głośno krzyczy, że nie może.
Wejść na You Tuba – żadna sztuka.
Siadam, starszych tancerzy szukam,
jak znajdę, to zobaczę.
Są !!
Widząc, że inni jeszcze mogą,
me ciało, tupiąc jedną nogą
zatańczyło mi raptem cza-czę.
WALC I TANGO ( Jeśli ktoś przypuszczał, że młodzież w ogóle nie zna tych tańców to się mylił.)
ŻYWIOŁ ROCK AND ROLLA I MAMBO ( taka rumba z Kuby)

Jeżeli już wykluczono u waszych pociech dysortografię, dysleksję, dysgrafię oraz ewentualne, inne obiektywne przyczyny, które utrudniają dziecku poprawne pisanie – nie pozostaje nic innego jak domowe dyktando. Ćwiczenie czyni mistrza. Różne są teksty dyktand, ale wszystkie, które kiedyś używałam torturując własne dzieciaki pisaniem były dosyć nudne. Może ułóżcie sami kilka z nich? Jeśli nawet będą zwariowane i odrobinę bezsensowne, to może będzie w nich jakiś element zabawy i nasze latorośle łatwiej zniosą tę katorgę pisania dyktand.

Zresztą, po chwili zastanowienia możecie stwierdzić, że w dzisiejszym świecie relacji „pisanej” zaroiło się od prostych, krótkich, zwięzłych i w sumie łatwych do opanowania słownych komunikatów i w ogóle nie należy przejmować się czymś takim jak ortografia!?? Bo, między Bogiem a prawdą (było takie powiedzenie) – gdzie właściwie współczesny człowiek używa pisma jako takiego? Wypełnia pity, wyśle pozdrowienia z wycieczki do Ekwadoru, lub z Madrytu, życzenia świąteczne z krótkimi życzeniami? Coś więcej? A jeżeli ktoś już zechce się rozpustnie rozpisać na jakiś temat– ma mnóstwo podpowiedzi w sieci.
Dla tych, którzy jednak chcą spróbować tej formy ćwiczeń przedstawiam propozycje dyktanda na „H” i „CH.” Inne kiedy indziej.






































W ciągu kilku ostatnich dni było, jak często określa złą pogodę moja szwagierka,” SZARO, BURO I PONURO.” Opis ten wyjątkowo pasuje również do stanu mej duszy, psyche, czy też jestestwa, (jak go zwał, tak go zwał). Jestem pewna, że Was też nie omija to zróżnicowanie nastroju. Jak w życiu, tak i w pogodzie:


Z Wami też się nie spotykałam, bo w tym okresie sponurzałam, zszarzałam i….co zrobić z tym BURO… bo przecież nie mogę użyć wyrażenia, że ZBURACZAŁAM, chociaż…też by pewnie pasowało. Dość powiedzieć, że wpadłam w to oglądając i słuchając wieści z kraju i ze świata. Nie będę opisywać, bo sami doskonale wiecie, jak to wygląda i co się dzieje, a jeśli ktoś nie jest zorientowany to, proszę, niech się trzyma z daleka od wszelkich środków masowego przekazu, o ile to możliwe, ale przecież wiem że NIE. I tak zniechęcona tym światem – zaniechałam pisania. Poprawiło mi się odrobinę po telefonie od Grażyny, z którą łączy mnie „współbabciowość” – mamy po prostu te same wnuki, ale nie tylko, bo przez kilka sekund ostro chichrałyśmy opisując sobie wzajemnie bóle, troski i poczynania. Krótki i histeryczny, babski incydent. Wykorzystując tę chwilę, chcę się Wam zatem przypomnieć krótkim, może nie histerycznym, ale babskim tekstem.
na moje wariackie rymki.
Ktoś mądry mi zaraz powie,
oj, źle się zabawiasz słowem,
no, cóż, moi mili, trudno,
ale żeby nie głupotki,
durne rymki, bzdurne plotki,
to byłoby nudno.

Ojej, ojej, ojej, olej,
grzałam na patelni olej
i wrzucałam, och, holender ,
szczypior, miętę i kolendrę!
Jasny jest dla wielu żon,
fakt, że świeży kardamon
i wszelkie przyprawy zielne
wysypane na patelnie
skwierczą bardzo, bardzo cicho,
nie pilnujesz, niech to licho,
spalą się! I to się stało,
wszystko w kuchni mi śmierdziało,
i choć mieli zjeść go goście,
obiad leży na kompoście.
Moi goście mieli za to
chleb – z masłem, z dżemem, z herbatą.

PS. Dżem agrestowy też od Grażyny! Dziękuję.










I były omlety, smażone a’ la chińszczyzna ( z makaronem) oraz normalne kotleciska. Kilka kiści musieliśmy podarować rodzinie. Tak, to BOCZNIAKI. Czekamy na kolejny RZUT.
Kilka dni temu wspominałam Polską Kronikę Filmową, która dawno temu poprzedzała w kinach właściwą projekcję. Już po wpisie oglądałam jej kolejne wersje z różnych lat i trafiłam na tę oznaczoną – lata 50-60 (3/5) . Patrząc na reporterski zapis ludzkich kolejek ustawiających się wówczas po różne artykuły przypomniałam sobie, że w zakamarkach szaf przeznaczonych na rodzinne pamiątki musi się kryć kilka tak poszukiwanych wówczas numerów czasopisma „Dookoła Świata.” I znalazłam! Pierwszy numer ukazał się 1 stycznia 1954roku.
Warto może zerknąć dlaczego po tę gazetę ustawiały się równie długaśne kolejki jak po kozaczki, papier toaletowy, czy słoiki. Było to niewątpliwie lekko, ale jednak uchylone OKNO NA ŚWIAT, bo chociaż teksty musiały być „ozdobione” poprawnie politycznymi komentarzami, to były, jak na tamte czasy bogate tematycznie. Dziś z trudem to oglądam, ale, o dziwo, nie tyle ze względu na teksty, ile na stronę techniczną tego tygodnika – ponury, często rozmazany nieco druk ze źle dobraną czcionką, marna jakość papieru i mizerna edycja fotograficzna, której oczywiście nie ma co porównywać z dzisiejszymi możliwościami w tym zakresie. A co w środku?






To tylko kilka przykładów stron tytułowych ” Dookoła Świata” Na odwrocie pojawiały się często opowiadania, nowele i fragmenty nie zawsze dostępnych na rynku książek – zachęcały do sięgnięcia po lektury. W tamtych czasach czytano. Tygodnik miał być przeznaczony teoretycznie dla młodzieży, ale tylko teoretycznie. Ganiała za nim cała rzesza dorosłych obywateli Polski Ludowej.






















