Ktoś to jeszcze pamięta?

                               1944 – 1994

  Dawno, dawno temu, w zeszłym stuleciu ludzie też chodzili do kina. Pozwalano nam oglądać różne filmy, chociaż oczywiście nie wszystkie, na które moglibyśmy mieć ochotę. Dobierano je starannie i uważnie, co by, broń Panie Boże ( że użyję tego zwrotu  teraz, bo wtedy nie był mile widziany) nie zdemoralizowały naszego wspaniałego, prawdziwie komunistycznego społeczeństwa, któremu po obejrzeniu czegoś niestosownego różne brzydkie myśli mogłyby przyjść do głowy, a i jeszcze, nie daj Panie Boże w niecny czyn się przerodzić, co zresztą miało miejsce, ale już w drugiej połowie wieku i wszyscy wiedzą do czego to doprowadziło. Wiadomo, że to trudny temat i zostawiam go w spokoju.

  Dziś chciałam tylko jednych poinformować, a innym może przypomnieć, że w tamtych czasach przed projekcją właściwego filmu nie było żadnych reklam, bo niby CO można było wtedy reklamować? Sodę oczyszczaną? Ocet? Łowickie zapaski? Haftowane serwety z Cepelii? Meble ze spółdzielni „ŁAD”? Każdy prawie towar i produkt miał właściwie natychmiastowego nabywcę. Po rzeczy dziwne, rzadkie, nieznane, zakazane i świadczące zresztą o zepsuciu państw zza Żelaznej Kurtyny – wtajemniczeni udawali się na specjalne targowiska.

  A co było? 

PRZED właściwym filmem wyświetlano nam POLSKĄ KRONIKĘ FILMOWĄ produkowaną przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych w Warszawie i to było COŚ!  Miała nas informować o bieżących wydarzeniach krajowych, głównie o sukcesach i naszym wspaniałym rozwoju. ale nie brakowało w niej również pouczeń, twórczej krytyki i wątków rozrywkowych. Kompozytorem przewodniego utworu muzycznego był Władysław  Szpilman. Ciepłych głosów użyczali PKF kolejni lektorzy o aktorsko wyrobionych, przekonywujących głosach : Władysław Hańcza, Andrzej Łapicki, Jeremi Przybora, Tadeusz Sznuk oraz wielu innych). Ostatnio obejrzałam kilka KRONIK i muszę przyznać, że są one trafnym zapisem atmosfery w jakiej żyli Polacy w tamtych czasach. Z sal kinowych zniknęła chyba w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Przykład poniżej.

O, LUDZIE! TO BYŁY CZASY! PRZYZNAM SIĘ  JEDNAK, ŻE  WIDZĘ DZIWNĄ, KONSEKWENTNĄ CIĄGŁOŚĆ NIEKTÓRYCH NASZYCH POCZYNAŃ.

ostrzeżenie

Pierwszy dzień Nowego Roku, czas więc na spacerek,

tylko proszę, moi drodzy – załóżcie sweterek,

IMG_8150

nie zdejmujcie zbyt pochopnie czapek oraz szali

i wracajcie z tej przechadzki zdrowi, silni, cali!

Nierozważnie się rozbierasz? Bądź przygotowany,

bo narażasz swój organizm na gwałtowne zmiany,

zanim w tych zawirowaniach ciało się połapie,

kichnie ktoś w waszym kierunku i grypa was złapie

Chociaż miły, ciepły wietrzyk po twarzach nas muska,

TO JEST PODSTĘP KLIMATYCZNY! Czyja wina? Tuska!

O Śniegu

ŚNIEG, proszę państwa jest ogólnie znanym, zimowym opadem atmosferycznym. Towarzyszy nam od zarania dziejów i przybiera postać pięknie uformowanych lotem z góry gwiazdek marznącej wody. Raz jest go dużo, raz mało, a bywa też tak, że w ogóle się nie pokazuje. I to jest to, co my, środkowi Europejczycy wiemy o śniegu, w odróżnieniu od np Lapończyków, którzy rozpoznają kilkadziesiąt rodzajów śniegu i mają nazwy na każdy z nich.

ŚNIEG służy do opatulania miast i wsi. Za sprawą śniegu miasta wyglądają słodko i przytulnie, a wszelkie miejskie, okropne odgłosy zostają przytłumione i wyciszone. Śnieg potęguje też znacznie ciszę wiejską, a okutana śniegową kołdrą kiełkująca ozimina przestaje drżeć i bać się mroźnych nocy. Lasy w śniegu, proszę państwa, mają niepowtarzalny, bajkowy urok, zwłaszcza, że śnieg błyskawicznie pokrywa wszelkie pozostawione w nim odpadki ludzkiej egzystencji.

Klimat, znany ze swych wad,

z niespodzianek, wahań, zdrad,

krzyknął: – SPADAJ! – No i SPADŁ.

Usłyszałam sójki skrzek:

Patrzcie ptaszki, sfrunął ŚNIEG!

Jak się najeść? Szansa marna,

bo jak w zaspach znaleźć ziarna?

Czy na zimę uciec stąd?

Ja zostałam, a to błąd!

Jeśli człowiek nie pomoże,

będzie chyba coraz gorzej!

IMG_8875

ŚNIEG, proszę państwa,wykorzystywany jest w wielu, bardziej lub mniej artystycznych ludzkich wytworach. Zresztą, często w sposób haniebny – ktoś tam, kiedyś, w pewnej smutnej pioseneczce użył puchowego śniegowego trenu do uśmiercenia biednej panienki niecnie wykorzystanej, zdradzonej i wyrzuconej przez bogatego panicza. Zdarzają się jednak łagodne, śnieżne, nastrojowe i sympatyczne piosenki. Natomiast literackie opisy zimowej przyrody, śniegu, zasp, zawiei i zamieci są często, jak wiadomo opisem nastroju bohaterów lub ich życiowych perypetii. Zjawisko to jest permanentnie wykorzystywane przez nauczycieli, którzy wymyślają szaleńcze tematy wypracowań szkolnych.

ZE ŚNIEGU można lepić BAŁWANY rzeźbiąc je, ubierając i kształtując według własnego gustu. W odróżnieniu od innych, ludzkich, zwykłych bałwanów są one o wiele mniej szkodliwe, nikogo nie krzywdzą, a jeśli nam się już znudzą lub przeszkadzają, wystarczy je podgrzać, a stopią się i błyskawicznie znikną.

NA ŚNIEG można się walnąć i machając w odpowiedni sposób górnymi i dolnymi kończynami stworzyć płaskorzeźbę np. orła, sokoła, bażanta, a nawet i kaczora. Co i kto tam lubi.

PO ŚNIEGU zjeżdża się z różnych większych i mniejszych górek. Na nartach, sankach, deskach, na kawałkach blachy czy sklejki i na plastikowych „zjeżdżakach” ( jak mówiła pewna droga mi osoba) ukształtowanych na jabłuszka, gruszki i inne owoce. I nie tylko.

W ŚNIEGU lub PRZEZ ŚNIEG można BRNĄĆ. Ja nie dobrnęłam dziś do mojego, mazowieckiego lasu. Dobrze, że nie podjęłam takiej próby, bo ZABRNĘŁABYM w duże kłopoty. Tak to jest z tym śniegiem. Bywa niebezpieczny dla kierowców, dla osób starszych, łatwo marznących, wiotkich i również dla tych, co właśnie o tej porze roku chcąc „zaliczyć” jakąś przygodę – bez opamiętania, bez przygotowania oraz, niestety, bez rozumu pchają się w ośnieżone góry.

WITAJ, ŚNIEGU!!

Nadchodzi Mikołaj, Dziadek Mróz, czy co tam…

Ale to już było! No i co z tego?. Nie wszyscy dotarli i oglądali, a ciągle aktualne chyba.

Jeśli daję tu czasami fotografie rozmaitych WYTWORÓW, to nie po to, żebyście je podziwiali. Jeszcze nie zwariowałam do końca. Liczba pięknych rzeczy, które ludzie są w stanie ( i z czego) zrobić jest tak oszałamiająca, że to przekracza już, moim zdaniem, nasze możliwości dotarcia do większości z nich. Moim zamiarem jest podrzucenie kilku takich, czy innych pomysłów, które być może zachęcą rodziców, dziadków, opiekunów do zabaw z dziećmi – WSPÓLNYCH – takie są mile widziane przez wszystkich, a ich wychowawcza, edukacyjna i emocjonalna rola jest jest nie do przecenienia. No, tak znów tu powiało i to nie pierwszy raz (i nie ostatni) jakimś swądem dydaktycznym – babcie często to robią, co nie znaczy, że nie mają czasem racji. A więc, do roboty:

Modelina : zbliża się czas dawania upominków, no, to z tej mojej ulubionej modeliny mamusia może ulepić ulubioną BAJKĘ dla córki ( lub dla synka), a może i dla męża, (tylko jaką?)  Ta poniżej jest chyba wszystkim znana?

IMG_5665

Zabierzmy się teraz za BIŻUTERIĘ – polecam wisiorki z różnymi ozdobami (kształtujemy, gotujemy, wklejamy wcześniej wymyślone ozdoby, bryzgamy bezbarwnym lakierem i wieszamy np. na gotowych sznureczkach). Zupełnie nieźle wyglądają te wisiory na letnich koszulkach. Można też wykombinować ciekawą broszkę – ale ta wymaga sprytu przy wklejaniu w nią zapinki.                              IMG_5621

Te mają wmontowane kolorowe szkiełka, łatwo je kupić.

Skoro jesteśmy przy broszkach, to chyba pamiętacie, że jeszcze niedawno były one szalenie modne w pewnych kręgach politycznych. Nie mogę się powstrzymać i muszę wam opisać pewien upominek, który wysłałam, (było to, co prawda 2 lata temu) do kilku pań w rodzinie. Każda z nich dostała broszkę wpiętą w róg „urzędowego pisma.”Takie broszki można znaleźć w sklepach z niby-antykami. Przykład – na fotce. Był to dodatkowy upominek gwiazdkowy.

IMG_5683

             Pismo nr. TzM/ 4 /poz.war.pl.bena/16

N R M  czyli  Narodowa Rada Mikołajów przy Premier Beacie Szydło

                ODEZWA DO POLEK

Każda Polka, bardzo proszę

ma od dzisiaj nosić broszę.

Na sweterku, na jesionce,

na żakiecie lub garsonce.

Jeśli chce, niech wepnie, proszę,

w szalik, w trepy lub w bambosze.

Zgodzę się też na berecik,

chustkę, bluzkę lub kaszkiecik.

W spodnie też ją wsadzić można,

ale, Polko, bądź ostrożna,

bo jak zapniesz ją niechlujnie –

to cię kujnie !!

Broszka – PATRIOTKI ZNAK?

Odpowiadam: – WŁAŚNIE TAK !

Ps. A trzymać ją na firance pozwoliłam tylko Dance.

Z upoważnienia N R M:

/ . .xxx . . . . . . . . . . . . . . . /

W załączeniu : Broszka

Och, te wspomnienia! No, to pomalutku szykujemy się do lepienia pierogów ( zamrożę) – Który to już raz!!

Bezlitosna bezlistność listopada

Jesienna sesja ogródkowa

Traci jesień na starość rumieńce,

brązowieją pokurczone liście.

Czy to brzoza? Klon? Dziwne odmieńce?

A spadając, szepczą uroczyście..

I choć oznak starości jest wiele:

kruchość, uwiąd, czy też inne zmory

to, przyznajcie, drodzy przyjaciele:

Pierwsze -bledną nam życia kolory.

I bliżej, coraz bliżej wielka, listopadowa pustka

Jaka pustka? Jaka pustka? Właśnie przed chwilą wyszłam i zobaczyłam, że coś pobłyskuje na biało, więc cyk, cyk – fotka ( bo te powyżej są z 13-go listopada) i wam przedstawiam BIEL. Nie mam pewności, nie widziałam go od dawna, ale czy to może być PIERWSZY ŚNIEG? Bo dawno, dawno temu, te śniegi były trochę inne, ale pamięć już nie ta…

Leśne pamiątki

Piękne nasze polskie lasy, jakże piękne! Nasze bogactwo narodowe, nasza duma, nasze zbiorniki dobrego powietrza, miękkich mchów i drewna, drewna, drewna na nasze przyszłe stoły, ławki, a może, a nawet kredensy jakieś!! Kochamy nasze lasy z serca całego, włóczymy się po nich, spacerujemy, biegamy, zbieramy tu jagódki okrąglutkie i granatowe, tam, na polankach poziomki słońcem pachnące, tu borówki wytrawne i czerwone, a gdzieniegdzie pyszne grzybki na naszą polską wigilię, czasem nawet sromotnika upolujemy. Męczymy się, grzejemy. pocimy, czasem denerwujemy, bo jakieś, kurde, ścierwo bzyczące za nami się ugania i gryzie, i pić się chce, i coś by się zjadło…ale Polak obeznany i zawsze ma ze sobą to, co potrzebne, niezbędne, konieczne do przeżycia w lesie naszym, polskim, kochanym, pięknym! Patrioto, Polaku, Bracie, dziś właśnie na krótkim spacerze dwa dni po Święcie Naszym Narodowym zebrałam po tobie parę pamiątek. I sił już mam za mało do dopisania tu czegoś miłego, a co dopiero zrymowanego.

Z jakiego obszaru pochodzą te znaleziska? No, cóż krążyłam po „liściowiskach” w kółko, na przestrzeni około 50 metrów kwadratowych. Dalej bałam się już zapuścić, bo nie miałam kolejnej siatki na te wspaniałe łupy.

Ziuta, Lusia i dyspensa.

ZIUTA i LUSIA sąsiadki z bloku już tu u mnie bywały i zawsze dzieliły się jakimiś przemyśleniami, czy opiniami. Dziś też Lusia wpadła do Ziuty na kawę…

IMG_8804-Hej Ziuta, przybywam z dobrą nowiną!

-Co się stało? Koniec z wojnami na świecie??

-Żarty sobie stroisz  Ziuta, czy co? Poważnie myślisz, że ze mnie pierwsza, lepsza naiwniaczka, co życia nie zna ? Od kiedy się znamy Ziutka, no?

-Długo, kochana,długo, gadaj w czym rzecz, a ja wstawię wrzątek na kawkę.

-Chyba wodę na kawkę?

Luśka, co ty taka drobiazgowa dziś jesteś, fanka Profesora Miodka z ciebie się robi, czy co?

-A kto to, Ziutka, znajomy jakiś? Ale słuchaj, Biskup zezwolił Polakom na jedzenie mięska w ten piątek,wiesz, na to święto, co przypada na jedenastego listopada, niezależności chyba…

-Luśka, Matko Boska, zależni jesteśmy i zawsze będziemy, a to Lusieńko, to święto odzyskania niepodległości!! I pokaż, gdzieś to widziała, to przekażę też Kasi Szymanek, wiesz, tej z dołu, bo pamiętasz chyba,  że mnie już dziś akurat to nie dotyczy, tylko pozwolę sobie wspomnieć, że to jedzenie mięsa w piątki było jednym z moich ulubionych grzechów, taki wiesz, łatwy do przekazania. No, gdzie to masz?

-Sama zobacz, Ziuta czarno na białym napisali….

-Luśka czytaj uważnie, kochana, bo ta dyspensa dotyczy dwóch diecezji tylko: krakowskiej i tarnowskiej, jacyś wybrani chyba…

-To tu u nas bym zgrzeszyła, gdybym tak zjadła, co? Może i tu zezwolą, a co z piwem, Ziuta, czy dyspensa dotyczy też alkoholu?

-Co z ciebie za katoliczka! Luśka! Żeby mogła być dyspensa od alkoholu, to najpierw powinien być pokutny zakaz jego spożywania, a takiego nie ma.

-A może taki by się przydał, Ziuta, co? W każdy piątek, albo i….

-LUSIAAAA!

 

Mgły i zamglenia, krople i kąpiele

No i nadeszły jesienne mgły. Dla kierowców mgła jest niebezpiecznym ograniczeniem widoczności, dla innych jest tajemniczym, wyciszającym świat i otulającym wszystko obłokiem, dla jeszcze innych paskudztwem, w którym mogą się czaić nieznane postacie zła. Dla mnie ma baśniowy urok, a kiedy się schładza i zmienia w zwykłą wodę – robi to z wdziękiem. 

W mglisty dzień, w pewnym ogrodzie,

przemarznięta muszka mała,

przysiadła na liściu klonu,

a skrzydełka brudne miała

Gdybym ja była tą muszką,

(och, wybaczcie marzycielce)

chętnie bym się wykąpała

w chłodnej, czystej mgły kropelce.

Przecież, dla wszelkich owadów,

jesień jest bezpieczną porą

pająki się już schowały,

by zimować gdzieś pod korą.

Jesienią na pustych nitkach

huśtają się wodne korale

i muszki mogą się kąpać,

pająków nie bojąc się wcale.

Jeszcze coś kwitnie?

KWITNIE!!

Czy jest nadal w dobrym tonie

mieć begonie na balkonie ?

Ja już się w tym wszystkim gubię!

Bo… widziałam gdzieś wytyczne,

by hodować egzotyczne,

a to takie, jakich nie lubię!

Już nie dla mnie te fanaberie:

kuflik, czy jakieś plumerie,

kolokazje i albicje.

Judaszowiec? Co to – to NIE!

Mam begonie, pelargonie

(i jak widać – niskie ambicje).

Snując się tak po ogrodzie,

wiem, że nie ulegnę modzie

i świata już nie dogonię.

Sama – gatunkowo stara,

nowościami się nie jaram.

I wciąż będę kochać begonie!

I OSTATNI DZWONEK, którym sobie zadzwoniłam i stare już bardzo marcinki.

A co i gdzie Wam jeszcze kwitnie?

Orzechy pod strzechy!

ORZECH WŁOSKI – liściaste, duże drzewo, które w stanie dzikim rośnie sobie i w Himalajach, i w Chinach, i we wschodnio-południowej Europie. U nas już okiełznane i oswojone, ale  w przydomowych ogródkach uprawiane raczej rzadko,  bo zajmuje sporo miejsca. U mojej przyjaciółki zza płota – JEST, nawet dwa! Niesfornie i bujnie się rozrosły, ale zawsze o tej porze roku mogę, przeganiając najpierw wiewióry krążące po gałęziach – uszczknąć sobie kilka orzechów, więc chrupię, a wam chciałabym przypomnieć, jakim cudem jest orzech dla naszych zdrowotnych potrzeb:

Wartości odżywczeZawartość w 100 g orzechów włoskich
Wartość energetyczna654 kcal
Białko ogółem15,23 g
Węglowodany13,71 g
Tłuszcze65,21 g
Błonnik6,7 g
Witamina A20 IU
Tiamina (witamina B1)0,341 mg
Ryboflawina (witamina B2)0,15 mg
Niacyna (witamina B3)1,125 mg
Witamina B60,537 mg
Kwas foliowy (witamina B9)98 µg
Witamina C1,3 mg
Witamina E0,7 mg
Witamina K2,7 µg
Wapń98 mg
Żelazo2,91 mg
Magnez158 mg
Fosfor346 mg
Potas441 mg
Cynk3,09 mg
Sód2 mg

 Dane pobrane ze strony

logo

                                                 RECEPTA:

Precz, precz dietetyczne grzechy,

schaby, steki czy bigosy –

czas najwyższy na orzechy!

Orzech – dobry jest na włosy,

na ból mięśni, stawów, kości,

na bezsenność, rwanie głowy

i na takie przypadłości,

jak brak sił pocovidowy.

Brak ci białka, pamięć w strzępkach?

Skurcze nóg, a w sercu szmery?

Spoko, ziomal, nie wymiękaj –

chrup orzechy, do cholery!             

(przepraszam za ostatni rymek, fuj, brzydko!!)

Wnętrze orzecha umieszczone w twardej skorupce kojarzy mi się….nie powiem, ale czekam na wasze sugestie, ciekawe czy są zbliżone?

Kiedyś znalazłam takiego, leżącego całkiem płytko w ziemi „niemowlaka” orzecha, wsadziłam go nawet do doniczki, ale niestety, zmarniał. Wyjechałam, a nie wynajęłam opiekunki.

Chrupiąc – pozdrawiam wszystkich amatorów orzechów wszelkich!!! (podobno 6 orzechów włoskich ma tyle samo kalorii co jeden pączek! I z tego powodu nie zjem dziś już niczego na kolację)