Rymki – nierymki zielone 3

AKACJA ? NIE.  

  IMG_0183

TO ROBINIA – rodzina, ha, bobowatych (strączki?)

Poza miastami, spotykamy ją na każdym kroku. Inwazyjna bestia, trudno jej się pozbyć. Z każdego kawałka pozostawionego w ziemi korzenia wyrasta mnóstwo nowych, zapalczywych akacjątek ( ja też używam tej niepoprawnej nazwy). Tak przynajmniej dzieje się u mnie. Nie umiem jej wytrzebić. Co prawda, napary z suszonych kwiatów mają różnorakie działanie lecznicze, a świeże kwiaty można żuć, lub smażyć w cieście naleśnikowym. Drewnem robinii barwiono kiedyś na żółto jedwabie. Czy teraz też? Nie wiem.

Akacja –  to nie jest prawdziwa  akacja.

Nie jest to moja wiedza, wymysł, czy opinia,

Słyszę chór ogrodników: – Racja! Święta racja,

ta niby akacja, to nasza ROBINIA !

IMG_0055

Kiedy kwitnę, a zaczynam w maju,

wszyscy chwalą mych kwiatów urodę,

pszczoły brzęcząc, nektar z nich zbierają,

a wy, później leczycie się miodem.

InkedInkedIMG_0052_LI

Teraz – w lecie, pszczołom już nie służę,

a wam…z liści..powróżę….powróżę…

KOCHA, LUBI, SZANUJE, MA W SERCU?

CZY ŻARTUJE  NA ŚLUBNYM KOBIERCU?

LEPIEJ:

Lepiej ciągle żuć akacje,

niż znów przytyć w te wakacje.

WROTYCZ

Roślina polna i też (jak i rumianek) z rodziny astrowatych, rośnie gdzie popadnie. I fuj! Jestem w grupie tych, którzy zapachu wrotycza znieść nie mogą, (cierpko -gorzko – korzenno – chemiczny) a podobno należą do niej także różne mordercze owady np. komary, jak i pajęczaki wstrętne – chociażby kleszcze. I, jak gdzieś przeczytałam, ekstrakt z tej roślinki odstrasza te żyjątka. Mnie odstraszy na pewno. Ziele wyglądu nawet niczego sobie – liście ma, koszyczki kwiatowe żółciutkie, a postać smukłą i zgrabną, ale omijam go – ostatnie zbliżenie wykonałam kilka dni temu, bo było potrzebne w celu wykonania krótkiej sesji fotograficznej. Truje? Tak. Przydatny w produkcji leków? Tak. Więc niech sobie rośnie, a my nie musimy robić z niego bukietów.

IMG_0383

Czy to prawda, że owady nie lubią wrotycza?  Na 100% ? No…., ja tej pewności jednak nie mam. Widzicie to czarne, obłe, błyszczące? Przecież to nie oczko z pierścionka!?

IMG_0386

Wiele razy, choć tych chwil już nie podliczę,

gdy wśród łąk, albo na ścieżce gdzieś nad rzeczką

próbowałam zaprzyjaźnić się z wrotyczem,

próba zawsze się kończyła mą  ucieczką.

Pomalutku do wrotycza się zbliżałam,

nie chcąc straszyć go, stawiałam ciche kroczki,

obejrzałam go, dotknęłam, powąchałam….

i zwiewałam nie zerkając już na boczki.

Przeczuwałam – bo on wcześniej  główką kręcił,

jak by wiedział o mnie wszystko już z oddali,

jak by wiedział, że ma coś, co mnie zniechęci

i że miłość między nami ” nie wypali”! 

IMG_0384

LEPIEJ:

Lepiej w ZOO czyścić  klatki,

niż wąchać wrotycza kwiatki.

• Węch ostrzega przed niebezpieczeństwem.

• Węch odgrywa dużą rolę w odbiorze wrażeń smakowych. (wrotycza nie jem)

•  Zapachy to silne bodźce wzmacniające    zainteresowanie płcią przeciwną. (ale nie wrotycz!)

• Substancje zapachowe niosą człowiekowi wiele ważnych informacji, które wpływają na jego myślenie oraz zachowanie. Specjaliści od reklamy i marketingu, wykorzystują zapachy jako bodziec, który ma skłonić nas do zakupów. W kawiarniach rozpyla się woń czekolady, w supermarketach – świeżego pieczywa, a w kinach – popcornu.(ale nie wrotyczu!)

  • Poszczególne zapachy wpływają na emocje i mogą wywoływać określony nastrój. (uf, wrotycz też!)

  • To, jak pachniemy wpływa też na osoby w naszym otoczeniu. Dowiedziono, że wydzielane przez nas zapachy informują o stanach emocjonalnych. Pachniemy inaczej, gdy się boimy, inaczej, gdy odczuwamy smutek, a jeszcze inaczej, gdy jesteśmy szczęśliwi.

  • ALE  WROTYCZ ŚMIERDZI  ZAWSZE TAK SAMO i tyle.

                                           BUDLEJA

    IMG_0422

IMG_0412

Budleja, to szybko rosnący krzew ozdobny, pochodzący z rejonów wschodniej Azji, Ameryki Południowej i Afryki. Podczas obfitego kwitnienia końce jej pędów zwisają rozłożyście pod ciężarem kwiatów. Liście – jajowato-lancetowate, opadające jesienią. Mam jedną jedyną i to jej pierwszy sezon w moim towarzystwie. Byłam zdziwiona, że z krótko przyciętych wczesną wiosną pędów wyrosły nowe i to takie długaśne, a każdy był zaopatrzony w co najmniej jedną ukwiecona KIŚĆ. Budleja znana jest też pod nazwą MOTYLI KRZEW, bowiem jej kwiaty , prześlicznie pachnące (NIE JAK WROTYCZ!!) przywabiają motyle. To prawda, mam na to dowody. Reporter przy tym był.

IMG_0357

IMG_0402                               IMG_0358

                                            Sadźcie budleje tu i tam,

                                            sadźcie na każdym areale,

                                            sadźcie budleje, mówię wam,

                                            z budleją jest niewielki kram,

                                            no i frasunków nie ma wcale.

IMG_0407                     IMG_0591

IMG_0437                             Sadźcie budleje zamiast róż

                                       i  budlejową  snujcie się aleją,

                                       zatańczy motyl wokół was, tuż, tuż,

                                       nie będzie bał się waszych ludzkich burz,

                                       bo za budleją motyle szaleją.

IMG_0510               IMG_0406

IMG_0490                  IMG_0479

IMG_0588

JEDNAK:

Sadźmy róże, przyjacielu, sadźmy róże,IMG_0528

długo jeszcze temu światu

szumieć będą śnieżne burze,

sadźmy je przyszłemu latu”

(fragment tekstu wiersza autorstwa Seweryna Goszczyńskiego – przed Powstaniem Listopadowym)

 

IMG_0530               IMG_0537

LEPIEJ:

Lepiej tańczyć nad Budleją z Motylami,

niż się z RÓŻĄ KOCHAĆ – zwłaszcza z jej Kolcami.

 

 

 

Rymki – nierymki zielone 2

Ktoś się mnie zapytał, skąd te wszystkie chwasty, zioła, krzewy i inne roślinki, które opisuję. I po co? Opisuję te, które sama znajduję w najbliższej mi okolicy, te, które sama sfotografuję i których nazw  uczę się rozpoznawać przy pomocy mądrych ksiąg. Nazwy nielicznych pamiętam z dzieciństwa, a  ostatnio mi się wydaje, że ten rodzaj wiedzy w ogóle zanika. Może nie jest potrzebna, ale przecież robi się sympatycznie, kiedy ktoś, idąc na spacer, wita się kolejno: Dzień Dobry, Dziurawcu, Cześć, Dziewanno, How Do You Do, Camomile –  no tak, ten akurat jest ogólnie znany, więc to głupie wyjaśnienie.

RUMIANEK

IMG_0173No cóż, jest tak znany, że żaden opis nie jest tu potrzebny. Należy też do rodziny astrowatych. Okrąglutki, wypukły, żółciutki środek kwiatka rumianku to, oczywiście koszyczek. Właśnie te koszyczki to główny surowiec farmaceutyczny. Pomaga na wszystko. W wielu krajach egzystuje jako Herbata Rumiankowa w karcie z napojami. Polacy od dobrych kilku lat podróżują po świecie i wiedzą już, że na rumianek można się natknąć i w krajach arabskich.

Sprawdźcie to, pytając o…  البابونج

IMG_0167

ramunėlių – rumianek – na Litwie

papatya – rumianek w Turcji

IMG_0169χαμομήλι – rumianek ( coś jak „ziemne jabłko” w Grecji

甘菊 –  rumianek w jęz. chińskim tradycyjnym

Kamilica – rumianek na Chorwacji oraz

mój ulubiony:    Heřmánek – rumianek po czesku

InkedIMG_0171_LI

Camomile, kamomill, camomilla, camomille lub podobnie – w wielu innych językach w Europie i na świecie  (łącznie z suahili).

IMG_0168

LEPIEJ:                                               IMG_0255

Lepiej upić się rumiankiem,

niż żuć gumę wczesnym rankiem.

 

DZIURAWIEC

IMG_0217                          IMG_0177

DZIURAWIECw języku rosyjskim ZWIERABOJ. Może dlatego, że zwierzęta, które napełnią nim brzuchy, a później wyjdą na słoneczną polanę, mogą mieć poważne problemy zdrowotne. Człowiek też. Napar z Dziurawca jest dosyć znany i  używany przy różnych kłopotach z poprawnym trawieniem. Niektóre gatunki mają na liściach drobne otworki – stąd chyba wzięła się nazwa tej popularnej, ziołowej rośliny.

 

IMG_0181

  LEPIEJ:

Lepiej pić dziurawiec z dzbana,IMG_0258

niż z gwinta – złego szampana.

 

 

 

 

                          DZIEWANNA

IMG_0248                                        IMG_0157

Kiedyś dziewanna pospolita uważana była za niegroźny chwast. Obecnie przeżywa swój renesans jako ozdoba ogrodów. Pojawiły się szlachetne, ozdobne odmiany jak dziewanna fioletowa, czy łososiowa. Mocna łodyga dziewanny pnie się prościutko w górę i osiąga piękny wzrost. Moja DZIEWANNA, zwykła, żółta, w moim zaniedbanym ogródku wystrzela nawet do ponad 2m, ale ja mam dla niej świetne podłoże! Sam piach prawie, a ona lubi porastać trudne tereny, pobocza dróg, łąki , ugory i pastwiska. Występuje w Europie, w Azji i od Turcji aż po Syberię.

Początkowo wyrasta taka zamszowa, zielona ROZETA. Stopniowo Panna Dziewanna  pnie się w górę.

IMG_9644                                   IMG_0003

Suchych płatków Dziewanny    IMG_0253

garść, wrzucała do wanny

pewna mama – przed dziecka kąpielą.

Dziecko wciąż w głębi duszy

wierzy (i kwiatki suszy),

że te płatki łapki mu wybielą.

IMG_0248

LEPIEJ:

Lepiej kąpać się w dziewannie,

niż schnąć gdzieś na kwarantannie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co to będzie? Polska. Wszędzie.

Różni ludzie zadają sobie te pytania: Co nas czeka, kiedy i co dalej. I PO CO ?

ktoś ma burzę, ktoś tęczę

Przecież nie ma się czym przejmować. Szoku nie ma, a może być JESZCZE LEPIEJ !! JESZCZE BARDZIEJ PO POLSKU.

Stara  piosenka harcerska ( i nie tylko) zaczynała się  tak:

Wszystko co nasze Polsce oddamy,
w niej tylko życie, więc idziem żyć,
świty się bielą, otwórzmy bramy.
Rozkaz wydany: Wstań! W słońce idź!

potem był jakiś refren….: Ramię pręż i coś tam…i:

Idziem weseli z uśmiechem na twarzy,
Czystość i prawość to nasza broń,
Zawsze gotowi, gdy się wydarzy
Podać bliźniemu pomocną dłoń.

(tekst: Olga Małkowska, Ignacy Kozielewski )

Znacie? TO MY, jak żywi, nieprawdaż? Damy radę, a niektórzy w rytm tej samej melodii mogą sobie śpiewać, jak dawniej: „Na barykady, ludu roboczy…” Kto nie ma pojęcia o co chodzi, niech wejdzie do YOU-TUBA i posłucha „ZUCH KAZIK”

IMG_0114

Właśnie z takim postanowieniem jedźcie na urlopy. W maskach, albo bez, do licha, nie wiem, co będzie bardziej polskie i patriotyczne. Wejdźcie w las, w pierwszą lepszą napotkaną ścieżką, ale proszę, bardzo, bardzo uważajcie. Bo tam czyhają na każdym kroku na nas, Polaków (ostrzeżenie było w mediach, więc uwierzcie!!): kleszcze, komary, wściekłe wiewiórki, lub jeże, obsikane przez  lisy  jagody – a w nich jajka tasiemca lisiego. Zjecie nieumyte i bąblowica wielojamowa gotowa. Ponadto: żmije zygzakowate, pałeczki tężca (nie kaleczcie się nożykiem grzybnym!), oraz nader paskudne rośliny : Barszcz Sosnowskiego, Pokrzyk-Wilcza Jagoda, Tojad Mocny, Jaskry – nic do żucia, wszystko „do otrucia” i oczywiście cała masa  niepotrzebnych  patyków, szyszek i tego wszystkiego, co zupełnie bez sensu produkuje las. Dosyć często zdarza się inny ślad, bo:

Lech w tę niedzielę ładnie się ubrał,    ŻUBR

poszedł do lasu, pokonał ŻUBRA

i…mając znaną, swojską naturę –

wyssał zeń wnętrze- zostawił skórę.

A przecież, drodzy rodacy, może się zdarzyć, że  jakiś  mało zręczny miłośnik leśnych spacerów potknie się o tę skórkę i na przykład skręci sobie nóżkę, prawda? Nie, takich pułapek nie zastawiajmy, zabierzmy do domeczku, bo tę  skórę żubra teściowa może napełnić naleweczką z tarniny. Przyda się w mroźną, polską zimę.

Jeszcze gorzej, jeżeli się natknie na coś takiego śliczna, polska grzybiareczka. Może się zdarzyć, bo jest WYSYP KUREK PODOBNO:

InkedIMG_0269_LI

InkedIMG_0275_LI

A czasem, czasem, co się też zdarza, jacyś nasi – jakaś przemiła, polska, nasza  para (on i ona)  umówi się w lesie na spotkanie i też się przecież może natknąć na takiego pustego żubra. I będzie nieszczęście. Więc, dzielni, polscy myśliwi – uważajcie! To nasza przyszłość!

InkedIMG_0271_LI

Bo przecież dobrze wiemy, że na każdego z nich  czeka w dalszej, czy bliższej przyszłości  przytulny, prawdziwy, domek rodzinny. Polski, zresztą. I czy potrzeba czegoś  więcej  do szczęścia?

InkedInkedIMG_0289_LI

SPÓŹNIŁ SIĘ, ALE DO SWEGO GNIAZDA WRÓCIŁ. A WY ?

InkedInkedInkedIMG_0289_LI

WSPANIAŁEGO LETNIEGO WYPOCZYNKU ŻYCZĘ NAM WSZYSTKIM.  NIE ZADAWAJMY SOBIE  GŁUPICH PYTAŃ. SZUKAJMY MĄDRYCH ODPOWIEDZI. I  kierujmy się zdrowym rozsądkiem odpoczywając tu, czy tam, w lesie, czy nad wodą. No, bo… i tu się nie powstrzymam od pytania, które zadaję ze smutkiem i w poczuciu bezradności: Czy wiecie ilu w tym sezonie LECHÓW- POLAKÓW ZNIKNĘŁO POD WODĄ PO UDANYM POLOWANIU NA ŻUBRA? CO NAS CZEKA?

Przymuszewo 2015 135

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rymki – nierymki zielone 1

MAK POLNY

Mak polny- jeden z najładniejszych i najgroźniejszych chwastów. Drobne, znane nam z wyglądu nasionka zebrane w torebce, zachowują siłę kiełkowania nawet przez 30 lat. Odporny na zanieczyszczenia, ale lubi ciepło i światło. Trujący, ale ma wielorakie zastosowanie w medycynie. Nie będę się tu mądrzyć, są bardziej wskazane źródła, ale lubię patrzeć na niezbyt liczne niestety, rosnące w okolicy maki. I lubię struclę makową. Niestety.

IMG_9894

MAK POLNY –

Wiem, niektórzy cierpią z braku     IMG_0188

wielkich pól czerwonych maków,

ale takich, moi drodzy, już nie będzie.

Lecz ja – wiotki maczek polny

okiełznany, ale wolny,

rosnę w glinie i w ruinie, czyli wszędzie.

IMG_0200           IMG_0196

   Zawsze znajdę gdzieś ustronie –   IMG_0189

   łączkę, ścieżkę przy betonie

   i ozdobię każdy mur czerwoną smugą,

   by, w mych płatach wciąż, od nowa,

   znana  Panienka Makowa

   mogła chować się, gdy zechce, nawet

                                                                      długo.

 

pana makowa

LEPIEJ:

LEPIEJ SIĘ CZERWIENIĆ MAKIEM,

NIŻ WYBIELAĆ PASTERNAKIEM.

PARZYDŁO LEŚNE

 LEŚNE parzydło – ozdobna roślina z rodziny różowatych, o wiechowatych, jasnych kwiatostanach. Odporna na mróz. Znosi półcień.W porze kwitnienia wybucha jasnymi płomykami.

Często mnie pytają jacyś panikarze,

(i przyznaję- ich nieuctwo już mi zbrzydło):

Czy ty parzysz? Nie, kochani, ja nie parzę!

Ktoś tak nazwał mnie (dla hecy?) – Ot, PARZYDŁO.

IMG_9953

  LEPIEJ:

  LEPIEJ PIEŚCIĆ LIŚĆ PARZYDŁA,

 NIŻ  RÓŻYCZKĘ, KTÓRA ZBRZYDŁA.

PĘCHERZNICA

Pęcherznice – krzewy ogrodowe, osiągają wysokość 3m. Śliczne, wypukłe jak małe parasolki baldachimy jasnoróżowych kwiatów ozdobią każdy ogród. U mnie rośnie odmiana ( jakże by inaczej!) „DIABOLO.” Ma ciemne liście, a jej zebrane w mieszkach owocniki czerwienieją późnym latem.Te kwiaty poniżej to Lwie Paszcze, ale o nich wspomnę innym razem.

IMG_0008

Borykam się, kochany, z problemem tym samym!

Popatrz na mnie i powiedz, tak szczerze, IMG_0212

jak to tylko możliwe między roślinami:

Widziałeś kiedyś u mnie, jakieś pęcherze?

 

IMG_0206

 

 

 

IMG_9621

IMG_9628

LEPIEJ:

LEPIEJ SADZIĆ PĘCHERZNICE, 

NIŹLI  BYĆ PREZESEM – VICE.

SZCZAW KĘDZIERZAWY

Szczaw kędzierzawy, czyli kobylak. Rośnie, gdzie się da. Na brzegach rzek, na łąkach i miedzach. Chwast dumny i wyniosły. Korzeń – to surowiec lekarski. Dawno, dawno temu, moja mama zaparzając dojrzałe, brązowe i suche już kwiaty, leczyła moje dziecięce „grypy żołądkowe” Wtedy – to były biegunki. Zanim zaczniecie szukać tego ziela – zajrzyjcie do fachowych poradników, bądź przyjmijcie to tylko do wiadomości.

IMG_9915

JA też moich wszystkich imion po prostu nie trawię.

Kwiaty mam, jak drobne loczki  i są moim znakiem,

więc nazwali mnie ( tu – zgoda) Kędzierzawym Szczawiem,

a ktoś ważny dodał ( PO CO??) – SZCZAWIEM – KOBYLAKIEM!

IMG_0186          IMG_9918              IMG_0215

LEPIEJ:

LEPIEJ WYPIĆ KOBYLAKU,

NIŻ ROBIĆ ZBYT RZADKIE KA-KU

OSET

Wieloletnia roślina z astrowatych ( a jakże!).Rośnie wszędzie. Na pastwiskach, ugorach, na poboczach dróg i na łąkach. Poznano około 130 gatunków ostowatych roślin. IMG_0159Oset najczęściej spotykany u nas, ma postać wyniosłą i pierzaste liście obdarzone gdzieniegdzie kolcami – głaskanie ich nie sprawi nam przyjemności. Należy do roślin trujących, ale to nie znaczy, że się do niczego nie nadaje. Wykorzystywany jest przy produkcji leków.

IMG_0164

My – ostre, mocne i wyniosłe osty –

nie jesteśmy dobre na piegi, czy krosty,

nie możemy też pomóc na wasze kaszelki,

a  pożytek kulinarny też jest z nas niewielki.

Ktoś w Pułtusku produkuje z nas ozdoby,

poprawiamy ponoć pracę serca i wątroby.

Lecz ponieważ się na tym kompletnie nie znamy,

temat naszej użyteczności –  innym zostawiamy.

IMG_0161

LEPIEJ:

LEPIEJ W ROWACH SYPIAĆ Z OSTEM,

NIŹLI MĘŻA MIEĆ – STAROSTĘ.

 

 

 

 

 

 

Z życia Kotka Psotka – Lipcowa Noc

IMG_8698_LI

Tego wieczoru zebrali się wszyscy przyjaciele Psotka. Po zjedzeniu zapowiedzianej  przez Kasię kilka dni wcześniej kolacji pt :”Dla każdego Coś Dobrego,” każdy wybrał  najwygodniejsze dla siebie miejsce i spojrzeli na ogromną, wiszącą dziwnie blisko jasną tarczę  KSIĘŻYCA, a Kasia zaczęła czytać  przygotowaną wcześniej opowieść, tę, o którą prosili.

                                     L I P C O W A          N O C

– Wiem, o czym teraz myślisz, Kasiu – powiedział kotek Psotek. Siedzieli sobie z Kasią na ławce przed domem, a to jest jedno z najlepszych do siedzenia miejsc w ciepłą, lipcową noc. Na wprost, wydawało się nawet, że tuż nad nimi jaśniała wspaniała, trochę jak zwykle tajemnicza księżycowa kula.

– No, więc o czym ja myślę? – zaciekawiła się Kasia.

– Myślisz o tym, że chciałabyś mieć kawałek księżyca!

– Nie zgadłeś, kocie Psocie, to TY myślisz właśnie o tym.

– Skąd wiesz ? – zdziwił się Psotek, bo właśnie o tym myślał.

– Często tak bywa, że uważamy, że ktoś myśli o tym, o czym my myślimy w danej chwili, bo myślimy, że….ech, nie jest to łatwo wyjaśnić – Kasia bezradnie spojrzała na Psotka, ale on tylko zamruczał:

– Miałaś rację, myślałem o tym, o czym myślałem, że ty myślałaś – spojrzeli na siebie i jednocześnie się uśmiechnęli, a Psotek spytał:

– To o czym myślałaś ?

– Myślałam o tym, że to wspaniałe móc tak siedzieć w blasku księżyca i że to dobrze, że księżyc jest dla wszystkich, którzy lubią na niego patrzeć. Znam zresztą taką opowieść o jednym niemądrym, skąpym królu…..

.- Opowiedz, opowiedz, świetna noc na bajki i wcale nie chce mi się spać.IMG_9349

I Kasia zaczęła:

“W pewnym bardzo dalekim kraju żył sobie król, który zbierał najrozmaitsze rzeczy z całego świata. Każdy, kto udawał się w najkrótszą nawet podróż, musiał mu przywozić jakieś pamiątki, a jeśli zapomniał o tym obowiązku, dostawał zakaz wyruszania na wycieczki.

InkedInkedIMG_8733_LI

Pięćdziesiąt wielkich jaskiń było wypełnionych skarbami, a i w samych pałacu z trudnością poruszano się po salach. Wszystkie były wręcz zapchane  różnym rzeczami. Były tam kolorowe kamienie z całego świata, wspaniałe bransoletki i pierścionki, dwadzieścia tysięcy parasolek, cenne futra, łyżwy z całego świata, zestawy garnków, maszyny do szycia, radia, telewizory, pudełka kredek, około dwustu rowerów i  foremki do ciastek, a w każdej szufladzie grzechotały szklane, wielobarwne kulki. Król lubił, kiedy rozrzucone,  toczyły się  po podłodze.

IMG_9788

Kilku podróżników przywiozło też komputery i inne dziwne brzęczące urządzenia, ale nikt niczego nie używał. Były tam też książki, stosy książek, których nikt nie czytał i którymi król nie był w ogóle zainteresowany, chyba że były takie z samymi obrazkami.

Pewnego razu król siedział na tarasie swego wielkiego zamku, zerknął w górę na księżyc w pełni i mruknął: – Tego mi brakuje. On musi być tylko mój!

Wezwał sekretarzy i kazał im ogłosić w całym państwie, że ten, kto zdobędzie dla niego choćby kawałek księżyca dostanie w nagrodę ćwierć królestwa i rękę księżniczki-córki na dokładkę. Powstało wielkie zamieszanie.

Mnóstwo ludzi próbowało wymyślić jakiś sposób na zdobycie kawałka księżyca. Ktoś zaczął budować drabinę, ktoś zaczął myśleć nad wielkim balonem i skupował gumy do żucia, a drobni oszuści przynosili królowi kawałki skał, zwłaszcza w te noce, kiedy nie było już pełni. Wskazując na niebo przysięgali, że zmniejszony księżyc to ich sprawka. Nic z tego.

IMG_9804_LI

Król markotniał coraz bardziej, królowa jadła coraz mniej, a księżniczka też chodziła naburmuszona, bo bardzo się bała, że zdobywcą księżyca i jej ręki może zostać ktoś niezbyt miły. Król całymi nocami przesiadywał na tarasie i nawet przestał wydawać rozkazy. Pewnego dnia jeden z sekretarzy zaproponował królowi spotkanie ze starą, mądrą czarodziejką, o której wszyscy już dawno w królestwie zapomnieli, a która mieszkała gdzieś w głębokich lasach w małej, drewnianej chacie.

– Podobno umie rozwiązywać różne problemy – królowa poparła pomysł i król, choć niechętnie, wyraził zgodę na jej przybycie.

Któregoś popołudnia stanęła przed królem wysoka, ubrana w kolorowe szale kobieta, która wysłuchała pragnień króla, rozejrzała się bacznie dookoła i zażądała trzech dni na przemyślenie problemu.

– A co to jest  m y ś l e n i e? – zapytał król.

Czarodziejka parsknęła gromkim śmiechem, od którego zatrzęsły się zamkowe ściany:

– No tak, przypuszczałam, że w tym kraju nie dzieje się dobrze, ale żeby aż TAK? To już przekracza ludzkie pojęcie, nic dziwnego, że ci się zachciewa gwiazdki z nieba, skoro nawet nie masz pojęcia co to znaczy MYŚLEĆ!!

Nie o gwiazdę chodzi, a o księżyc – burknął król – masz o tym pamiętać, bo inaczej nici z nagrody. Czarodziejka wzruszyła ramionami i wyszła.

Przez trzy dni i noce czarodziejka zwiedzała jaskinie ze skarbami, rozmawiała z mieszkańcami królewskiej stolicy, obserwowała życie ludzi i cały czas kręcąc głową mruczała pod nosem: Niesamowite, niesamowite! Co za ciemnota! Co za zacofanie! W dzisiejszych czasach!! Nie do wiary!!

Wieczorem trzeciego dnia usiadła na tarasie obok zniecierpliwionego króla, poprosiła o szklankę wody i dwie kanapki z serem, zjadła, spojrzała na niego i zaczęła: – Twoje królestwo i ty, królu,  zostaniecie wkrótce zniszczeni!

-Przez kogo? – odważył się szepnąć trochę zaniepokojony król.

-Nie przez KOGOŚ, tylko przez COŚ. Przez głupotę, przez niewiedzę. Cały świat się rozwija, ludzie wymyślili cudowne rzeczy, masz nawet kilka w tych swoich skarbcach. A tu co? NIC! NIC! Wszystko pochowane, ludzie jacyś smutni i leniwi. Królestwa ze smokami i rękami księżniczek w nagrodę dawno wyszły z mody, chociaż muszę przyznać, że różne czarodziejki nadal się cieszą pewnym powodzeniem na całym świecie. W TYM królestwie NIKT o NICZYM NIE WIE i WSZYSTKO SIĘ PSUJE. Czy wiesz, na przykład, co to jest? – czarodziejka odwinęła przyniesiony przez siebie długi, okrągły pakunek i umocowała dziwną , wielką tubę na jeszcze dziwniejszym statywie z wieloma pokrętłami różnej wielkości.

– Było w jaskini numer 5 – powiedziała –  podejdź i spójrz!

InkedInkedIMG_8733_LI

Król spojrzał i oniemiał. W absolutnym bezruchu patrzył jak jego księżyc jest coraz bliżej i bliżej, a czarodziejka kręcąc różnymi śrubami zbliżyła się do jego ucha i opowiadała mu o planetach, układzie słonecznym, kosmicznych podróżach i o samym księżycu też.

Król słuchał zafascynowany, kilka razy szepnął: No, tak, no, tak – i wreszcie zmęczony pacnął na swoje królewskie, miękkie krzesełko.

– O, nie! – zawołała czarodziejka – teraz popatrz na swoje królestwo, zobacz, zobacz jakie jest piękne w blasku księżyca. Nie zmarnuj go.

– To, co mam robić ? – zapytał bezradnie król.

– Och, najpierw trochę POMYŚL, a potem zrób wielka loterię, rozdaj swojemu ludowi większość skarbów pod warunkiem, że każdy się nauczy jak z nich korzystać. Sprowadź nauczycieli, niech uczą ciebie i poddanych. Księżniczce też się przyda trochę wiedzy zanim wyjdzie za mąż. Nocami możesz się zachwycać księżycem i jego blaskiem, ale nigdy nie zapominaj, że on jest dla wszystkich, którzy żyją na ziemi.

-Tak zrobię – zadecydował pewniejszym już głosem król – co za to wszystko chcesz? Czy wystarczy ci ćwierć królestwa, bo rozumiem, że ręką mojej córeczki nie jesteś zainteresowana?

– A po cóż mi królestwo? Wystarczy mi moja chata na polanie, chociaż szczerze mówiąc chciałabym ją trochę unowocześnić i odnowić. Nie pogardzę też komputerem, chociaż i tak na razie nie wiesz o czym mówię… i jeśli uda ci się założyć tu internet, żebym mogła się wymieniać nowinami z innymi czarodziejkami, to już niczego mi nie będzie brakować, to jak?

– Zgoda – odrzekł król i już następnego dnia zadowolona czarodziejka odeszła do swojej pustelni z zupełnie nowym komputerem, który znaleziono w pralni królewskiej pod haftowaną serwetą.

I wcale nie była taka samotna.    IMG_9587

Bardzo często odwiedzali ją zadowoleni ludzie, a czasem i tacy, którzy prosili ją o różne porady, a wokół domu zawsze się kręcił jej ulubiony kot.”

InkedIMG_8734_LI

– To piękna i mądra opowieść – szepnął kotek Psotek- nie zrozumiałem kilku zaledwie słów. Była trochę  f i z o l o f i c z n a, prawda?

– F i l o z o f i c z n a -poprawiła Kasia i dodała – ale nie za bardzo, bo każdy, kto tylko trochę p o m y ś l i,  zrozumie jej sens. Tak, jak ty, prawda ? – spojrzała na swojego kota, ale on już spał w blasku księżyca. Kasia zerknęła raz jeszcze na księżyc i wydało jej się, że  on się uśmiecha. Machnęła ręką i też poszła spać.

nowy folder 064

– No…tak…- cicho szepnęła nieco zaspana Betka – właśnie czegoś takiego się spodziewałam.

– My też – mruknął  Patryk – przecież wtedy wszyscy podsłuchiwaliśmy i wiemy, o co w tym chodziło. Bardzo dziękujemy, Kasiu, ale coś mi się wydaje, że o zagarnięciu księżyca dla siebie mogliby pomyśleć tylko ludzie, bo my nie, prawda? – Patryk rozejrzał się wokół, a reszta zwierzaków energicznie kiwała łebkami.

– Czyli wszystko dobrze się skończyło i możemy iść już spać, prawda? – Betka ziewnęła szeroko

– Jasne odpowiedziała Kasia – życzę wam śmiesznych i łagodnych snów. I wszyscy rozeszli się powoli, oświetleni jaskrawym blaskiem wspólnego księżyca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kotek Psotek i pełnia

IMG_9032

Wszyscy siedzieli na werandzie domku Kasi i spoglądali, a to na stół zastawiony rozmaitymi przysmakami, a to na białe, kłębiaste chmurki płynące po niebieskim niebie, a to na siebie nawzajem. Wiedzieli, że książka o życiu Kotka Psotka z wybranymi przez nich historiami zmierza do końca. Nie znaczyło to oczywiście, że nic już nie zostało do opowiedzenia. Wręcz przeciwnie, jeszcze przed chwilą przypominali sobie głośno różne zdarzenia, które ich zdaniem zasługiwały na zapisanie, ale Kasia stanowczo przerwała te próby:

– Spotkaliśmy się po to, żeby uczcić zakończenie tej książeczki, dobrze o tym wiecie, więc częstujmy się i cieszmy, że się udało – Jest lato i wszyscy będziemy mieć nowe przygody, prawda?

– Prawda. – odpowiedział Psotek – ale jak kończy się coś miłego, to robi się troszeczkę….

– Głupawo??? – zachichotała dziwnie Betka.

– Nijako?? – cicho zapytał Murek

– Mrukliwie? – zamruczał Mruczek

– Smutno, tak chciałem powiedzieć – oznajmił Psotek

– I masz rację – wszyscy usłyszeli poważny głos Patryka, który wysunął nos zza krzaka bzu i dodał : – A ja mam jeszcze jedną prośbę.

Patryk bardzo rzadko o coś prosił, a już wszystkich bardzo zdziwił swoim pojawieniem się na tym spotkaniu. Spojrzeli na niego pytająco.

– Marzę o tym, żeby w tej książeczce znalazła się jeszcze jedna opowieść.

W pewną lipcową noc w ubiegłym roku cicho przywędrowałem sobie tu do was, bo wiedziałem, że….hm…hm…zaczynają dojrzewać maliny – Patryk z niepokojem spojrzał na Kasię, ale nie widząc oburzenia na jej twarzy mówił dalej: – i wtedy podsłuchałem taką bajkę, którą Kasia opowiadała Psotkowi….

– Czy to się zaczynało od księżyca ? – przerwała mu Betka

– Tak – odpowiedział Patryk – a bo co?

– No…też sobie tego słuchałam i nie powiem…było nawet w porządku!

– To było to, o tym niemądrym królu? – zapytał Murek – kojarzę –  przykucnąłem tu przy kilku marchewkach, ale tak się zasłuchałem, że ani jednej nie wyrwałem.

– O, tak, koniecznie – powiedział Psotek – to była świetna opowieść, chociaż nie wszystko od razu zrozumiałem. Musimy ją tu umieścić!

– Dobrze, ale zaraz po niej przygotujecie zakończenie, OK ? – Kasia z poważną miną spojrzała na wszystkich po kolei.

– O K. – powiedzieli chórem, a Kasia się zamyśliła i dodała: – Wiecie co, zbierzmy się wszyscy w noc lipcowej pełni, będzie wtedy bardziej odpowiedni nastrój, a to już za kilka dni. Jeśli wam to odpowiada, to przygotuję taką specjalną lipcowo – miodowo -serowo – orzechowo – marchewkową kolację, bo uważam, że przy chrupaniu czegoś dobrego jeszcze lepiej się słucha, co wy na to?

– Kasiu, Kasiu, Kasiu , Kasiu, wspaniale! – krzyknęli wszyscy i zabrzmiało to jak jeden głos, a Betka dodała: –  Jak zwykle trafiła w sedno.

                                  LIPCOWA  NOC

(czekam na wieczór tuż przed pełnią – 5 – 6 Lipca i zapraszam Was też na  czytanie. Koniecznie podczas lipcowej pełni.)

 

IMG_9597

  • Podobny do mnie, tylko ma bardziej morderczy wyraz oczu – mruknął Mruczek, oglądając kilka fotek w telefonie Kasi. I miał rację. Kasia umieściła tu nieznanego KOTA, który  siedział któregoś ranka na trawniku przed „Szopą na Wszystko”, a przed nim leżał stosik piór. Ot, dowód, że koty, tak jak ludzie, bywają też różne.

IMG_9608

Dzień Leniwych Klusek – 19 Czerwiec

IMG_9743

Mam nadzieję, że nikt z was się nie obrazi, ale ja dzisiejsze Święto Leniwych Spacerów ( 19 Czerwiec) zamieniam na Dzień Leniwych Klusek, Leniwej Zupy i Leniwego Andruta. Jak wiecie, nie zamieszczam tu często przepisów kulinarnych, ale są chwile, że coś mi szepce “napisz, napisz”, coś mnie do tego namawia, a ja ulegam. O leniwych spacerach już u mnie było i jasne jest, że zachęcam do nich wszystkich, bo świat i tak pędzi  nie wiadomo w jakim kierunku,więc chociaż my połaźmy sobie leniwie. A  o ciuciunach, czyli leniwych kluchach nie pisałam. I wcale nie muszę rymować, bo mam w tytule „…i nie tylko”. Do rzeczy: CIUCIUNY, to według wszystkich dzieci w naszej rodzinie, kluseczki z białego sera, posypane cukrem ( stąd nazwa – słodkie ciuciu, znacie?) Można je jeść o każdej porze dnia i nocy. Leniwa zupa, kluchy, andrut i już jest wypasiony obiad.    

                            L E N I W A       Z U P A

IMG_9706    IMG_9726

Otwieramy lodówkę i wyjmujemy:   jedną solidną „nogę” odciętą od gotowanego 3 dni temu brokuła, jeden zwiędły korzeń  pietruszki, dwie, trzy średniej wielkości i nieco już pociemniałe marchewki i te pięknie zachowane zielone wiechcie porowe (te… z tego dużego, którego biała część już dawno skończyła w  niedzielnym rosole). Śmiałym ruchem dołączamy do całej grupy znalezioną na dnie pojemnika dolną, głąbowatą  część  kapusty pekińskiej, kilka pozbawionych piórek łodyg koperku oraz, ha, pół wspaniałego wiechcia natki oraz dwa spore ziemniaki  ( zawsze gdzieś są), pomarszczony starczo kawałek zielonej papryki  i to, co tam jeszcze znajdziecie.  Wszystko to lekko oczyszczamy ze starych powłok (peeling), myjemy, kroimy byle jak i zalewamy ot, 2 – 3  szklankami wody. Wrzucamy liść laurowy, dwa ziela angielskie i gotujemy. Przecedzamy. Laura i ziele wywalamy, resztę rozszarpujemy, miażdżymy, kitłasimy, mieszamy we wszystko jedno jakiej maszynie do rozdrabniania, wlewamy wywar z gotowania, dodajemy łyżeczkę masła i przyprawiamy czym chcemy, cały czas próbując – sól, pieprz, ktoś chce dodać dwa listki bazylii – proszę bardzo, ząbeczek czosnku – proszę bardzo, garstkę suszonych ulubionych ziółek – wspaniale. Leniwa zupa i tak będzie miała paskudny kolor, więc wskazana jest ozdoba pod postacią łyżki  kwaśnej(!) śmietany. I grzanki z  resztek bułek.

IMG_9733                   IMG_9738

L E N I W E   K L U S K I  czyli  C I U C I U N Y               

 

IMG_9702                     IMG_9719

Na jedną, (no, może na dwie) porcję potrzebujemy: 250g białego sera (sprawdza się też taki, no, wiecie….taki trochę zapomniany z tylnych miejsc w lodówce) – rozdziabujemy go w miseczce widelcem, dzielimy na cztery kupki i dokładamy tyle mąki, żeby z kolei jej kupka (jako piąta) była podobna objętościowo do jednej z części sera. Chyba zawile to tłumaczę, ale mądry zrozumie.

IMG_9722              IMG_9731

Mieszamy mąkę z serkiem, wrzucamy roztrzepane trochę żółtko 1-go jaja, szczyptę soli, płaską łyżeczkę cukru i dodajemy rozbełtane białko. Nie musi być porządnie ubite, wystarczy, że je odrobinę rozglucimy,  aż powstanie taka sympatyczna, mydlana pianka. Warto trochę to wszystko wymieszać umytą łapką. Jeśli macie jakie takie doświadczenie kulinarne, to jeśli będzie się to wydawać za rzadkie – dodajcie trochę mąki.

IMG_9737              IMG_9729

Zagotowujemy lekko posoloną wodę, łyżką odmierzamy i wrzucamy do wrzątku kolejne ciuciuny, bacząc, by woda wrzała cały czas. Schodzą z łyżki łatwo, jeśli stukniemy nią o krawędź garnka i zanurzymy w wodzie. Przykręcamy gaz , czekamy aż wypłyną i gotujemy chwileczkę.

IMG_9747

Na patelnię sypiemy płaską łyżkę tartej bułki, podgrzewamy, dodajemy  łyżkę masła – najlepiej klarowanego. Rumienimy. Odcedzamy ciuciuny, oblewamy masłem z pozłoconą bułeczką, posypujemy (lub nie) brązowym cukrem, albo  cukrem pudrem z powiewem wanilii, czy cynamonu. CIUCIUNY rozgniatamy widelcem, wwiercając je w roztopione masełko i jemy, zerkając sobie w jakąś śmieszną czytankę. Uff. Dobrze, że mam składniki. Skończę to pisać i do roboty.

L E N I W Y  A N D R U T  czyli   P I S C H I N G E R

Ukręcamy tym, co mamy KOSTKĘ MASŁA + 3/4 szklanki DROBNEGO CUKRU. Kiedy masa wygląda już dosyć puszyście, wlewamy łyżkę mocnego alkoholu, dodajemy  3 łyżki ciemnego kakao + 1/2 tabliczki byle jakiej czekolady ( najlepsza gorzka) rozpuszczonej w ciepełku z łyżką śmietany ( albo wody, albo mleka)  Rozkładamy blaty waflowe i na   wszystkie oprócz jednego rozdzielamy masę. Rozsmarowujemy, przykrywamy,  obciążany i schładzamy.

IMG_9166

 

 

To nie ja, oczywiście, ale taka szalenie zadowolona gospodyni domowa na okładce pisma z 1948r – trzyma nowe narzędzie, czyli kręciołka. a fotkę wydrukowano współcześnie na bilecie do  Zachęty w Warszawie.

IMG_9870                   IMG_9874

IMG_9891

IMG_9875

Pocięłam, kilka zjadłam, resztę ustawiłam w stos, poszłam przygotować aparat fotograficzny i jak wróciłam,  nie było nic, co mogłabym  sfotografować.

Teraz, bardzo proszę, uśpijcie komputer i nawet jest już późne popołudnie, zaliczcie LENIWY SPACER. Warto.

IMG_9001

Co czyha na Babcie ?

Kilka dni temu wybrałam się do takiego dużego, dużego sklepu, żeby uzupełnić pandemiczne zapasy. Uzbrojona. W masce. W rękawiczkach. W spodniach i w sweterku. Przy zakrytym nosie i  niewidocznych ustach, moje  oczy wyglądają jeszcze nieźle, całkiem młodo. Poznali po ubiorze? Po lekkim utykaniu na jedną, prawą nogę? Ha! Na chwilę pozostawiłam wózek przy jednym dziale ( przecież nic nie wezmą, bo niezapłacone jeszcze), wróciłam i widzę, że  nie tylko mi niczego nie podkosili, ale wręcz dołożyli – fajną lekturkę. Kto, kiedy? Jakaś dobra, dbająca o babcie dusza.  Jeśli WY, starsze moje czytelniczki jeszcze jej nie znacie, to proszę, demonstruję ją poniżej (przygniotłam ją nieco zakupami). Przyda się wszystkim, teraz, albo w przyszłości.

IMG_9260

Na starsze babcie stale coś w tym życiu czyha:

Podstępny niby – wnuczek, który popadł w długi,

wnusia, która bez maski w twarz babuni kicha,

(a babcię łapie wirus jak nie TEN, to drugi).

 

A znów niby – policjant ( całkiem jak w serialu)

naszą odważną babcię o pożyczkę błaga.

Babcia oddaje rentę i już jest po balu!

Chciała pomóc, nie wiedząc, że to podstęp, blaga!

 

Świat dla babć jest niemiły, cóż, tego nie zmienię,

wierzcie, ciągle coś złego na nas, babcie czyha,

dziś zamieszczam tu tylko takie OSTRZEŻENIE

i proszę: Bądźcie mądre, babunie, do licha!

InkedIMG_8734_LI

Pomijam zastawiane na babcię pułapki,

takie jak śliski chodnik w zimnych, mroźnych porach,

czy schody za wysokie, ( nabawia się sapki!)

kiedy szybko dojść musi do swego doktora.

 

Dzisiaj nie ma już wilków, zwłaszcza w wielkim mieście,

które chciałyby babcię schrupać na obiadek,

gdyby były… to nie jeden westchnąłby : – Nareszcie!

I szczęśliwy, przejąłby po babuni spadek.

PS.

Żeby być sprawiedliwą, przyznać jedno muszę:

bywają straszne babcie – i choć mam rozterki,

gdy taką spotkam, myślę: – Zaraz Ją Uduszę!

(wiecie, czemu w tej zwrotce są małe literki?!)

InkedIMG_9051_LI

Jak rozpoznać MAJ

IMG_9115Skąd wiecie, moi drodzy, że MAJ już jest w mieście,

dajmy na to w Sanoku, w Pile, czy w Warszawie?

Słyszę, jak ktoś, gdzieś woła: – U nas jest! Nareszcie!

To jak go poznajecie? Po zielonej trawie?

IMG_9108

Może po tym, że w MAJU kwitną wam kasztany,

a najmłodszy z kuzynów, (nie, nie zdradzę, który –

i zgadzam się, powinien pozostać  nieznany) –

właśnie znów się szykuje  do zdania matury?IMG_9126

Dawno temu, do miasta przybywały panie,

przywożąc w kubłach z wodą BZU pachnące wiązki.

Stawały cicho w cieniu, w bramie, lub przy ścianie

BEZ nam sprzedawały –  tylko „na gałązki”.

IMG_9116

Jeśli jesteś osobą tulącą się do drzew,

jeśli cię nie zniechęci BZU niemodna postać,

przytul sobie do serca ten zapomniany krzew,

to po nim, kwitnącym, łatwo jest MAJ rozpoznać.

IMG_9117Tu, gdzie żyję, BZY kwitną rok w rok, wciąż od nowa

i lubię trochę czasu spędzać w  BZU gęstwinie,

bo taka już jest ze mnie Babuleńka Bzowa.*

Siedzę, wącham i czekam , aż MAJ sobie minie.

IMG_9120

Siedzę sobie i wącham, wącham i się gapię

i  się nie boję, że zza liliowego płatka,

nie bacząc na moją aromatoterapię,

jakiś wirus  wyskoczy i nosek mi zatka.

IMG_9159

* O Bzowej Babuleńce – jest to urocza bajka H.Ch.Andersena. Znacie ?

 

 

 

 

 

 

 

 

#Hot 16 challenge2 – auto – nominacja?

InkedIMG_9102_LIJedna z przemiłych czytelniczek zapytała mnie, czemu, ha,ha, nie włączam się do akcji na rzecz lekarzy. Wszak „rapowałam” już kiedyś, ha,ha, ( w „rap-reklamie” o sodzie i occie winnym – w kwietniu 2019r) i nie powinnam, ha,ha, ignorować aktualnych wydarzeń. Co prawda, to prawda, ale ja nawet nie umiem policzyć rapowych wersów!

Uwaga: W poniższym  zapisie K…a – znaczy KURKA, nic, ha, innego

InkedIMG_9098_LI

a’ La RAP- Ha, ha, ha!

Do akcji się dzisiaj sama nominuję i choć nie jestem znana, to k…a, przecież czuję. Ja nie żartuję. Dlatego z wami, ziomale  zarapuję. Okejos,  jestem stara, to widać, to nie grzech, lecz ciągle świat ogarniam i burzy mi to krew. Rośnie mój gniew. Na cały chlew. Czy dla was to jest spoko, kiedy tak się zdarza, że niszczą i hejtują chorego lekarza?

O, k…a! Masakra! Nie róbcie tu jaj, wy – rąbnięte trolle  opuście ten kraj!

Gdy słyszę, że jakiś walnięty dupojęk napada pielęgniarkę, podnosi mi to lęk. Chcę, żeby pękł. Nie jestem śpiewaczką, aktorką, żonglerką i nikt mnie nie nazwie narwaną  raperką. Czy też traperką. Ej, spoko, bo tylko jednego żałuję,  że od  tych nawijek nie wyginą szuje, bo lekarz ich, k…a, zawsze uratuje. Ja to szanuję.

O, k…a! Masakra! Nie  róbcie tu  jaj, czy tu żyją same dzbany, czy to jest nasz kraj?

Mam w oku ostry, choć mglisty  cień Męża i jak wzrok wytężam, to widzę w nim węża.To nie odpręża. On serio obczaił, że jak porapuje, podpisze, pośpiewa, to kraj uratuje!? O, k…a, ja zwariuję. I prędzej zwykły Seba rozkmini rzecz, zajarzy i w końcu uszanuje zmęczonych lekarzy. Tych w maskach. Bez twarzy.

O, k…a! O, k…a! Nie róbcie już jaj, niech wreszcie ktoś mądrze urządzi ten kraj.  Dla zwykłych jaj. 

InkedIMG_9100_LI