Z okazji… Dnia Ojca – 23 Czerwiec

Obchody Dnia Ojca zapoczątkowano dawno, dawno temu, bo w roku 1910 w Stanach Zjednoczonych. Miały  one uczcić pamięć pewnego TATY, który SAM, przez wiele lat wychowywał swoich 5-cioro dzieci. Musiały być jakieś perturbacje, albowiem dopiero w roku 1972 oficjalnie ustanowiono to święto. U nas – obchodzimy je od 1965 roku – 23 Czerwca.

IMG_7080

TATA I OBECNOŚĆ

Z tatusiami tak już jest, to nie żadna ściema,

że czasami tatuś jest, lecz częściej go nie ma.

Chcemy, żeby z nami był, dziwnie jest bez taty,

a on wraca późną nocą, bo ma dwa etaty.

W związku z powyższym – Życzymy TATUSIOM – żeby mogli ( a może i zechcieli?) pracować krócej. Czy da się coś w tej sprawie zrobić?

IMG_7082        IMG_7044

TATA I PODRÓŻE Z DZIEĆMI

Pewien TATA kiedyś spróbował, wziął dłuższy urlop i zabrał swoje dzieci nad morze. Pod namioty, bo to kiedyś było fajniejsze i tańsze niż wynajmowanie pokoi. No i…. No i co?

  Było  w s p a n i a l e, ale:

Biadoli mama, och, och, Boże,

pojechał z dziećmi SAM! Nad morze!

I w wyobraźni, co u każdej matki…

widzi wtopione w bałwany swe dziatki,

widzi omdlałe, przepalone słońcem,

pogryzione flądrą, albo zaskrońcem.

Widzi, jak kaszlą w mroku namiotu,

drżące w gorączce, mokre od potu…

Wrócili. Mnóstwo było radości radości,

bo przywiózł wszystkie dzieci – w całości.

W związku z powyższym – życzymy TATUSIOM, żeby częściej mogli powtarzać takie wypady z dzieciakami. Mamusie przecież mogą sobie wtedy odpoczywać.

Ale nie do Meksyku, czy na Bahamy,

bo tam nie możecie jechać bez MAMY!

IMG_7048

TATA I BAJKI

TATA – tak się jakoś składa,

mało bajek opowiada.

Może nie wie, jak to robić?

Czy sądzi, że nie wypada?

W pewnej rodzinie, dawno temu też tak było. Któregoś dnia mama ZMUSIŁA TATĘ, żeby w trakcie kolacji dla dzieci opowiedział im bajkę. Obojętnie jaką. I opowiedział. A mama skrycie notowała. Przytaczam ją tu – bez poprawek. Żywą.

                         BAJKA O ELEKTRYCZNYM RYCERZU

IMG_7102

Wśród łąk i pól, i zielonych traw mieszkał sobie SMOK. Miał on ogromny ogon, a na nim farbą namalowane były słowa: LOVE ME. I słowa te świeciły. Zwłaszcza w nocy. A jeszcze bardziej, kiedy rycerz oświetlał ogon smoka latarką. Pewnego razu Smok najadł się korzonków i miał apetyt na deser, Mogła to być malutka owieczka, taka miła, albo większa koza ( pierwsza córka: – Ojejej!). Poszedł więc szukać czegoś takiego, a ogon z chrzęstem obijał się o krzaki i napis: LOVE ME trochę się ścierał. Zobaczył zająca, ale ten skik, skik i uciekł. Smok doszedł do ogrodzenia, które było elektryczne, ale on o tym nie wiedział. Za nim pasły się elektryczne barany. Mała, elektryczna owieczka zbliżyła sie do ogrodzenia i Smok pomyślał: – No, zaraz  tu sobie przeskoczę i ją schrupię, więc machnął tylnym ogonem,  ( śmiech mamy), ale odbił się za słabo i wpadł na ogrodzenie: Huk był straszliwy, zafurczało, zrobiło się krótkie spięcie, posypały się iskry, a Smok szamoce się, iskrzy, prąd go złapał, a on krzyczy: – Oj, kto mnie uwolni!? A druty go trzymają i rzuca nim straszliwie – i tak samo będzie z wami, jak będziecie wsadzać palce tam, w kontakty. Dzwonki, które były przy ogrodzeniu, drr, drr na alarm i nadszedł elektryczny pasterz. Zamiast głowy miał skrzynkę ( druga córka: – O!) i takie słupki, wiecie, z soczewkami zamiast oczu i one ruszały się i rozglądały. Rąk też nie miał, tylko rury, a na końcu zamiast palców – obcęgi. Zamiast nóg – gąsienice, takie, wiecie, jak w traktorze (pierwsza córka: – No!). Sunął z chrzęstem. Patrzy, a w ogrodzeniu tkwi Smok i nim trzęsie. .Elektorycerz –  pasterz rozpłatał mu ogon nożem elektrycznym. Od tego czasu nikt już nie zjadał miłych owieczek, które dawały wełnę dla grzecznych dzieci na sweterki i mleko, z którego mamusie robią serki- oscypki ( mamusia: – Ho! Ho!). I nikt już nie świecił ogonem z napisem LOVE ME, i wszystko było dobrze. Skończcie wreszcie tę kolację!

W związku z powyższym – życzymy TATUSIOM, żeby przynajmniej  większość z nich mogła chociaż raz, opowiedzieć dzieciom SWOJĄ BAJKĘ. Nawet niedorzeczną.

Bardzo, bardzo przepraszam, ale to nie ja. Widzicie tę datę? Czyli wiem, kiedy, ale pojęcia nie mam, które z naszych ówczesnych czasopism zamieściło na Dzień Ojca taką ilustrację. Aż się prosiło, żeby to wyciąć, wkleić swojego tatę i złożyć życzenia. I tak zostało. Twarz musiałam, hm, zamazać, więc udajemy, że to maseczka higieniczna ( mógł mieć katar, albo coś innego!)

InkedIMG_7039_LI

WSZYSTKIM TATUSIOM –  ŻYCZĘ DUŻO RADOŚCI Z BYCIA TATĄ I MAŁO FRASUNKÓW Z TEGO POWODU.

CZERWCOWY KSIĘŻYC NA DZIEŃ TATY

IMG_7071

Z okazji …Dnia Leniwych Spacerów

Pławna_08 098Chodzę sobie, łażę po mieście,

dziś chcę leniwie się powłóczyć.

Tłok, ścisk, o, jedzą mięsa w cieście

jedni przy drugich, więc muszę kluczyć.

Pchają się, biegną i liżą lody,

zasyczał tramwaj, auto…tuż, tuż…

Szukam fontanny, tej do ochłody,

jest! Wszystkie miejsca zajęte, cóż…

Pławna_08 100W betonowych donicach

osiwiały drzew szpalery,

duszno, lepko na ulicach,

zaraz przeklnę: – Do cholery!

Każdy z nas miał taki czas,

gdy go nęcił miejski kurz,

ale ja dziś mówię: PAS

i uciekam. Zaraz. Już!

IMG_7703

 

W dzień spacerów, a zwłaszcza leniwych

nie unikam ścieżek, nawet krzywych

i zakosami, jak mech mnie niesie,

snuję się po lesie.

Pławna_09_08_Kry 066Później wolno przemykam po łące,

wącham wszystko, co na niej pachnące

i to samo robią obok trzmiele,

ale jest ich dziwnie niewiele.

IMG_4434

A za łąką czeka na mnie rzeka,

gdy się zbliżam, ona nie ucieka,

nadal płynie leniwie, ospale

omijając martwy, stary pień.

To ja, hyc, uciekam w wierzby cień.

Stoję, stoję, wpatruję się w fale

i uwierzcie, nie poczułam wcale,

że ucztują na mnie w pełnym zachwycie

panie komarzyce.

nowy folder 121

Dzień ma jeszcze dużo czasu do zachodu słońca,

ale mój leniwy spacer dobiegł końca.

Z okazji…DNIA DOBRYCH RAD – 13 Czerwiec

Pławna lipiec 2011 041_LI Czy zawsze, jak światem – świat

udzielano tylu RAD?

„Jak być kimś innym i zostać sobą?”

„Jak móc, choć wszyscy wokół nie mogą?”

IMG_7012

„Jak znaleźć męża ( i to bez wad?)”

„Co jeść i kiedy, by żyć sto lat?”

„Grzyby.Rozpoznaj dobre i złe”

„Poradnik Ziuty. Jak mówić NIE.”

IMG_7009

„Szczepić. Nie szczepić. Porady dnia!”

„Rady dla panów – trzy dodać dwa”

„Jak, gdzie oszczędzać, by coś zostało?”

„Rada dla ciebie – jak dbać o ciało?”

„Rada dla innych – jak dbać o psyche?”

„Kuchnia. Poradnik – jak zrobić kichę?”

IMG_7011

„Jak zlikwidować mrówki w ogrodzie”?

„Jak po czterdziestce wyglądać młodziej?”

„Którym lakierem odnowić salon?”

„Jak ćwiczyć, gdy masz już brzuch jak balon?”

„Rady dla singlów oraz singielek”

„Rozpoznaj. Kundel to, czy pudelek?”  IMG_7008Gdziekolwiek jesteś, spada jak grad,

jak deszcz, jak powódź – stos DOBRYCH RAD.

                                           *

Wuj Tom, ze swą rodzinną zgrają,

i ciotka Gienia z córeczką Mają,

i nawet ci, którzy cię nie znają,

wszyscy, z lubością z radą się pchają:

„Nie jedź w lecie na Hawaje,

w Pucku też słoneczko świeci

i, o ile mi się zdaje,

do Pucka się krócej leci.”

                              *

„Och, na twoim miejscu, miła,

radzę ci, bo problem znam –

ja bym mu nie wybaczyła,

skąd wiesz, że tam poszedł sam?”

IMG_7015_LI          IMG_7016

„Za MOICH CZASÓW, córciu kochana-

i tu, ci radzę, wysłuchaj matki,

dzieci nie jadły surowizn z rana.

Dawaj mu szynkę, a nie sałatki!

                            *

„Jestem twoją przyjaciółką,

więc wiesz, że od serca radzę:

Odstaw cukier, pij to ziółko,

już za dzień – spadniesz na wadze.”

                             *

Dołek? Nie chcesz żyć tu dalej?

Koleś, mam dwie dobre rady:

– Rzuć to wszystko, już nie szalej

i po prostu jedź w Bieszczady.”

InkedPławna lipiec 2011 020_LI

Choina! Za chwilkę zgubię gdzieś wątek,

i jak mi szeptem mówi mój rozsądek,

(a nie jest to czyjaś, czyli cudza rada) –

więcej już o radach pisać nie wypada.

                        *

OK. Zrobię, jak radzicie,

ale to jest MOJE ŻYCIE

i zanim posłucham wszystkich mądrych rad,

zacznę od bilansu  zysków oraz strat.

Dzień Cyrku bez Zwierząt – 8 Czerwiec + kotek Psotek

IMG_6924.JPG

W dzisiejszym dniu – tylko opowiadanie dla dzieci z mojego zbiorku ” Z życia Kotka Psotka.”  Uwaga, wyjaśnienie: wymieniona tu Betka – to wiewiórka, Mruczek – to kot, Murek – to zając i wszyscy oni są najbliższymi przyjaciółmi Psotka. Będą tu jeszcze różne historie z ich życia. ( w lutym br. zamieściłam relację z wyprawy Psotka do miasta, a 1-go Czerwca też była opowieść z tej serii)

Patryk: “ Ja jestem tu po prostu szczęśliwy, a przyczynił się do tego, między innymi, pewien kotek zwany Psotkiem

PATRYK

Psotek siedział na swoje poduszce i ziewał, jak policzył, pięć razy na minutę. Nikt mu nie musiał tego mówić, bo sam czuł, że jest znudzony i nie ma pojęcia jak mógłby spędzić tę październikową niedzielę.

Kasia pracowała przy komputerze, Betka i Murek już wcześniej zapowiedzieli, że mają różne ważne sprawy do załatwienia, Mruczek miał jakieś kłopoty z brzuchem i Psotek założyłby się o, no… cztery plastry szynki, że brzuszysko go boli po tych wszystkich smakołykach jakie mu szykuje babcia Nela.

Znów ziewnął i to tak rozdzierająco, że zwrócił wreszcie na siebie uwagę Kasi:

– Chcesz kłębek włóczki do zabawy ? Jest nowy, jeszcze nieużywany.

– Czy ja jestem kocim dzieckiem ? – oburzył się Psotek – już chyba wyrosłem z kłębkowych zabaw, czy ty nie wiesz, że koty szybciej dorośleją niż ludzie ??! Może jeszcze mi zaproponujesz jakieś głupie koci, koci łapci ??!!

– Przyznaję, że jesteś o wiele bardziej dorosły niż ja, kiedy byłam w twoim kocim wieku, to znaczy w ludzkim, ale w tym, w którym ty jesteś teraz, oj, nie wyrażam się jasno, ale….

– Rozumiem, co chcesz powiedzieć – Psotek pokiwał głową – ale nadal nie wiem co mógłbym zrobić.

– Czy nie byłoby warto poznać bliżej tego niedźwiedzia, który podobno zamieszkał w starym rumowisku w głębi dużego lasu ? Może tobie udałoby się sprawdzić, czy to prawda. Ktoś go widział, ktoś go słyszał, ale nikt niczego nie umie o nim powiedzieć. Patryk ? Tak o nim mówicie ?

– I ty mnie wysyłasz do takiego b r u t a l n e g o, a może  p o r a l n e g o  bardzo dzikiego zwierzaka ? Czy chcesz mojej zguby?

– On nie jest p o l a r n y, bo nie mógłby tu mieszkać, może być b r u n a t n y i wcale nie brutalny, dotąd, z tego co wiem nie zrobił nikomu żadnej krzywdy, ale rozumiem, że się trochę obawiasz, więc porzućmy ten pomysł.

– Sam pomysł nie jest taki zły – niepewnie mruknął Psotek – a jeśli on jest na przykład, przyjacielski i dobry i też się nudzi? Może nie wszystko, co duże musi być złe, prawda?

– Pomyśl o dzikich pszczołach – powiedziała Kasie – takie malutkie, a. . . .

– Nie wspominaj mi nawet o tych złośliwych małych bestiach, ale miód, to dobra rzecz.

– Niedźwiedzie za nim przepadają, a ty mógłbyś mu zanieść słoik, zwłaszcza, że powinien się porządnie najeść przed zapadnięciem w zimowy sen.

Kotek Psotek okręcił się niespokojnie wokół swojego ogona, przemaszerował wzdłuż i wszerz po całym pokoju, wskoczył na poduszkę, zeskoczył, naprężył grzbiet, spojrzał na Kasię i oznajmił:

– Podjąłem decyzję – zapakuj mi ten miód i obiecaj, że jeśli nie wrócę dziś, przed zachodem słońca, zorganizujesz akcję ratowniczą.

– Oczywiście – odpowiedziała Kasia. Psotek zabrał słoik z miodem i wyszedł, a Kasia stała dłuższy czas przy oknie i przyglądała się, jak jej odważny kot brnie przez łąkę i piaszczystą ścieżkę prowadzącą w kierunku dużego lasu.

Słońce mocno przygrzewało, co w październiku nie było niczym nadzwyczajnym. Przecież była to pora złotej jesieni. Psotek zagłębił się w gęsty, sosnowy i dobrze znany mu las. Nie szedł szybko, wymijał kępy żarnowców, podskakiwał sobie chwilami na jeszcze zielonych kępach mchu i podziwiał snujące się między drzewami ostatnie, srebrzyste nitki pajęczyn. – Chyba się trochę boję – zamruczał do siebie – i nie mam pojęcia jak zacząć rozmowę, a jeśli on mnie jednym ruchem swojej potężnej łapy smyrgnie gdzieś w kolczaste krzaki ? – To wstanę, odwrócę się i odejdę, uff.

Sam nie wiedział kiedy, ale uważał, że stanowczo za szybko, Psotek znalazł się przed dosyć szeroką szczeliną obrośniętą jeżyniskiem. Zatrzymał się, przycupnął za zrudziałą już kępą paproci, bo chciał się zastanowić, co dalej ma robić. Nie zdążył niczego wymyślić. Coś stuknęło, zaszeleściło i z otworu wygramolił się niedźwiedź. Był o g r o m n y, ale miał zmierzwione, potargane futro z jaśniejszymi kłębkami siwej sierści, jakieś smutne ślepia i wyglądał na zaniedbanego i trochę wychudzonego.

Ociężale i niezdarnie zaczął się zbliżać w kierunku Psotka. Spojrzał na niego z wysoka i zaryczał:

– Nie chcę tu nikogo widzieć !! Wynoś się stąd jak najszybciej !!! Bo inaczej…….

Przerażony Psotek zaczął panicznie przebierać łapkami, trafił na sterczące z ziemi korzenie jałowca, fiknął koziołka i wylądował u stóp niedźwiedzia brzuszkiem do góry, całkowicie bezbronny i bezradny. To koniec, zaraz coś się stanie, pomyślał i zamknął oczy.

– Po coś tu przylazł? Szpiegować? Gadaj! – warczał nad nim niedźwiedź.

Psotek odważył się otworzyć jedno oko: – Ja…..ja……chciałem tylko….z tobą………porozmawiać, bo….nikt z nas nie wie….kto….skąd……i przyniosłem ci miód ………i bardzo chciałbym …..wiedzieć dlaczego nas unikasz, to znaczy nawet zwierząt, bo…chyba tu jesteś samotny……dlaczego???

Zapadła cisza. Psotek słyszał tylko własne, mocno bijące serce. Po chwili ktoś szepnął : – Bo się boję. – a Psotkowi wydawało się, że to był głos niedźwiedzia.

– Co ? – odważył się wymruczeć.

– BOJĘ SIĘ – powtórzył wyraźniej niedźwiedź, a Psotek aż usiadł z wrażenia.

– TY się boisz ? Taki duży, silny niedźwiedź?? Ty przecież zawsze sobie poradzisz, to my, mniejsze zwierzęta często musimy się bać!

– Co z tego, że jestem duży? Może mali boją się swoich małych rzeczy, a duzi swoich większych rzeczy, każdy ma prawo się czegoś bać, ty niemądry, rozpieszczony, zadbany kocie!! Co ty wiesz o życiu ? – warknął niedźwiedź i przysiadł obok Psotka.

– Nie jestem żadnym rozpieszczonym kotem !! – syknął Psotek, a po chwili, już spokojniej spytał – Czy możesz mi powiedzieć c z e g o  się boisz ?

IMG_6920

– CYRKU – odpowiedział cicho niedźwiedź i zadrżał – jestem w y t r e s o w a n y m niedźwiedziem. Czy wiesz, co to znaczy ? Czy ty wiesz, co czuje niedźwiedź, kiedy uczą go dreptać w rytm głośnej muzyki, łapać obręcze i ryczeć na rozkaz ?

I ta duszna, oświetlona jaskrawym światłem arena, krzyczące tłumy ludzi, a potem….a potem wsadzają cię do ciasnej klatki, przewożą w następne miejsce i tak ciągle, ciągle, ciągle przez całe lata, och – westchnął niedźwiedź, a oszołomiony Psotek szepnął:

– Wszystko rozumiem, widziałem taki cyrk w telewizji i potem byłem smutny.

– Więc, jeśli chcesz wiedzieć, ja u c i e k ł e m z takiego cyrku – powiedział poważnie niedźwiedź – bo chciałbym teraz, po wielu latach cyrkowej niewoli nareszcie zaznać odrobinę wolności i spokoju. Może już mnie nie szukają, ale muszę być ostrożny, bo gdyby mnie znaleźli . . . . – głos niedźwiedzia zadrżał, a Psotek zobaczył dwie łzy spływające mu z brązowych ślepi.

IMG_6919_LI

– Nie martw się, nie martw, nikt cię tu nie odnajdzie, mieszkaj tu sobie, a my wszyscy będziemy ciebie pilnować i wszystko będzie dobrze – Psotek zapomniał o strachu i przytulił się do niedźwiedzia.

– Jacy wszyscy ? – zapytał zaniepokojony znów niedźwiedź, więc Psotek musiał mu opowiedzieć teraz wszystko o sobie, o Kasi, o wszystkich znanych mu dobrych ludziach i zwierzętach, a przede wszystkim o wspaniałym panu leśniczym, który słysząc już jakiś czas temu pogłoski o mieszkającym w tych stronach niedźwiedziu, machnął ręką i powiedział : – A niech sobie mieszka, przecież nikomu nie zrobił żadnej krzywdy, może mu się u nas podoba.!

Przez jakiś czas siedzieli sobie razem w milczeniu i patrzyli jak wydłużają się cienie drzew.

– Czy ty masz jakieś imię ? – zapytał Psotek – Miałem, ale wolałbym o nim zapomnieć – odpowiedział niedźwiedź.

– Bo my, nic jeszcze o tobie nie wiedząc nazywaliśmy ciebie Patrykiem, czy…..

– Patryk….Patryk…podoba mi się, to piękne imię, bardzo niedźwiedzie, więc od dziś jestem Patrykiem, nowe życie, nowe imię, ha…czy mi się wydaje, że wspominałeś coś o jakimś miodzie? Prawdziwego miodu nie jadłem od wielu lat.

Psotek błyskawicznie znalazł poniewierający się w kępie paproci słoik, podał go Patrykowi, który westchnął, z zadowoleniem przyjrzał się złocistej zawartości i zerknąwszy na Psotka powiedział: – Życzę ci dobrej zimy, z resztą twoich przyjaciół też się chętnie spotkam, ale już wiosną – no i jeżeli są tacy mili jak ty, kocie Psocie – dodał i całkiem sprawnie podreptał do swojej jaskini.

Wracając do domu, Psotek podskakiwał całą drogę, zachodzące, jesienne słońce jeszcze nigdy nie wydawało mu się tak piękne jak teraz, a w uszach wciąż mu brzmiało ostatnie zdanie Patryka.

Pławna lipiec 2011 092

A ja kilka cyrkowych sztuczek znam! Ale pokazuję je tylko SWOIM i wtedy, kiedy mi się zachce.

Dzień Dziecka i Dzień Bułki – 1 Czerwiec i coś z życia Psotka

Dziś – najpierw krótko o BUŁCE. Dla zainteresowanych DZIECI opis kolejnego zdarzenia z życia Kotka Psotka. Mam nadzieję, że lody, co najmniej pięć ciastek, wycieczkę do lasu, wspólną zabawę w poszukiwanie skarbów, w wymyślanie nowych słów, czy wspólne gotowanie wariackich potraw zapewnią  już im RODZICE.

IMG_6934

Z okazji… Dnia Bułki

Bułeczko, buło, bułko!

Dawno temu byłaś moją przyjaciółką,

a dzisiaj? Dlaczego zwiotczało twe ciało,

masz czegoś za dużo, a może za mało?

Siedząc rano przy stole, myślę o tym w kółko,

co się z tobą stało, ukochana bułko?

Tęsknię za tobą dawną, tęsknię wciąż.

Byłaś zawsze rumiana, zwarty miałaś miąższ,

a dziś jesteś blada, spuchnięta, gliniasta,

złe mąki, czy piekarz nie dopieka ciasta?

Bo nawet posmarowana dżemikiem z batata –

smakujesz, kochana, jak WATA.

Kiedyś, ozdobiona choćby pasztetową,

właśnie ty, byłaś bułko mych śniadań królową.

A dziś, jesteś bez smaku, nadęta i wiotka,

nie słona, nie kwaśna, nie gorzka, nie słodka.

Gdzie te czasy, bułeczko, kiedy byłaś chrupka?

Dziś bułka, to nie bułka, a zwykła podróbka

i cię nie zjem. Wybacz, że tak szczerze piszę,

ale pobiegnę chleb kupić: – z dynią?IMG_6937

z kminkiem?

ze śliwką?

z bananem?

z soją?

z cebulą?

a może – z ORKISZEM?

Z okazji DNIA DZIECKA – 1 CZERWIEC

IMG_6947

IMG_6969                                                     IMG_6973

 

 

Drogie Dzieci, mniejsze, większe i całkiem duże – życzę Wam nieustającej ciekawości życia i świata. Życzę Wam miłości od najbliższych i sympatii od innych. Życzę Wam mnóstwa fantastycznych i bezpiecznych przygód. Życzę Wam miliona powodów do śmiechu i radości. A dziś (ale tylko DZIŚ) – możecie nie myć zębów.

IMG_6972                                                       ,wiosna 2012,ferie,adam 111

IMG_6965IMG_6956

 

 

 

 

nowy folder 050

nowy folder 059

IMG_4508

 

 

 

Kotek Psotek: W odpowiednim miejscu, czasie i sytuacji np. podczas wiosennego podwieczorku każdy pies i kot mogą zostać dobrymi znajomymi. Sprawdziłem to.”

                                    N O W A   Z N A J O M O Ś Ć

Kasia smażyła w kuchni naleśniki i spoglądała przez szeroko otwarte okno. W takie ciepłe wiosenne dni, kiedy słońce nie grzeje jeszcze za mocno, a wiatr łagodnie kołysze gałęziami drzew, wszystkie znane jej osoby i zwierzęta bardzo lubiły spotykać się u niej w domu na naleśnikowych podwieczorkach.

Kotek Psotek kręcił się po ścieżce biegnącej przed domem i w chwili, kiedy wykonał kolejny, zgrabny, koci zwrot przez ogon i skierował się w stronę furtki zobaczył za nią COŚ OBCEGO, rudego i okrągłego. Zaczął się ostrożnie zbliżać w tym kierunku i wtedy usłyszał głos Kasi:

– To tylko jakiś piesek, Psotku, jeśli będzie miał ochotę, zaproś go na podwieczorek, może też jest głodny.

Psotek podszedł do furtki i zobaczył poplątaną kulę rdzawych loczków, z której w górę sterczały dwa śmieszne, ostro zakończone uszy, spod grzywki wpatrywały się w niego dwa wesołe, kasztanowe ślepia, a ciemny, wilgotny, na szczęście jeden nos węszył w skupieniu.

– Czy ty faktycznie jesteś psem? – zapytał uprzejmie Psotek

– No, tak, jestem.

– Bo ja jestem kotem

– Mnie to nie przeszkadza. Och! Jak tu smakowicie pachnie!

– Kto wyprowadził ciebie na spacer?

– Sam się wyprowadziłem.

– I co?

– I nie wiem, czy będę wiedział jak się wprowadzić z powrotem

– No, tutaj na pewno nie możesz się wprowadzić, a z tego co mi wiadomo, psy mają wspaniały węch i potrafią rozpoznać drogę do własnego domu, prawda ?

– Prawda, chociaż mój jest jeszcze słaby i czuję tylko mocne, wspaniałe zapachy takie jak

tu i mój nos nie ma zamiaru szukać teraz innych.

– To n a s z e naleśniki! – krzyknęła Betka zeskakując z parkanu.

– Nie nasze, tylko Kasi – burknął zając Murek wychodząc spod krzaka bzu.

– Ale dla n a s! – mruknął Psotek i zaraz zapytał: – Jesteś głodny ? Jak masz na imię?

– Jestem, zawsze jestem, a nazywam się …hm… Reksopon.

– O, la, la – pisnęła Betka – takie małe coś, a imię….

– Przestań ! – powiedział Psotek i poprowadził gościa prosto do stołu.

Kasia wyszła z domu trzymając w rękach wielki talerz z górą naleśników, rozejrzała się i zauważywszy gościa rzekła z namysłem:

– Hej, czy ty nie jesteś tym pieskiem naszego nowego lekarza.? Nigdy ciebie nie widziałam, a znam okoliczne psy, nazywasz się Bąbel, prawda? Opowiadały mi o tobie dzieci w szkole, zachwycając się twoim imieniem. Cieszę się, że wstąpiłeś do nas na podwieczorek.

Było cicho, ale teraz zrobiło się jeszcze ciszej i przez chwilę wydawało się, że już tak będzie zawsze, ale Betka potrząsnęła kitką, zerknęła na spuszczony psi nos i krzyknęła:

– No, ulżyło mi! Myślałam, że ma jakieś inne, wytworne imię, a Bąbel brzmi wspaniale i pasuje do naszych: Betka, Psotek, Murek, Bąbel, a, jeszcze Mruczek, nie mam racji?

Nos gościa podniósł się trochę do góry: – Tak, jestem Bąbel, ale czasem …wymyślam sobie no, takie różne…

– A myślisz, że my to nie? – Betka spojrzała najpierw na przyjaciół, którzy pokiwali łebkami, potem na Kasię i powiedziała zdecydowanym głosem:

– Ja poproszę z masłem orzechowym, jeśli, oczywiście takie są!

– A ja z tartą marchewką!  – poprosił Murek

– Czy udało ci się zrobić te z twarożkiem ? – uprzejmie spytał Psotek

– Oczywiście, Psotku – odpowiedziała Kasia, kładąc mu na talerz naleśnik i zwróciwszy się w kierunku Bąbelka, powiedziała :

– Mam nadzieję, że będą ci smakowały naleśniki z mielonym mięskiem ?

– Och ! – westchnął tylko Bąbel.

– Kasia potrafi zrobić sto dwadzieścia różnych naleśników – krzyknęła z entuzjazmem Betka.

– Teraz to ty coś zmyślasz – mruknął Psotek, a Bąbel roześmiał się głośno.

Kiedy skończyli jeść, wspólnie odprowadzili Bąbla do domu, zapewniając go, że zawsze będzie mile widziany w ich gronie. I tylko Betka mruknęła cichutko: – Zawsze? No…powiedzmy…

IMG_6962

Dzień Matki – 26 Maj

IMG_6939

Z okazji… Dnia Mam

Wszystkim Mamom, w tym i sobie – życzę dziś łatwego, skutecznego i  radosnego matkowania. Przynajmniej w poniedziałki, środy i piątki. A poniżej  krótki scenariusz dla dzieci z klas „0” do ewentualnego wykorzystania ( można zmieniać w nim, co się chce.) Daję go kilka dni wcześniej, może ktoś się załapie. Albo za rok.

ObrazWIOSNA 2O13 057

DZIEŃ MATKI W KLASIE „0”:

Scenka 1.

Chłopiec I:Nie wiem sam, nie wiem sam

                       po co jest to święto Mam?

                       Przecież Ona – wszyscy wiecie

                       zawsze najważniejsza w świecie,

                       więc, o co ten cały kram?

Dziewczynka I : – Mylisz się, drogi kolego.

                             Święcimy Dzień Mam dlatego,

                             bo czasem, ktoś z nas zapomina,

                             że ONA mu kurtkę zapina

                            i zawsze chce chronić od złego.

IMG_6803

Dziewczynka II : – A kto ci gotuje obiadki?

                              Kto dźwiga wypchane siatki,

                              bo chciałeś makaron z sosem?

                              I jeszcze kręcisz nosem,

                              gdy prosi: zjedz troszkę sałatki.

                              Jak często dajesz jej kwiatki?

Chłopiec II: –     Przyznajcie to jednak sami,

                               że pewne problemy z nią mamy!

                              Gdy robi się czasem nerwowa,

                              to krzyczy i muszę się chować.

                              Wszyscy chyba to znamy?

Dziewczynka I: – Tak. Zgoda. czasami się złości,

                                 a w nas, czy tylko słodycz tkwi?

                                Kto kocha swe dzieci w „całości”

                                To ty, nasza mamo, ty!

RAZEM: Wszyscy razem oznajmiamy,

                   bez wstydu i z wielką radością,

                   że kochamy nasze mamy,

                   nawet wtedy, gdy się złoszczą.

Chłopiec II  ( krzyczy): – I wiemy, że z wzajemnością!!

2013 przym. 016

Scenka 2.

Dwóch chłopców razem:Mamo, w tym dniu dajemy ci kwiaty

Dwie dziewczynki: A także prześliczne laurki.

Chłopcy:My, czyli twoi synowie

Dziewczynki:I my, czyli twoje córki

Dziewczynka I: – Lecz powiedz nam, mamo,

czy byś nie wolała…

Chłopiec I: – Żebym ja ci wyniósł śmieci…

Dziewczynka II: A ja posprzątała…?

Dziewczynka I: Jeśli tak, to ja dziś z półek zetrę wszystkie kurze!

Chłopiec II: – Ja, bez krzyku zjem kanapki, choćby były duże!

( inni patrzą na niego ze zdziwieniem)

Dziewczynka II: – Ja ci będę przed zaśnięciem wymyślać bajeczki

Chłopiec I:A ja, dzisiaj, po kolacji umyję kubeczki

Wszyscy razem: – Bo my chcemy, by Dzień Mamy

więcej miał radości

i dlatego go zmieniamy na Święto Grzeczności!

IMG_6583

Scenka 3.

Chłopiec :Nie zawsze chce nam kupić loda

Dziewczynka: – Nie zawsze nam bajkę opowie

Chłopiec: – Wiem nawet, dlaczego, ech, szkoda,

                    że ma cały dom na swej głowie.

Dziewczynka: – Lecz kiedy spoglądam na chmury,

                          gdy śpiewam piosenkę, rwę kwiatki,

                          gdy śmieję się, skacząc do góry,

                          to wiem, po co jest ten Dzień Matki

RAZEM: – W tym Dniu bardzo głośno powiemy

                to, o czym myśleliśmy skrycie:

                Dziękuję ci, mamo kochana

                za dar najwspanialszy: ZA ŻYCIE.

IMG_6600

Z okazji…Międzynarodowego Dnia RODZINY – 15 Maj.

DZIEŃ RODZIN – święto ustanowione przez ONZ obchodzimy od 1993 roku właśnie 15 Maja. Cel – należy pogłębiać świadomość społeczną na temat wszelkich problemów, trudności i konfliktów, na jakie narażone są rodziny.

IMG_6854

Kiedyś, gdzieś, tak ustalono:

Gdy jest ONA, ON i ONO,   

czyli dziecko i mąż z żoną:

Wacuś, Jacuś i Regina –

to już właśnie jest RODZINA.

(Córka? Zgoda. Zamiast syna.)

IMG_6801

Myśl ta – lekki sprzeciw budzi.

Rodzina – to grupa ludzi,

która wciąż i wciąż się trudzi

by o siebie wspólnie dbać.

Więcej dawać chce, mniej brać.

Ale wiadomo, w każdej rodzinie są gorsze i lepsze chwile i mniejsze, czy większe zawirowania.

IMG_6851

Czasem, gdy ktoś w rodzinie ma zły humor warto dać znać i uprzedzić resztę członków drogą pisemną.

Dziś, to może być SMS,  ale kiedyś rodziny zostawiały sobie takie właśnie karteluchy.

IMG_6852

Czasem, w jakiejś rodzinie pojawia się ciemnawa owieczka – skarżypyta. Ona też potrafi zostawić odpowiednią do sytuacji informację:

IMG_6871

Czasem, w jakiejś rodzinie ktoś musi wyjechać. Tym co zostają – jest trudniej, ale podejmują próbę opisania tej sytuacji  bez biadolenia. (Poniżej przykład: ojciec rodziny wyjechał do Włoch)

IMG_6874

Tak, ojcowie wielu mniejszych, czy większych rodzin wyjeżdżają z różnych powodów. Jeśli muszą jechać po to, aby poprawić warunki życia swojej rodziny – warto to znieść.  Ale  taki Koziołek Matołek (książka – komiks Kornela Makuszyńskiego – czy ktoś to pamięta?) po ostatniej swojej przygodzie w Afryce obiecywał polskim dzieciom, że już nigdzie nie wyjedzie, a do mnie doszły takie plotki:

IMG_6876_LI
To też RODZINA.

Koziołeczek targnął bródką

i pod wąsem beknął cicho: –

Znów mnie ciągnie lep przygody,

co z rodziną? Niech to licho!

 

– Uprzedzałem cię przed ślubem –

rzekł, zerkając w stronę żony –

że naturę mam włóczęgi,

więc, wyruszam w dzikie strony!

 

Związał troczki od plecaka,

wziął kanapki, termos kawy.

– Chcę pojeździć sobie metrem,

zatem, zacznę od Warszawy.

 

– Kopyt w kraju też nie zedrę,

każdy zna mnie i podwozi,

a po drodze zbiorę dane

o popycie na ser kozi.

Z takim w rodzinie trochę trudniej, fakt. A co na to żona?

– Cóż mi po tym! Co tam sery! –

Koziołkowa gorzko szlocha –

Nie opuszcza swojej trzódki

żaden KOZIOŁ. Jeśli kocha!

Lecz Matołek już nie czekał,

rodzina łzy obetrze.

I od wtorku jest w stolicy,

spójrz: rozparty siedzi w metrze.

IMG_6858
RODZINA ROZSZERZONA

WSZYSTKIM TYM, KTÓRZY CZUJĄ, ŻE SĄ RODZINĄ – życzę zdrowia, wytrwałości, wzajemnego zrozumienia, a nade wszystko – poczucia humoru.

 

Z okazji…Międzynarodowego Dnia Limeryków – 12 Maj

Limeryki – to prześmieszne wierszyki, a ich DZIEŃ ma upamiętniać angielskiego poetę Edwarda Leara, który spopularyzował ten rodzaj „poetyckiego” zapisu. Nie pozostaje mi nic innego, jak „polimerykować” dziś trochę. Fajna zabawa. Spróbujcie ze znajomymi na jakimś przyjęciu – zadanie jest proste – wszyscy goście powinni napisać limeryk na jakiś obrany wcześniej temat np: na temat kotów, o teściowej, o szefie, o polityku, czy o ogrodniku. Autor najlepszego wierszyka ( ocenionego przez tajne głosowanie) otrzyma dodatkowa porcję tortu, pięć całusów od gospodarzy, maskotkę, lub inną nagrodę.

IMG_6605

Pewien prezes zarządu lasów

nienawidził ptasiego hałasu.

Gdy ptaszyska śpiewały,

rżnął drzewa, choć drętwiał cały

i dostawał w mięśniach zakwasów.

IMG_6821

Pewien sołtys o imieniu Zenek

nie zakładał nigdy spodenek.

Gdy krzyczał, że spódnica,

bardziej jego zachwyca,

zakazano sprzedaży sukienek.

 

IMG_6843

 

Pewna Irka w samym sercu Łodzi

oznajmiła głośno, że nie słodzi.

Lecz gdy mąż przyniósł pączki,

wzięła wszystkie do rączki

i je zjadła, twierdząc, że nie szkodzi.

IMG_6827

Pewna Hanna (z domu: Mazurówna)

wciąż myślała, że ludzi wyrówna.

I chodziła z suwmiarką

mierząc wszystkich swą miarką,

a poza tym,  była małomówna.

IMG_6814

 

Pewien Celt, gdzieś w mieście Breście

wsuwał z gracją mule w cieście,

lecz, gdy dostał nius od zięcia:

„Gdańsk. Bretońska jest do wzięcia.”

Celt pojechał i najadł się wreszcie.

 

IMG_6838_LI

Pewna Basia z poznańskiego grodu

nauczyła się ruskiego kodu.

Ale raz, w Leningradzie,

gdy jechała na kładzie,

ktoś ją ostrzegł po polsku: „Baśka, chodu!

IMG_6833

Pewien chirurg ze wsi pod Warszawą

zwykł opijać wszystkie smutki kawą.

Wuj miał głupie pomysły,

poradził mu: Pijże whisky!

No i chirurg okrył się złą sławą.

 

 

IMG_6809

Pewna Krysia z osiedla Kabaty

kupowała wszystko na raty.

Mąż sarkał, że przegina,

wyjmował swój puginał,

Krysiu – mówił – ja jestem bogaty.

 

IMG_5927

Pewien Jacek żyjąc na Bemowie

jogą sobie reperował zdrowie.

Raz, gdy ćwiczył na klocku

żona rzekła: Panocku !

I mu dała tym klockiem po głowie.

Inked20190427_Jub50_DSC_5795_mag_LI

Andrzej F – mieszkaniec Ursynowa

przed wszystkimi na ogół się chował.

Gdy się ukrył przed żoną,

dotąd go nie znaleziono,

choć zięć twierdzi, że pojechał do Rostowa.

IMG_6847

Zdzisław – muzyk o sylwetce atlety

ubóstwiał schabowe  kotlety.

Lecz w piątek, gdy żuł je przy Bachu,

najadł się też dużo strachu,

bo mu spadły na nuty, niestety.

21 maj 2019 r – Muszę tu coś dopisać, bo niby dlaczego nie?  Po tych moich limerykach, „rozlimerykował” mi się też mój szwagier, którego wierszyki już tu kiedyś zamieszczałam (tzw. korespondencja rodzinno- „poetycka”) I przesłał trzy swoje. Rozumiem, że jest to : AKCJA budzi REAKCJĘ.

Pewna panna spod miasta Piaseczna
Bywa często frywolnie wszeteczna.
Lubi najpierw się wstawić
Potem idzie się bawić
Mówiąc „dzisiaj znów będę niegrzeczna”.

Pewien pan co z Piaseczna pochodził,
Tę wspomnianą już pannę nachodził,
Kwiaty nosi jej cięte
Lecz to dziewczę zacięte
Chce by szybciej się facet rozwodził.

Z wyrazami szacunku dla utalentowanej blogerki

(poniżej podpis szwagra, tez w formie limeryku)

Pewien jogin, co dostał po głowie
Lecz czym, tego nigdy nie powie.
Pisze czasem wierszyki,
Po czym wzrok ma tak dziki,
Że znów musi se stanąć na głowie.

KTO JESZCZE CHCE TU SOBIE  „POLIMERYKOWAĆ”?

                         Z A P R A S Z A M!

 

 

 

 

 

Dzień Grilla – 2 Maj, ale…

ALE…Z OKAZJI…DNIA BEZ DIETY – 6 MAJ

Dobrze, dobrze. Wiem. Rzecz o grillu powinna ukazać się  wcześniej, ale była jakaś taka nie grillowata pogoda, że zrezygnowałam. Mam nadzieję, że lada moment to się zmieni, zwłaszcza, że dziś, to znaczy 6 Maja jest MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ BEZ DIETY. Spytajcie swego ciała na co miałoby ochotę i dziś, bez poczucia winy postarajcie się wreszcie zaspokoić jego pragnienie. Za mną „chodzi” młody bób polany masełkiem czosnkowym ( muszę poczekać) i smażony na klarowanym maśle świeży sandacz (zaraz polecę go szukać).

nowy folder 073

Cieszą się nasze wątroby, żołądki i trzustki,

bo nie lubią, mówiąc szczerze, dietetycznej pustki.

Odstawcie już – proszą, burcząc – rzepę i liść mniszka!

Dziś napełni nas radością boczek, szynka, kiszka!

Damy radę i karczkowi – nawet spalonemu

i strawimy to, co dacie ( schab jest bez glutenu!).

wielkanoc 2016 100NADCHODZI TEN CZAS !

Hej, rodacy, nadchodzi, nadchodzi ten czas,

jeszcze dzień, jeszcze godzina, jeszcze chwila,

kiedy wspólnie, jako naród ( No, powiedzmy: większość z nas)

Rozpłomieni i rozżarzy swego GRILLA !

Przymuszewo 2011 067

Na podwórkach, przed domkami,

na trawnikach, przed daczami,

na polankach, pod brzózkami,

w dołkach, gdzieś między wydmami,

i na polu w starym rżysku,

i w stodole na klepisku,

przy namiocie, na balkonie –

gdzie nie spojrzysz – GRILL już płonie.

InkedDzień Grilla_LI

Ciocia Ziuta w pięknym toczku

chrupiąc twarde skwarki z boczku

woła: Zenek! Daj musztardę!

A żeberka jeszcze twarde!             

Z boku szepce ciotka Hanka: –

Lepsza byłaby kaszanka,

dobrze, że jest schab karkowy,

mam do niego sos ziołowy,

będzie zdrowszy z zieleniną.

Zresztą, wszystkie bóle miną,

kiedy z puszki, czy też z dzbanka

wjedzie na stół piwna pianka.

Ach, ten podwędzony dymek, ten cudowny swąd!   pławna lipiec 2011 100

Tuż za płotem grzecznie czeka kotów cały rząd,

psy sąsiada, cztery sroki, kos, oraz pięć kawek –

może rzucą, może spadnie… jakiś mały skrawek?!

 

 

Uf! Uf! Uf!

Całe szczęście, że za płotkiem

można dostać chlebek z miodkiem!chlebek z miodkiem

 

Światowy Dzień Higieny Rąk – 5 Maj

Poniższą rymowankę kieruję raczej do dzieci, bo przecież my, dorośli zawsze myjemy rączki, czyż nie ? 10 lat temu Światowa Organizacja Zdrowia przyjęła program : „Higiena Rąk To Bezpieczna Opieka” Polska uczestniczy w tym programie od roku 2013.

IMG_6794

Wszędzie, wszędzie – mówię serio   Pławna_08_09 003

można spotkać się z bakterią.

Na stole, na młotku, śrubce

siedzą same, albo w grupce

i każda cichutko czeka

na nas, czyli na człowieka.

Dotkniesz stołu, zlewu, myjki,

a tam skoczne bakteryjki                             IMG_6792

kręcą się, czyhając skrycie.

Każda chce nam skrócić życie

znajdując najlepszą drogę,

żeby wcisnąć w nas chorobę.

IMG_6798

Och, znam straszne historyjki

o złych cechach bakteryjki –

Nie chcąc działać traumatycznie

proste podam więc wytyczne

(nie dodając już nic więcej):

Drogie dzieci, MYJCIE RĘCE !