Światowy Dzień Bluesa – 16 Wrzesień

https://www.youtube.com/watch?v=0rHKdaLfIew

Dziś wszelkie rymowanki idą w kąt. Dziś nie rymuję. Dziś słucham.

DZIEŃ BLUESA –  blues narodził się z przeżyć. Smutnych, wzruszających, bolesnych, dziwacznych – to muzyka duszy, krzyk rozpaczy, rozczarowania, rzadziej radości. Powstawał na tzw. głębokim południu USA, w Luizjanie, Georgii, Missisipi ze śpiewu pracujących na polach ludzi, często – niewolników.

Z okazji…Światowego Dnia Pierwszej Pomocy – 14 Wrzesień

IMG_7621

Dzień Pierwszej Pomocy ustanowiono w 2000 roku z inicjatywy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Cel jest oczywisty: Im więcej ludzi będzie miało pojęcie o tym, jak udzielić pierwszej pomocy, tym większe są szanse na przedłużenie życia i uratowanie innych. I nie będę się dziś bawiła żadnymi rymkami. Wyjdźcie stąd i poszukajcie właściwych tekstów : Co robić i w jakiej sytuacji, żeby móc kogoś uratować.

A dla dzieciaków, kolejne zdarzenie z życia Kotka Psotka. I chyba trochę związane z dzisiejszym Dniem.

Pławna lipiec 2011 004

 

Mój Kotek Psotek też miał okazję do udzielenia pierwszej pomocy:

Kotek Psotek :” W trudnych sytuacjach niektóre koty też potrafią wpadać na dobre pomysły”

                                       Z A G I N I Ę C I E      M R U C Z K A

– Czy wiesz, co wczoraj robił Mruczek? Czy przypadkiem nie planowaliście jakichś wspólnych, tajemniczych zadań ? – głos Kasi lekko drżał i z niepokojem patrzyła na Psotka?

– Wczoraj się z nim nie widziałem, prawie cały dzień poganiałem motyle na łące.

– Goniłeś – poprawiła Kasia i zaraz dodała – Mruczek gdzieś zaginął, przed chwilą telefonowała babcia Nela i naprawdę jest bardzo zmartwiona, bo wczoraj w południe wyszedł na swoją kocią przechadzkę i nie wrócił do tej pory, a jego miseczki z jedzeniem nie są nawet zaczęte.

– O, to już poważniejsza sprawa! – głośno oznajmił Psotek – czy ktoś go szuka? Muszę n a t y c h m i a s t  rozpocząć akcję…i kotek Psotek wielkimi susami pobiegł w stronę domu babci Neli, która właściwie nie była babcią ani Kasi, ani tym bardziej Psotka, a tylko bardzo dobrą, starszą przyjaciółką mieszkającą w chacie z drewnianą werandą, na końcu wielkiej łąki, za którą zaczynał się ulubiony przez wszystkich brzozowy las.

Wszyscy przepadali za babcią Nelą, bo była zawsze w dobrym humorze, umiała każdego rozweselić śmiesznymi piosenkami, nigdy nikomu nie odmawiała mleka, soku czy herbaty, potrafiła też służyć dobrą radą, a chyba takie powinny być babcie, prawda? Wszyscy też doskonale wiedzieli, że jest bardzo przywiązana do swojego kota – może nawet odrobinę za bardzo – przemknęło przez głowę Psotkowi, bo nie zawsze puszczała go na ich wspólne wyprawy. I to tym bardziej niepokoiło. Gdzie on się mógł podziać?

Psotek zbliżył się do werandy sapiąc ze zdenerwowania i zobaczył babcię siedzącą w wiklinowym fotelu i wpatrującą się gdzieś w dal. Przed nią, na drewnianym schodku werandy stały różnej wielkości miseczki wypełnione najbardziej ulubionymi smakołykami Mruczka – jedna z mlekiem, następna ze smażoną wątróbką, jeszcze inna z roztartym ze śmietanką twarogiem.

– I wszystko na nic, Psotku – szepnęła babcia – rozstawiam, przekładam, dokładam różne pyszności, żeby poczuł i wrócił, a tu nic, nie ma twojego przyjaciela.

– To wszystko dla niego ?? – zdziwił się Psotek, bo Babcia Nela nie miała w zwyczaju przekarmiać Mruczka.

– Tak, wszystko dla niego – potwierdziła smutnym głosem – zastawiłabym nawet całą werandę, byle by tylko wrócił, może się czymś poczęstujesz ? – dodała w jakimś roztargnieniu.

– Niczego bym teraz nie przełknął – krzyknął Psotek – idę go szukać. Musiało się COŚ stać – burknął po cichu – przecież go znam, zapach wątróbki wyczułby nawet z odległości chyba stu kilometrów !

Psotek już nie zwlekał, tylko popędził przez łąkę tak szybko, jak tylko pozwalały mu na to jego kocie łapki, aż zagłębił się w lesie i wtedy zaczął ostrożnie obchodzić każdy krzak i drzewa. Nic z tego.

W żadnej ze znanych mu, ulubionych kryjówek nie było ani Mruczka, ani jego śladów, nawet jednego kłaczka z jego ciemnego futerka.

Pławna ferie 2011 031

O, tu jest ten płaski kamień, na którym nieraz wygrzewał się z Mruczkiem podczas ich kocich wypraw. A tam, za tą rozwidloną, starą brzozą ukryli się kiedyś przed rozzłoszczoną czymś Betką, teraz nie było tam ani Betki, ani Mruczka.

– Ciekawe, czy wie i czy go szuka? Gdyby tak rozejrzała się po okolicy z czubków drzew, może coś by wypatrzyła, ale z Betką nic nie jest pewne – Psotek westchnął ciężko i wszedł w mniej sobie znana część lasu. Rosło tu więcej sosen, jałowców, między nimi rozciągały się polany mchu, albo wysokich, suchych traw, albo krzaków jagodowych

Przychodzą tu czasem z Kasią zbierać owoce, ale teraz, nie, za żadną kępą nie było nic, co mogłoby choć odrobinę przypominać Mruczka.

Psotek krążył i nasłuchiwał, denerwowały go wszystkie leśne dźwięki, które do tej pory lubił, bo żaden z nich nie był znanym mu, trochę chrapliwym mrukiem jego przyjaciela.

Zaczęło się zmierzchać i cienie drzew się wydłużyły, a łapki Psotka coraz wolniej niosły go w głąb lasu.

Nagle usłyszał jakiś dziwny dźwięk. Co to było ? Ptak ? Ale jaki ? Czy to mógł być skrzek sójki ? Nie, nie, one drą się na cały las, a może to nie ptak ? W takim razie co, albo kto? Co to było ? Ostatni podmuch wiatru przed zachodem?

– E, tam, skąd ten pomysł, to raczej był jakiś słaby pisk!

Zamarł w bezruchu z podniesioną jedną łapą i starał się złowić ten dźwięk jeszcze raz i nagle usłyszał : – Miau ! Ratunku ! Miau! Miau!

Brzmiało to słabo, cicho, ale zrozumiale i Psotek pobiegł w kierunku głosu. Zapomniał o zmęczeniu, biegł jak szalony kot i raptem znalazł się nad brzegiem sporego dołu, który ktoś tu wykopał, chyba w poszukiwaniu piasku.

Zbliżył się ostrożnie do krawędzi i…. co za radość, na dnie zobaczył ciemną, futrzaną, popiskującą kulkę, która była niewątpliwie Mruczkiem.

– Mruczku, trzymaj się, zaraz coś wymyślę i będziesz uratowany ! Ale co? Psotek patrzył bezradnie na nieskuteczne próby wydobycia się przyjaciela z tej podstępnej dziury. Po każdym kroku w górę, Mruczek zjeżdżał trzy kroki w dół razem z obsypującym się z piachem i nawet kocie pazury nie pomagały.

Widać było, że Mruczek jest osłabiony, miał brudne, pozlepiane futerko, smętną minę i kiedy spojrzał na Psotka stojącego na krawędzi wykopu, nawet się nie ucieszył, tylko zamruczał : Uważaj, bo ty też zaraz wpadniesz.

Psotek kręcił się niespokojnie wokół własnego ogona i pomrukiwał cicho: – pracuj głową, pracuj głową – i za chwilę już wiedział, co powinien zrobić.

Stękając i mrucząc z wysiłku przyciągnął nad brzeg dziury suchą gałąź sosnową i cieńszy jej koniec spuścił na dno jamy.

– Hej ! Spróbuj Mruczku wejść po tym patyku, utrzyma cię, jesteś lekki i przecież zwinny jak kot ! No, ostrożnie, wolno, wspaniale – zachęcał przyjaciela do wysiłku.

I udało się. Po chwili, która Psotkowi wydawała się bardzo długa z dołu wynurzył się chwiejnie osłabiony Mruczek.

– Niczego nie zauważyłem – szepnął, a wąsy miał bezradnie opuszczone – nagle nie było mnie tu na górze, tylko byłem tam, w dole, uff, dziękuję ci Psotku – przytulił się do Psotka.

– Czy mam ci udzielić jakiejś pierwszej pomocy? – zapytał Psotek wpatrując się uważnie w Mruczka.IMG_7619

– To znaczy? – wysapał Mruczek – przecież uratowałeś mi życie!

– No nie wiem, może potrzebujesz sztucznego oddychania, albo masażu?

-Oddycham – jęknął Mruczek – możesz mnie tylko lekko podtrzymywać w drodze do domu. I tak zrobili.

Babcia Nela już z daleka zobaczyła swojego kota i szybko dostawiła kolejne miseczki z przysmakami, bo na werandzie przysiadła cała grupa innych poszukiwaczy.

Była i Kasia, i zając Murek, i Betka, a nawet dwie sąsiadki babci Neli.

Wszyscy bili brawo, ale kotek Psotek nie bardzo wiedział – dlaczego ?

Był bardzo zmęczony, ale też szczęśliwy i z przyjemnością patrzył na siedzącego u stóp babci Mruczka, który uśmiechał się do niego i gryzł z rozkoszą kawałek wątróbki.

Kasia i babcia patrzyły na niego, na Psotka, obie miały łzy w oczach i tego Psotek też nie rozumiał, bo przecież wszystko skończyło się szczęśliwie!

Pławna ferie 2011 045.jpg

Do szkoły! 1 Wrzesień !

IMG_7474_LI

Kotek Psotek:„Tak, dzieci ludzkie powinny chodzić do szkoły, ale my, zwierzęta nie musimy.”

Pławna_09_08_Kry 074

                                               S Z K O Ł A

Siedzieli sobie pod ulubionym dębem. Kasia sprawdzała prace swoich uczniów, podkreślała coś czerwonym ołówkiem, stawiała dziwne znaczki, a czasem wybuchała śmiechem. Psotek przeciągnął się, spojrzał na nią lekko mrużąc oczy i zapytał : – Dlaczego dzieci muszą chodzić do szkoły ? Czy to za karę ? Słyszałem kiedyś rozmowę, niechcący oczywiście i dzieci bardzo na tę szkołę narzekały.

IMG_7479

– Za karę ?? – Kasia przeniosła wzrok z zeszytów na swojego kota zaniepokojona – no, tak, właściwie nigdy z tobą jeszcze o tym nie rozmawiałam, więc posłuchaj: –  Wiesz już, że ludzie przychodzą na ten świat, żyją, a potem odchodzą, zgadza się ?

– Zgadza. I koty też, prawda ? I wszystkie, wszystkie stworzenia, tak ?

– Właśnie. I o tym już wiesz, a teraz wyobraź sobie, że żadne dziecko, z tych, które wciąż przychodzą na ten świat nie chodzi do szkoły, niczego się nie chce uczyć, nie ma żadnych wiadomości o świecie i niczego nie umie. Wszyscy tylko się bawią, bawią i nic innego nie robią przez całe życie, a ci starsi, którzy coś potrafili i na przykład budowali domy, szyli ubrania, montowali komputery, reperowali samochody, gotowali, uprawiali ziemię, pisali książki, leczyli ludzi…

– I zwierzęta ! – przerwał jej Psotek – wiem, bo byłem na szczepieniu i jeszcze jak Murek był chory, to też był u nas ten…ten…w e r e t y n a r z, pamiętasz ?

W e t e r y n a r z – poprawiła Kasia – i pamiętam, ale pozwól, że dokończę, więc ci starsi, coraz starsi weterynarze, ogrodnicy, piekarze, nauczyciele i wszyscy, którzy COŚ umieją zaczynają odchodzić, a wszystko to, co zostawili zostaje zniszczone i  zjedzone. KTO przyjdzie na ich miejsce? Te dzieci, które niczego nie potrafią?  Pomyśl, kocie, pomyśl! Kto będzie dalej rozwijał świat, chronił i dbał o naszą ZIEMIĘ?

IMG_7481

– I o wszystkie żyjące na niej stworzenia! – wykrzyczał z przejęciem kotek Psotek i poderwał się na wszystkie cztery łapy – ROZUMIEM! ROZUMIEM! Wszystko by się rozpadło, nikt by nie umiał nic zrobić, nic zbudować, ani nic zreperować! Wszystko by się zużyło…a koty i inne zwierzęta? Czy też mają swoje szkoły, bo nie wiem?

– No…istnieją, tak, szkółki dla zwierząt, gdzie się wykorzystuje ich wrodzone zdolności, uczy się je różnych umiejętności. Są psy – przewodniki, które pomagają ludziom słabo widzącym, psy – ratownicy, psy…

– Pytałem też o koty ! Czy nie przydają się ludziom jako najlepsi łapacze wściekłych myszy ?

– Koty są bardzo potrzebne i nie tylko do łapania myszy. I wiesz, co ? One wcale n i e  m u s z ą chodzić do żadnych szkół, c z u j ą, co trzeba robić, mają coś, co się nazywa i n s t y n k t, to też jest wspaniałe.

IMG_7483

– Betka też go ma ? – zapytał Psotek i zerknął na krzak jaśminu, bo coś bardzo do niej podobnego mignęło mu na tle zieleni. Czyżby cały czas podsłuchiwała ?

– Oczywiście, też  ma, tylko  inny, wiewiórczy – stanowczo odpowiedziała Kasia – i  doskonale wyczuła, że masz już ochotę na zabawę, więc nie każ jej czekać.

Z krzaków doleciało do nich całkiem głośne ” Phi !” i Psotek udał się w tamtym kierunku. Kasia westchnęła i…

… sięgnęła ( już poza bajką) po pewną książkę:

IMG_7486

A potem, Kasia dopisała tu kilka słów:

Możecie krzyczeć, że jestem stuknięta,

drogie koleżanki i drodzy koledzy,

ale po mej głowie myśl  się dziwna pęta:

SĄ MIEJSCA, GDZIE MOŻNA SIĘ OBEJŚĆ BEZ WIEDZY.

Popatrzcie, jak czasem ten i ów się biedzi,

by przejść do historii.  Zgłasza plan szalony?!

Co z tego ? Jest stołek, a ON na nim siedzi.

Ktoś ośmieli się szepnąć, że niedouczony?

Wyciągnijcie sami wnioski, są raczej wymowne,

nie mówiłam nic PSOTKOWI – byłoby to niestosowne!

A ja, po Kasi, dodam:

Wybaczcie, lecz teraz wtrącę zdanie swoje:

Oprócz ciałka, trenujcie też szare komórki

tylko po to, by potem, w życiu –  ROBIĆ SWOJE

i móc, tam gdzie potrzeba, pokazać pazurki.

( No, puściłam niezły smrodek dydaktyczny).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Światowy Dzień Optymisty -21 Sierpień

IMG_7393

IMG_7394

IMG_7388

Kilka optymistycznych tytułów : (uwaga, czerwone – to moje dopiski)

  „Kurier w Szczecinku dostarczał paczki z połamanymi nogami…” ( a zamawiane były wyłącznie całe!)

„W Poznaniu posadzono dęby pamięci, które okazały się klonami...( prawdopodobnie mały sabotaż – wiadomo czyj!)

„Uroczyste przecięcie wstęgi w nowym zejściu na plażę w…” (a późniejszy bankiet odbył się na dmuchanych dinozaurach – 4 metry od brzegu)

„Mieszkańcy osiedla Marina, na Mokotowie w Warszawie narzekali na potwornie rechoczące żaby w pobliskim stawie…” ( żaby – na szczęście wytruto, ale oparami naćpały się lokalne komary i może być źle)

„Woda w Zawierciu skażona coli…(a to nie była koka- cola?)

„Woda w Odrze nie nadaje się do oczyszczania...(nawet sodą?)

IMG_7387

Lecz  ja jestem, jak wiadomo, OPTYMISTKĄ !

( W dniu dzisiejszym pesymiści – stoją z boku).

Więc na razie, na tej stronie to już wszystko.                                           

Jeszcze lepiej, zobaczycie, będzie w przyszłym roku!

 

Dzień Pozytywnie Zakręconych – 17 Sierpień

Dziś rozglądam się na wszystkie strony –

szukam osób pozytywnie zakręconych.

Tak bym chciała spotkać kogoś szczęśliwego,

ciut innego, lekko szurniętego…

I dyskretnie rzucam okiem, pomalutku,

lecz jak dotąd, kochani – bez skutku.

Mam nadzieję, że poznacie się na żartach,

kiedy powiem, że me oczy, już zmęczone,

wiedząc dobrze, jak jestem uparta,

zamrugały: –  tu masz ZAKRĘCONE:

Pozytywnie zakręcony słoiczek.

(nie odkręcę go, gdy nawet mocniej chwycę!)

IMG_7288

Pozytywnie zakręcona butelka,

IMG_7290

Obok zgrabnie poskręcana muszelka!

IMG_7297

Gdzie się wspiął ten zakręcony ślimaczek?

maj GŁ.09 025

Pozytywnie zakręcony dzieciaczek!

,wiosna 2012,ferie,adam 094

O, są rolki pozytywnie nakręcone

IMG_7305

i wieszaki ( choć skręcone w jedną stronę).

IMG_7299

A na ścianie wisi rożek. Zakręcony,

IMG_7309

a w doniczce – dziwnie poskręcany kwiat.

IMG_7319

Dosyć, przestań, głupia babo!

Przecież tylko ktoś szalony

wierzy, że się da zakręcić ( pozytywnie)  cały świat.

 

 

 

 

 

Z okazji…Światowego Dnia Zagrychy – 16 Sierpień

 

nowy folder 036

                          PRZYJĘCIE U MR & MRS  BROWN

Emigrantka z Łodzi – Krycha,

patrząc łzawo w ginu szklankę,

szepcze: – Co to za zagrycha?

Boże! Zjadłabym kaszankę!

IMG_7276

Na talerzach seler w cząstkach,

pod nim krakers, na nim krem,

por siekany w kopru wstążkach,

stęka Krycha: – Jak to zjem?

lato PŁawna 2010 029

Kukurydzy kolby złote

wyglądają, owszem ładnie.

Jeść je, tak w tę i z powrotem?

Janusz, przecież to mi spadnie!

 

Wgryźć się dobrze w to nie można –

oj, wiem, Janusz, że to zdrowo,

ale przyznaj, schabik z rożna

był zagrychą wręcz wzorcową.

Pławna_08 042

IMG_7278

Jak pomyślę o  ogórkach

zakiszonych w beczce,

z chrzanem!

A tu –  rzodkiew, ryżu górka

i marchewki zestrugane.

IMG_7270         IMG_7273

Jakieś musy, kulki z sera,

pudding, ryż z pastą sojową!

Zjadłabym, Januszku teraz

czarny chlebek z serdelową!

 

Posmutniała nasza Krycha

bo, choć żyje tu jak w raju,

marzy jej się dziś zagrycha

taka, jaka była w kraju.

lato PŁawna 2010 025 Smutek przeszedł po trzech ginach.

Gin tak działa, a już  rano,

zagryzła smutki  Krystyna

pysznym gofrem ze śmietaną.

 

 

 

 

23 Lipiec – Dzień Włóczykija i Włóczykota Psota

DLA DZIECI

Pławna ferie 2011 085

Kiedyś, kiedyś, włóczykijami nazywano średniowiecznych studentów, którzy wędrując od miasteczka do miasteczka zarabiali na życie, popisując się różnymi sztuczkami, śpiewając, recytując poezje i dając krótkie przedstawienia. Teraz, Dzień Włóczykija, który obchodzimy w Polsce właśnie 23 Lipca, bardziej nam się kojarzy ze słynną postacią z książek o Muminkach. Włóczą się ludzie, zwierzęta i wszelkie większe i mniejsze stworzenia. To święto, to wspaniały pretekst, aby wyrwać się z domu i powłóczyć. Nawet powoli i po najbliższej okolicy. Dziś – bajeczka z cyklu: „Opowiadania z Życia Kotka Psotka”. Jak zwykle, dla chętnych do jej wysłuchania – dzieci. Ale dorosłymi też nie zrobi krzywdy.

Kotek Psotek: „A mój leśny domek ma dziury i szpary, łażą sobie po nim żaby i komary „

pławna 2013 004

                                         NOC  W LESIE

– Psia kość!! Jasny gwint! Do zdechłej myszy! – usłyszała Kasia, więc rzuciwszy zakupy na stół, zajrzała do dużego pokoju i zobaczyła Psotka, który szybko krążył wokół kanapy. Ogon miał sztywno wyprostowany, a to nie był dobry znak.

– Czy to ty ? – spytała.

– Co, ja? Czy chodzi ci o to, że chodzę, czy o to, co mówię? Jestem w tym momencie bardzo zdenerwowanym kotem i tyle, przecież wiesz, że znam o wiele gorsze słowa i wiesz, że ich nie używam, ale czasem m u s z ę, tak jak ty, kiedy…

– Oglądałeś “Toma i Jerry’ego”, czy co ? – przerwała mu szybko Kasia widząc kątem oka rozjarzony ekran telewizora – Tak, oglądałem, bo KTOŚ przed wyjściem do sklepu zostawił włączone to głupie urządzenie, a nudziłem się jak mops w samochodzie! – zawarczał Psotek.

– Uff, to poważniejsza sprawa – pomyślała Kasia i przez chwilę zastanawiała się, co powinna zrobić, ale Psotek uprzedził wszystkie jej pomysły:

– Do licha, nie rozumiem dlaczego nie mogę przeżyć czegoś naprawdę ekscytującego?

– Co masz na myśli – zapytała Kasia

– Och, Kasiu, wiesz, że koty lubią czasem pochodzić własnymi ścieżkami, poczuć trochę samotności, niezależności, zaznać nowych wrażeń, rozumiesz? Jesteśmy po prostu takimi...włóczykotami.

– Chyba włóczykijami – poprawiła Kasia, ale Psotek wcale jej nie słuchał i mówił coraz szybciej: – No, czy nie mógłbym chociaż raz zanocować w lesie, zgubić się trochę, potem się znaleźć i…

– Kasia mu przerwała: – Przygotować ci plecak? Psotek spojrzał na nią zaskoczony, ale i trochę przejęty: – Czy to poważne pytanie? Nie żartujesz? Mógłbym? Nawet teraz ?

– Ależ oczywiście – potwierdziła Kasia – zaraz poszukam kilku rzeczy.

IMG_7197

– Na przykład? – zainteresował się Psotek.

– No… jakiś sznurek, kocyk, kilka kanapek, latarka….- zaczęła wyliczać Kasia, ale tym razem to on jej przerwał:

– Ej, zapomniałaś, że my, koty nie potrzebujemy żadnych latarek ?

– To ma być nauczycielka przyrody? – zerknął, czy nie poczuła się trochę obrażona, ale ona wydawała się tylko odrobinę zaniepokojona. Popatrzyła wprost na niego i powiedziała poważnym głosem: – Mam nadzieję, że się nie zgubisz tak zupełnie, proszę cię o to, pamiętaj.

– Czy to znaczy, że mnie lubisz ?- zapytał cicho Psotek, chociaż bardzo dobrze znał odpowiedź. Kasia jednak usłyszała i odpowiedziała mu stanowczym, mocnym głosem :- Tak, bardzo ciebie lubię i jestem do ciebie przywiązana.

– A czym, bo nie widzę ??- Psotek zaczął się kręcić wokół własnego ogona udając, że czegoś szuka, a Kasia się głośno roześmiała i zaczęła pakować jego koci plecaczek.

– Psotek podszedł do okna – Robi się ciemno i chyba będzie padał deszcz- powiedział. Kasia też zerknęła na czarną chmurę :- Na to wygląda, ale dzięki temu twoje wrażenia mogą być ciekawsze.

– Co racja, to racja- burknął Psotek i głośniej zamruczał: – Wychodzę. Do zobaczenia. – Hej!

I wyszedł.

– Mam nadzieję, że to wszystko dobrze się skończy – szepnęła do siebie Kasia – mam nadzieję, że on wie czego i kogo unikać, jak się schować i że znajdzie dla siebie jakieś przytulne, kocie miejsce do spania. No i w miarę suche – dodała widząc gromadzące się nad lasem chmury.

Pierwsze krople deszczu Psotek poczuł na własnym nosie, kiedy już zbliżał się do lasu. Zmrok zgęstniał, bo zawsze jest ciemniej między drzewami. No, nie wybrałem najlepszej pory – mruknął do siebie- ale trzeba było podjąć decyzję, bo kto wie, czy innego dnia nie ogarnęłoby mnie kocie lenistwo.

Las robił się coraz mniej przyjemny, a deszcz z nieśmiałego, siąpiącego kapuśniaczka przemienił się w obfity, silny prysznic. Futro kotka Psotka pozlepiało się w mokre strączki, poczuł, że się robi coraz bardziej  p r z y l i z a n y,  czego nie znosił, bo zawsze starał się być p u s z y s t y m kotem. Musiał znaleźć jakąś kryjówkę, zwłaszcza, że zimna, deszczowa woda zaczęła przenikać coraz głębiej i ziębiła skórę.

– Sam tego chciałem – pomyślał – i zaczął iść jeszcze wolniej, bo łapy grzęzły mu w wilgotnej ziemi. Nagle zaświtał mu w głowie pomysł: SZAŁAS!

– To jest to, co muszę zrobić i nie ma co zwlekać. Psotek wkroczył w gąszcz szukając odpowiednich gałęzi, uzbierał ich cały stos i sznurkiem znalezionym w plecaku zaczął je przywiązywać wokół młodej brzozy.

Kasia zna się na rzeczy – pomyślał, a potem pomrukiwał do siebie:- taak, tu i tu więcej gałęzi, gęściej wiązać, gęściej, taak, te paprocie na daszek, jeszcze kilka, musi być porządnie, teraz mech do środka, tak, dobrze, wydaje mi się, że jest  b a r d z o  dobrze – przyjrzał się budowli i zamruczał zadowolony:

– To była prawdziwa kocio-męska robota!

Wszedł do środka, resztą patyków i kawałkami kory zamknął wejście i poczuł, że w środku jest bardzo przytulnie.

Teraz ważniejszą sprawą było zjedzenie czegoś przed snem.

Wsadził głowę do plecaka lekko zaniepokojony, czy Kasia nie zapomniała o kanapkach i już, już jego nosek wywąchał kilka smakowitych rzeczy, kiedy tę miłą czynność przerwały mu nagle jakieś świsty, sapania, pojękiwania, a po chwili rozległo się czyjeś niecierpliwe pukanie. – Kto tam ? – spytał niespokojnie bo w końcu nie wiadomo, na kogo można się natknąć nocą w głębi lasu.

IMG_6790

-To ja, wpuść mnie, już prawie się rozpuściłem od tego deszczu – Psotek z ulgą rozpoznał głos Murka, więc otworzył. Z oklapniętych uszu Murka ciurkiem lała się woda, brzuch miał pokryty błotem, do nosa przykleiły mu się liście, a ogon wcale nie był okrągły tylko wyglądał jak pędzel Kasi do malowania płotu.

Wejdź – powiedział Psotek, bo Murek niepewnie stał na zewnątrz, a potem szybko wyciągnął w jego stronę ręcznik – wytrzyj szybko przynajmniej te swoje wielkie uszyska, bo zaleją nam cały szałas. Murek zaczął się wycierać, a Psotek nie zdążył nawet wsadzić nosa do plecaka, kiedy znów coś zaszurało, chrząknęło i do szałasu, bez żadnego pukania, w t a r a b a n i ł a  się Betka. Nie można było tego nazwać wejściem.

IMG_7202_LI

– Szczęście, że to wy! Ile czasu można się namaczać w tej głupiej zlewie tylko dlatego, że się nie zauważyło chmury! A zbierałam sobie orzechy na zimę.

– To tak, jak ja, tylko chodziło o kapustę z tego pola za lasem- wtrącił Murek.

– No taak… – zaczął Psotek- ale Betka wrzasnęła: – Nie przerywaj! Co taki jak ty, u d o m o w i o n y  kot może o tym wiedzieć! MY musimy dbać o siebie SAMI! Rok w rok!

– Rozumiem- zamruczał Psotek – wiesz przecież, że w zimie rozwozimy różne przysmaki dla zwierząt.

– Wiem, wiem, ta wasza jadłodajnia dla ptaków też jest znana, sama czasem korzystam, bo dokładacie pyszne słonecznikowe ziarna, no, nieważne, zobaczcie moją kitkę, wygląda jak mokre wodorosty, mam już dreszcze i za chwilę umrę z głodu, macie coś?

Kotek Psotek wsadził znów łepek do plecaka i, o dziwo, wyciągnął z niego dorodną marchew i torebkę orzeszków. Milcząc, podał im przysmaki, a dla siebie rozpakował kanapkę z rybną pastą.

– Źle się czujesz, czy co? – Betka popatrzyła na niego uważnie.

Wydawało się, że Psotek coś mruczał pod nosem, ale i tak nikt go nie słuchał, bo wszyscy zajęli się jedzeniem.

Deszcz padał, wielkie kroplę bębniły o liście paproci ułożone na szczycie szałasu, ale tu, wewnątrz futerka całej trójki zaczęły parować i zrobiło się cieplej.

W głowie Psotka kłębiły się różne, poplątane jak włóczka, myśli : miał być SAM, a nie jest, to miała być tylko j e g o włóczęga i przygoda, a nie jest, dlaczego Kasia zapakowała marchewkę i orzechy i różne inne rzeczy nie nadające się dla kotów ? – spojrzał na Betkę i Murka przytulonych do siebie, więc i on przysunął się bliżej, a zapadając w drzemkę westchnął:

– Mam nadzieję, że już nikt…- nie dokończył, bo coś zaczęło się przeciskać przez jedną ze szpar, pofukując głośno:

– Fu, fu, niezłe miejsce, może przetrwam, gdyby jeszcze coś wpadło w ryjek, o, ktoś tu jest, kto?

– To my- zamruczał Psotek, a ty, kim jesteś ?

pławna 2013 009_LI

– Jeża nie poznajesz? – teraz z kolei fuknęła Betka – chociaż, na pierwszy rzut oka wygląda faktycznie mało jeżowato – parsknęła, patrząc na coś, co przypominało obtoczoną w liściach, trawach i igłach sosnowych wilgotną bryłkę, z której wystawał mały, różowy ryjek.

– Wszystko mnie oblepiło – westchnął jeż – czy mogę przeczekać tu tę nawałnicę?

– W porządku, o ile będziesz w kącie i nie nastroszysz swoich szpileczek –sennie odpowiedziała Betka, a Psotek przeszukał plecak, wyturlał jabłko i popchnął je w kierunku jeża.

– Jadasz to ? – spytał.

– No…może być, dziękuję – odpowiedział jeż, a Betka, prawie śpiąc wymamrotała:

– Obejrzyjcie kolce, na pewno nadziały mu się na nie jakieś pyszne robale, bo jeże wcale nie przepadają za owocami.

Nikt już jej nie odpowiedział. W monotonnym szeleście deszczu udało się wszystkim zasnąć. Poranek przywitał ich słońcem połyskującym w kroplach zebranych na liściach i mchach. Cały las lekko parował, robiło się coraz cieplej i przyjemniej. Niebo między czubkami drzew, hen, gdzieś wysoko było błękitne.

Pierwszy z szałasu wyturlał się jeż i rozwinął wszystkie kolce: – Ej, Psocie, ten szałas to był wspaniały pomysł, dzięki tobie przeżyłem tę noc.

– Ma rację – Murek wyskoczył zaraz za nim, wyprostował uszy i spojrzał na Psotka serdecznie – Nie wiedziałem, że nosisz ze sobą marchewki!

– Ja też nie- odpowiedział Psotek i uścisnął wyciągniętą łapę Murka.

Betka przeciągnęła się leniwie i wylizując z torebki orzechowe okruchy oznajmiła: – To będzie świetne, tajemne miejsce na nasze spotkania, poprawimy sterczące patyki i już. A teraz muszę lecieć, cześć.

– Cześć – odpowiedział Psotek. Nagle poczuł się bardzo zadowolony i rozglądając się po ozłoconym słońcem lesie, wolno skierował się w stronę domu.

IMG_4121

 

Z okazji…Dnia Czerwonego Kapturka – 19 Lipiec

image1(2)
rys.Ilustratorka rodzinna –  Jula

Bajka jest znana chyba wszystkim. Istnieje w wielu literackich formach, przerabiana, skracana, okrojona czasem z niektórych fragmentów, rysowana, filmowana itp. Zresztą –  jak większość znanych z dzieciństwa kilku pokoleń, różnych bajek. Jedną z moich ulubionych wersji jest ta, której autorem jest JAN BRZECHWA, a którą nagrały i wydały w formie płyty dawno temu Polskie Nagrania. Zobaczcie wykonawców. Ci z was, którzy tu wpadają, wiedzą, że już raz inspirowałam się tym tekstem. Dziś też.

IMG_7187

Jeśli znajdziecie gdzieś to nagranie – polecam z uśmiechem i bez lęku. Ale minęło ileś tam lat, zmieniły się czasy i śmiem twierdzić, że ulegli przemianie również bohaterowie bajki. Świadczy o tym chociażby list WILKA do CZERWONEGO KAPTURKA.

IMG_7184

LIST  OD WILKA DO CZERWONEGO KAPTURKA

(pierwsze 8 wersów – to był, co muszę uczciwie zaznaczyć wierszyk wysłany do znajomej, która na spotkanie ze mną przyszła w ślicznym, czerwonym bereciku. I ten berecik skusił mnie do napisania tego tekściku, wykorzystanego teraz do innego celu. Grażyno, wybacz!)

Witaj, witaj, Czerwony Kapturku !

Nie bój się mych ząbków i ostrych pazurków,

bo…moje ząbki – to szczątki,

pazurki piłuję zaś w piątki

i jestem łagodny jak cielę,

z wilczura już we mnie niewiele.

Ostatnio jem lody, brokuły i kluski,

więc, przyjmij ode mnie, Kapturku, całuski.

 

Kapturku!

Przestałem polować na wnuczki i babcie,

teraz wolę wsunąć na pazury kapcie,

podłożyć pod ogon mięciutką poduchę,

a za to, co było, wyrażam tu skruchę.

Po prostu, Kapturku, kończy mi się para.

Wiesz sama, że dzisiaj już nikt się nie stara,

by straszyć mną jakieś niesforne dzieciaki.

Kochana! Nie dla mnie już walki, czy draki.

 

Kapturku! Od dawna się z nikim nie bawię!

Dziś, lubię samotnie podumać przy kawie.

Zresztą, muszę przyznać,  może niezbyt skromnie:

– umysł mam nadal jasny i myślę przytomnie.

Czy dociera do ciebie,  moje miłe dziecię,

że wilki też mogą rozmyślać o świecie?

I widząc to wszystko, co się teraz dzieje,

bierze mnie ochota, by uciec gdzieś w knieje.

 

Ty też zwiej z tej bajki, nie trać ani chwilki,

bo mogę tu przysiąc na całość mej skórki:

Dawniej się zdarzały jednak DOBRE WILKI,

dziś widzę paskudne  CZERWONE KAPTURKI!

PS: Ostatnią mam sprawę do mojej bajkowej dzieweczki:

       Proszę cię, zmień kolor tej swojej czapeczki!  

 ODPOWIEDŹ  CZERWONEGO  KAPTURKA

To ja, Wilku, dawny Czerwony Kapturek.

Masz rację. Koniec bajki. Nie będzie powtórek.

Już nie biegam do babci jak dawniej, przez lasy.

Babcia dawno odeszła, ja zmieniłam trasy.

Żaden wilk mi nie straszny, lecz, owszem, czasami się boję,

Nie napiszę ci – CZEGO , bo to sprawy moje,

Jednak spełnię to twoje ostatnie życzenie

i kolor swego kapturka na ZIELONY zmienię.

IMG_7199_LI

 

 

 

 

Z okazji…Światowego Dnia Czekolady – 7 Lipiec

IMG_7127

Ponoć właśnie tego dnia Kolumb, po odkryciu całkiem, jak wiemy, nowych lądów, przywiózł do Europy ziarna kakaowca. I się zaczęło! I trwa do dziś. W  różnych kalendarzach można znaleźć cztery różne dni w ciągu roku związane – no, użyję tego słowa – z czczeniem CZEKOLADY. W Stanach Zjednoczonych czczą osobno każdy jej rodzaj: białą, gorzką, mleczną…

IMG_7128

U nas królowała JEDYNA. Wyprodukowano ją w fabryce E. WEDLA w roku 1930r. Nie zmieniano jej ubioru – dziś też można ją spotkać w tej samej biało – czerwonej kiecce i nadal  smakuje tak samo dobrze jak dawno, dawno temu. Dajcie się skusić.

IMG_7227

Jeść JEJ, zaiste, przecież nie wypada,

cukier, wiadomo, truje, cukier jest bee..,

lecz wiedzcie, kochani, że CZEKOLADA

jest bardzo szczęśliwa, kiedy ktoś JĄ ZJE.

IMG_7121

IMG_7126

 

Zróbcie dziś zatem, w swej diecie wyjątek,

czyż nie jest godna tego poświęcenia?

Pochłońcie, schrupcie choćby kawalątek,

wstrzymując się potem tydzień od jedzenia.

IMG_7120

Atłasem miękkim język wam wymości,

spływając do gardła kuleczką słodyczy.

Ktoś nie je, lecz w środku skręca go z zazdrości

i brzuszek z tęsknoty mu kwiczy.

IMG_7132

Obrazoburcze rzucam zatem hasło:

Odrzućmy dziś wszyscy wszelkie dobre rady,

dopóki życie nasze nie przygasło –

pożryjmy, pożryjmy trochę CZEKOLADY !

IMG_7134

Dla zainteresowanych – piosenka z lat 50-tych ubiegłego wieku – w wykonaniu Nataszy Zylskiej. Tekst: Ola Obarska, muzyka: V.Mizzy.

CZEKO CZEKO – CZEKOLADA – YouTube:

https://www.youtube.com/watch?v=OXHUi62WlAY

 

Z okazji… Międzynarodowego Dnia Psa- 1 Lipiec

Boże Nar.2010 149

Szlachetne kundle mają swoje święto w październiku, a dziś, 1- go Lipca obchodzimy Dzień Psa Jako Takiego. Właściwie nie powinnam tu dziś zamieszczać żadnych durnych rymowanek, ani komentarzy. Powinnam oddać głos im. PSOM. Tym, które być może właśnie w tym momencie są wyrzucane przez okno z samochodów, przywiązywane do drzewa w lesie, oddawane do schronisk ( jak zabrać takiego na urlop?), bite i głodzone. Co by nam powiedziały, gdyby mogły? A przecież są jeszcze te inne, już bez głosu – mordowane często ręką człowieka, którego uważały za przyjaciela, którego przyjacielem były i którego kochały bezwarunkowo. Brak mi słów. 

DZIŚ KILKA  WSPOMNIEŃ Z PEWNEGO PSIEGO ALBUMU:

Pławna_09_08_Kry 084                 Pławna_09_08_Kry 085

– No, OK. Mam się nim opiekować, to będę, ale tym pazurkom przydałby się pilniczek! Wrr…

GŁ 112

Buty pana są, a on sam, gdzie? Ratować, czy poczekać?

Pławna ferie 2011 003      Pławna ferie 2011 008

 

 

 

– Anestezjolog był wredny, zabieg niemiły, ale w domu był rosół i miejsce w fotelu. I już jest mój. Fotel, oczywiście.

Pławna ferie 2011 068                                               ,wiosna 2012,ferie,adam 009

Czasem, jak tak bardzo, bardzo chcą – trzeba pozować. Ale do uśmiechu nie mogą nas zmusić i pozujemy z kuzynem na smutno. Hau.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Chociaż…pewnego razu…jak biegali z tymi aparatami, kuzyn mrugnął do mnie i warknął, że zrobi się na WYJCA. Udało mu się, będzie tą fotą straszyć wnuki.

Pławna_08_09 056              kwiecień09 086

To znajoma, Fusia. Wygląda trochę jak mop, ale nikt się nie pomylił (jak dotąd). Szczekliwa bestyjka, ale ją kochają i pozwalają spać wszędzie. Obok niej sąsiad zza płotu. Kiedy u nas fruwają patyki, prosi, żeby mu też rzucić. Rozumiem go.

Boże Nar.2010 103

Ocho, zaplątała się ta zimowa fotka sprzed kilku lat. Deska wjechała mi wtedy pod śnieg. W tym roku nie było szans na trening.

,wiosna 2012,ferie,adam 098     lato PŁawna 2010 003

 – Ktoś powiedział, że  mam tu zarozumiały wyraz pyska. A wydawało mi się, że robię groźną minę, mającą odstraszać wszelkich wrogów mojej pani. Nikt nas nie zaatakował, a ja czułam się cudownie z tymi jej rękami na moich uszach. Obok, też szczęśliwa, w ramionach swojej pani – moja…matka.(Czy obrażam ludzi, tak o niej mówiąc?)

WSZYSTKIM PSOM ŻYCZMY TEGO, ABY TRAFIAŁY W DOBRE, LUDZKIE RĘCE. A dla tych, które lubią sobie powyć – księżyc na dzisiejszy wieczór. Powyjcie sobie.

IMG_7076                IMG_7067