Jak rozmawiają koty? Normalnie.

NO, cóż, dziś kolejny fragment z cyklu „Opowieści z życia Kotka Psotka” Niedługo zbiorę je do kupy, (bo są rozproszone na wielu stronach bloga) i zrobię łatwiejszą do czytania całość. Może ktoś tego kota polubi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA                      OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kotek Psotek: Czy jest ktoś, kto nie lubi rozmawiać? Przypuszczam, że tak, ale od czasu do czasu każdy powinien czegoś takiego spróbować.

                             R O Z M O W A    Z    P R Z Y J A C I E L E M  1

Kotek Psotek i jego przyjaciel Mruczek najczęściej zajmowały się tym, czym normalne koty lubią się zajmować : bieganiem w kółko za swoimi ogonami, gonieniem różnych fruwających owadów, motyli i siebie nawzajem, włóczeniem się po im tylko znanych kocich ścieżkach, obserwowaniem z pomostu nad jeziorem małych rybek i wspólnym ucinaniem sobie drzemek w ciepłych miejscach.

Bywały jednak chwile, w których oba koty zastanawiały się nad różnymi sprawami.

Mruczek nie był  s p e c j a l n i e  rozmowny i używał niewielu słów, ale i tak warto ich było obu posłuchać. Kasia bardzo też to lubiła. I kilka takich rozmów zapisała:

Przyjemne, ciepłe, późnowiosenne popołudnie. Oba koty siedzą na parkanie, a Mruczek spogląda w stronę szeroko otwartego okna, w którym widać Kasię przy komputerze:

– Ona często tak ? –  to Mruczek

– Często. Za często, jeśli chcesz wiedzieć – odpowiada Psotek

– Moja też – dodaje Mruczek

– Co twoja też ? – pyta Psotek

– No, komputer!

– Babcia Nela ? – nie wierzy Psotek

– No. Albo drutuje – skarży się Mruczek

– Ciebie? – Psotek jest lekko przerażony

– Nie, włóczkę – prostuje Mruczek

– Aha, czyli robi na drutach swetry z włóczki i takie tam inne – tłumaczy Psotek

– No – potwierdza Mruczek i dodaje : – ja wtedy się nie liczę!

– To tak, jak ja. Trudno im przerwać. – dodaje Psotek

– A mają nas wychowywać i o nas dbać – Mruczek wymrukuje dłuższe zdanie.

– Szczęście, że nie jesteśmy ludzkimi dziećmi, my, koty, zawsze sobie poradzimy, prawda? – pyta Psotek

– No, chyba tak, ale one też sobie jakoś radzą – mruczy Mruczek

– Jasne, bo ludzie zawsze sobie ze wszystkim poradzą – Psotek kiwa łebkiem.

– Jeśli tylko chcą – dopowiada Mruczek

– Masz rację – zgadza się Psotek i dodaje – czas na nasz podwieczorek, więc musimy jej o tym przypomnieć.

– Ty też masz rację, idziemy – zgadza się ochoczo Mruczek i oba koty równocześnie zeskoczyły z parkanu.

dymy wiosenne

                                ROZMOWA Z PRZYJACIELEM 2:

Też popołudnie, ale pochmurne. Chwilami kropi deszcz. Jest ciepły, bo takie bywają późnowiosenne deszcze. Psotek i Mruczek – rozciągnięte na werandzie, a Kasia obok, na ławce, obiera jabłko  i słyszy:

– Tak..mam nareszcie porządnego, prawdziwego wroga – 

   oznajmia Psotek.

– Kto nim jest ? – pyta Mruczek.

– Nią – odpowiada Psotek

– Co, nią? – nie rozumie Mruczek

– Bo to ONA, nie ON. SROKA !

IMG_9022_LI

– O!! – wymruczał Mruczek – i co ci robi jako wróg?

– Przezywa. Siedzi na gałęzi i wykrakuje różne przezwiska!!

– Jakie? – Mruczek jest ciekawy

– Psotek-młotek, ptakołap, myszojad, Psotek-terkotek, no co, miłe ?

– No nie.- przyznaje Mruczek – a co jej zrobiłeś?

– Ja? Nic strasznego. Któregoś dnia pierwszy dobiegłem do ładnego kawałka żółtego sera, no wiesz, leżał na drodze. Ktoś go zgubił.

– Był podpisany ? – pyta Mruczek

– No, coś ty!! Gdyby był, to wiem, że trzeba by było oddać. To był taki, co się komuś wysmyknął z kanapki.

– Jeśli TAK było, to kto pierwszy, ten lepszy. Byłeś szybszy i tyle, nie przejmuj się.

– Ale to j e s t denerwujące !!

– Ona właśnie dlatego to robi. – stanowczo stwierdza Mruczek – CHCE ciebie zdenerwować, a ty nie możesz się dać!

– Jak mam się nie dać?

– Jeśli zachowasz absolutną kocią obojętność, a przechodząc obok krzaka na którym zwykle siedzi, machniesz tylko dostojnie ogonem, to zobaczysz, że przestanie, bo bo jej się znudzi.

– Może tak, ale moim wrogiem już zostanie – westchnął Psotek

– W końcu n i e   w s z y s c y   m u s z ą nas kochać i podziwiać – spokojnie rzekł Mruczek.

– Chyba tak – zgodził się Psotek i ziewnął bardzo szeroko. Mruczek ziewnął jeszcze szerzej i po chwili oba koty już spały.

Kasia, która przysłuchiwała się tej rozmowie stwierdziła, że Mruczek powiedział bardzo mądre rzeczy.

 

                             ROZMOWA Z PRZYJACIELEM  3

Oba koty przycupnęły na parapecie i spoglądały przez okno na znów porządnie zasnute szarymi chmurami niebo:

– Łamie mnie w ogonie. Będzie padać – sennie powiedział Mruczek.

– Złamałeś go? Kiedy ? – zaniepokoił się Psotek

– Coś ty, tak się przepowiada pogodę.

– Ja też wiem, że będzie padać, wystarczy spojrzeć na chmury!

– „Łamie mnie w krzyżu, będzie deszcz“, babcia Nela tak przepowiada i ani razu się nie pomyliła kiedy ją łamało!

– A ciebie ten ogon rzeczywiście łamie? – upewniał się Psotek.

– No..nie…chciałem się trochę popisać, ale ja też nie wiem, o co chodzi?

– Poproszę Kasię, ona wie prawie o wszystkim, to nam wyjaśni, może ona też czuje to łamanie, kto wie?

Kasia, która chichotała cicho słuchając tych rozmowy i zapisywała je ukradkiem, natychmiast spoważniała i z powagą wytłumaczyła kotom, skąd się wzięło to powiedzenie, a Wy, wiecie, czy też może to stare powiedzenie naszych babć już całkiem zostało zapomniane?

InkedIMG_8533_LI

Wszystko się zgadza. Ten BIAŁY KOT  nie tak dawno tu występował – we wpisie na temat DNIA GOŁĘBIA 9 kwiecień), ale nie mogłam się powstrzymać przed powtórzeniem jego występu. Głównie ze względu na OGON.To nie mój kot. Sąsiadów.

Z okazji…Światowego Dnia Pierwszej Pomocy – 14 Wrzesień

IMG_7621

Dzień Pierwszej Pomocy ustanowiono w 2000 roku z inicjatywy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Cel jest oczywisty: Im więcej ludzi będzie miało pojęcie o tym, jak udzielić pierwszej pomocy, tym większe są szanse na przedłużenie życia i uratowanie innych. I nie będę się dziś bawiła żadnymi rymkami. Wyjdźcie stąd i poszukajcie właściwych tekstów : Co robić i w jakiej sytuacji, żeby móc kogoś uratować.

A dla dzieciaków, kolejne zdarzenie z życia Kotka Psotka. I chyba trochę związane z dzisiejszym Dniem.

Pławna lipiec 2011 004

 

Mój Kotek Psotek też miał okazję do udzielenia pierwszej pomocy:

Kotek Psotek :” W trudnych sytuacjach niektóre koty też potrafią wpadać na dobre pomysły”

                                       Z A G I N I Ę C I E      M R U C Z K A

– Czy wiesz, co wczoraj robił Mruczek? Czy przypadkiem nie planowaliście jakichś wspólnych, tajemniczych zadań ? – głos Kasi lekko drżał i z niepokojem patrzyła na Psotka?

– Wczoraj się z nim nie widziałem, prawie cały dzień poganiałem motyle na łące.

– Goniłeś – poprawiła Kasia i zaraz dodała – Mruczek gdzieś zaginął, przed chwilą telefonowała babcia Nela i naprawdę jest bardzo zmartwiona, bo wczoraj w południe wyszedł na swoją kocią przechadzkę i nie wrócił do tej pory, a jego miseczki z jedzeniem nie są nawet zaczęte.

– O, to już poważniejsza sprawa! – głośno oznajmił Psotek – czy ktoś go szuka? Muszę n a t y c h m i a s t  rozpocząć akcję…i kotek Psotek wielkimi susami pobiegł w stronę domu babci Neli, która właściwie nie była babcią ani Kasi, ani tym bardziej Psotka, a tylko bardzo dobrą, starszą przyjaciółką mieszkającą w chacie z drewnianą werandą, na końcu wielkiej łąki, za którą zaczynał się ulubiony przez wszystkich brzozowy las.

Wszyscy przepadali za babcią Nelą, bo była zawsze w dobrym humorze, umiała każdego rozweselić śmiesznymi piosenkami, nigdy nikomu nie odmawiała mleka, soku czy herbaty, potrafiła też służyć dobrą radą, a chyba takie powinny być babcie, prawda? Wszyscy też doskonale wiedzieli, że jest bardzo przywiązana do swojego kota – może nawet odrobinę za bardzo – przemknęło przez głowę Psotkowi, bo nie zawsze puszczała go na ich wspólne wyprawy. I to tym bardziej niepokoiło. Gdzie on się mógł podziać?

Psotek zbliżył się do werandy sapiąc ze zdenerwowania i zobaczył babcię siedzącą w wiklinowym fotelu i wpatrującą się gdzieś w dal. Przed nią, na drewnianym schodku werandy stały różnej wielkości miseczki wypełnione najbardziej ulubionymi smakołykami Mruczka – jedna z mlekiem, następna ze smażoną wątróbką, jeszcze inna z roztartym ze śmietanką twarogiem.

– I wszystko na nic, Psotku – szepnęła babcia – rozstawiam, przekładam, dokładam różne pyszności, żeby poczuł i wrócił, a tu nic, nie ma twojego przyjaciela.

– To wszystko dla niego ?? – zdziwił się Psotek, bo Babcia Nela nie miała w zwyczaju przekarmiać Mruczka.

– Tak, wszystko dla niego – potwierdziła smutnym głosem – zastawiłabym nawet całą werandę, byle by tylko wrócił, może się czymś poczęstujesz ? – dodała w jakimś roztargnieniu.

– Niczego bym teraz nie przełknął – krzyknął Psotek – idę go szukać. Musiało się COŚ stać – burknął po cichu – przecież go znam, zapach wątróbki wyczułby nawet z odległości chyba stu kilometrów !

Psotek już nie zwlekał, tylko popędził przez łąkę tak szybko, jak tylko pozwalały mu na to jego kocie łapki, aż zagłębił się w lesie i wtedy zaczął ostrożnie obchodzić każdy krzak i drzewa. Nic z tego.

W żadnej ze znanych mu, ulubionych kryjówek nie było ani Mruczka, ani jego śladów, nawet jednego kłaczka z jego ciemnego futerka.

Pławna ferie 2011 031

O, tu jest ten płaski kamień, na którym nieraz wygrzewał się z Mruczkiem podczas ich kocich wypraw. A tam, za tą rozwidloną, starą brzozą ukryli się kiedyś przed rozzłoszczoną czymś Betką, teraz nie było tam ani Betki, ani Mruczka.

– Ciekawe, czy wie i czy go szuka? Gdyby tak rozejrzała się po okolicy z czubków drzew, może coś by wypatrzyła, ale z Betką nic nie jest pewne – Psotek westchnął ciężko i wszedł w mniej sobie znana część lasu. Rosło tu więcej sosen, jałowców, między nimi rozciągały się polany mchu, albo wysokich, suchych traw, albo krzaków jagodowych

Przychodzą tu czasem z Kasią zbierać owoce, ale teraz, nie, za żadną kępą nie było nic, co mogłoby choć odrobinę przypominać Mruczka.

Psotek krążył i nasłuchiwał, denerwowały go wszystkie leśne dźwięki, które do tej pory lubił, bo żaden z nich nie był znanym mu, trochę chrapliwym mrukiem jego przyjaciela.

Zaczęło się zmierzchać i cienie drzew się wydłużyły, a łapki Psotka coraz wolniej niosły go w głąb lasu.

Nagle usłyszał jakiś dziwny dźwięk. Co to było ? Ptak ? Ale jaki ? Czy to mógł być skrzek sójki ? Nie, nie, one drą się na cały las, a może to nie ptak ? W takim razie co, albo kto? Co to było ? Ostatni podmuch wiatru przed zachodem?

– E, tam, skąd ten pomysł, to raczej był jakiś słaby pisk!

Zamarł w bezruchu z podniesioną jedną łapą i starał się złowić ten dźwięk jeszcze raz i nagle usłyszał : – Miau ! Ratunku ! Miau! Miau!

Brzmiało to słabo, cicho, ale zrozumiale i Psotek pobiegł w kierunku głosu. Zapomniał o zmęczeniu, biegł jak szalony kot i raptem znalazł się nad brzegiem sporego dołu, który ktoś tu wykopał, chyba w poszukiwaniu piasku.

Zbliżył się ostrożnie do krawędzi i…. co za radość, na dnie zobaczył ciemną, futrzaną, popiskującą kulkę, która była niewątpliwie Mruczkiem.

– Mruczku, trzymaj się, zaraz coś wymyślę i będziesz uratowany ! Ale co? Psotek patrzył bezradnie na nieskuteczne próby wydobycia się przyjaciela z tej podstępnej dziury. Po każdym kroku w górę, Mruczek zjeżdżał trzy kroki w dół razem z obsypującym się z piachem i nawet kocie pazury nie pomagały.

Widać było, że Mruczek jest osłabiony, miał brudne, pozlepiane futerko, smętną minę i kiedy spojrzał na Psotka stojącego na krawędzi wykopu, nawet się nie ucieszył, tylko zamruczał : Uważaj, bo ty też zaraz wpadniesz.

Psotek kręcił się niespokojnie wokół własnego ogona i pomrukiwał cicho: – pracuj głową, pracuj głową – i za chwilę już wiedział, co powinien zrobić.

Stękając i mrucząc z wysiłku przyciągnął nad brzeg dziury suchą gałąź sosnową i cieńszy jej koniec spuścił na dno jamy.

– Hej ! Spróbuj Mruczku wejść po tym patyku, utrzyma cię, jesteś lekki i przecież zwinny jak kot ! No, ostrożnie, wolno, wspaniale – zachęcał przyjaciela do wysiłku.

I udało się. Po chwili, która Psotkowi wydawała się bardzo długa z dołu wynurzył się chwiejnie osłabiony Mruczek.

– Niczego nie zauważyłem – szepnął, a wąsy miał bezradnie opuszczone – nagle nie było mnie tu na górze, tylko byłem tam, w dole, uff, dziękuję ci Psotku – przytulił się do Psotka.

– Czy mam ci udzielić jakiejś pierwszej pomocy? – zapytał Psotek wpatrując się uważnie w Mruczka.IMG_7619

– To znaczy? – wysapał Mruczek – przecież uratowałeś mi życie!

– No nie wiem, może potrzebujesz sztucznego oddychania, albo masażu?

-Oddycham – jęknął Mruczek – możesz mnie tylko lekko podtrzymywać w drodze do domu. I tak zrobili.

Babcia Nela już z daleka zobaczyła swojego kota i szybko dostawiła kolejne miseczki z przysmakami, bo na werandzie przysiadła cała grupa innych poszukiwaczy.

Była i Kasia, i zając Murek, i Betka, a nawet dwie sąsiadki babci Neli.

Wszyscy bili brawo, ale kotek Psotek nie bardzo wiedział – dlaczego ?

Był bardzo zmęczony, ale też szczęśliwy i z przyjemnością patrzył na siedzącego u stóp babci Mruczka, który uśmiechał się do niego i gryzł z rozkoszą kawałek wątróbki.

Kasia i babcia patrzyły na niego, na Psotka, obie miały łzy w oczach i tego Psotek też nie rozumiał, bo przecież wszystko skończyło się szczęśliwie!

Pławna ferie 2011 045.jpg

Do szkoły! 1 Wrzesień !

IMG_7474_LI

Kotek Psotek:„Tak, dzieci ludzkie powinny chodzić do szkoły, ale my, zwierzęta nie musimy.”

Pławna_09_08_Kry 074

                                               S Z K O Ł A

Siedzieli sobie pod ulubionym dębem. Kasia sprawdzała prace swoich uczniów, podkreślała coś czerwonym ołówkiem, stawiała dziwne znaczki, a czasem wybuchała śmiechem. Psotek przeciągnął się, spojrzał na nią lekko mrużąc oczy i zapytał : – Dlaczego dzieci muszą chodzić do szkoły ? Czy to za karę ? Słyszałem kiedyś rozmowę, niechcący oczywiście i dzieci bardzo na tę szkołę narzekały.

IMG_7479

– Za karę ?? – Kasia przeniosła wzrok z zeszytów na swojego kota zaniepokojona – no, tak, właściwie nigdy z tobą jeszcze o tym nie rozmawiałam, więc posłuchaj: –  Wiesz już, że ludzie przychodzą na ten świat, żyją, a potem odchodzą, zgadza się ?

– Zgadza. I koty też, prawda ? I wszystkie, wszystkie stworzenia, tak ?

– Właśnie. I o tym już wiesz, a teraz wyobraź sobie, że żadne dziecko, z tych, które wciąż przychodzą na ten świat nie chodzi do szkoły, niczego się nie chce uczyć, nie ma żadnych wiadomości o świecie i niczego nie umie. Wszyscy tylko się bawią, bawią i nic innego nie robią przez całe życie, a ci starsi, którzy coś potrafili i na przykład budowali domy, szyli ubrania, montowali komputery, reperowali samochody, gotowali, uprawiali ziemię, pisali książki, leczyli ludzi…

– I zwierzęta ! – przerwał jej Psotek – wiem, bo byłem na szczepieniu i jeszcze jak Murek był chory, to też był u nas ten…ten…w e r e t y n a r z, pamiętasz ?

W e t e r y n a r z – poprawiła Kasia – i pamiętam, ale pozwól, że dokończę, więc ci starsi, coraz starsi weterynarze, ogrodnicy, piekarze, nauczyciele i wszyscy, którzy COŚ umieją zaczynają odchodzić, a wszystko to, co zostawili zostaje zniszczone i  zjedzone. KTO przyjdzie na ich miejsce? Te dzieci, które niczego nie potrafią?  Pomyśl, kocie, pomyśl! Kto będzie dalej rozwijał świat, chronił i dbał o naszą ZIEMIĘ?

IMG_7481

– I o wszystkie żyjące na niej stworzenia! – wykrzyczał z przejęciem kotek Psotek i poderwał się na wszystkie cztery łapy – ROZUMIEM! ROZUMIEM! Wszystko by się rozpadło, nikt by nie umiał nic zrobić, nic zbudować, ani nic zreperować! Wszystko by się zużyło…a koty i inne zwierzęta? Czy też mają swoje szkoły, bo nie wiem?

– No…istnieją, tak, szkółki dla zwierząt, gdzie się wykorzystuje ich wrodzone zdolności, uczy się je różnych umiejętności. Są psy – przewodniki, które pomagają ludziom słabo widzącym, psy – ratownicy, psy…

– Pytałem też o koty ! Czy nie przydają się ludziom jako najlepsi łapacze wściekłych myszy ?

– Koty są bardzo potrzebne i nie tylko do łapania myszy. I wiesz, co ? One wcale n i e  m u s z ą chodzić do żadnych szkół, c z u j ą, co trzeba robić, mają coś, co się nazywa i n s t y n k t, to też jest wspaniałe.

IMG_7483

– Betka też go ma ? – zapytał Psotek i zerknął na krzak jaśminu, bo coś bardzo do niej podobnego mignęło mu na tle zieleni. Czyżby cały czas podsłuchiwała ?

– Oczywiście, też  ma, tylko  inny, wiewiórczy – stanowczo odpowiedziała Kasia – i  doskonale wyczuła, że masz już ochotę na zabawę, więc nie każ jej czekać.

Z krzaków doleciało do nich całkiem głośne ” Phi !” i Psotek udał się w tamtym kierunku. Kasia westchnęła i…

… sięgnęła ( już poza bajką) po pewną książkę:

IMG_7486

A potem, Kasia dopisała tu kilka słów:

Możecie krzyczeć, że jestem stuknięta,

drogie koleżanki i drodzy koledzy,

ale po mej głowie myśl  się dziwna pęta:

SĄ MIEJSCA, GDZIE MOŻNA SIĘ OBEJŚĆ BEZ WIEDZY.

Popatrzcie, jak czasem ten i ów się biedzi,

by przejść do historii.  Zgłasza plan szalony?!

Co z tego ? Jest stołek, a ON na nim siedzi.

Ktoś ośmieli się szepnąć, że niedouczony?

Wyciągnijcie sami wnioski, są raczej wymowne,

nie mówiłam nic PSOTKOWI – byłoby to niestosowne!

A ja, po Kasi, dodam:

Wybaczcie, lecz teraz wtrącę zdanie swoje:

Oprócz ciałka, trenujcie też szare komórki

tylko po to, by potem, w życiu –  ROBIĆ SWOJE

i móc, tam gdzie potrzeba, pokazać pazurki.

( No, puściłam niezły smrodek dydaktyczny).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z życia Kotka Psotka – cd.

Pławna_09_08_Kry 048

Kotek Psotek : Przekonałem się, że lepiej wchodzić niż schodzić

W I Z Y T A  U  B E T K I

Kasiu, za godzinę wychodzę – oznajmił Psotek i spojrzał na nią bardzo poważnie – zostałem zaproszony na podwieczorek, wyobrażasz sobie ? A wiesz z jakiej okazji i przez kogo? Przez Betkę, bo jeszcze nigdy u niej nie byłem, a to jest bardzo dobry powód do odwiedzin.

– Hm ! – powiedziała Kasia.

– Dlaczego hmychasz ? – spytał Psotek.

– Zastanawiam się, czy ona wie, że jej podwieczorki są zupełnie inne niż twoje, czy wzięła to pod uwagę i….

– Rozumiem, że się obawiasz, czy nie będę musiał udawać, że mi smakują orzechy, żołędzie i te inne rzeczy, które jadają wiewiórki, a koty nie?

– No, tak – przyznała Kasia – ale może, tak na wszelki wypadek wziąłbyś ze sobą mały kubeczek jogurtu?

– W żadnym wypadku! – zaoponował Psotek – przecież nie wypada !!

Kotek Psotek zamyślił się przez moment i głośno stwierdził:

– Ona WIE, że JA jestem KOTEM i że jadam inne rzeczy niż wiewiórki, a jeżeli to do niej jeszcze nie dotarło, to trudno, może uda mi się zmiażdżyć zębami jednego orzecha, przecież od tego nie zachoruję!

– Też tak myślę – kiwnęła głową Kasia. – Czy wiesz, gdzie ona mieszka ?

– W tej wielkiej sośnie na pierwszej polanie w naszym lesie, dziupla numer…3, a może 2…? Ech, znajdę, przecież nie ma tam tysiąca mieszkańców!

– Życzę ci miłej zabawy Psocie, zabierz ode mnie w prezencie paczkę orzechów, leży na kredensie – powiedziała Kasia i wyszła podlewać ogród, a Psotek w podskokach pobiegł w stronę lasu. Po kilku minutach był już na miejscu i zaczął się wspinać w górę sosny.

– Aha! Jest dziupla. Czy już jakieś minąłem? Czy to miała być trzecia od dołu, czy trzecia od góry ? Sprawdzę – pomyślał – i wsunął łebek do środka chcąc się dokładniej rozejrzeć we wnętrzu W tym momencie usłyszał dochodzące ze środka dziwne piski, zobaczył kilka małych, puszystych kulek, a jednocześnie poczuł bardzo bolesne dziobnięcia w ogon, który mu, oczywiście zwisał na zewnątrz.

zima 2013 005

Oburzony dzięcioł skrzecząc przeraźliwie atakował go zajadle, więc kotek Psotek usiłował wyjaśnić, że nie miał żadnych złych zamiarów:

– Nie wszystkie koty polują na ptaki! – krzyknął – a was lubię! I nigdy….

– Spadaj stąd, kocurze, póki masz jeszcze trochę futra na ogonie!! – denerwował się nadal dzięcioł – wszystkie koty są takie same! Przestraszyłeś mi dzieciaki, a kto wie, czym by się to mogło skończyć !!

– Niczym – odparł z godnością Psotek, ale poczuł gniew, bo dzięcioł nawet nie chciał wysłuchać jego wyjaśnień. To niesprawiedliwe, ale może miał doświadczenia nie z tymi kotami, co trzeba – pomyślał i oddalił się nie zwlekając.

Kolejna dziupla, na którą trafił wyglądała zupełnie bezpiecznie i unosił się nad nią bardzo miły, słodki aromat.

Lekko jeszcze oszołomiony Psotek postanowił tym razem wsunąć do środka tylko jedną łapkę, bo po próbie pukania w korę nikt się nie odezwał.

– Ej, Betka, czy to ty ? – zawołał.

Przez chwilę nic się nie działo i nagle….au! – wrzasnął, bo poczuł, że przez  futerko dobierają mu się do skóry na łapce owady, których zawsze najbardziej się bał – dzikie pszczoły !

pszczoły

Natychmiast wyskoczył w górę, błyskawicznie przebył kilka gałęzi i raptem, w rozwidleniu grubego konara dojrzał z ulgą szerokie, gościnnie otwarte wejście dużej dziupli, z którego wystawał kawałek porządnej, prawdziwej Betkowej kitki.

– Strasznie ją lubię – zamruczał cichutko – może mi teraz podać nawet cały talerz tych nasion słonecznika, wszystko jest lepsze od rozgniewanego dzięcioła i wściekłego brzęczenia pszczół.

Jednak nie było tak źle.

Betka obejrzała  Psotka, kiwnęła głową i powiedziała:

– Łapę sobie wyliż sam, a te braki na ogonie odrosną jak przyjdzie pora – rzekła rzeczowo, jak to ona – a potem, w przytulnej dziupli rozłożyła na liściach kocie chrupki i wspaniale pachnący twarożek.

IMG_7375

– Czy nie przyszło ci czasem do głowy, że cię poczęstuję tymi moimi twardymi smakołykami? No, Psocie, przyznaj się, przyznaj!

– Mnie nie, ale Kasia, przez chwilę….

– No, tak.- westchnęła Betka – ludzie mają czasem inne doświadczenia.

– Ja byłem pewien, że wiesz, co lubią twoi przyjaciele i to jest wspaniałe – Psotek uśmiechnął się szeroko swoim kocim uśmiechem.

Zabrali się do jedzenia. Opowiadali sobie różne historyjki, wspominali wspólnie przeżyte przygody i trochę plotkowali o znajomych, a słońce schodziło coraz niżej i niżej. Pomarańczowe wcześniej promienie zrobiły się czerwonawe i Psotek wiedział, że dzień się niedługo skończy.

– Dziękuję, Betko to było bardzo miłe popołudnie – powiedział Psotek.

– No, oprócz pierwszej jego części – odpowiedziała I dodała : – to hej, hej!

– Hej. – odpowiedział Psotek i wyszedł z dziupli.

Spojrzał w dół, spuścił ostrożnie zdrową łapkę na niższą gałąź, dołączył tylną, wyprostował sztywno ogon, żeby lepiej zachować równowagę i….zastygł nieruchomo. Nie wiedział, co ma dalej robić. Drżały mu wszystkie cztery łapy, a na wąsach czuł zimne mrowienie. Nigdy nie byłem TAK WYSOKO – pomyślał, przestało mnie wszystko słuchać, nie mogę NICZYM poruszyć, do licha, co robić ?

– Czy coś się stało ? – krzyknęła Betka i jak strzała śmignęła obok Psotka, zatrzymując się na sąsiedniej gałęzi – wyszedł z ciebie taki głos, że się przestraszyłam.

– COŚ się stało, ale nie wiem CO, po prostu nie mogę zrobić kroku- odmruczał piskliwie Psotek.

– No, tak… – Betka popatrzyła na niego badawczo – to PANIKA, skoczę po Kasię bo, o ile się na tym znam, ty sam nic nie zrobisz, a ja też cię nie sprowadzę, nie jestem w końcu aż tak silna – i pobiegła, a Psotek zamknął oczy i tkwił całkiem nieruchomo.

Upływające minuty wlokły się bardzo, bardzo wolno, aż wreszcie Psotek usłyszał najmilszy głos na świecie, chociaż tym razem był on nieco zaniepokojony:

– Hej! Kocie Psocie jesteś tam ?

– Jest, jest – to już był głos Betki – mówiłam, żeby wezwać straż pożarną, byłoby zabawniej.

– Jestem tutaj- udało się wychrypieć Psotkowi- ale nie wiem jak długo tu jeszcze będę, bo coraz mniej siebie czuję !

Nagle spora część Kasi wynurzyła się z gałęzi tuż pod Psotkiem i poczuł jak chwytają go jej ręce.

– Mam cię ! – krzyknęła Kasia

– Masz go ? – wrzasnęła z dołu Betka.

– Mam go ! – krzyknęła powtórnie Kasia i dodała – i chyba jest zdrowy i cały!

– No, może z wyjątkiem przerzedzonego ogona i spuchniętej łapy  – zaśmiała się Betka i smyrgnęła obok nich w górę, do swojej dziupli.

Kasia spojrzała pytająco na Psotka, ale on zamruczał : – Nie teraz, bo jestem jeszcze trochę s p a n i c z o n y, wszystko opowiem ci w domu.

– S p a n i k o w a n y – poprawiła Kasia i zapytała : – czy pomoże ci ciepłe mleko, sardynkowa pasta i koci przysmak z mojej skrytki w biurku ?

– Ja już czuję się wspaniale- Psotek wyrwał się z rąk Kasi i pierwszy pognał w kierunku domu.

Pławna ferie 2011 063