Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
Autor: kryzab
Siedzi baba przy parapecie,
ogląda świat i o nim plecie.
Święto Teatru uchwalono w roku 1961 na pamiątkę otwarcia TEATRU NARODÓW w Paryżu ( 27 Marzec 1957r). Dzień Teatru obchodzimy właśnie 27 Marca.
D L A D Z I E C I
Marzą mi się KÓŁKA TEATRALNE w każdej szkole i placówce oświatowej.
Tu, u mnie Dzień ten przybierze postać trochę zakręconej sztuczki ( bo nie SZTUKI) teatralnej pod tytułem „KOPCIUSZEK – INACZEJ”, którą napisałam kiedyś dla dzieci w wieku szkolnym (dla III – IV klas Szkoły Podstawowej). Wystawiliśmy ją dla rodziców i było sporo zabawy. Tak się złożyło, że uczniowie, którzy zostali wybrani do sztuki, to nie byli, oj, nie byli prymusami pod względem nauki. Nie byli to też ci najczęściej wybierani do szkolnych deklamacji. Na scenie sprawdzili się fantastycznie. Chcę wierzyć, że mieli z tego też trochę zabawy, a może któreś z nich uwierzyło też, że może więcej…? Chociaż święto Teatru jest za 15 dni – może ten tekst zachęci kogoś do wystawienia go z dziećmi 27 marca, więc wrzucam go wcześniej. A może, jeśli nie zdążycie – to na Dzień Wiosny, Dzień Matki, w Dniu Dziecka? Fatalne fotki ( cyknięte z wideo) mają być tylko dowodem na to, że sztuczka była grana. I nawet dobrze, bo nie widać twarzy moich aktorów – a szukać ich teraz i prosić o zgodę, ee… rzecz nie do wykonania.
KOPCIUSZEK – INACZEJ
Narrator:
Sto lat temu, może dwieście
ni to na wsi, ni to w mieście,
stał wdowiec na progu chaty,
ni to biedny, ni bogaty
i patrząc na letnie chmurki
wsłuchiwał się w głos swej córki.
Kopciuszek: – Tato, mama już nie wróci,
mnie to też szalenie smuci,
lecz mówiłam wielokrotnie,
że nie musisz żyć samotnie..
Przebolej już dawną stratę,
wyznacz wdowie ślubu datę.
Wiem, że masz na to ochotę,
więc to załatw. Już w sobotę.
Ojciec: – No tak, chętna z niej niewiasta,
piecze też wspaniałe ciasta,
a z ciebie jest mądre dziecię,
i nie żadne ecie – pecie.
Może wdowa z córeczkami
będzie też szczęśliwsza z nami?
A mężczyzna bez kobiety
trudno w życiu ma, niestety.
( nadchodzi wdowa, córki, kilku gości, zaczynają obracać się w tańcu – cicha muzyka?)
Narrator: – Jak mówili, tak zrobili.
Na weselu się bawili,
trochę jedli, kawę pili
i…jak ludzie mi mówili,
wszyscy byli bardzo mili.
Ale sza, ale sza. . . . . . .
dalszy ciąg ta bajka ma.
( Goście się rozbiegają, ojciec stoi przy Kopciuszku, córki coś do siebie szepczą, pokazują palcami itp)
Macocha: – ( do widowni i do Kopciuszka): –
Tylko w bajce wszystko kończy się weselem,
a w życiu wszystko się dopiero zaczyna
i w życiu nie ma śmiechu wiele.
(ogląda ją) O, to twoja córka? Ta dziewczyna?
Mówiły mi mądre panie:
Najważniejsze jest ubranie!
Narrator poprawia:– Wychowanie! Wychowanie!
Macocha: – Sprzątnij! Naucz się gotować!
Masz nam suknie wyprasować!
Narąb drzewa! Wyczyść buty!
O! W gorsecie sterczą druty,
napraw mi to do wieczora.
Chodźcie dzieci, na nas pora,
czas na spacer, bo na zdrowie
spacer świetny – każdy powie!
A ty, mężu idź do pracy, och, mężczyźni to cudacy.!!
(ojciec zgaszony odchodzi, panie się przechadzają, Kopciuszek zakłada fartuch, czarną chustę, zamiata. Po chwili słychać głos trąbki posłańca królewskiego, na scenę wbiegają jeszcze 2-3 osoby. Posłaniec wyciąga pismo i czyta. Wszyscy zasłuchani.)
Posłaniec: – Wszystkie młode panienki!
Szyjcie ładne sukienki,
a w najbliższą sobotę,
przerwijcie swoją robotę.
Nie wchodźcie już na fejsbuka,
nasz książę TU żony szuka.
Bal na zamku wydamy,
na was panny, czekamy.
Uśmiechajcie się ładnie,
gdy mu któraś w serce wpadnie,
czy biedna czy bogata,
żoną będzie przez lata !!
(Kopciuszek smutno sprząta, a panienki z mamą pokrzykują)
Córka I: – Ja! Ja będę jego żoną!
Suknię włożę, tę złoconą
i gdy perły doszyć zdążę,
mnie wybierze piękny książę!
Córka II: – Kopciuszek niech ci przyszyje!
Córka I: – Tylko niech łapy umyje!
Córka II: – Mnie wybiorą na tę żonę!
Ty masz oczy wytrzeszczone,
krzywe nogi, nos jak kluchę!
Córka I: – Zamorduję tę dziewuchę! ! !
Klucha? Co ciebie napadło?
Lepiej sama spójrz w zwierciadło:
biodra – zero. Rzęsy? – marne,
ząbki jak perełki! CZARNE !
Włosy….jak…ogon u myszy !!
Macocha: – Ech, panienki, ciszej, ciszej !
Ty, Kopciuszku, rób maseczki,
śliczne mają być córeczki.
Z coca-colą zmiel ogórki, (Kopciuszek notuje)
dodaj czosnku cztery wiórki,
krem nivea, kwiat rosiczki,
zmieszaj, obłóż im policzki!!
Jako matka – wiem. Na pewno
któraś z nich będzie królewną!!
(córeczki wybiegają piszcząc, macocha dostojnie odchodzi, Kopciuszek coś tam robi przy stoliku, sala ciemnieje. Kopciuszek nuci smutno, machając miotłą)
Kopciuszek: – Żebym to ja wiedziała, żebym życie bardziej znała,
taty bym nie namawiała na ten ślub!
I to wszystko trochę złości, zero, zero przyjemności,
żadnych bali, żadnych gości, tylko wszystko rób i rób!
Inni chodzą na imprezki, mnie się w oczku kręcą
łezki, a rozrywek nie mam wcale, co tu kryć.
Czemu, czemu, ta macocha udawała, że pokocha,
trudno, trochę tu poryczę, ciężko żyć.
(ryczy, szlocha. Światło punktowo oświetla wchodzącą na scenę Wróżkę)
Kopciuszek: – Ktoś TY ??
Wróżka: – To ci zagadka!!
To ja, twoja chrzestna matka.
Różdżką jedno skinienie
i życie ci odmienię!
Pożyczyłam od Harry Pottera. ( do widowni)
No, niech się panna rozbiera!
Ściągnij wreszcie tę szmatę,
na tobie suknie bogate.
Jeszcze diadem, no i szal. ( podaje obie rzeczy)
Na zamku cię czeka bal !
(Kopciuszek ściąga z siebie wierzchnie szmaty, pod spodem ma piękną suknię)
Kopciuszek – : Och!! Nie wierzę!! Jak to tak??
Miałam dziś przebierać mak…
bo mi ktoś pomieszał z ryżem……
Wróżka: – Zrobią to ptaszęta chyże.
Zaraz wsiądziesz do karocy,
lecz pamiętaj, o północy,
nim godzinę dzwon wybije,
uciekaj na łeb i szyję.
Czar odejdzie, tak się stanie
Baw się dobrze! Pa, kochanie!
Kopciuszek: – Oczom, uszom nie wierzę
i kareta mnie zabierze? (wygląda przez “okno”)
tak, już czeka! Serce fika!
TO MERCEDES !!! ALE BRYKA!!
LIMUZYNA ! Nie do wiary!
Bo przecież prawdziwe czary
w życiu są naprawdę rzadkie. . .
Teraz muszę wyjść przed chatkę
(Kopciuszek wychodzi, sala ciemnieje, po chwili “wsnuwają się” tańczące pary, słychać jakąś wybraną przez reżysera muzykę, pary nucą, śmieją się, siostry też z kimś tańczą, tylko Macocha gniewnie obserwuje tańczącego księcia z Kopciuszkiem. Ojciec stoi obok. Dźwięki cichną, wchodzi narrator)
Narrator: – Ze sto panien z różnych stron!
Która z nich podzieli tron?
Część kołuje, część poguje,
każda wdziękiem nas czaruje.
Tańczą sambę? Czy to polka?
Żadnej dziś nie złapie kolka,
bo każda nadzieję ma:
Och! Księżniczką będę JA ! (odchodzi na bok)
Kopciuszek: – Teraz wiem, po co są bale!!
bawiłam się doskonale!
Książę, tańczysz wyśmienicie.
Książę: – Takie to książęce życie.
Lecz czas dojrzeć. Szukam żony,
Tobą jestem zachwycony,więc… (słychać zegar)
Kopciuszek: – Och, nie!! Północ już wybija,
to, co piękne szybko mija
Muszę biec, pa, pa, mój książę!
( Kopciuszek wybiegając zrzuca jeden but, znika za sceną)
Książę (biegnąc w miejscu): –
Nie dogonię jej, nie zdążę!
Co to była za dziewczyna?
Czy tu mieszka jej rodzina?
Czy ktoś zna ją?
Goście razem:– Nie, nie znamy!
Książę: – Więc od dzisiaj jej szukamy.
Pantofelek zabierajcie,
Wszystkim pannom przymierzajcie.
Na którą pasować będzie,
ta mą żoną w zamku będzie ! ! !
(goście się rozchodzą, światło gaśnie, po chwili widać znów na scenie Kopciuszka. Przebiera mak, czy coś tam. Nadchodzi macocha z córkami, za nimi Ojciec)
Macocha: – Skandal. Skandal nad skandale!!
Kiedyś z klasą były bale!!
Po zamku się szwenda jakaś przybłęda,
A książę, och, wpatrzony,
kompletnie zauroczony,
cały czas ją tylko niańczył!
Z wami nawet nie zatańczył!
Córeczki razem: – Ale mamo, przyznaj sama,
że to była piękna dama.
Trudno, mamo, takie życie.
Nie musimy być na szczycie!
Córka I: – Mnie… wpadł w oko główny krawiec
i choć mówią, że latawiec…
Córka II: – Cztery walce – handlarz złotem
tańczył ze mną…reszta… potem (tajemniczo)
Macocha: – OOOOch !!
Ojciec: – Ech, kochanie, już bez jęków,
obaj mają zawód w ręku.
Żaden kryzys ich nie zmyli,
byleby się oświadczyli! ( patrzy za scenę)
Goniec z butem tu przybywa,
Nic tu po nim, niech się zmywa.
Macocha : – Bzdury, bzdury, bzdury, bzdury!
Hej, posłańcu, tu są córy.
Przymierzcie im pantofelka. (bierze but, ogląda)
Stópka faktycznie, niewielka…
Bucik jak z prawdziwej bajki,
i firmowe. Patrzcie. “NAJKI”.
(uparcie próbuje córkom wcisnąć but, chociaż one się bronią, majtają nogami – posłaniec się rozgląda, zauważa Kopciuszka na ławie)
Posłaniec: – A tam, ta osoba drżąca, to kto ?
Macocha: – Ach, służąca …
Posłaniec: – Ale panna? I to młoda!
Macocha:- Tak, lecz czasu na nią szkoda.
Na balu nie była,
bo ogród plewiła i tyle. I tyle.
Posłaniec: – Droga Pani, daj mi chwilę,
przymierzyć tylko przecież mogę ?
Chodź panienko, pokaż nogę.
(Macocha wzrusza ramionami rzuca pantofel w stronę Kopciuszka, która mierzy, wstaje i tańczy.)
Wszyscy: – OCH ! Och !
Posłaniec: – UFF! Nareszcie. But pasuje.
Książę tak się denerwuje,
kolano mu lewe drgało,
bo szukanie długo trwało.
No, panienko, umyj rączki,
bo czekają dwie obrączki
i na zamku szybki ślub !!
Kopciuszek: – Będę wierna aż po grób.
I wcale nie chodzi o to,
że to książę i ma złoto.
Gdy go pierwszy raz ujrzałam,
już wiedziałam, już wiedziałam,
że go szczerze pokochałam.
Ojciec: – Przyznaj teraz, moja żono,
Tak na prawdę, nie wiadomo
kogo, jaki czeka los.
No, już dobrze, wytrzyj nos. ( daje jej chusteczkę)
(MUZYKA. Na salę “wtańcowują” różne pary, książę z Kopciuszkiem, macocha z ojcem, siostry ze swoimi wybrańcami i kilka innych par. Zaczyna się cichy podkład muzyczny „Krakowiaczek jeden…” na scenę powraca narrator i oznajmia)
Narrator: – MORAŁ NUMER JEDEN!
Grupa wybrana śpiewa:-
Nigdy nie wiadomo, co się komu zdarzy,
więc dlatego człowiek zawsze o czymś marzy.
Jeden chciałby kasę, drugi gnać po świecie,
drugi chce być wójtem w opolskim powiecie
Nie wszystko się spełnia, rzecz to całkiem pewna,
lecz czasem z Kopciuszka wyrasta królewna…
Wszyscy: – Szalejemy ?
(tańczą kawałek np. salsy i zatrzymują na chwilę rodziców wygłaszając drugi morał )
Narrator: – MORAŁ NUMER DWA!
Macocha i ojciec razem: –
I wszystkim rodzicom dzisiaj dobrze radzę,
Morał naszej bajki miejcie na uwadze.
Morał dosyć prosty, a nawet banalny:
Nie tak ważne to na starcie, lecz produkt finalny!!
Kilka dni temu też sobie przebierałam mak. Zobaczcie, ile zostało mi popiołu. Mak zużyłam do tej strucli po prawej. Nie mogę pokazać od strony maku, bo go prawie nie widać. Ubrałam się w sukienkę, zrobiłam kawę, zjadłam kawałek strucli. Księcia nie zauważyłam. Też dobrze.
Dziś chciałabym zaznaczyć, że rola Kobiet w naszym świecie jest bardzo, bardzo ważna i to między innymi, ze względu na nasze tak zwane „babskie gadanie” ( wiem, jest też „austriackie” – to okropne). Kto się nie zgadza, jest uprzejmie proszony o kliknięcie kursorem na przykład w: „ocet jabłkowy, a zdrowie człowieka,” lub „dermatolodzy jej nienawidzą.”
BABSKIE GADANIE
Co to jest BABSKIE GADANIE ?
Na ten temat też mam zdanie :
Otóż, przyznać wam się muszę,
słodzi miodem moją duszę.
Rysunki KOBIET są autorstwa najmłodszej KOBIETY w rodzinie
Dziś zwracam się do dzieci , do harcerzy i nie harcerzy i do tych wszystkich, którzy wiedzą, że jeśli nie pomyślimy o przyszłości NASZEJ PRZYRODY, NASZEJ PLANETY- będzie ŹLE ! Wstawiłam tu dosyć znaną „ogniskową” piosenkę, bo do jej melodii proponuję trochę zmieniony tekst. Może właśnie tę wersję zaśpiewa ktoś na jakiejś szkolnej uroczystości ? Czy była już śpiewana? Tak.
Wśród paproci puszek stosy,
ktoś opony wgniótł w mrowisko.
Jakie będą ziemi losy ?
Czy się zmieni w wysypisko ?
Dym fabryczny łzy wyciska,
żrącą chmurą gdzieś się wznosi.
czarną falą rzeka błyska,
czyjś głos w smętnej ciszy prosi:
Refren:
Żeby został po nas świat
z czystą wodą, z ptaków śpiewem,
nie licz zysków, bój się strat,
bo co dalej będzie – nie wiem…
Żeby każda ziemska noc
drżała jasnym, czystym niebem,
żeby oddech dawał moc,
czy tak będzie ? Tego nie wiem.
Coraz więcej ust spragnionych
gdzieś padają kwaśne deszcze
orzeł skrzeczy przerażony: –
Co człowiek zepsuje jeszcze ?
Część PRZYRODY według pewnego Pięciolatka.
Choć na chwilę się zatrzymaj
Stań i popatrz dookoła,
a usłyszysz głos PRZYRODY,
ona też do ciebie woła:
Refren:
Niech już nie schnie żaden kwiat,
niech nie ginie żadne zwierzę.
Uda się obronić świat ?
Ja w człowieka jeszcze wierzę.
Żeby ziemia mogła trwać
wciąż zielona, piękna, zdrowa,
musisz także o nią dbać,
by dla wnuków ją zachować.
Zróbmy coś, proszę, póki jeszcze czas.
Nie było nas – był las.
Las nie przeżyje – nas też nie będzie.
Stal, beton, plastik i pustka. Wszędzie.
Dziś właśnie, 2 Marca 2019 r w TVN24 wpadłam na spot World Wide Fund for Nature – Polska promujący kampanię „Godzina Dla Ziemi” ( w wykonaniu Marcina Dorocińskiego) Zachęcam do obejrzenia.
Co do losów ptaszków, grzybków, ssaków, much, pajączków, gadów –
w nawiązaniu do opadów, ich nadmiaru, albo suszy –
myślę, że człowiek nie skruszy siły, jaka tkwi w PRZYRODZIE.
Czy pod wodą, czy na wodzie, zawsze będzie jakieś życie
i w Poznaniu, i w Madrycie, w Himalajach – gdzieś na szczycie,
i w Pekinie, i w Jarocku (choć podobno tonie w błocku?)
Będzie życie tu – na Ziemi, chyba, że Ją… rozgnieciemy.
Jednak, może COŚ zostanie w jakimś cichym gdzieś zakątku?
COŚ, od czego znów się zacznie nowe życie. Od początku.
Myślę jeszcze przytomnie, więc NIE, nie chodzi o mnie.
Chodzi mi o rzeczy, czytający to człowieku,
które są w podobnym do mojego – wieku,
lub nawet, tralala, starsze niż ja.
Gdzie te dziewczynki, które były szczęśliwe posiadając TAKIE LALKI ? Hej, hej. tu! Jestem tu jeszcze. To MOJA lalka. I myślicie, że nie płakałam, kiedy odbiła sobie kawałek nosa spadając z mego łóżka? Ryczałam. Było, minęło, ale ONA mi przypomina, że i JA byłam kiedyś małą dziewczynką. Bo teraz, choina jasna, jestem, no…młodszą starocią – babcią. A lalki są zupełnie inne. Czy wszystkie starocie mają w sobie COŚ ODBITEGO?
A gdzie te ciocie i wujkowie, którzy siedząc przy okrągłym stole na werandzie obrośniętej winoroślą – obierali rumiane koksy, skrawali skórki z brzoskwini, przepoławiali pomarańcze TYMI DESEROWYMI NOŻYKAMI ? Nie mam pojęcia! Ale przecież musieli być, żyć i kroić, chociaż ja tego nie widziałam. Były od zawsze, ja też je używałam. Teraz ich ostrza stępiały nieodwracalnie. Czy wszystkim starociom OSTRZA zawsze tępieją?
Weźmy taki młynek do mielenia kawy. Też staroć, bo mielić nim twarde ziarenka kawy – można tylko dla zabawy. Stępiało mu coś, co mieliło, to w środku. Czy każdej staroci TO COŚ w środku musi stępieć? Wiem o nim tylko to, że zanim trafił do nas, (prezent) przechodził z kuchni do kuchni. I jest na zasłużonej rencie w Domu Spokojnej Starości. dla Staroci.
A te krzywe buteleczki? Do mleka, do naleweczki? Zmętniały i zmatowiały, dawno płynu nie widziały? Może od wody, którą dostają, żeby przedłużyć życie gałązkom wsadzanym do nich na wiosnę. Kiedyś w takiej zakwitła rózga, którą ktoś z rodziny dostał, niestety, od Św. Mikołaja i to była dobra wróżba. Czy każda staroć musi zmętnieć?
Jeden zbiera muszle, znaczki, drugi się lubuje w złocie,
trzeci szuka młodych blondyn, czwarty czyha na starocie.
Ja nie zbieram niczego, ale wiem, że każdy przedmiot, każdy znaczek, muszla, stary talerz, cukiernica, czy zegar, ma swoją historię. A nawet młoda blondyna. I próby poznania tych historii, to wartość dodana do samego zbieractwa.
ZEGAR – żaden z niego antyk, ot, po prostu kilkudziesięcioletnia staroć. Wymagał nakręcania co 24 godziny, ale jego godzina była taka sama, jak te godziny dzisiejsze, które w odpowiednim czasie, gdzieś się tam wyświetlają. I, poproszony – budził. Teraz, nastawiony od wielu lat na stałą godzinę stoi sobie i rdzewieje na zewnątrz, i od środka. Czywszystkie starocie muszą rdzewieć i wymagać nakręcania?
ŻELAZKO – I co to, TOTO prasowało? Mankieciki? Falbanki żabotów? (Ile osób, z tych młodszych wie, co to żabot?) A to żelazko, jeśli mu się nie rozgrzało porządnie DUSZY – nie prasowało, nie działało. Dusza gdzieś się zagubiła, a gdyby nawet była, to w jakim żarze i gdzie można byłoby ją rozgrzać? Czy dusze wszystkich starociwymagają rozgrzewania, żeby działać i tak łatwo się gubią?
To chyba najstarsza STAROĆ w naszym domu. Musze ją przedstawić w ten Dzień Staroci – ma ponad 100 lat! TEŻ wypadła z obiegu.
1903 rok- wydawano „Moje Pisemko” – dwutygodnik dla dzieci, których już dawno nie ma. Moja prababcia czytała to mojej babci, moja babcia odeszła przed moim urodzenie, więc mi czytała to mama, potem ja czytałam to sama, a później już nikt nikomu „Mojego Pisemka” nie czytał.
Okładki i druk zbladły, papier lekko skruszał, bo czyż niekażda staroć kruszeje i blednie?
Moje dwie ulubione bajki Kiplinga, ale jest tam też opowieść o przygodach chłopca – Marchewki (bo włos miał rudy). Też wzbudzała różne emocje.
Mój ulubiony wierszyk Or- Ota, czyli Artura Oppmana (1867-1931) polskiego poety okresu Młodej Polski, który sporo pisał dla dzieci.
Były to też czasy z działającą cenzurą – jak widać. Tylko trochę inną.
Kto ma ochotę, niech rozwiąże ten rebusik zamieszczony w „Moim Pisemku” w 1903 roku.
Jeszcze jedno wspaniałe urządzenie. Wygląda trochę jak jakieś szczypczyki do tortur i jestem pewna, że w razie potrzeby, sama umiałabym je do tego użyć, ale nie, nie – to dawna lokówka, (albo prostownica) do włosów. Wystarczyło ją odpowiednio rozgrzać w płomieniach pieca, kominka, czy nawet na gazie, złapać kosmyk włosów i nakręcić go – w jedną, czy w drugą stronę. Pięknie pachniały lekko podpieczone loki mojej mamy, kiedy się sposobiła do wypadu na kanastę z koleżankami.
Późno się zorientowałam, że jeszcze mam coś, co STAROCIĄ można nazwać, ale nie mam pojęcia z jakich lat pochodzi. Dostałam od córki: – ” Jeśli wysiądzie prąd, a będzie sroga zima, niech tu mama wleje wrzątku i w łóżeczku trzyma.” Więc nie wyrzucam.
Rozejrzałam się i stwierdziłam, że w kręgu moich znajomych jest kilku tegorocznych maturzystów. Obejrzałam parę fotografii ze studniówek, pogawędziłam o maturze z kandydatami do tej życiowej próby i dotarło do mnie, że matura jest za niecałe trzy miesiące, a u niektórych młodych ludzi można już zauważyć pierwsze oznaki zbliżającego się stresu przedegzaminacyjnego. Bez stresu nie dałoby się żyć. No, cóż, STRES, zwłaszcza ten umiarkowany jest wręcz podstawą naszego rozwoju, pobudza nas do działania, daje nam sygnały, które mają zmobilizować organizm do szukania rozwiązań i utrzymania naszej równowagi. Tak, tak, drodzy maturzyści – do roboty.
STRES
Chyba wiesz, co to stres ?
To nie DUCH, ani BIES
ani żadne wiruski paskudne.
STRES daje ci wzrost sił,
żebyś mógł, chciał i żył,
kiedy zdarza się coś, co jest trudne.
Rozwój świata ciut znasz?
A, więc czy przodek nasz
mógłby przeżyć bez stresu choć chwilę,
gdyby mózg nie dał znać:
Na co czekasz? Masz wiać ! ! !
Nadlatują pterodaktyle ! ! !
Co ci mówi twój stres?
Nie udawaj, bo wiesz:
Gdy egzamin ci wisi nad karkiem
wykorzystaj swój mózg,
zrób powtórki i szlus,
dziennie jedną godzinę. Z zegarkiem.
I choć pot zlewa skroń,
boli brzuch, mdleje dłoń,
a dygocik już w środku narasta,
masz się uczyć, bo cóż,
innych dróg nie masz już,
to jedyna metoda i basta.
No i luz. Załóż dres.
i rozładuj swój stres
oddychając pięć razy głęboko.
Pomyśl, jak światem świat,
ktoś coś zdaje od lat,
zdasz i ty. Więc popracuj i spoko.
A inne metody rozładowania tych umiarkowanych stresów ? Można wykorzystać nawet ten nasz własny, wewnętrzny DYGOT, który nas łapie od czasu do czasu w różnych sytuacjach stresowych ( nieprzyjemna rozmowa z szefem, konieczność publicznego wystąpienia, poinformowanie żony, że w tym roku nie pojedziecie na Majorkę, wgniecenie błotnika samochodu o kosz na śmieci, za długie oglądanie TVP itp) Ale ja już tej metody nie opiszę. To trzeba zobaczyć. Podaję namiary:
Szkoła, stres, matura – to już odległa przeszłość, ale kręcą się przecież wśród nas nasi nastoletni następcy i chociaż na razie nieukształtowani – patrzmy na nich z optymizmem. Włączę tu więc jeszcze PIOSNECZKĘ O JAKIMŚ NASTOLATKU:
Rany Julek!
Więc gdzieś w Tatrach, pod Ornakiem
w jakiś skwarny i suchawy koniec lata,
moja mama się potknęła idąc szlakiem,
a na szlaku odpoczywał przyszły tata.
O początkach mego życia wiem niewiele,
tata chyba pizzę kroił, trzymał nóż
i tak miło zaczynali tę niedzielę,
kiedy mama powiedziała: – Och! TO JUŻ!
Refren: I oto jestem ja
I oto jestem ja,
normalny nastolatek.
W życiu każdego dnia,
chcę poznać, co się da,
gnać jak kosmiczny statek.
O, do licha!
Czas zasuwa jak torpeda.
Koniec budy i powtórki tu nie będzie,
jednak atom różnych wspomnień o tej szkole,
podejrzewam – będzie wlókł się za mną wszędzie.
Nowa buda? Może studia gdzieś w Madrycie?
Patrzę w przyszłość i z tych planów jestem rad.
Kurde, każdy nastolatek marzy skrycie,
by poprawić po dorosłych ten nasz świat.
Lecz wy wiecie, że w upalny dzień bez chmurki
w Tatrach, albo w innym świata gdzieś zakątku
wpadnie na mnie przyszła mama mojej córki
i się wszystko zacznie znowu od początku.
Refren: Mówicie nam jak żyć-
nam często chce się wyć,
bo chociaż wam wierzymy,
wie o tym cały świat,
jest tak od wielu lat:
Część błędów powtórzymy!
Nie bądźcie na nas źli,
bo przecież MY…. to WY
i chociaż mamy wpadki,
spróbujcie, proszę WAS,
bo szybko biegnie czas –
POLUBIĆ NASTOLATKI!
Ja lubię. I wszystkim nastolatkom życzę zdania tego pierwszego, ważnego egzaminu, a także różnych innych, kolejnych oraz , oczywiście – tych życiowych. Trzymajcie się!
Ci, co otaczają opieką KOTY wymyślili dwa święta. Dzień Czarnego Kota, który, zwłaszcza we Włoszech był bardziej prześladowany z racji na „czarno – szatańskie” pochodzenie obchodzimy 17-go Listopada, 17-go Lutego swój DZIEŃ mają WSZYSTKIE KOTYJAKO TAKIE. CZARNY miał swoją rymowankę w „Okazjach… a inne?
Swego czasu napisałam „Opowieści z życia Kotka Psotka” z przypisem, że:
„Opowieści są przeznaczone dla rodziców, którzy lubią głośno czytać, dla dzieci, które lubią słuchać, trochę myśleć oraz zadawać pytania i ..dla kotów.”
Oświadczenie
Podobieństwo występujących w
opowieściach osób, zwierząt i kotów
do innych, które może znacie,
jest absolutnie przypadkowe.
A może nie?
Podjęłam, jak dotąd tylko jedną próbę ich wydania, ale nie będę się dalej o to starać. Chyba są spóźnione. Dziś czyta się co innego. Co jakiś czas wpadnę na tę stronę z kolejną opowiastką. Może trafi się jakiś dzieciak, który je polubi?
Kotek Psotek:– „To powinna być bardzo krótka opowiastka, bo właściwie nic ciekawego się nie zdarzyło. Dowiedziałem się tylko jednej rzeczy: Wszyscy powinni mieszkać tam, gdzie się czują najlepiej.„
W MIEŚCIE
– Chciałbym to wszystko zobaczyć na własne oczy – mruknął Psotek, siedząc koło Kasi na kanapie w swojej ulubionej pozycji, czyli zwinięty w kłębek. Oglądali telewizję. Na ekranie widać było mnóstwo ludzi kręcących się po ulicach, jeździły tam najrozmaitsze pojazdy, całe sznury różnych aut, autobusów, a wzdłuż ulic stały wielkie domy i kolorowe sklepy.
-Tam wszystko tętni życiem, coś się ciągle dzieje, prawda ?
– Wszędzie się coś zawsze dzieje, mój kocie, ale jeśli bardzo ci zależy na poznaniu miasta, mogę cię tam zabrać jutro, załatwimy przy okazji kilka spraw. Podczas tej wycieczki będziesz jednak musiał być cały czas u mnie na rękach, wezmę tę kocią torbę, wytrzymasz?
– Wytrzymam, ale dlaczego nie mógłbym normalnie iść?
– Sam zobaczysz – odpowiedziała Kasia, wyłączyła telewizor i poradziła Psotkowi, żeby wcześnie poszedł spać, bo następny dzień miał być długi i męczący. I taki był. Bladym świtem Kasia zapakowała swego kota do torby i wyruszyli na przystanek autobusowy.
Podczas godzinnej podróży Psotek raczej się nudził. Autobus się trząsł, więc Psotkiem też rzucało, było duszno, a kocia torba Kasi nie była tak wygodna na jaką wyglądała. Była po prostu za ciasna i Psotek cały czas się wiercił nie mogąc się ułożyć w żadnej ze swoich ulubionych pozycji.
Co kilka minut wystawiał pyszczek i miaukliwie pytał Kasię:
– Daleko jeszcze? – Kasia nie odpowiadała, tylko głaskała go lekko i zamyślona wyglądała przez okno.
Wreszcie dojechali i wysiedli z autobusu. Psotek najpierw usłyszał miasto: wielki szum, dudnienie, terkotanie, stukanie, dzwonienie i głosy. Wiele, wiele mieszających się ze sobą różnych głosów. Wystawił łepek i zobaczył auta, autobusy, samochody, całe gromady samochodów jeżdżących, jak mu się wydawało w różne strony, i zobaczył ludzi, całą masę ludzi, tłumy ludzi, którzy też, jak mu się wydawało chodzili w różne strony. Spojrzał w dół i zobaczył plątaninę wielu, wielu nóg – no tak, gdybym opuścił torbę, mógłbym się w najlepszym przypadku zgubić – pomyślał. Spojrzał w górę i zobaczył tylko mały skrawek niebieskiego nieba, bo reszta zasłonięta była bardzo, bardzo wysokimi domami.
Szli i szli, i nic właściwie się nie zmieniało. Hałas, gwar, tłok, ludzie, samochody, dom, ludzie, autobusy, ludzie, domy, o! – Psotek zobaczył wielkiego, kudłatego psa prowadzonego na sznurku, czy czymś takim i już miał prosić Kasię o wyjaśnienie, kiedy nagle…..pies zawarczał dosyć niesympatycznie i ciągnąc z kolei na tym sznurku swoją panią, zaczął się dosyć szybko zbliżać do Kasi i Psotka. Niedobrze. Psotek schował się do torby, Kasia błyskawicznie zasunęła zamek i zaczęła się oddalać od tego coraz bardziej rozjuszonego psa, który groźnie sapał i węszył.
Biegli dłuższą chwilę, a właściwie to Kasia biegła, torba podskakiwała, a w jej wnętrzu zgrzany Psotek turlał się na wszystkie strony.
– Bardzo nieprzyjemnie mną rzuca, Kasiu – Psotek usiłował przekazać wiadomość Kasi, ale ona wcale nie zwróciła na to uwagi i biegła jeszcze szybciej.
Zatrzymali się dopiero w parku, gdzie było kilka wysokich drzew, na okrągłym klombie rosły kolorowe kwiaty, a na ścieżce, pod równo rosnącymi krzakami ustawiono ławki. Usiedli.
– Uff! – sapnął z ulgą Psotek kiedy Kasia otworzyła torbę i mógł zaczerpnąć świeżego powietrza. Co prawda nie było ono tak bardzo świeże. Psotek wyczuwał rozmaite zapachy, części z nich nie umiał nawet rozpoznać, ale kiedy Kasia wyciagnęła ze swojego plecaka kanapki, natychmiast wyczuł wspaniały aromat swojego ulubionego sera i zadowolony zabrał się do jedzenia. I wtedy, z krzaków dobiegły do niego głosy:
– E, zobacz jaki kiciuś siedzi u pańci w torebeczce! Pęknę ze śmiechu!
– Kiciuś – Ficuś z sereczkiem w pysiu! Chyba ze wsi, co nie? Nasze miejskie domowce nie chodzą na spacerki tylko siedzą na podusiach.
– No. A ten w podróży, ha,ha,ha! I zobacz co dostał! K a n a p e c z k ę!!!
– Te, kocurku, może się podzielisz z biednymi parkowcami, co?
– Wyskocz z tej torebeczki, chodź z nami, poznasz miejskie życie.
– No. Zapoznamy cię z dachowcami.
– I z kotami podwórkowymi!
– I z piwnicznymi!
– Patrz, nie rusza się, może on nie rozumie?
– A może to jakiś cudzoziemiec?
– Coś ty! Nasz, tylko pewno nieśmiały. A może tchórz?
– I ważniak, bo ma pańcię i chatę na wsi, co nie?
– I obżartuch, zobacz, jaki okrąglutki!
Kotek Psotek słuchał, słuchał, aż nagle jednym susem wyskoczył z torby i spojrzał w kierunku krzaków, z których dochodziły te niewątpliwie kocie głosy. Kasia też się odwróciła i oboje ujrzeli dwa wychudzone kocury. Pierwszy z nich miał rude, zmierzwione futro i przekrzywiony ogon, drugiemu brakowało samego czubka lewego ucha i jednego ząbka z samego przodu. Nie wyglądali zbyt przyjaźnie, ale kotek Psotek zebrał leżące na ławce wszystkie kanapki, które Kasia przygotowała im obojgu wcześniej na drogę i położył je przed kotami.
– Proszę – powiedział – poczęstujcie się, szkoda, że nie mam więcej. I macie rację, ja zawsze mam co jeść, bo mieszkam z Kasią. Wyobrażam sobie, że tu, w mieście trudniej się żyje bezpańskim kotom. Szukać jedzenia i schronienia w tym gąszczu domów?! Brrr! Podziwiam was, j a chyba nie dałbym sobie rady!
Oba koty popatrzyły na siebie, a potem na kotka Psotka.
– O! On nie jest taki niemądry, jakby się w pierwszej chwili mogło wydawać – mruknął Krzywy Ogon.
No. – potwierdził Skrócone Ucho – to co? Chyba skorzystamy z propozycji i się poczęstujemy tymi przysmakami, hę?
– Nie wypada odmawiać – Skrócone Ucho pierwszy porwał kanapkę, to samo zrobił jego kolega i obaj dali szusa w krzaki. Po chwili do Psotka doszły niewyraźne slowa: – Ej Kiciusiu, dziękujemy! Jeśli jeszcze kiedyś chciałbyś nas odwiedzić i bliżej poznać życie wolnych, miejskich kotów, to zapraszamy, cześć!
Kotek Psotek odmiauknął im jakieś pożegnanie i popatrzył pytająco na Kasię:
– Czy możemy już wracać do n a s z e g o, zamiejskiego domu? Już się trochę zorientowałem jak się żyje w mieście. Myślę, że są tacy, co to lubią, ale j a jestem zdecydowanie kotem wiejskim i to nic złego, prawda, Kasiu?
– Oczywiście – odpowiedziała Kasia i oboje ruszyli w powrotna drogę.
DRODZY MOI, bardzo mi przykro, ale wśród kilku rzeczy, które mi się jakoś tam kojarzą z WALENTYNKAMI, (oprócz Walencji, Św.Walentego, albo jednego, czy drugiego Walencjusza, na pierwsze miejsce wysuwa się „WALENTYNA TWIST” Kto z Was jeszcze pamięta? Przytoczę kawałeczek tekstu:
Walentyna, Walentyna
Już gwiazd kraina ją dobrze zna
Były kwiaty dla Gagarina,
A Walentyna TWISTA ma.
Walentyna, Walentyna
To pierwsza w świecie podniebna miss,
Jej imieniem się dziś zaczyna
Najnowszy „WALENTYNA TWIST”
(Tekst: Włodzimierz Patuszyński, śpiewały słynne przed wiekami FILIPINKI
A ponieważ imię Walentyna ma swoje źródło w łacińskim słowie VALENS – mocna, silna, pracowita, zdrowa – wszystko pasuje. Musiała być taka. Kto nie wie, kim ona była – niech sobie poszuka w internecie.
Sądząc jednak po reklamach w sieci, wzmożonym ruchu w sklepach z upominkami, w kwiaciarniach, w cukierniach i w innych takich – kupa ludzi uznała, że to Święto Zakochanych. Wysyłają sobie nawzajem listy miłosne, słówka słodkie jak czekoladki, czekoladki słodkie jak miód, kwiatki w papierze z różowymi serduszkami, uśmiechnięte żółte pysie z czerwonymi sercami i kupują upominki.
Handlowcy zadowoleni. Proponują i biżuterię, i słuchawki, i bieliznę (Och, cud!), ale też szczotki do prostowania włosów dla ukochanej i nową golarkę dla ukochanego. Uważam. że esemesowe i elektronicznie wyznawanie uczuć w tym dniu. nie powinno się liczyć! Powinno być wręcz z a b r o n i o n e ! Prawdziwe wyznanie – to wyznanie piórem, na papierze, w prawdziwej kopercie, przez prawdziwą pocztę dostarczone!
Znalazłam w sieci propozycje różnych wierszyków tzw. „na – pocztówkowych” związanych z walentynkowym wyznawaniem uczuć. Dorzucę jeszcze kilka:
Ptysiu! Odstaw ten tort niewalentynkowy!
(wiesz przecież, że powinien być większy i różowy).
Po prostu wpadnij, kochany: – mam domowe pączki!
Przytulisz mnie i potrzymamy się za rączki.
Kocham Cię, bo gdybym Cię nie kochała,
już dawno bym się, miły, przed Tobą schowała
i byłbyś dziś sam jak pieniek – już od wielu lat.
Dobrze wiesz, ile pięknych kryjówek ma świat.
A fakt mojej przy tobie ciągłej obecności
jest przecież dowodem największej miłości !?
Czyż nie tak?
Nie kupuj mi pierścionka, ani szczotki prostującej włosy.
Nie przynoś mi kwiatów, czy słodkich pomadek.
Chodź, pośpiewamy sobie dzisiaj na dwa głosy:
ja – Twoja sikoreczka i Ty – mój niedźwiadek.
No, cóż, KAŻDY dzień, w którym można dodatkowo wyznać sobie uczucia jest na wagę złota. Zatem ja też załączam dla wszystkim ukwiecone serce. Kochajmy się. Choćby w te WALENTYNKI.
ON:
Czy jestem lekko zarośnięty, czy gładki,( taki bez zarostu) –
Kochaj mnie, kochaj mnie, po prostu.
Czy gorzej pachnę po robocie, czy raptem zionę Bossem (Hugo) –
Kochaj mnie, kochaj, jeszcze długo.
Czy cię obrzucam bukietami, czy raczej rzadko kwiat przynoszę –
Kochaj mnie, kochaj, miła, proszę.
Czy jestem blady po chorobie, czy różowawy (no, od słońca) –
Kochaj mnie, kochaj mnie do końca.
ONA:
Czy mam migrenę i marudzę, czy krzyczę, że już brak mi siły –
Kochaj mnie, kochaj mnie, mój miły.
Czy milczę często przy obiedzie, czy gadam dużo o poranku –
Kochaj mnie, kochaj, bez ustanku.
Czy jeszcze cieszę się urodą, czy może inne są ciekawsze…-
Kochaj mnie tylko, kochaj zawsze.
Czy ci przerywam, jęczę, czy śpiewam – co przecież działa ci na nerwy –
Tralala, ciąg dalszy ferii czyli kolejny bałagan pod tytułem: „CO I Z CZEGO”?
Budujemy DOMEK ze śmieci? Wnuczęta zaczynają się uśmiechać porozumiewawczo do siebie i z powątpiewaniem kręcą głowami. Na stole leżą śmieci: różnej wielkości opakowania po babcinych lekach, folia aluminiowa, skrawki tkanin, jakieś słomki, patyczki do szaszłyków, stare korki, kolorowe papiery, resztki modeliny i różne inne drobiazgi. Obiekt główny to pudełko tekturowe po czymś tam – u nas o wymiarach 50x25cm i o wysokości 25 cm. z przygotowanymi wcześniej „ściankami działowymi.” – Resztę trzeba wymyślić – mówi babcia i demonstruje jeden kredens z pudełek po czymś tam. Gdzie kuchnia? Z czego? Gdzie łazienka? Z czego stół? A jakiś obrazek? A zegar, a telewizor, jeszcze łóżko, garnki, pralka, jeszcze....i DOMEK POWSTAŁ
TO TEN PIERWSZY KREDENSWIDOK OGÓLNY DOMKUOGÓLNE SPOJRZENIE NA KUCHNIĘ ( jeszcze przed porządkami, widać, oj, kurz!)
Kuchenkę obklejono srebrnym i czarnym (piekarnik) papierem. Zlew wycięto z cienkiego styropianu, okap z papieru owiniętego w folię aluminiową, a garnki z takich blaszanych pasków, którymi często owinięte są bukiety kwiatów.
ziemniaki z modeliny odcedzoneKĄCIK JADALNY. Ktoś zostawił otwartą gazetę i niedojedzone kanapkikinkiet nad łóżkiem ze sztucznej perły.
STOJĄCA LAMPA dostała klosz z „gniazdka”, w których siedzą czekoladki. Świetny materiał na luksfery.
Poniżej widok na salon. Firanki – z firanki, fotel z gąbki, ekran telewizora z fragmentu starego opakowania , w którym kiedyś siedziały klisze filmowe. Desery na stole, to wycięte odpowiednio pojemniczki po różnych pastylkach, a reszta wazoników to plastelina i kawałki suchych (ale prawdziwych) roślinek. Książki na regale trzeba było, niestety zszyć w odpowiednim formacie.
ŁAZIENKA. Wanna – pojemnik po serku jakimś, gąbki i mydełko prawdziwe, chociaż malutkie.Rura odpływowa z karbowanej słomki do picia, kosmetyki z plasteliny, ściereczka ze ściereczki, mydełko z mydła, blat ze styropianu, zlew wyłożony folią aluminiową. Szczotki do zębów – kawałki zapałek.
Wanna – pojemnik po serku, główka prysznica to wciśnięta w rurę z folii aluminiowej pinezka. Mydło z mydła, gąbka z gąbki oczywiście. Otwór pralki zrobiono z gwintowanej nakrętki buteleczki z jakimś lekarstwem. Sedes ze styropianu, łańcuszek do spuszczania wody (bo to stary system) świetnie zastąpiła złota nić, papier – z papieru, ale nakręcony na zapałkę.
A poniżej przykład domu miejskiego, kilkupiętrowego. Klatka schodowa oddzielała dwa segmenty, które samodzielnie zagospodarowywały dwie odrębne wnuczki. Górne piętra mają szyby foliowe, ale są puste – na wynajem, parter, to jak widzimy herbaciarnia i sklep. W herbaciarni fajny barek i krzesełka, a w sklepie oprócz kasy, zamrażarki i lady z wędlinami widać wory z warzywami.
Jeżeli kogoś zachęciłam do takich robótek, to nie ma na co czekać. Ostrzegam, że trudno jest przerwać, bo w trakcie pracy przychodzą współtwórcom do głowy kolejne pomysły: a może tak jeszcze gabinet lekarski, garaż ( och, z maleńkimi autkami!), komnatę księżniczki, dyskotekę, igloo i kajak, i góry lodowe (styropian?). I co jeszcze…?
PS1. Chyba się domyślacie, że takich zabaw mogą się podjąć tylko dziadkowie dysponujący czasem emerytalnym ( i posiadający co najmniej DWA STOŁY – bo przy tym mniejszym można będzie jeść).
PS 2. Jak już jesteśmy przy odpadach papierowo – tekturowych to jeszcze przedstawię wam RAKIETĘ, na którą było, całkiem niedawno zapotrzebowanie w naszej rodzinie. Osoba zamawiająca ( lat 4 ) pomalowała główny kadłub oraz przytrzymywała narzędzia.
Najpierw była taka mocna, tekturowa tuba, na której nawinięte są różne folie do pakowania. Dodano głowicę z tekturowego rożka i uzbrojono srebrną taśmą i ołówkiem. Przymocowanie stateczników wymagało, niestety, pistoletu z gorącym klejem.
Dzień Pozytywnego Myślenia ma nam pomóc w uwierzeniu, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, że jesteśmy w stanie świadomie podjąć próbę zmiany naszego złego nastawienia do rzeczywistości. Inspiratorką tego DNIA była, co poniekąd oczywiste, pewna psycholog. Z USA.
Więc zmieniam nastawienie do rzeczywistości i spojrzę optymistycznie, OK?
Patrzę pozytywnie, choć trochę mnie złości,
że czasem myśl durna w mózgu mym się lęgnie
i ulegam chwilom jasnej pomroczności.
Często, ale nie dzisiaj. Bo przecież jest pięknie!?
„Dziwny jest ten świat…”śpiewał Czesław Niemen.
Sądzę, że miał na myśli Syrię? Somalię? Jemen?
My, Polacy, jesteśmy jako dzieci Boże:
U nas się nie zabija. Ni strzelbą ni nożem,
i na pewno nie krzywdzi nikogo złym słowem.
Ktoś tu krzyczy: NIEPRAWDA !!!?
Później mu odpowiem!
U nas ZŁEGO nie spotkasz i jeśli ktoś wierzy,
że u nas, jak w Ameryce są łotrzy, gangsterzy
i że u nas, jak wszędzie, łamane są prawa,
to będzie, moi drodzy już inna zabawa!
Taki ktoś, kto na kraj własny podłym słowem pluje,
niech się natychmiast, żądam:
z Polski wymelduje!!
My, Polacy, więksi, średni, czy też mali
jesteśmy dla siebie mili. I wyrozumiali.
Tu nie grasują bandy, mafie czy mordercy,
(Trafiliście na kilku? Tak ?? To…innowiercy).
Bójki? Ot, to niesnaski. Polak jest świadomy.
Nigdy nie krzywdzi bliźnich, dzieci ani żony.
Każdy PRAWDZIWY POLAK– ubóstwia przyrodę.
No.. jeśli ta przyroda wchodzi mu gdzieś w szkodę,
trzeba działać i trudno mu nie przyznać racji:
Żuraw nam zżera żyto? Żuraw – do kasacji!
Dziki niszczą ziemniaki? Dziki – do kastracji(?)
Koty miauczą w osiedlu? Koty – wytrujemy!
Gołębie brudzą parapet? -To je wybijemy!
Bo Polak ma mieć życie godniejsze i lepsze,
już ma wspaniałe szkoły, horyzonty szersze,
a, że ktoś chce wyjechać? Niech jedzie.
Zobaczy i przyzna, że nie ma lepszego kraju
niż nasza Ojczyzna!
Polak, (jeśli prawdziwy) – niczego nie niszczy,
bo sam powstał jak feniks!
Z wieloletnich zgliszczy.
I nikt tu, ( jak gdzie indziej) nie przymiera głodem!