co w trawie rośnie

Pewna babcia, (znam ją dobrze, całkiem miła)

będąc w sklepie, odrobinę się zmartwiła,

konstatując, że nabywcza siła

emerytur – znowu się zmniejszyła.

No to co?

Choć straciła, zgoda, nieco na wartości,

starczy przecież na nabycie kurzych kości?!

Mając w kuchni piękną porcję rosołową,

babcia dzisiaj ugotuje  zupkę zdrową!

Otóż to!

Co tam jakaś bieda, dola, czy niedola,

już buszuje dzielna babcia gdzieś po polach

i już wie, co dziś przyrządzi na obiadek

( w domu kupa głodnych wnuków oraz dziadek)

Ha, a co?!

Buszowała babcia w polu, buszowała,

i kucnąwszy, coś tam rwała i zbierała,

a zbierając cicho sobie tak śpiewała:

Tra la la la!

Tak chciał traf,

że wśród pokrzyw oraz traw

rośnie tu bezpłatny szczaw!

Narwę, narwę kobiałeczkę,

będzie szczawiowa z jajeczkiem!

HEJ!

Bowiem według sprawiedliwych, polskich praw,

babcie mogą nadal zbierać chrust i szczaw.

( w każdym razie – na razie!)

1 czerwiec – Dzień Dzieciaka

Wszystkim DZIECIOM – MAŁYM, ŚREDNIM oraz DUŻYM życzę spełnienia jeżeli nie wszystkich, to większej  liczby różnych marzeń.

I NA PRZYKŁAD:

DZIECIOM – ŁASUCHOM  życzę, żeby chociaż raz w roku mogły jeść wyłącznie lody i czekoladę przez CAŁY DZIEŃ.

DZIECIOM – BADACZOM – łapiącym w  rączki wszystko co jest małe i się rusza – życzę ciekawych obserwacji latających mrówek ( nie gryzą!), ślimaków, jaszczurek i innych robali, fuj.

DZIECIOM – WĘDKARZOM życzę pięknych połowów

DZIECIOM – ARTYSTOM życzę znalezienia własnej kreski, pędzla i  czegoś tam, czego używacie do swoich wspaniałych prac:

 

I jeszcze „odezwa” do małego wnuka:

nowy folder 002

DO  WNUKA:

Witaj mały wnuku na tym świecie, witaj !

O problemy tego życia – jeszcze nas nie pytaj.

Nawet jeśli świat daleki już cię trochę kusi,

poleż sobie jeszcze chwilę tu, blisko Mamusi.

Proszę, sprawdź jak dobrą rękę ma mój syn – twój Tata,

zdążysz przecież jeszcze poznać sprawy tego świata.

Zbadaj najpierw swoje wszystkie malutkie paluszki

( to jest to, co mają twoje rączki oraz nóżki ).

I w spokoju rośnij sobie pomału.

Wszystkie rzeczy już na Ciebie czekają:

Klocki, radia, samochody, bajery,

graty, czaty, komputery i sery,

dżinsy, książki, fryzjer, zastrzyk, nauka,

strup na nodze, i kultura , i sztuka,

Burze, upał , grad i łąka zielona,

morze, lody, rosół i smak melona,

katar, miłość, gniew i urlop za krótki –

więc na razie tylko rośnij, malutki.

Zanim gdzieś tam w ŚWIAT wyruszysz,

(przecież tak być musi ! )

poleż sobie jeszcze chwilę tu, blisko Mamusi.

I  SŁÓWKO NA TEMAT CÓRECZEK:

córcia   córuchny

Czy Was życie wsadza w doły,

czy stawia przed Wami górki –

nic lepszego na tym świecie

niźli CÓRKI !

Gdy Ci włos zsiwieje nagle,

a sam będziesz szedł z podpórką,

kim podeprzesz się najpewniej ?

Tylko CÓRKĄ !

Gdy Ci żona zwiędnie nieco,

tracąc urok swej figurki,

kto Ci młodość jej przypomni ?

Tylko CÓRKI !

I córkom, i synkom, i wnuczkom, i wnukom, życzę po prostu radości z życia.

fotki inne, ale też roślinne – 26 maj

czyli inaczej :

Dzisiaj, w DNIU MATKI,

dla każdej MATKI

przesyłam piękne, ogrodowe kwiatki,

                                         *

NA PIERWSZY OGIEŃ takie prawdziwe, kwieciste kwiaty RÓŻANECZNIKÓW. Dorodne i kolorowe.                 

A TERAZ KILKA  DANYCH Z ŻYCIA MNISZKA – matki powinny wiedzieć, że syrop, lub nalewka z mniszka to lecznicze eliksiry

TAWUŁKA I – czyli też kwiaty, ale KRZACZASTE.

Mówią o niej raz SZARA, raz NORWESKA, ale jaka by nie była, kwitnie rok w rok, a kwiatostany wyglądają jak sople lodu. Żadnych tawuł NIGDY nie nawoziłam, a kwitną jak marzenie.

A TU TAWUŁA II Van Houtte’a. Wyższa, większa, o szerszych kiściach i podobnych kwiatkach do tawułki norweskiej. W tym roku „WYKIPIAŁA”! Kwiaty wręcz wylały się potężnym, białym strumieniem, który przygiął krzaki do ziemi. Na DZIEŃ MATKI – oczywiście.

DWA DNI Z ŻYCIA PIGWOWCA JAPOŃSKIEGO – już przekwitł kilka dni temu, ale fotka na DZIEŃ MATKI się znalazła. Ładny, prawda?

KWIAT ANTONÓWKI. Otwarty – czeka na pszczoły. Wsadzała ją MOJA MATKA bardzo dawno temu, a ona nadal rodzi jabłuszka.

A z drobnych, ogrodowych kwiatków – W DNIU MATKI – ORLIKI zrywają się do lotu.

WSZYSTKIM MAMOM  ŻYCZĘ ZADOWOLENIA Z MACIERZYŃSTWA!

                     PRZYNAJMNIEJ CO DRUGI DZIEŃ.

Atak bzów

Nie są chyba modne, bo jak obserwuję różne działki, ogródki i domostwa jest ich coraz mniej. Bzów, oczywiście. Wśród gładko wystrzyżonych trawniczków z kilkoma kulkami małych świerczków, okiełznanym klombem tulipanów i wiechami egzotycznych traw, bzy jakoś…chyba…nie pasują? Mylę się?  Nie, nie jestem wrogiem ani strzyżonych trawniczków, ani kędzierzawych traw, każdy ma, co lubi, (albo jak ja ma – bo nie chce jej się kosić.)  W mojej okolicy trochę krzewów bzowych zostało i otoczyły mnie w tym roku. Kilka młodziaków u mnie, sporo za płotem sąsiedzkim i wzdłuż moich spacerowych traktów. Buchnęły! Armia liczebnie niezbyt bujna, ale jak wiemy i mała potrafi  walczyć o swoje. Popatrzcie chociaż na nie, bo, niestety, nie możecie ich powąchać, a ja jestem ich aromatem odurzona!

I te, jeszcze nie wszystkie otwarte i rozwinięte, a już kipiące wprost bzową, pachnącą bielą.

Ile lat będą jeszcze rozkwitać? Kiedy i czy zanikną? Czy ktoś zabezpieczy ich nasiona? Czy ktoś je zniszczy? Czy będą pokazywane pod sztuczną kopułą, okratowane i opisane? Jak długo przetrwają?

Kilka dni i …. do zobaczenia za rok? Oby.  Przypomnę teraz pioseneczkę, która powstała w 1928r kiedy śpiewanie o bzach, łzach i wiosennych uczuciach jeszcze było OK.

ogródkowa sesja tulipanowa

Przyszła pora na inspekcję ogródkową. Oj, nie mam się czym chwalić, ale przedstawię wam kilka egzemplarzy z grupy: ŁADNE KWIATKI! NO! NO!

I zbliżam się, zbliżam, zbliżam, niektóre pozują lepiej, inne z niechęcią. Nie wszystkie lubią być fotografowane na ZIELONYM DYWANIE, ale idę, idę, aż wreszcie….

… nie do wszystkich co prawda zostałam wpuszczona, ha, ale udało mi się wejść do kilku tulipanowych wnętrz. W żadnym nie znalazłam CALINECZKI z baśni H.Ch. Andersena, ale w kilku był bałagan, niesprzątnięte obce nasionka, jakieś śmietki i para robaczków.

Nie mogę się powstrzymać przed kwiatowymi sesjami. Sądzę, że będzie ciąg dalszy, więc kto nie lubi patrzeć na takie kwietne fotki – niech na jakiś czas zrezygnuje z wizyt u mnie.

Limeryki – nonsensiki

Oczywiście z okazji  Międzynarodowego  Dnia Limeryków. Kiedy? Właśnie DZIŚ w dniu urodzin „tatusia” limeryków pana Edwarda Leara, który je popularyzował, a sam napisał ponad 200 –  wydając w 1846roku „Księgę Nonsensów.”  Staram się nie przepuszczać tej rocznicy . Zainteresowanym przypomnę : LIMERYK – to najczęściej nonsensowny, zwariowany wierszyk mający swój specyficzny rytm i zestaw rymów  aa bb a. Wymyślanie limeryków to świetna zabawa, zwłaszcza, że treść może być całkiem absurdalna, bo najważniejszą cechą jest tu właśnie rytm i ustawienie rymów. Chętnie ( co już robiłam) opublikuję na kolejnym wpisie ! Kto  mi coś przyśle? 

Viola, siostra Jędrzeja z Zamościa      

wszelkie zło wyczuwała w kościach.                            

IMG_7144

Gdy gach ją prosił o rękę,

przeczuwała udrękę

 i z uśmiechem odprawiała gościa

 

 

Pan Zdzisław, wójt z pod Mrągowa             IMG_7128

wciąż ogłasza, że wódka jest zdrowa,

bo, gdy raz wypił mleko,

w dodatku takie „EKO”,

dostał mdłości i rwała go głowa.

Młody Edwin, zdolny stolarz z Babiej Góry         

zamiast pólek strugał wciąż dziwne figury.

Upominał go tata,

by nie strugał wariata,

bo zostanie ministrem kultury

IMG_7134

 

Panna Zosia – prawniczka po studiachIMG_7142

dużo jadła, a jednak wciąż chudła.

Gdy pytali jej, ciekawi,

co zjada, że tak trawi,

wyciągała czekoladki z pudła.


 

 

Jan Drozd, podlaski leśniczy,IMG_6679

gdy rżnie drzewa przeklina i krzyczy,

że jedna jest przyczyna,

tego, że wszystko ścina:

On nie lubi  mieszkać w takiej dziczy.

 

 

 

Panna Hela z Kłodzka dziś od rana

jest potwornie wręcz rozdygotana,Inkedoj, tam_LI

bo mówiąc prosto z mostu

zostawił ją po prostu

pewien muzyk, w którym była zakochana

 

 

 

 

Piotr z Ełku, który żony nie kochał już  wcale  IMG_7152

przynosił jej na zmianę  kwiaty i korale.

Gdy wywęszyła zdrady,

wyjęła nóż z szuflady

i po męża przyjechali na sygnale.

szybka przechadzka

Na schadzki już raczej nie chodzę, ale przechadzki lubię, zwłaszcza, jeśli połączę je z konieczną inspekcją bliższych i dalszych terenów. Więc ruszyłam moją wąski ścieżką, którą coraz bardziej zarasta nader inwazyjny bluszcz i dalej  za bramę, w prawo, chodniczkiem w kierunku mostu na lokalnej rzeczce i do bagienka przyleśnego.

Jak przypuszczacie, która z tych dróg dawała nam więcej radości z przechadzek?

 ZGADLIŚCIE! A ja idę dalej…

Dochodzę do rzeki i tak, wszystko w porządku. Ciekawi mnie tylko, czy para kaczek spożywająca drugie śniadanie to ta sama co rok temu?

Oparłam się o sztachety mostu i zauważyłam, że nie jestem sama. Tuż pod barierą, w kącie zbudował już sobie pierwszy dom jakiś pajęczak, ale jedyne, co mu się udało złapać w swoją sieć to skraweczek baldachimu mniszka. Smacznego.

Zerkam jeszcze na rzeczkę, „w dal”: OK, – Tak samo wąska jak była., ale wiem, że na przykład kajakarze bardzo ją lubią właśnie dlatego, że sprawia trochę trudności zarośniętymi brzegami i zawalonymi drzewami. W tym roku na resztkach starej kładki(?)  świeża trawa utkała twarzowe zielone bereciki.

Wracam i  widząc z daleka coś białego na zardzewiałej siatce  jednego z ogrodzeń pędzę, żeby zobaczyć co to. No, cóż, nie mam pojęcia jak się tu nabiło to znacznie mniejsze od kurzego jajko?

I dosłownie kilka kroków dalej spotykam leżące na ziemi kolejne, błękitne jajeczko, oj chyba porwane przez kogoś prosto z gniazda. Wnętrze wskazuje na morderstwo!

A już niedaleko domu, za prętami ogrodzenia pewnej milej sąsiadki dostrzegłam niedawno chyba rozwinięte modre oczka niezapominajek, które czasem, z przekory nazywam „dontforgetkami.” Już jest tyle w naszym języku używanych angielskich zwrotów, że jeden więcej różnicy nie zrobi. Daję je na końcu, żeby mieć nadzieje, że przynajmniej część z was nie zapomni gdzie jestem i czasem do mnie tu jeszcze wpadnie

sezon otwarty!

Jaki sezon?  NA GRILLOWISKA!  Przegapiłam Międzynarodowy Dzień Grilla ( 2 maja), ale mam w zapasie kilka różnych, pamiątkowych fotek, sezon dopiero rozpoczęty, a grillować można przecież do pierwszych przymrozków. TO DO DZIEŁA. 

Na rodzinnych grillach, jak każdego roku

święci się DZIEŃ MAJOWY,

A ja patrzę z boku.

Dzień Grilla. Wiosna już w pełni, można świętować.
Pixabay/RealAKP ( z sieci )© Pikio.pl | Copyright 2022

Ileż rozkosznych, cudownych wprost chwil

dostarcza w maju Polakowi GRILL!

Bez łez, z radością (rzadką w tym narodzie)

rozżarza Polak grilla w swym ogrodzie,

na działce, w polu, pod lasem, przy plaży

i grill już się żarzy, a na nim się praży

Król Rusztu, ( i uwierzcie, bo to nie są żarty!)

czyli  Kark Świński solą (różową!) natarty,

z cebulką, z czosnkiem, często z majerankiem,

z imbirem,  z soją, czasem z kurdybankiem,

z papryką, a to mięsko bywa  jeszcze lepsze,

gdy je grubo obsypiesz kolorowym pieprzem.

Stryj Kazik ciężko wzdycha, patrzy trochę krzywo,

bo żona mu  zabroniła podjadać mięsiwo,

a tu Ziuta i ze strony ojca – kuzyn Derek

dostarczyli im właśnie piękny stos żeberek

w wiadrze, bo jeśli ktoś z was tego jeszcze nie wie,

to wyjaśniam – żeberka kruszeją w zalewie:

Ocet, sól morska, olej (tylko  rzepakowy!),

miód, ździebko musztardy, sok pomidorowy

rozbełtać wszystko trzeba i i zalać żeberka!

Żeberka z  takiej zalewy to boska wyżerka!

 

Wnuczek Ziuty, choć mały, ( nie ma jeszcze roczku)

ssie zawzięcie kawałek spieczonego boczku,

wujek Jan niosąc pięknie spękaną kaszankę

potknął się i poparzył kuzyneczkę Dankę.

Jęczy w cichym proteście miła ciocia Zosia,

że pieką samo mięcho ! Ona chce łososia!

Ktoś, gdzieś ( po czwartym piwku) chce grillować jaja!

Tak się święci w narodzie ten dzień – 2 MAJA.

30 kwiecień – to JAZZ

Ci z was, którzy  przychodzą tu do mnie z wizytą mogli się już wcześnie zorientować, że co jak co, ale Międzynarodowego  Dnia Jazzu nie ominę ( w odróżnieniu od wielu innych, niby świątecznych dni z kalendarza Świąt Nietypowych)  Czas więc, na kolejną notkę na ten temat.

W okresie międzywojennym muzyka jazzowa usadowiła się głównie w big bandach, wielkich orkiestrach grających żywiołowo do tańca i w takiej formie  dotarła też do Polski. W 1927 roku poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska napisała wiersz ” Krzyk Jazzbandu” :

„mówisz że jazzband jest dziki

że płacze jak wicher w kominie

i że cię przeraża

to minie

nuty życia czyż nie są dzikie

życie jest zamętem i krzykiem

przecież przyszliśmy na świat wśród takiej muzyki”

To niech nam zagra jedna z bardzo popularnych orkiestr bigbandowych :

I przyszła wojna. I świat się zmienił.  Musiał się odrodzić. Muzyczny też. U nas, owszem, też coś się odradzało, pierwsze zespoły jazzowe powstawały  już rok po wojnie, a jednym z pierwszych propagatorów jazzu był Leopold Tyrmand (pisarz, autor książek: „ZŁY”, „DZIENNIK 1954”, „Filip”, „Życie towarzyskie i uczuciowe,”U brzegów jazzu”). Grano w Jazz Clubie przy YMCA ( Związek Młodzieży Chrześcijańskiej w Polsce )- budynku z roku 1932 przy ul.Konopnickiej 6 w Warszawie. Odbywały się tam pierwsze koncerty, a Tyrmand razem z Jerzym Grzewińskim ( muzykiem i kompozytorem)  popularyzowali jazz organizując spotkania, na których Tyrmand wygłaszał prelekcję, a Grzewiński ilustrował je muzycznie.  Do czasu. Już w  końcu lat 40-tych rozwój jazzu został zahamowany, ba, walne Zgromadzenie Związku Kompozytorów Polskich rozpoczęło atakowanie tej, jak to określono jazzowej tandety, zwłaszcza, że upowszechniał ją  bikiniarski Tyrmand ( nazwa pochodzi od krawatów z wzorami w palmy  z atolu BIKINI) chadzający w dziwnych marynarkach, w butach na słoninie i w kolorowych skarpetkach ( a podobno jedne dostał w prezencie przywiezione z Moskwy przez Eryka Lipińskiego). Kluby jazzowe w YMCE zlikwidowano, a młodzi ludzie z ZMP ( Związek Młodzieży Polskiej) niszczyli  i palili na ulicach Łodzi pojedyncze płyty z tą wszeteczną, burżuazyjną, plugawą muzyką.

Zmarł  Józef Stalin. Odwilż. Uznano, zresztą dzięki podpowiedziom samych muzyków, że jazz to właściwie muzyka mająca korzenie wśród uciśnionych, wyzyskiwanych Murzynów, więc pasuje! Ha! I chociaż przez kilka kolejnych lat oficjalnie uważano jazz za swoistą  manifestację wolności, protestu i niechęci do kultury oficjalnej  ( a tak było),  to  już było z górki. I polski jazz zaczął się rozwijać. Trudno tu wyliczyć wszystkich naszych muzyków i powstające zespoły, więc tylko dodam, że  jedną z pierwszych grup była utworzona w 1957r – New Orlean Stompers (późniejsi Warszawscy Stompersi). Grali jazz tradycyjny, łatwiej „przyswajalny” i z tego, co wiem, tańczono w rytm ich muzyki na wielu warszawskich „prywatkach”.

 Jeśli wy sami, albo wasi dziadkowie, albo wasi rodzice słuchali czasem audycji rozgłośni „GŁOS AMERYKI,” ( nadawanej od 1942roku z USA) mogli się natknąć na audycję Willisa Conovera „JAZZ HOUR” nadawaną z kolei od 1954 roku i zaczynającą się zawsze utworem Duke  Ellingtona  w wykonaniu jego big bandu. Przypuszczam, że prezentowany przez Conovera przegląd zespołów jazzowych był również inspiracją i dla naszych muzyków. Jeszcze nie było można jeździć na koncerty do innych państw. Żelazna kurtyna z mocną kłódką broniła naszego świata.

Jeśli ktoś z was ma ochotę, zapraszam go do wysłuchania całego utworu.

Kurtyna kurtyną, a polski jazz rozwijał się w najlepsze. Powstawały nowe zespoły, wykluwali się nowi kompozytorzy i wykonawcy. W marcu 1956 roku  Leopold Tyrmand zorganizował  pierwsze, oficjalne JAM SESSION. Wspominał o tym na którymś z festiwali  jazzowych w Sopocie Wojtek Młynarski „opisując” ten fakt w rytm kolejnego utworu Ellingtona „Karawana.” Jeśli Wojtek uczestniczył w tym wydarzeniu to był wtedy nastolatkiem. W tym JAM SESSION brało udział kilku naszych muzyków , których nazwiska  zna każdy meloman lubiący JAZZ

I w innym wykonaniu:

Z roku na rok przybywało nam muzyków, a we wrześniu 1958 roku zorganizowano w budynku klubu studenckiego „STODOŁA” w Warszawie Pierwszy Międzynarodowy Festiwal Jazz Jamboree, który nazwano „Imprezą Buntu.” Coś w tym było. Wszystkie kolejne, coroczne Jazz Jamboree zawsze zaczynały się standardem „Swanee River”, który prezentowałam rok temu w tym dniu. Bodaj jednym z pierwszych zagranicznych muzyków jazzowych, który  przybyli na trzecie Jazz Jamboree w 1960 roku, był amerykański saksofonista Stan Getz, który nagrał wówczas płytę  z trio Andrzeja Trzaskowskiego ( ojcem obecnego prezydenta Warszawy). Wspominam o tym, bo byli to kolejni muzycy, którzy mieli istotny wpływ na moje fascynacje jazzem. Saksofon i pianino, kontrabas i perkusja. Wcześniej wsłuchiwałam  się w dźwięki  „Harlem Notturno” ( kompozytor Earle Hagen) grane przez Jana Walaska – nazywanego Złotym Saksofonem Warszawy. Nie znalazłam tego utworu w jego wykonaniu, więc proponuję inne:

I na zakończenie próbki Stan Getza  – tak zagrał słynną piosenkę MISTY autorstwa Johna Burke i Errolla Garnera, ( znaną w wykonaniu Elli Fitzgerald)

A tak kołysze nas w rytmie  utworu Antonio Carlosa Jobima – słynnej bossa novy

pączki, pączusie, igły i kwiatki

Wiosna pełną gębą, słońce – w słońcu ciepłe, w cieniu – zimne. Nie mogę się rozgrzać. Jednak po kolei, wcześniej, czy później wszystko się z ziemi wysupła, wykluje, wyjdzie, a są już takie, co i zakwitły.  Jeszcze niedawno  gałęzie wyglądały jak suche patyki, a dziś pełno pączków  mniejszych i większych.  W sklepach też. Nawet tanie. Ciekawe z czego zrobione. Ominęłam je delikatnie strzeliwszy tylko fotkę i wsnułam się w „bezmaskowy” już tłum, o dziwnych, takich odrobinę nagich twarzach, bo przecież trzeba coś kupić na te pierwsze majowe dni. Wróciłam. Poszłam na inspekcję mojego tajemniczego, bo zaniedbanego ogródka i też zrobiłam kilka fotek na dowód obecności wiosny. Stąd się wzięły w dzisiejszym wpisie. Pączki i pączusie, igły i wypustki, zalążki i kwiatki. Wszystkim moim gościom, czyli WAM życzę bardzo, bardzo wiosennego weekendu z ciepłem na zewnątrz i z ciepłem wewnątrz waszych domów.