iPady do kąta. Na chwilę, ok?

IMG_8200

Wiecie, CO TO JEST ? Ci , co wiedza, to wiedzą, ale założę się, że z  odpowiedzią na to pytanie miałoby kłopot wielu kandydatów do „Milionerów.” Przebrzmiało, minęło, jeszcze gdzieniegdzie czyjaś mama, babcia, ciotka zafurczy drutami, mignie szydełkiem (a właśnie one są na fotografii) i wyczaruje:  a to niedawno wspominane dziwaczne, ale kolorowe swetry,  a to kamizelkę w typie „ciocia Ziuta”, a to piękne, zaiste serwety na różne stoliczki, czy etażerki ( no,  wszyscy wiecie, co to takiego etażerka?)

IMG_8195           IMG_8193

 Dobre, już nie masowe, niemodne i chyba zapominane zajęcia domowe pomagające:

– w odtruwaniu  umysłu  zmąconego mediami

– w walce z uzależnieniem  dzieci, wnuków itp od pochylania główek nad stronami w sieci w swoich wypasionych  „HM-padach”

– w rozwijaniu kreatywności nie tylko seniorów ( jak to kiedyś brzydko opisałam), ale całych rodzin. Zajęcia tego rodzaju są propagowane w wielu różnych terapiach. HA!

-w wykorzystaniu  resztek, w recyklingu domowym, w odmładzaniu, w wymyślaniu czegoś z niczego, w zatrzymaniu chociaż na trochę tych różnych zajęć, którymi zajmowano się w  ( nie, nie w czasach zarazy, ale na co dzień) dawniej.

IMG_8204            IMG_8184

Znalazłam  ostatnio wciśniętą gdzieś w  najbardziej odległe zakamarki szafy ” na wszystko”, taką szydełkową chustę w pięknym , morskim odcieniu. Okutałam się nią i poczułam miłe ciepło, a przecież robiona jest „w dziury”. Wydziergała ją bliska osoba, która dawno już odeszła. Ale JEST. Między innymi w tej chuście właśnie. Co zostanie po nas?

IMG_8185

 A pewna moja dobra znajoma zajmująca się najczęściej pisaniem bardzo udanych wierszy, przysłała mi niedawno dwie, szydełkowe UTRZYMANKI do chwytania rozgrzanego rondelka z mlekiem. WIEM, kto to taki UTRZYMANKA, to WY możecie nie wiedzieć, że utrzymankami nazywano również takie oto przyrządy do manewrowania menażkami turystycznymi podczas gotowania.

IMG_8227

IMG_8187

Bo Ona też wie, że:  „Zajmiesz czymś ręce – głowa lepiej pracuje” (myśl nieznanego autora)

Wiecie chyba, że było ( i może jeszcze gdzieś tam jest, ale znacznie rzadziej) coś takiego jak HAFT. RĘCZNY – NIE  FABRYCZNY. To już wyższa szkoła jazdy. Kiedyś spróbowałam „zatrzymać” haftem kilka rysunków bliskich mi dzieciaków – one rysowały na kawałku płótna, ja to  z a  h a f t o w y w a ł am   i  szyłam poduszki, ale pożal się, Boże, jakie to było mizerne. Ale było i leży toto gdzieś u nich na kanapach.

Jedyny dowód, że faktycznie tym się bawiłam – to „makatka” narysowana przez Tatę moich wnuczek, a  „zahaftowana” przeze mnie. I lubię ten wytwór domowej pracy zespołowej. Kto spróbuje?

Pławna_09_08_Kry 025

W co się jeszcze bawić? Zajrzyjcie do wpisów np z listopada, maja, czy też lutego 2019 (jeśli tam nie byliście.)

 

 

A propos resztek…

mandaryny

TAK WYGLĄDAŁY  w  NOC SYLWESTROWĄ

Nie pierwszy raz opieram się na  RESZTKACH. Dosyć często powołuję się na nie przy różnych okazjach. Były resztki tkanin w patchworkach i poduszkach, były resztki stolarskie, a ostatnio, w styczniu – resztki poświątecznych wypieków, a dziś chcę  podzielić się z Wami ( nie bez pewnego wstydu) moim odważnym przedsięwzięciem kulinarnym opartym na dziesięciu na wpół wyschniętych mandarynkach. Tak. Leżały od Sylwestra. Nie zrobiłam zdjęcia, bo już były niefotogeniczne, ale oto fotka tego, co z nich zrobiłam:

IMG_8137       IMG_8143

Dziesięć podsuszonych, całych mandarynek

po umyciu przekręciłam przez kuchenny młynek,

(kto trzymał je też tak długo, ten łatwo uwierzy,

że ich miąższ okazał się jeszcze całkiem świeży!)

Pocukrzyłam tę miazgę, rzekłabym – rzetelnie

i wrzuciłam  na patelnię.

Dodałam sok cytrynowy, cynamon, dwa goździki,

poddusiłam – mieszając i oto wyniki:

IMG_8135

Chwalić się czymś w tym kraju raczej nie wypada,

ale wyszła mi, kochani, pyszna marmolada!!

I MUSZĘ TU POWTÓRZYĆ BLISKIE MI PRZESŁANIE:

NIE WYRZUCAJMY RESZTEK – PANOWIE I PANIE !!!

Były czasy, że różne resztki były bardziej doceniane, szanowane i brały udział w wewnętrznym, domowym recyklingu. Robiąc  (HA!!!)  niedawno  (HM!!!) porządek (NO…) w jednej z  najbardziej  przepastnych (UF!!) naszych szaf wyciągnęłam (BO ZIMA!!??)  dwa  SWETRY  Z  INNYCH  SWETRÓW ( starych, poprutych, rozerwanych, brzydkich, przebrzmiałych po prostu!), które dziergałam dla naszej rodziny i nie tylko, a wszystkie były w kształcie podobne, bo innych nie potrafiłam.

IMG_8148          IMG_8150

 

Z życia Kotka Psotka cd.

Kolejne zdarzenia z życia Kotka  Psotka – wybrane przez Bąbla

Pławna_09_08_Kry 105

Bąbel : „ Czy pies i kot mogą żyć w zgodzie ?​ Oczywiście, że TAK.”

Od tego dnia, kiedy wywąchałem* zapach cudownych naleśników w domu Kasi i poznałem Psotka minęło już trochę czasu. Jestem już większym i rozsądniejszym psem i wiele razy wpadałem do nich z wizytą. Kiedyś nawet zabrałem tam mego pana, który również był zachwycony i Psotkiem i podwieczorkiem Kasi.

Coś mi się wydaje, że będziemy ich częściej odwiedzać !

Psotek miał do mnie trochę żalu, że wybrałem dwa zdarzenia, o których on nie lubi wspominać. Wyjaśniłem mu, że oba są mi bliskie, bo i ja przeżyłem podobne. Wtedy się zgodził. No i dobrze się stało, bo jak było próbne czytanie, to nikt nas nie wyśmiał, a wszyscy się tylko uśmiechali.

Chyba rozumiecie różnicę ??

* Opis tego zdarzenia znajdziecie w czerwcu 2019r

Kotek Psotek: Są momenty w których żałuję, że samemu nie mogłem wybrać sobie imienia, a wy nie ?

                                                             IMIĘ

Nie podoba mi się moje imię – oznajmił pewnego ranka kotek Psotek – siedząc na swoim miejscu przed kominkiem i patrząc sennie na Kasię poprawiającą klasówki, czego zresztą NIE ZNOSIŁ, bo w takich chwilach wcale nie zwracała na niego uwagi. – Nie znoszę swojego imienia! – powtórzył – czy nie mógłbym się nazywać na przykład BAZYLI, DEMON, PANKRACY, albo przynajmniej FIMELON?!

– Chyba FILEMON – sprostowała Kasia, ale Psotek nie zwracał na nią uwagi i mówił coraz głośniej: – Nawet MRUCZEK ma jakieś prawdziwe kocie imię, a moje? – Psssssotek, Pssssotek, słyszysz, jakie to syczące ? Czy ja jestem wężem ? SKĄD takie głupie imię?

– Kiedy byłeś bardzo jeszcze małym kotkiem psociłeś, czyli bawiąc się, robiłeś sporo różnych szkód – powiedziała z westchnieniem Kasia.

– Niechcący ? – zapytał Psotek.

– Tak mi się wtedy wydawało – odpowiedziała Kasia – ale nie mam pewności.

– Hm ! – mruknął Psotek i zapytał :

– Czy pamiętasz jakieś moje psoty ?

– O, tak ! – Kasia westchnęła i wreszcie spojrzała na Psotka z większą uwagą.

– Rozumiem, że ty też lubisz, kiedy ktoś opowiada o przeszłości…więc pewnego razu huśtając się na firankach zrobiłeś w nich pazurkami sporo dodatkowych dziurek, rozbiłeś czyli stłukłeś kilka wazonów, obgryzłeś mi moją ulubioną paprotkę, rozlałeś i to nie raz mleko z mojego kubka i, o ile pamiętasz, bo to zdarzyło się nie tak dawno temu, przegryzłeś kabelek od komputerowej myszki, myśląc, że atakuje mnie prawdziwa mysz, kiedy głośno krzyknęłam, że jest zepsutą, starą, głupią myszą.

– Ale to już nie była moja wina – warknął Psotek – chciałem cię obronić, a czy uważasz, że na przykład rozwalanie mrowisk tych okropnie gryzących mrówek w naszym lesie to też jest psocenie? Bo kiedyś……ale Kasia mu przerwała:

– To jest coś o wiele gorszego – stwierdziła poważnie – to są po prostu paskudne uczynki!  Jak można komuś, kto czyści las i jest tak pracowity niszczyć jego dom ?

– Kasia była wyraźnie oburzona i już zaczynała myśleć, jak kolejny raz przypomnieć Psotkowi o ochronie przyrody, kiedy on oznajmił: – Wiem, wiem i chciałbym ciebie zapewnić, że NIGDY czegoś takiego nie robiłem, nawet jak byłem mniejszy, ale kiedyś widziałem dzieci, które rozkopywały mrowisko i chciałem się tylko upewnić.

– Mam nadzieję, że te mrówki, które dostały się do ich butów zrobiły, co trzeba – mina Kasi nie wróżyła nic dobrego,, więc Psotek szybko wrócił do właściwego tematu:

– A co ja jeszcze napsotkowałem?

– Napsociłeś, Psotku, n a p s o c i ł e ś – poprawiła go Kasia – no…rozsypałeś na podłodze cały kilogram mąki, przespacerowałeś się po moim łóżku łapkami umazanymi czarną, rozlaną wcześniej farbą…

– Zostawiłaś otwartą ! – burknął Psotek.

– Ja tylko wymieniam kilka zdarzeń, które mają ci wyjaśnić, skąd się wzięło takie imię, mój kocie Psocie – spokojnie powiedziała Kasia i ciągnęła dalej : – stłukłeś abażur od mojej lampki, zaplątałeś się w trzy różne motki włóczki, z której miałam zrobić sobie sweter na zimę, a dało się z resztek wydziergać tylko kilka szalików i czapek dla znanych ci zwierzaków.

– Dosyć, już, proszę – zamruczał lekko oszołomiony liczbą psot Psotek – rozumiem,

to wszystko musiało być straszne!

– Wcale nie, to były bardzo kocie działania, ale już teraz wiesz, skąd to imię.

– No….tak…chyba je sobie zostawię, ale… czy czasem…jak przyjdą jacyś goście….

mogłabyś…no…tak dla zabawy…nazywać na przykład...SIMEMONEM ??

Kasia roześmiała się serdecznie ze swojego Simemona i na zakończenie spytała:

– A czy jesteś ciekawy, jak ja chciałam się nazywać w czasie, kiedy nie lubiłam swojego imienia ?

– Oczywiście, że jestem, to jak ?

– F I O R E L L A !! – powiedziała Kasia i już oboje wybuchnęli szalonym chichotem.

jesień 2012 041

                               PECHOWY     WIECZÓR  

Kotek Psotek: – ” Och, taki dzień może się zdarzyć KAŻDEMU !! „

      Psotek przeciągnął się leniwie, wyprostował najpierw przednie łapki, potem tylne, otrząsnął się i już był gotowy – no właśnie, do czego ja jestem właściwie gotowy?  Spojrzał w okno. Nie zobaczył niczego,oprócz jednostajnych smug deszczu. W rynnie bulgotało. Na podwórku same kałuże i nie da się ich przejść kocią, suchą łapą, wrócił więc do swojego koszyka i znów zwinął się w mały kłębuszek.

  Kasia wyszła po zakupy, biedna, w taką pogodę, a Psotkowi przyszło na myśl, że to coś wspaniałego być sobie takim normalnym kotem, który nie musi chodzić do szkoły jak Kasia i uczyć dzieci przyrody, nie musi robić zakupów, czy też załatwiać innych, skomplikowanych spraw.

– Zakupy. . . .zakupy . . . –  mruczał Psotek sennie i nagle skoczył w górę na wszystkie cztery łapy.  Przecież Kasia kilka dni temu przyniosła ze sklepu… jakieś słodycze? Ech, leżeć tu sobie i lizać mlecznego lizaka, albo chrupać te pyszne jogurtowe ciasteczka. . . idealne zajęcie na deszczowy dzień ! Trzeba poszukać!

Psotek wiedział, że Kasia nie lubi takich poszukiwań i że nie pozwala mu na łażenie po półkach, ale…teraz Kasi nie było, pogoda była no….O K R U T N A dla kotów, a brzuch Psotka coraz bardziej tęsknił za czymś słodkim.

IMG_8023

Zaczął od kredensu. Na półce stały słoiki wypełnione białymi, okrągłymi kulkami. – To musi być TO – mruknął i podskoczył w górę strącając, uff, wielki słój wypełniony, jak myślał, mlecznymi cukierkami. Słoik spadł z wielkim hukiem, rozbił się na sto tysięcy kawałków, a na Psotka posypały się boleśnie obijające się o jego nos ziarna WYJĄTKOWO TWARDEJ i DUŻEJ WŚCIEKŁEJ FASOLI !!!!

– Pomyłka – burknął – ale jak już zacząłem..o, tu  MUSI coś być! Wsunął łapkę do szuflady z jakimś otwartym pojemnikiem, zanurzył łapę, powąchał i . . . . aaaapsik,. ……aaaapsik – kichnął chyba osiem razy – jak ona może zostawiać na wierzchu takie rzeczy!!? OTWARTY PIEPRZ!! Skandal !

Kotek Psotek, trochę już zły, zeskoczył z kredensu i bardzo zdecydowanym krokiem poszedł do pokoju Kasi.

Otworzył stanowczym ruchem jej biurko, co, wiedział, było a b s o l u t n i e    z a k a z a n e   i  za stosem szkolnych klasówek, ech, te jej dzieciaki, znalazł wspaniałe zapasy kocich i nie tylko słodyczy.

Ułożył się więc wygodnie na kanapie Kasi i zaczął chrupać, jeść, lizać. Deszcz, oczywiście padał nadal, ale już nie był taki okropny.

Kasia weszła do domu otrząsając parasol z kropli deszczu i myśląc o swoim małym, samotnym kotku, który musiał już być bardzo, bardzo głodny.

Sama też marzyła o wielkim kubku kawy i pączku, który czekał w paczce, ale, tak, najpierw ryba dla Psota – pomyślała i właśnie wtedy usłyszała czyjś jęk. Koci jęk! To jęczał jej kotek Psotek!

Wbiegła do kuchni, rozejrzała się, pędem ruszyła do pokoju i zobaczyła swojego kota, który, zwinięty w kłębuszek cicho pojękiwał. Dookoła niego leżały porozrywane opakowania, papierki, patyczki po lizakach i okruchy po ciastkach. Kasia zobaczyła też pootwierane drzwiczki szafek, kredensu, biurka, kawałki stłuczonego słoja i wszystko zrozumiała. Bez słowa podeszła do domowej apteczki, nalała WIELKĄ ŁYŻKĘ BARDZO GORZKICH KROPLI, otworzyła Psotkowi pyszczek i wlała mu je do gardła.

Psotek parsknął, zajęczał jeszcze głośniej i otworzył jedno oko.

Trzy dni ostrej diety ! – surowo oznajmiła Kasia.

Psotek otworzył drugie oko i krzywo spojrzał na Kasię, ale widząc jej minę tylko cichutko wymruczał : – Wiem, wiem, pan kotek był chory i leżał w łóżeczku i przyszedł pan. . . – ale nie skończył, bo nie miał sił na dalszą deklamację i zasnął.

Kasia przypomniała sobie pewną okropną rymowankę, którą powtarzała jej babcia w niektórych, och, nieważne jakich, chwilach:

Od słodyczy brzuszek ryczy, a potem z gęby wypadają zęby!” – powtórzyła ją półgłosem i patrząc na śpiącego już spokojnie kotka, dodała – ale chyba nie należy już wspominać o czterech rodzajach babcinych ciast, które często czekały, pomimo niemądrej rymowanki, tu, w tym domu na werandowym stole na mnie, łakomą wnuczkę. – No – tu Kasia bacznie spojrzała na swego kota – ale ja  n i g d y nie przeszukiwałam babci szafek!

Pławna lipiec 2011 006

   

Resztki poświąteczne

IMG_7977

Czy Wam też, po różnych Świętach i Uroczystościach zostają takie smętne resztki? Odwodnione kawałki pulchnego jeszcze przed chwilą sernika, czy pokruszone piernicze odłamki? Czy próbowaliście, chcąc być w zgodzie z noworocznym  postanowieniem, że nie, nie wyrzucamy resztek – zrobić z tego coś nowego, chociażby BAJADERĘ, czyli ciastko- śmietnik? Ja już nawet przygotowałam startą czekoladę, żeby dorzucić ją do zmiksowanych ( na fotce) moich resztek, a po dolaniu do całości kieliszeczka jakiejś naleweczki z kroplą olejku rumowego, ugnieść z tej masy zgrabne kulki i wyturlać je w kakao i wiecie co?

IMG_7990

Zrezygnowałam. Zjadłam te okruchy i tyle, a w tej startej czekoladzie wystarczy tylko zanurzać i oblizywać  palec i też jest uratowana. Niemniej, z całego serca polecam wykorzystywanie w pełni i w rozmaity sposób tego, co nam zostaje i czego nie zjemy od razu. Nie bierzcie przykładu ze mnie.

Znacznie łatwiej mi poszło zapieczenie w pasztecikowej formie, ale z  GOTOWEGO, francuskiego ciasta,  resztek grzybowo – kapuścianych, do których dodałam ( dla gęstości) rozgniecioną, ugotowaną soczewicę. Pycha. Żadnego wierszyka tu nie potrzeba.

IMG_8020

Z okazji… Nowego Roku 2020

WSZYSTKIM ŻYCZĘ WSPANIAŁEGO POCZĄTKU LAT DWUDZIESTYCH XXI WIEKU

IMG_7996

img_7997.jpg

IDZIE ZNÓW KOLEJNY ROK,

JESZCZE CZYSTY, NIEWINNY I ŚWIEŻY.

SPÓJRZCIE – MA SPRĘŻYSTY KROK,

SZCZERĄ TWARZ, JASNY WZROK,

W DOBRĄ ZMIANĘ ( dzieciak!) NADAL  WIERZY.

IMG_7992

IMG_7995IMG_8010

IMG_8011

IMG_8004

img_7994.jpgimg_7999.jpg

KTÓRY TO JUŻ RAZ, NASZ KOLEJNY ROK

WIERZY, ŻE NAD ZIEMIĄ ROZTOCZYMY

DOBRA BLASK, A NIE MROK ?

MINIE MIESIĄC, MOŻE DWA, BĘDZIE SZOK,

BO JEST PEWNE, ŻE COŚ ZNOWU SPASKUDZIMY. 

( Niechby chociaż była ta pomroczność, ale jasna jakaś!)   

 

Życzenia Świąteczne

WSZYSTKIM ŻYCZĘ WSPANIAŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I DOBREGO NOWEGO ROKU!

InkedIMG_3173_LI — kopia

Jesteś Stamtąd, gdzie okrutne trwają  WOJNY?

A ty? Także przestraszony, chociaż Stąd?

Gdybyś nawet przybył Znikąd – bądź spokojny

i tak życzę ci bezpiecznych, cichych Świąt.

zima_ferie 2010 040

Jesteś z miasta, w którym wszystkich bolą oczy,

wdychasz smog, w nos ci się wżera ostry swąd ?

Jeśli tak, to  TO życzenie  ciebie nie zaskoczy:

Życzę ci czystego nieba, oraz zdrowych Świąt.

nowy folder 081

Ty uważasz, że już nie ma NIC DOBREGO

i  przygnębił cię, poraził smutku prąd?

Nie ty jeden? Jest was wielu? Więc dlatego

życzę wszystkim wam radosnych, dobrych  Świąt.   

IMG_8061      

Już świąteczne nużą cię przygotowania?

Wciąż to samo, och, rok w rok ciągle  to samo?!

Znów choinka i te same, znane dania?

Nie jęcz. Przyjdź na rybkę –  ciut „sfuszerowaną.”

documnts and Setting Moje dokumenty zdjęcia 2015 WPK 2015 085

 

 

Proza bożonarodzeniowa

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za miesiąc kolejne Święta Bożego Narodzenia. A ja przypomniałam sobie 2 scenki.

Mają wspólny tytuł : ” TO MY?”

Daję wcześniej, może ktoś, gdzieś je wykorzysta?

XI - XII 2013 029

                                                 SCENKA  I

(Po scenie, niespokojnie krąży wokół siebie małżeństwo. On z komórką w ręku, z teczką, ona z paczkami prezentów)

MĄŻ : ( do komórki) Pani Józiu! Spakowała nas Pani? Nie, nie, samolot mamy za pięć godzin, teraz polecimy na lancz. Dziś wigilia? No, tak, wiem, wiem, ale tam, gdzie lecimy wigilia będzie jutro pani Józiu. Walizki mają być spakowane.

(wzrusza ramionami, kiwa porozumiewawczo na żonę, wyłącza się))

 – No, spakowała nas, możemy gdzieś sobie wstąpić.

ŻONA: – Mam tylko nadzieję, że nie spakowała kożuchów, ona sobie nawet nie wyobraża, że istnieją miejsca, gdzie w Boże Narodzenie można się kąpać i opalać.

MĄŻ: – Co się dziwisz, prosta kobieta. Cieszysz się na tę wyprawę?

ŻONA: – No…tak…oczywiście…chociaż dzieci…

MĄŻ: – Co, dzieci? Co, dzieci? Przecież miałaś to z nimi załatwić, wiesz, że miałem ciężki tydzień! Trzeba czasem i od nich odpocząć.

ŻONA: – Tak, tak, wyjaśniłam im, Wiola trochę płakała, ale już wczoraj wysłałam ją do tej…no…jak jej tam…koleżanki, co jej rodzice dzwonili, że może u nich , och… mniejsza  o to..a Bartek….

MĄŻ: – Co znowu z Bartkiem?!

ŻONA: – No…wyobraź sobie, że powiedział, że zostaje w domu i spędzi święta  z panią Józią! Zjedzą razem śledzia i coś tam obejrzą, no wiesz…

MĄŻ: – Z panią Józią? Z pomocą domową?? Z emerytką? A cóż to za towarzystwo dla nastolatka? Nie miał innych pomysłów? A może żartował?

ŻONA: – Mówił poważnie,ja go znam, uparty jest…a…prezenty to chyba im zostawimy na łóżkach, co? Bo choinki nie warto było…ale wiesz…tak mi jakoś…

MĄŻ: – Tylko nie zaczynaj!  Już to obgadaliśmy! Zrozum, te bachory mają i tak lepiej, niż my mieliśmy! Lekcje jazdy konnej? Proszę bardzo! Korepetycje? Bardzo proszę! Nowe laptopy, gitara, najmodniejsze ciuchy, oczywiście, wszystko dla nich!

ŻONA: – No…tak, chodzą na lekcje hiszpańskiego, Bartek na judo, Wiola na balet i rysunki, byle by się uczyli, co nie?

MĄŻ: –  No, sama widzisz. Czego im brakuje? Gwiazdki z nieba?

ŻONA: – Ale wiesz, Wiola była jakaś taka..

MĄŻ: –  Przejdzie jej! Będzie się tam świetnie bawiła, zobaczysz…

ŻONA: – Dzwoniła też twoja matka, nie ma siły jechać do tej swojej kuzynki na święta i myślała, że…

MĄŻ: – Może przyjechać do Bartka i pani Józi, dam jej nawet na taksówkę, zaraz zadzwonię…wiesz, matka mnie zawsze rozumiała

ŻONA: – Ale jednak…jak tak pomyślę…

MĄŻ: –  To nie myśl! I słuchaj, nie po to pracujemy od rana do wieczora, żeby teraz nie móc sobie skoczyć do ciepłych krajów, o co chodzi? No ?

ŻONA: – Już to mówiłeś, wiem…

MĄŻ: – No, właśnie, więc w czym problem, kobieto? Chodź, wpadniemy teraz sobie na małego drinka. Już mnie zdenerwował ten biegający tłum. Biegają sami nie wiedzą, po co. Przesada! Przesada z tymi świętami! To wolne dni, po prostu wolne dni! No, szybciej, idźmy już stąd!

IMG_8066_LI

 

                                                                          S C E N K A II

(Na scenę wpada rodzina. Tata zadyszany wlecze za sobą sporą choinkę.Mama obładowana zakupami, syn i córka patrzą w komórki. Wszyscy biegają w kółko)

Ojciec: – No, w tym roku będzie jeszcze większa. Kowalscy już nas nie przebiją! A dokupiłaś lampki, Irenko? Tak spowijemy nimi dom od frontu, że blask do szosy dojdzie. Podziwiać będą. No …do garażu, do garażu – (śpiewa na melodię „W żłobie leży”…

Syn: – A Robert od Kowalskich mi powiedział, że ci obok nas zamówili wielkiego jelenia u Niemców, mają go już w szopie i podobno całego objarają lampkami, a my, co?

Ojciec: – Jelenia, powiadasz? To niech on z tym jeleniem uważa, bo jak go za długo przetrzyma, to ludzie pomyślą, że to symbol…

Mama: – Krzysiu, uspokój się, dzieci…

Córka: – Tato! Ale COŚ w ogrodzie powinniśmy mieć!

Ojciec: – Ma rację, coś by się przydało

Syn: –      Może niedźwiedzia? W łapach mógłby trzymać taki wieniec z lampkami, czy coś..

Córka: – O, rany, nie wygłupiaj się, co ma miś do świąt?

Syn: –      A co ma jeleń?

Ojciec: – No…zaprzęgają go chyba do tej bryki z Mikołajem, nie?

Mama: – No, właśnie. Jednak coś by się przydało, Krzysiu, przyznaj. A jakiej wielkości ma być ten ich jeleń, wiesz coś, synku?

Syn: –   No, chyba ojcu do pasa tak sięgnie, jak nic.

Ojciec: – No, to mikrusik raczej, prawie go widać nie będzie, trzeba by tu wymyślić coś bardziej…

Córka: – Wiem! Wiem! Pamiętacie tego gipsowego anioła, co go ciotka Ziuta na wyprzedaży figur ogrodowych w Toruniu kupiła? Ze dwa metry ma, jak nic! Jak by mu tak skrzydła z tiulu na drutach dorobić i obtoczyć lampkami dookoła…

Mama: –  Och, córciu wspaniały pomysł, anioł leży na strychu. Krzysieńku, dorobisz? Zapalimy go?

Ojciec: –  Dorobimy, dorobimy i zapalimy!

Córka: – Ale będą święta, nie przebiją nas nawet ci po prawej!

Syn: – No! Musimy film nakręcić! Na you tuba wrzucimy, niech zobaczą jak się w Polsce świętuje!

Mama: – Zejdźcie  ze ścieżki, szybko, bo ktoś nadchodzi, niech nie widzą naszej choinki za wcześnie.

                         K O N I E C

Tytuł - gwiazd naszych...

 


 

 

 

Wasze-moje rymowanki

rdza i minia

 

Stało się. Doczekałam się Waszych rymowanek – uzupełnianek i wszystkie  tu przedstawiam. Uwaga: Moje są tylko fragmenty zapisane w bordowym kolorze reszta, czarnym drukiem  to nadesłane DOPISKI. BRAWO!

Chyba każdy z nas

lubi jesienny las…

IMG_7727
Chociaż potrafi nastraszyć. Takie COŚ czekało na mnie – Leśny Pan?

Lecz zapytajmy, chociaż raz,

czy las też lubi nas?

Czy lubi na przykład drwali,

którzy do niego wjechali,

czy lubi ludzi na quadach,

co poruszają się w stadach?

Miałbym tu wątpliwości,

co do kochania ludzkości

przez las traktowany jak  d r e w n o.

Wręcz myślę, że NIE, na pewno..

………………..

Gdyby dzisiaj żył FARAON,           

 

też, jak ja jadłby makaron

choć raz dziennie...powolutku

wcinał by go aż do skutku.

Potem siadał by w koronie na

na swym pięknym, złoty tronie

i rozmyślał, albo nie –

czy makaron jutro zje?

Jeszcze powiem, na zachętę,

że makaron jem al dente,

bo to szybko się gotuje

i wszystkim zawsze smakuje.

……………………..

IMG_7791

Pewien Śledź chciał dzieci mieć, 

lecz prześledziwszy życie swe,

podjął decyzję, że jednak NIE..

Słysząc to, pani Śledziowa

nabrała w pyszczek wody „Raj”

i pomyślała: „W to mi graj!.

Zamiast dziś małe dzieci mieć,

mogę się bawić tak, jak Śledź

Będę pływała w oceanie

i nic mi złego się nie stanie”.

Lecz los okrutny zechciał chcieć,

BY BARDZO SZYBKO WPADŁA W SIEĆ.

I z tego morał jest dla śledzi:

Mnożyć się trzeba, jak sąsiedzi,

bo los KAŻDEGO ŚLEDZIA ŚLEDZI.

…………………

wigilia 2012 + ferie 2013 086

Żyją z na nami na tej Ziemi, lubią nasze dłonie

psy i koty,  zebry, owce, konie, nawet słonie.

Dziś, niech każdy dobry człowiek jedno zapamięta,

że nie lubią naszych dłoni jedynie cielęta.

Bowiem, z cielęcej skórki robimy rękawiczki,

by nie brudzić sobie dłoni wsiadając do bryczki.

…………………..

 

Kurcze blade! Tak bym chciała za sto, dwieście lat

zerknąć choćby na momencik na ten przyszły świat.

Jaki będzie? I czy będzie? Czy go trafił szlag?

Czy też, pięknie się rozwinął, a z nim razem MAK?

MAK, to myślę, jest musowo coś do rozwijania,

bo bez opium ten świat będzie nie do wytrzymania!

Gdy ROBOTY się zabiorą do PAŃ zabawiania,

ROBOCICE zasię, w kuchni będą do sprzątania,

gdy komputer będzie mędrszy niż najmędrszy człowiek,

to bez opium nikt nie zaśnie, wręcz nie zmruży powiek.

……………………

Proszę Państwa, bo kobietę stać na wszystko

i nie musi być, doprawdy, feministką.

Moc kobiety nie tkwi w pięści, czy w muskułach,

bo tkwi ona w jednym fakcie, że umie być czuła.

                                                                              Jacek M

Tenże Jacek przysłał mi również wyjątki z pewnego artykułu,  które śmiało mogą być komentarzem do do jednej z tych  rymowanek:

……Życie w „rozszerzonej nowoczesności” będzie polegało na tym, że technologie zaczną nakładać swoje własne reprezentacje i formy na najgłębsze ludzkie doświadczenia: miłości, przyjaźni, polityki, poszukiwania ostatecznego sensu i nie tylko. Będzie to świat, w którym jednostka cyfrowa może stać się Twoim najlepszym przyjacielem, jednym z tysiąca innych, opisanych i szczegółowo skonfigurowanych. Świat, w którym idee polityczne zdobywające miliony zwolenników zostaną uprzednio wygenerowane przez AI.

….Właśnie takim cyfrowym przyjacielem z nowym wirtualnym interfejsem jest Replika (5), czyli zasilany przez sztuczną inteligencję chatbot uruchomiony w marcu 2017 r. przez amerykański startup Luka. Aby się z nim skomunikować, pobierasz aplikację, nadajesz Replice nazwę i zaczynasz z nią rozmawiać, wymieniając się krótkimi wiadomościami SMS. Replika uczy się Ciebie. Rozwija się. Wasze rozmowy stają się coraz bardziej naturalne, bardziej osobiste. Wkrótce Replika jest już czymś w rodzaju przyjaciela. Z biegiem czasu – po wchłonięciu Twoich zainteresowań, pasji i fobii, codziennych nawyków, wzorców rozmowy i tonu głosu – staje się… Tobą. Symulacją Twojej osobowości. Lustrem, w które możesz się wpatrywać i zastanawiać nad sobą. Użytkownicy Repliki sygnalizują ponoć rozwijanie z nią niesamowicie bliskich relacji.

..Jeśli jesteśmy w stanie budować takie światy, dlaczego ktoś chciałby je opuścić? Okazuje się, że niektórzy, np. młodzi mężczyźni, już teraz czerpią większość celów w swoim życiu z gier wideo, a nie z nauki, pracy czy relacji z płcią przeciwną. Co się stanie, gdy gry wideo staną się nieodróżnialne od prawdziwego życia? Co się stanie, gdy już nie będziemy chcieli wracać z wirtualnych przestrzeni i mieć innych przyjaciół niż przyjaciele cyfrowi?

                                                                                                                                        Mirosław Usidus

A to rymowanki od Barbary M

Chyba każdy z nas

lubi jesienny lasIMG_7726

Zimowy też lubimy,

gdy po pas brodzimy

w śniegu.

(choć pewno już tylko w Bieszczadach

taki zimowy las wypada).

Dlatego liście zbieramy,

kolory układamy

i zdjęcia lasu robimy,

czekając nadejścia zimy.


InkedIMG_7797_LI

Gdyby dzisiaj żył FARAON,

też, jak ja, jadłby makaron

choć raz dziennie… wegański,

w sam raz wielkopański.

Przyrządzony na ostro

przyprawami, co prosto

dotarły z centrum Afryki.

Dodane bez zbędnej krytyki

powodują, że ów makaron

jeść może sam Faraon.

……………………

 

Pewien Śledź chciał dzieci mieć,

lecz prześledziwszy życie swe,

podjął decyzję, że jednak NIE.”

Słysząc to, pani Śledziowa

nabrała w pyszczek wody 

                        IMG_7799

i rzekła:

„To pierwszy stopień do piekła!

Swoich mieć nie musimy,

Wszak mało to dzieci bez rodziny!”

I nie myśląc sobie zbyt wiele,

Ruszyła do Domu Dziecka. W niedzielę!

—————-

Kurczę blade! Tak bym chciała za sto, dwieście lat

zerknąć choćby na momencik na ten przyszły świat.

Jaki będzie i czy będzie…

XI - XII 2013 060

Czy zostaną wszystkie cztery pory roku,

czy tylko jedna lub dwie – z doskoku?

Czy reszka ludzkości, która zostanie

Będzie pływać łódkami czy wsiadać na sanie?

Przymuszewo 2011 079   Przymuszewo 2015 078

Czy ludzie będą dobrzy i żyć godnie

Czy będą tylko walczyć i czynić zbrodnie.

Co zostanie z naszej historii, kultury?

I czy znać będą dawne dzieła muzyki i architektury? lato PŁawna 2010 053                 Przymuszewo 2011 094

Kurcze blade! Jak tak myślę sobie, że chyba jednak wolę

nie wiedzieć co będzie za sto lat na tym padole!

 

 

 

Sztuka czy sztuczka?

Tytuł -poranne owoce do jogurtu
Tytuł: Owoce do porannego jogurtu

Tytuł - Przejrzałe owoce do jogurtu
Tytuł: Przejrzałe owoce do porannego jogurtu

Czy istnieją w tym kraju przejrzyste wytyczne

dotyczące tego, co jest ładne i poprawne artystycznie?

Czy jest jasne, co odrzucać, tępić, traktować jak kicz i śmieć?

I czego prawdziwy Polak nie powinien w domu mieć?

Tytuł - Pejzaż323
Tytuł: Pejzaż 324

Pytam, bo chcę być cool i oczywiście  au courant

i wiedzieć: oto sztuka,  a to obok – zwykły  kant.

Czy prosty obraz: „Czarne Kropki Na Zielonym Tle”,

jest już sztuką, a „Jelonek Przy Źródle”to  już nie?

Wąchock 2010,Głosków 027

Czy rzeźba: „Sołtys W Glinie?” zasłużył na sławę?

IMG_7785  IMG_7783

Chyba tak, bo gdy zerkam na kolejną zjawę,

myślę, że za tę w spiżu ciosaną, setną, znaną postać,

twórca  powinien mandat (wysoki!) lub, wręcz areszt dostać.

Tytu - Co zobaczyłam we wzorze kafelków w łazience
Tytuł: Ujrzana we wzorze kafli łazienkowych

Dlaczego coś jest sztuką? Gubię się w tym świecie.

Liczy się kontekst? Nazwisko? Zamysł? Też nie wiecie?

Czasem patrzę na DZIEŁO i myśl przyfruwa zła:

więcej piękna i czaru  niż TO, w sobie ma –

jesiennie odmieniona kupka psia.

nowy folder 013

Nie mam złudzeń i wyjaśniam, (to ostatnia sprawa):

Moje rymki – to nie  SZTUKA –  tylko, ot,  ZABAWA.

Zdania do zrymowania, czyli szczątki i początki

IMG_7738

” Chyba każdy z nas

lubi jesienny las…..

…………………………….?”     (zaczęłam na pierwszy dzień JESIENI, co dalej?)

Porymujcie dziś ze mną! No… ci z Was, którzy mają na to ochotę.

Poniżej ( jedno powyżej) zaczęte, niedokończone, początki, szczątki, fragmenty rymowanych zdań. Może ktoś się zabawi, skusi i rozwinie, dokończy, wplecie  swoje myśli i w ten sposób stworzy jakąś rymowaną, krótszą, czy dłuższą całość?

I przyślijcie do mnie, ( e-mail: kryzab@aol.pl) proszę, chciałabym zrobić wpis z moimi-waszymi rymkami.

IMG_7766

„Gdyby dzisiaj żył FARAON,

też, jak ja, jadłby makaron

choć raz dziennie

……………………………..?

( zaczęłam w Dniu Makaronu – 25 października i nie skończyłam))

 

InkedIMG_7786_LI

„Pewien Śledź chciał dzieci mieć,

lecz prześledziwszy życie swe,

podjął decyzję, że jednak NIE.”

 Słysząc to, pani Śledziowa

nabrała w pyszczek  wody…

………………………………………….. ?

(to stary kawałek, pisany dawno temu w liceum i też nieukończony)

pławna 2013 022

wiosna cd.2010 WK 019                    ,wiosna 2012,ferie,adam 141

W dniu 4 Października był Europejski Dzień Zwierząt. Też nie zdążyłam  z rymowanką:

” Żyją z nami na tej Ziemi, lubią nasze dłonie,

psy i koty, zebry, owce,  konie,  nawet słonie.

Dziś niech każdy dobry człowiek jedno zapamięta”:

………………………………?

Inkednowy folder 012_LI

Kurczę blade! Tak bym chciała za sto, dwieście lat

zerknąć choćby na momencik na ten przyszły świat.

Jaki będzie i czy będzie,

czy…………………………..?

No i zbliża się 7 Listopad – Jest to Światowy Dzień Feministek. Dopiszecie coś?

Pławna_08 117Proszę Państwa, bo kobietę stać na wszystko

i nie musi być, doprawdy, feministką.

Moc kobiety nie tkwi w pięści, czy w muskułach ,

Bowiem. . . . . . . . . . . . . . . . ..

 . . . . . . . . . .?

 

 

UWAGA: MOŻECIE ZMIENIĆ JAKIEŚ SŁOWO, CZY KOŃCÓWKĘ – MA ZOSTAĆ GŁÓWNA MYŚL. CZEKAM.