Hamlet w/g Jeremiego Przybory

UWAGA: Dziś – ZERO moich rymowanek.

Biskupin_10_08 062_LI (2)

W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku Jeremi Przybora napisał, ot, tak sobie, krótką parodię HAMLETA. Sezon teatralny się rozpoczął – można tę „sztuczkę” przygotować zarówno  w domu, dla znajomych, jak i na jakieś imprezy szkolne. W naszym Liceum graliśmy ją wiele razy z różnych okazji, nawet w lesie, w zimowej scenerii na zimowisku w Szklarskiej Porębie. I zawsze było mnóstwo zabawy. Fotki, które ilustrują treść sztuki to dowód, że na wycieczce pracowniczej też można poigrać w roli aktorów. Autorem zdjęć jest tym razem jeden z uczestników wyjazdu, bo mnie byłoby bardzo trudno  to zrealizować. Byłam Hamletem. No i mordki trzeba było zakleić, bo RODO…

                                        HAMLET

InkedBiskupin_10_08 099_LI

HAMLET: O, rany, jak ciemno

co stanie się ze mną?

Onegdaj zmarł papo, ojczyma mam za to

i zmartwień mam nawał, bo drania to kawał!

Lecz…cóż to za zjawa ponura i krwawa po zamku się pęta?

DUCH:Już mnie nie pamiętasz? TATUSIA – szantrapo?

HAMLET : – O, rany! To papo!

Biskupin_10_08 062

DUCH: – Nie papo, duch jego z powietrza czystego!

HAMLET: Dlaczegoż to duchu, zażywasz dziś ruchu?

DUCH: Bo muszę wyjawić nim kury zapieją straszliwe cierpienia,

co w duszy szaleją! Twój stryjo, a brat mój, ta wstrętna ropucha

gdym kimał – trucizny mi nalał do ucha!

Biskupin_10_08 090_LI (3)

HAMLET: – Trucizny? A skądże tatusiu to wiecie??

DUCH:Bom zaraz na tamtym obudził się świecie,

i tak mnie ten łobuz zakopał w grób wąski – by

zaraz z królową połączyć się w związki i tronu zażywać

z występną niewiastą!!

HAMLET: Tfu! Swołocz! Ohyda! Śmierdzące plugastwo!!

(pieje kur) 

DUCH: Kur zapiał! Dla duchów to rodzaj budzika.

Pamiętaj o zemście! Ja będę już znikać!

HAMLET: – HA! W zemście – po dziurki będę się zanurzać!

O, stryju szarpany! O, twarz twoja kurza!

Lecz…któż to tu zmierza?

To w bieli – Ofelia, co profil ma piękny jak rżnięta kamelia.

Ofelio! Stój proszę, wszak ja kocham ciebie!!

OFELIA: O, luby, choć kochasz spotkamy się w niebie.

Nie na tym łez pełnym i nieszczęść padole, gdzie los tak okrutną

zgotował nam dolę……

HAMLET: – O, luba! Gdy stryja z królestwa wysiudam,

być może o rękę twą starać się udam!

OFELIA:To pięknie by było kochany książęciu, lecz cóż się przytrafia

biednemu dziewczęciu? Otóż wyczuwam okropną obawę, że

zaraz zwariuję! Albo też niebawem.

HAMLET: – Och, piękna dziewico, och nie grąż mnie w smutku

i cóż ci w lat wiośnie tak tęskno do czubków?

InkedBiskupin_10_08 093_LI                       Biskupin_10_08 069_LI

( Ofelia oddala się śpiewając):

Siedział na drzewie Metody z Cyrylem,

jazz, bugi – ługi, jazz bugi – ługi

łowili na wędkę gile i motyle, jazz bugi – ługi…

HAMLET: A, niech to drzwi ścisną! Pakuje się w strumień,

lecz cóż JA poradzę? Wszak pływać nie umiem.

Mężczyzna jak kryształ z wariatką utonie, a stryjo – łachudra

zostanie na tronie? Lecz któż historyczną przerywa tu ciszę?

HA! Biegnie LARWETES – Ofelii braciszek…

Biskupin_10_08 072_LI                    Biskupin_10_08 073_LI

LARWETES: – Nieszczęsny, przez ciebie ma siostra się topi!!

Już ledwo ją widać, więc dalej, do kopii…(podskakuje, wymachuje..)

HAMLET: – Bić, albo nie bić, w to przeklęte ryło?

Raz, ale dokładnie – najlepiej by było!

(słychać z dali) : – Topię się, topię się!

LARWETES: – Stopiła się siostra!!

Nie woła już! Słyszysz? Szarpany w gronostaj?

( biją się, nadchodzi stryj)

Biskupin_10_08 075_LI

STRYJ: HA! Pewnie o jakąś kobietę Larwetes się strasznie naparza z

z Hamletem…

A gdyby tak stuknął bratanka mi jeszcze, myśl o tym radości przepełnia

mnie dreszczem!!

LARWETES : Serce – Hamleta przebiła mi szpada!

Cześć królu, na razie z tych rzeczy wysiadam (pada)

Biskupin_10_08 076_LI

HAMLET : – Tak giną me wrogi, ty wredna ropucho!

A teraz się przyznaj, coś ojcu lał w ucho?

STRYJ: – Ja ? W ucho? Nie lałem nic! Boże uchowaj!

O! Właśnie nadchodzi tu matka – królowa

KRÓLOWA: Mój mężu, któż rysy twe strachem podniecił?

O! Kopę lat, synu. Co słychać, jak leci?

Dlaczego tak leży Larwetes? Czyż upadł?

Biskupin_10_08 087_LI

HAMLET: Królowo, to ja go zrobiłem na trupa

i teraz mnie bierze ogromna ochota, by stryjo skosztował mojego

brzeszczota.

STRYJ: – Królowo, skarć dziecię, co mówi tak krnąbrnie!

Bo jeszcze naprawdę tym szpicem mnie rąbnie!

KRÓLOWA: – Hamlecie, me dziecię,

uspokój się przecie!

HAMLET: – O, nie mać – Królowo, bo zaraz to, owo,usłyszysz!

Ten stryjo, to bydlę rogate, drogiego, słodkiego otruło nam tatę!

I teraz jak starą gromnicę go zgaszę! Nie będzie amnestii!

Ciach drania pałaszem ( ciacha go, stryj wyciąga czerwoną  szmatę- wątrobę )

InkedBiskupin_10_08 084_LI

 

STRYJ: Wątrobę mi całą łobuziak wygarnął!

Od jutra już możesz się nosić na czarno! (pada, zwisa itp)

KRÓLOWA: Od trupa do trupa,

ponura to grupa!

Dzban szczęścia w skorupach!

Przeklęta chałupa!

Biskupin_10_08 086_LI

W dekolcie ukrytą mam małą flaszeczkę,

z flaszeczki trucizny pociągnę troszeczkę. ( pociąga, pada)

HAMLET: Co trupów! Co trupów!

Ach! Com ja narobił!

Lecz za to weselej w rodzinnym im grobie.

Stryj, tatuś, mamusia, Ofelia z braciszkiem….

i ja się zaprawię trucizny kieliszkiem! ( zaprawia się, pada)

                                                 K O N I E C

Rymowanki – trening

Ostatnio, pisząc zmienioną wersję Laury i Filona  ( z okazji Święta Drzewa 10 Października) przyszło mi do głowy, że ci, którzy produkują rymowanki ( nie wszyscy, oczywiście) miewają czasem ochotę żeby spróbować napisać coś w stylu uznanych pisarzy, albo na przykład, wczuwając się w nastrój i temat, oraz trzymając się  danej konwencji, dopisać inny dalszy ciąg. Pierwszy raz zakosztowałam takiej zabawy, kiedy pisywałam w prowadzonym przez Probierczyka konkursie literackim dla czytelników GW. To było świetne ćwiczenie. Już kilka tego rodzaju rymowanek tu przemyciłam: –  zwrotki o Koziołku Matołku w/g Kornela Makuszyńskiego – na jego rytmicznych czterowierszach śmiało można trenować. ( w blogu był 15-go Maja na Święto Rodziny.) We wpisie Handel i Urlop z 14 Lipca można się było natknąć na zwrotki dopisane do „Tata nie wraca” A Mickiewicza. Dziś kolejny przykład ( och, dostałam za to główną nagrodę)  w którym dopisuję cztery zwrotki do  „Statku Pijanego”:

IMG_7720

Prądem rzek obojętnych niesion w ujścia stronę

czułem, że już nie wiedzie mnie dłoń holowników.

Dla strzał swych na cel wzięły ich Pióra Czerwone

i nagich do pstrych słupów przybiły wśród krzyków. ( RIMBAUD)

…………..… i dopisane zwrotki:

Miał żem pomóc, lecz prochy zawilgły do szczętu,

a me czółno wir przejął, kręcąc nim po toni.

Zapatrzon przerażony w ciemny luk odmętów

dzierżyłem sterów resztki w odrętwiałej dłoni.

 

Bryzgów pienisty osad kładąc się na twarzy

znieczulił zadraśnięte grotem bokobrody.

Choć  nóg bezwład mi wróżył, że nic się nie zdarzy,

to płynąłem, na łaskę zdan tej wielkiej wody.

 

I przestały mnie nęcić złote kruszcu grudki,

takoż skórki bobrowe zdatne na ubiory.

Świadom, że czas żywota przede mną już krótki

myśl swą w pustkę niebiańską popchnąłem powoli.

 

Wszelako, kiedy psyche żegnała się z ciałem

targnęły nagle czółnem same jakby w strachu

fale, w których na zawsze pogrążyć się miałem

i omdlałego, w ujściu złożyły na piachu.

I jeszcze coś mniej poważnego: Co mogło się mieścić w innych wagonach „LOKOMOTYWY” –  Juliana Tuwima.??

IMG_7714

Choć tych wagonów jest ze czterdzieści,

podpowiem, co się w nich jeszcze mieści:

Jedenastego brak, bowiem groźnie

zgrzał sobie w drodze do Pucka – sworznie.

W dwunastym – żądny sportowych doznań

dziurawi ściany klub Lecha – Poznań.

W trzynastym- same pasiaste dresy,

to tranzytowcy: z Brna do Odessy.

Za to w czternastym dają biskwity –

tu nie ma zniżki – to INTER CITY.

IMG_7716

W piętnastym pełno panów z Beau Monde’u

ale w przedziałach coś na kształt swądu –

to z szesnastego. Turystów parze

topią się w skwarze polskie fromaże.

A w siedemnastym – blond pasażerka,

na końcu składu szuka papierka.

Dalej – tak pusto, aż biorą dziwy,

o kurcze, czy to pociąg prawdziwy?

Bo choćby stu biznesmenów wsiadło

i w Warsie tysiąc kotletów zjadło,

choćby za bilet euro dawali,

wciąż nierentowny ten kawał stali!?

 

 

 

 

Dżem z róży? O, NIE !

IMG_7694

Nie róbcie tego, odmówcie, schowajcie się gdzieś, udając, że was nie ma. Kiedy? W sytuacji, kiedy wpadnie do was wasza krewna, albo przyjaciółka i chce was uraczyć  pewną ilością  (zbieranych własnoręcznie!) owoców róży dzikiej (Rosa Canina)

– No, wiesz, konfitury z róży są cudowne, pachnące, naturalne, ( nikt tego nie nawozi przecież) a ile ma tej witaminy C, a jak wspaniałe są nadziane nią pączki, przywiozłam ci, zrób, nie będziesz żałowała! PRZYJĘŁAM – nawet z radością

IMG_7648

ROZPOCZĘŁAM PRACE  i w trzeciej godzinie wyciągania z tego diabelstwa pestek, zasłabłam i już chciałam wszystko wywalić do odpadów kompostowych ( tak, segreguję), kiedy po godzinnej drzemce obudził się we mnie upór wielki i skończyłam to potworne zajęcie. Poniżej ilość zdobytego miąższu po pierwszej godzinie dłubania. Pesteczki widoczne na zdjęciu wyżej. Nie wspominam o obecności sztywnych „włosków”.

.IMG_7650              IMG_7695

Jasne, może powinnam zajrzeć do sieci, może są osoby, które wiedzą jak i z czym podejść do wyskubywania, może znalazłabym tam trafną instrukcję, współczucie, pociechę i zrozumienie? Zawsze łatwiej, kiedy się dowiesz, że inni cierpią na to samo. Ktoś z was coś wie na ten temat?

Ok.Pulpę rozgotowałam. Kolejną godzinę stopniowo, z namaszczeniem starałam się ją przepchnąć przez oczka sitka, które co chwila zatykały się, a to twardszymi skórkami, a to zgubionymi pestkami nasion i oczywiście szkaradnymi włoskami. Przetarłam. Obolałą ręką dosypałam cukier i całość znów na ogień. Kitłasiło się to jakiś czas, witamina C ulatywała w niebyt, dżem się przypalał, jak tylko odchodziłam na kilka chwil. Wreszcie – koniec? O, nie trzeba to było upchnąć do wygotowanych słoiczków, zamknąć wygotowanymi, suchymi zakrętkami i raz jeszcze słoiczki pogotować (pasteryzacja).

IMG_7688

I mam TRZY małe słoiki czegoś, co ma marchewkowy kolor i, pomimo zbryzgania całości sporą ilością soku z limonki – smakuje jak słodka marchewka ( bo zdrapałam resztki z gara w celu degustacji).

N I G D Y    W I Ę C E J   !!!      IMG_7649

Już wolę wstać wiosną o świcie i w porannej mgiełce, wśród ptasiego świergotu pobiec boso do moich trzech małych krzaczków ROSY CANINY, by ukraść jej kwiatom wszystkie płatki, a potem ukręcać je, ukręcać, ukręcać z cukrem, spryskać limonką i schować.Kiedy przyjdzie czas, nafaszeruję nimi 4 pączki, albo dodam do herbaty, albo zjem, ot, tak. Z trzech krzaczków niewiele się ukręci, ale każda ilość tej konfitury to eksplozja różanego zapachu. Namawiam was – zbierajcie wiosną płatki róż i ukręcajcie.IMG_7699IMG_7692

 

 

 

” Chodź, pomaluj swój świat”

Urlopy minęły, wakacje się skończyły. Gdzieś tam pada. Gdzieś  prześwituje jeszcze odczuwalne letnie słońce. Ktoś ma trochę wolnych chwil, może nawet kilka dni. Co by tu zrobić? Telewizja? Hm. Zabawy internetowe? No, ok – jest taki blog: RYMKI i NIE TYLKO, możecie zawsze  wpaść, ale  dziś  tu nie zaglądajcie, poszukajcie starych gratów, albo takich, których wygląd (image) już Wam się znudził i do dzieła! MALUJEMY!

IMG_7447

Pozwólcie, ze sparafrazuję tekst piosenki Jonasza Kofty „Śpiewać każdy może…”

Malować każdy może,

trochę lepiej, lub trochę gorzej,

IMG_7435IMG_7437

ale nie o to chodzi,

jak co komu wychodzi.

Wakacje_Krystyna 334

Czasami człowiek tak  czuje      

i wie, że coś namaluje.

Bo kolor go dziwnie kusi

i malować wręcz musi.

Wakacje_Krystyna 328

Więc bierzcie pędzel do ręki,

malujcie w takt tej piosenki.

Wakacje_Krystyna 315

Jak człowiek wierzy w siebie,

to reszta już mały pikuś,

Pomachaj śmiało pędzelkiem

i  uwierz, że wyjdzie ci cóś.

Wakacje_Krystyna 327Jak człowiek uwierzy w siebie,

nie będzie tego żałować,

nie ma takiego pędzla,

którym nie można malować.

Przymuszewo 072

I przypominam fragment tekstu śpiewanego przez zespól 2+1  (zmieniłam tylko jedno słowo):

” Więc chodź, pomaluj SWÓJ świat,

na żółto i na niebiesko,

niech na niebie stanie tęcza

malowana TWOJĄ kreską.”IMG_7443

ALE…nie zawsze jest kolorowo i wtedy…

GDY CZASEM PSYCHE ZŁE MYŚLI OGARNĄ,

SIEDZĘ I WSZYSTKO MALUJĘ NA CZARNO.

IMG_7469

 

 

 

 

 

Lato, lato i po lecie…

IMG_0848

Mija lato i nikt tego nie odwróci,

osowiała tkwi przy brzegu pusta łódka.

Noc wydłuży się (i po co?)), dzień się skróci,

a kolejka na gór szczyty już jest krótka.

IMG_0830

Ot, gdzieniegdzie pozostanie ślad ogniska,

ktoś tam zwija letni domek na polanie.

Mam nadzieję, (bo się temu przyjrzę z bliska),

że nic po nim paskudnego nie zostanie.

IMG_0839

IMG_0844

Przymuszewo 2015 115

Czas zostawić już jezioro, szum fal w trzcinie,

krzyk żurawi, białą czaplę w rannej mgle.

Rok jest teraz dziwnie krótki, szybko minie,

znów wrócimy? Może tak, a może  nie?

IMG_0850

Spójrz, piaszczysta plaża też już całkiem pusta.

Asfalt czeka. Czas już schodzić  z  letnich ścieżyn.

Żegnam ciebie, moje lato pocałunkiem –  prosto w usta

pociemniałe od ostatnich, słodkich, pulchnych jeżyn.

IMG_7591

Hej! Wracamy już z wakacji.

KOREK.

Nic to, Polak dzielny

znajdzie wyjście z sytuacji,

bo jest przecież nieśmiertelny.     ( i było ich kilkunastu)

IMG_7614

Foto – Lato i recenzja (pean)

idzie burza od podwórza

  IDZIE  (NORMALNA) BURZA OD PODWÓRZA

nowy folder 085

W GÓRZE –  (nienormalna) CHMURA Z KĄTEM PROSTYM – DRŻĄ ZE STRACHU WODOROSTY

Głosków-listopad 2008 026               NORMALNY  SUCHY  LAS

Ci, co mnie śledzą

chyba już wiedzą,

że Grażynę pewną znam.

Chyba trochę oszalała,

bo ślicznie zrecenzowała

ten mój rymowany kram.   (poniżej)

Głosków jesień 2009 035

 JEDNA Z BARDZIEJ NORMALNYCH LETNICH CZYNNOŚCI

No, wreszcie Recenzja Grażyny:

PEAN

Zrecenzuję krótko:

Twój blog jest odtrutką.(*)

Na uwiąd ruchu myśli,

na zły sen co się przyśnił,

na ogólny brak ruchu,

na spóźnione motyle w brzuchu.

Na koloru niedostatek,

na brak e-maili od dziatek.

Na loty nielotów od drzwi do drzwi,

na cały ten bezrym z programów tiwi.

Nie powiem, że na zło całe:

na jego spory kawałek.

(*) słowo ‘pean’ pochodzi z greckiego Paian, Paion, co znaczy ‘uzdrowiciel’

IMG_7532

 ZDECYDOWANIE NORMALNE MORZE BAŁTYCKIE

wiosna cd.2010 WK 072

 NORMALNY, LETNI WIDOK „POZACHODOWY”

Jeszcze o peanach. Mogą być różne.  Kiedyś,  poeta Władysław Broniewski napisał wierszyk, który chyba też był peanem?  (cytuję fragmenty)

IMG_7498Uwaga: FOTY WODZA ŚCIĄGNĘŁAM z internetu

Rewolucja – parowóz dziejów…

Chwała jej maszynistom!

Cóż, że wrogie wiatry powieją?

Chwała płonącym iskrom.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

IMG_7502

Potrzebny jest Maszynista,

którym jest On:

towarzysz, wódz, komunista –

STALIN –  słowo jak DZWON

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

IMG_7495

Któż, jak On przez dziesiątki lat

wiódł ludzkość na krańce dziejów?

Jego imię – walczący świat:

Nadzieja.

( Choinka, zatrzęsło mnie jakoś po tym peanie, dlaczego?)

Więc zakończę innym peanem (?), obwieszczeniem(?) –  dla Kazika W – wspaniałego starosty roku (wybierało się takich kiedyś na studiach). Napisałam go z okazji spotkania naszego rocznika  w którąś tam, ale równą, rocznicę ukończenia uczelni. Kazika już nie ma. Wierszyk – pean (?) został.

Zanim coś nas rozrzuci,

rozdzieli, odtrąci,

zanim pamięć się skróci,

a umysł ciut zmąci,

zanim coś nas wyleje

ot, chlust, z życia miski,

zanim ciało omdleje i zwapnią się dyski,

zanim bez zrozumienia

przyjdzie pojąć myśl prostą,

O B W I E S Z C Z A M Y :

KAZIKU ! TYŚ NASZYM STAROSTĄ !

Choćbyś miał psyche w zrostach,

ćpał, fruwał na lotni,

tkał… to jako STAROSTA

TYŚ JUŻ DOŻYWOTNI !

Nie zmienią tego burze, spiski, czas – co tyka.

Ostatni raz powtórzę :

MY CHCEMY KAZIKA !

2013 przym. 238

PO –  LETNI, NORMALNY  SPOKÓJ  ABSOLUTNY

 

Z życia Kotka Psotka – cd.

Pławna_09_08_Kry 048

Kotek Psotek : Przekonałem się, że lepiej wchodzić niż schodzić

W I Z Y T A  U  B E T K I

Kasiu, za godzinę wychodzę – oznajmił Psotek i spojrzał na nią bardzo poważnie – zostałem zaproszony na podwieczorek, wyobrażasz sobie ? A wiesz z jakiej okazji i przez kogo? Przez Betkę, bo jeszcze nigdy u niej nie byłem, a to jest bardzo dobry powód do odwiedzin.

– Hm ! – powiedziała Kasia.

– Dlaczego hmychasz ? – spytał Psotek.

– Zastanawiam się, czy ona wie, że jej podwieczorki są zupełnie inne niż twoje, czy wzięła to pod uwagę i….

– Rozumiem, że się obawiasz, czy nie będę musiał udawać, że mi smakują orzechy, żołędzie i te inne rzeczy, które jadają wiewiórki, a koty nie?

– No, tak – przyznała Kasia – ale może, tak na wszelki wypadek wziąłbyś ze sobą mały kubeczek jogurtu?

– W żadnym wypadku! – zaoponował Psotek – przecież nie wypada !!

Kotek Psotek zamyślił się przez moment i głośno stwierdził:

– Ona WIE, że JA jestem KOTEM i że jadam inne rzeczy niż wiewiórki, a jeżeli to do niej jeszcze nie dotarło, to trudno, może uda mi się zmiażdżyć zębami jednego orzecha, przecież od tego nie zachoruję!

– Też tak myślę – kiwnęła głową Kasia. – Czy wiesz, gdzie ona mieszka ?

– W tej wielkiej sośnie na pierwszej polanie w naszym lesie, dziupla numer…3, a może 2…? Ech, znajdę, przecież nie ma tam tysiąca mieszkańców!

– Życzę ci miłej zabawy Psocie, zabierz ode mnie w prezencie paczkę orzechów, leży na kredensie – powiedziała Kasia i wyszła podlewać ogród, a Psotek w podskokach pobiegł w stronę lasu. Po kilku minutach był już na miejscu i zaczął się wspinać w górę sosny.

– Aha! Jest dziupla. Czy już jakieś minąłem? Czy to miała być trzecia od dołu, czy trzecia od góry ? Sprawdzę – pomyślał – i wsunął łebek do środka chcąc się dokładniej rozejrzeć we wnętrzu W tym momencie usłyszał dochodzące ze środka dziwne piski, zobaczył kilka małych, puszystych kulek, a jednocześnie poczuł bardzo bolesne dziobnięcia w ogon, który mu, oczywiście zwisał na zewnątrz.

zima 2013 005

Oburzony dzięcioł skrzecząc przeraźliwie atakował go zajadle, więc kotek Psotek usiłował wyjaśnić, że nie miał żadnych złych zamiarów:

– Nie wszystkie koty polują na ptaki! – krzyknął – a was lubię! I nigdy….

– Spadaj stąd, kocurze, póki masz jeszcze trochę futra na ogonie!! – denerwował się nadal dzięcioł – wszystkie koty są takie same! Przestraszyłeś mi dzieciaki, a kto wie, czym by się to mogło skończyć !!

– Niczym – odparł z godnością Psotek, ale poczuł gniew, bo dzięcioł nawet nie chciał wysłuchać jego wyjaśnień. To niesprawiedliwe, ale może miał doświadczenia nie z tymi kotami, co trzeba – pomyślał i oddalił się nie zwlekając.

Kolejna dziupla, na którą trafił wyglądała zupełnie bezpiecznie i unosił się nad nią bardzo miły, słodki aromat.

Lekko jeszcze oszołomiony Psotek postanowił tym razem wsunąć do środka tylko jedną łapkę, bo po próbie pukania w korę nikt się nie odezwał.

– Ej, Betka, czy to ty ? – zawołał.

Przez chwilę nic się nie działo i nagle….au! – wrzasnął, bo poczuł, że przez  futerko dobierają mu się do skóry na łapce owady, których zawsze najbardziej się bał – dzikie pszczoły !

pszczoły

Natychmiast wyskoczył w górę, błyskawicznie przebył kilka gałęzi i raptem, w rozwidleniu grubego konara dojrzał z ulgą szerokie, gościnnie otwarte wejście dużej dziupli, z którego wystawał kawałek porządnej, prawdziwej Betkowej kitki.

– Strasznie ją lubię – zamruczał cichutko – może mi teraz podać nawet cały talerz tych nasion słonecznika, wszystko jest lepsze od rozgniewanego dzięcioła i wściekłego brzęczenia pszczół.

Jednak nie było tak źle.

Betka obejrzała  Psotka, kiwnęła głową i powiedziała:

– Łapę sobie wyliż sam, a te braki na ogonie odrosną jak przyjdzie pora – rzekła rzeczowo, jak to ona – a potem, w przytulnej dziupli rozłożyła na liściach kocie chrupki i wspaniale pachnący twarożek.

IMG_7375

– Czy nie przyszło ci czasem do głowy, że cię poczęstuję tymi moimi twardymi smakołykami? No, Psocie, przyznaj się, przyznaj!

– Mnie nie, ale Kasia, przez chwilę….

– No, tak.- westchnęła Betka – ludzie mają czasem inne doświadczenia.

– Ja byłem pewien, że wiesz, co lubią twoi przyjaciele i to jest wspaniałe – Psotek uśmiechnął się szeroko swoim kocim uśmiechem.

Zabrali się do jedzenia. Opowiadali sobie różne historyjki, wspominali wspólnie przeżyte przygody i trochę plotkowali o znajomych, a słońce schodziło coraz niżej i niżej. Pomarańczowe wcześniej promienie zrobiły się czerwonawe i Psotek wiedział, że dzień się niedługo skończy.

– Dziękuję, Betko to było bardzo miłe popołudnie – powiedział Psotek.

– No, oprócz pierwszej jego części – odpowiedziała I dodała : – to hej, hej!

– Hej. – odpowiedział Psotek i wyszedł z dziupli.

Spojrzał w dół, spuścił ostrożnie zdrową łapkę na niższą gałąź, dołączył tylną, wyprostował sztywno ogon, żeby lepiej zachować równowagę i….zastygł nieruchomo. Nie wiedział, co ma dalej robić. Drżały mu wszystkie cztery łapy, a na wąsach czuł zimne mrowienie. Nigdy nie byłem TAK WYSOKO – pomyślał, przestało mnie wszystko słuchać, nie mogę NICZYM poruszyć, do licha, co robić ?

– Czy coś się stało ? – krzyknęła Betka i jak strzała śmignęła obok Psotka, zatrzymując się na sąsiedniej gałęzi – wyszedł z ciebie taki głos, że się przestraszyłam.

– COŚ się stało, ale nie wiem CO, po prostu nie mogę zrobić kroku- odmruczał piskliwie Psotek.

– No, tak… – Betka popatrzyła na niego badawczo – to PANIKA, skoczę po Kasię bo, o ile się na tym znam, ty sam nic nie zrobisz, a ja też cię nie sprowadzę, nie jestem w końcu aż tak silna – i pobiegła, a Psotek zamknął oczy i tkwił całkiem nieruchomo.

Upływające minuty wlokły się bardzo, bardzo wolno, aż wreszcie Psotek usłyszał najmilszy głos na świecie, chociaż tym razem był on nieco zaniepokojony:

– Hej! Kocie Psocie jesteś tam ?

– Jest, jest – to już był głos Betki – mówiłam, żeby wezwać straż pożarną, byłoby zabawniej.

– Jestem tutaj- udało się wychrypieć Psotkowi- ale nie wiem jak długo tu jeszcze będę, bo coraz mniej siebie czuję !

Nagle spora część Kasi wynurzyła się z gałęzi tuż pod Psotkiem i poczuł jak chwytają go jej ręce.

– Mam cię ! – krzyknęła Kasia

– Masz go ? – wrzasnęła z dołu Betka.

– Mam go ! – krzyknęła powtórnie Kasia i dodała – i chyba jest zdrowy i cały!

– No, może z wyjątkiem przerzedzonego ogona i spuchniętej łapy  – zaśmiała się Betka i smyrgnęła obok nich w górę, do swojej dziupli.

Kasia spojrzała pytająco na Psotka, ale on zamruczał : – Nie teraz, bo jestem jeszcze trochę s p a n i c z o n y, wszystko opowiem ci w domu.

– S p a n i k o w a n y – poprawiła Kasia i zapytała : – czy pomoże ci ciepłe mleko, sardynkowa pasta i koci przysmak z mojej skrytki w biurku ?

– Ja już czuję się wspaniale- Psotek wyrwał się z rąk Kasi i pierwszy pognał w kierunku domu.

Pławna ferie 2011 063

UPAŁ

nowy folder 058

I znów upał, proszę państwa TAKI,

że chowają się w dziurkach jaszczurki,

omdlewają pod drzewami  ptaki,

w dziuplach siedzą przegrzane wiewiórki.

IMG_7152

Na polanach skrzypią głośno świerki,

przerażony wrzos na słońcu trzeszczy.

Las się boi najmniejszej iskierki

i usycha z tęsknoty do deszczy.

documnts and Setting Moje dokumenty zdjęcia 2015 WPK 2015 076

Gdzieś daleko stapia się lodowiec,

Smętne rzeki obnażają swoje dno.

A dlaczego tak się dzieje? Ty mi powiedz!

Kto jest temu winien? – pytam – KTO?

wigilia 2012 + ferie 2013 186

Zanim pójdę toczyć większe boje

wśród  walk różnych, dłuższych, czy też krótkich –

dziś po prostu spragnionych napoję.

Choćby tylko tych kilku malutkich.

IMG_7336

IMG_7380

IMG_7353

 O, już gołąb moczy swoje pióra,

a w kolejce czeka banda sójek

i choć znana jest sójcza  natura,

unikają dziś wrzasków i bójek.

IMG_7247

Bo nawet złe sójki – w letniej kąpieli,

potrafią zapomnieć o tym, co je dzieli.

           IMG_7369

IMG_7444

Zadajmy sobie BOBU !

IMG_7218DZIŚ – 30 LIPCA jest MIĘDZYNARODOWY  DZIEŃ SERNIKA!! ZNUDZIŁ MI SIĘ. OGŁASZAM DZIEŃ ZADAWANIA I ZAJADANIA BOBU.

BÓB – nie rośnie już dziko. Ta roślina z rodziny, jak sama nazwa wskazuje, BOBOWATYCH,  żywiła ludzi w różnych częściach świata od wieków. Jej ślady znaleziono w ruinach Troi, a najstarsze  znalezisko bobu pochodzi sprzed 2500 tysięcy lat p.n.e  Apetyczne ziarna zawierają błonnik, witaminy A, B i C, a także cenne dla nas minerały: wapń, cynk, żelazo i magnez.

A SEZON JESZCZE TRWA!

Ci, co tu zaglądają dobrze wiedzą, że to nie jest BLOŻEK ( ot, takie polskie zdrobnienie od BLOGU) –  KULINARNY. Fakt, gdzieś tam coś było o podawaniu truskawek, o gotowaniu jajka i zupy na skórkach, ale to tylko takie wstawki. Dziś też – wstawka o bobie. Po prostu moja bliska znajoma z miasta Poznania poskarżyła się, że jej mąż zmarnował pół kilograma dobrego bobu. Chciał moczyć, potem gotował godzinę (w/g starej książki kucharskiej), a na dokładkę – nie posolił. Nie mogłam się powstrzymać przed wysłaniem do niego rymowanej instrukcji. Wbrew moim cichym obawom – nie obraził się. Skwitował: „- Czy są rymowane książki kucharskie?” Ha! Ha! CHYBA JESZCZE NIE!

Do rymowanki dołączyłam mu fotki instruktażowe.

IMG_7209_LI

Tylko Wielkopolski ŻŁÓB
nie wie jak gotować BÓB !
Więc – zacznijmy od początku:
BÓB umyty wrzuć do wrzątku,
gdy posyczy jakiś czas
nowy wrzątek i na gaz!
IMG_7213_LI
Piórko kopru, trochę soli –                IMG_7219_LI
z nią gotować bób się woli,
( cukier w ogóle mu nie leży),
a my, w końcu bądźmy szczerzy,
też nie jemy bobu z miodem.
Spróbuj! Miękki? Odlej wodę,
ułóż ślicznie na miseczce
i kochanej daj żoneczce.
IMG_7224_LI
BÓB – reklama
Jeszcze trwa BOBOWY sezon.
Kup, ugotuj go w garnuszku.
Wiem, niektórzy tracą rezon,
gdy im warczy BÓB gdzieś w brzuszku.
Lecz dziś – odrzuć z grilla DRÓB,
i na BÓB zastaw sidełka,
skórkę z BOBU także schrup.
Działa świetnie. Jak  miotełka.
Wszystkie inne suplementy,
mogą zostać dziś w aptece
Cóż, że brzuszek nieco wzdęty?
Skórka BOBU – śmiecie zmiecie!
Więc, po prostu dziś go kup,
ugotuj, a potem skub.
Zrób to, zrób to, szybko, zrób!
BÓB usunie z jelit brud.

Handel i urlop czyli XX wiek

LATO. Ja też zwolnię. Mniej wpiszę, więcej poleniuchuję. Kto by tam w te gorące dni czytał blogi i do nich pisał? No, może ktoś , kto ma jakieś handlowe zobowiązania?  To nie ja.

URLOPY w pełni. Jedni pojadą P1000731 (2) nad morze takie, czy inne.

 

 

Drudzy będą zwiedzać to, czy tamto.

Hiszpania 04.2011 090                           wilno,szkoła,maj2011 004

Jeszcze  inni   Pławna_08 041wylądują np. blisko Jeleniej Góry i będą się wałęsać po Karkonoszach,

 

 

 

Ktoś spłynie Bobrem, czy Pilicą,

                                                                    Pławna lipiec 2011 048

ktoś inny odwiedzi piękne polskie jeziora,

GŁ 091

  a jeszcze inni rozstawią sobie namiocik na działeczce.

IMG_7093

Nie zawsze tak było. W trudniejszych czasach nasi rodacy poświęcali część drogocennego urlopu na podróże handlowe. Po sprzedaży jednego towaru TAM, sprzedawali przywieziony towar TU. I mogli sobie opłacić wyjazd do Kołobrzegu. A na straganach, rozstawionych łóżkach polowych, bądź skrzynkach leżała kawa TCHIBO przywieziona z Jednej Strony i słoiczki kawioru z Drugiej Strony. Żony farbowały hurtowo przywożone na sprzedaż podkoszulki bo i tych nie było ( a tam białe były tańsze)

W dniu 15 lipca 1993 roku, a więc w ubiegłym wieku – Probierczyk, obserwujący jak przypuszczam, ten ruch handlowy w Polsce, wydał instrukcję uczestnikom prowadzonego przez siebie konkursu literackiego „Czytelnicy do pióra” : proszę opisać czyhające na wędrownych współcześnie handlowców ewentualne niebezpieczeństwa. niebezpieczeństwa – kontynuując wiersz Adama Mickiewicza (tylko 16 wersów) – I wiecie co? Wszyscy autorzy wymienili tych samych wrogów. Ja też.

Tato nie wraca ranki i wieczory

We łzach go czekam i trwodze:

Rozlały rzeki, pełne zwierza bory

i pełno zbójców na drodze...(A. Mickiewicz)…..

 

Pławna_08_09 058_LI

….Rzeki to pestka, ponton ma na fiacie,

Na zwierza trutkę w kieszonce,

Lecz jak się oprze, wioząc dżins na gacie,

Wschodnich rabusiów nagonce ?

IMG_7178

Legnie ci taki, gdzieś w powiecie Plewy

W mroku udając denata,

 fiata zatrzyma. Scyzoryk z cholewy,

 i jakież szanse ma Tata ?

IMG_7176_LI

Lub na poboczu, w trawie po kolana

 robiąc za brzózkę czy tuję,

 Zakrzyknie, strzeli z colta lub nagana,

 a rzadko kiedy pudłuje !

documnts and Setting Moje dokumenty zdjęcia 2015 WPK 2015 002

Tata nie wraca ranki i wieczory,

A przywieźć rubli miał worek,

Och, Ojcze, omiń terespolskie bory,

Och, chyba zmówię paciorek !