Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
Wędrowałam sobie po kalendarzu, takim z opisem różnych świąt, ważnych dni I uroczystości i w LIPCU natknęłam się na DZIEŃ HOT DOGA. Wszystko zaczęło się od zakładu między czterema imigrantami, z których każdy zachwalał kiełbaski ze swojego regionu, (a wszyscy przybyli z Niemiec) Od roku 1916-go, właśnie 4 LIPCA – amerykańska sieć garmażeryjna Nathan’s Famous organizuje konkurs “sportowego zjadania” hot dogów. Mistrzem został mężczyzna, który w ciągu 10 minut zjadł 68 sztuk Nie sprawdzałam jak się czuje, ale nikt chyba nie pobił jeszcze tego rekordu. ZOSTAWMY HOT DOGI! MY MAMY PIEROGI!
Tego pieroga nie dam nigdy, nikomu.. To pieróg – symbol. Dla babci. Ceramiczny.
A gdyby tak u nas – myślę …
( i…ogarnia mnie, przyznam, lekka trwoga)
zorganizować festyn “ Polak z Polakiem – konsumpcja Pieroga”?
Byłoby to zdrowe, wspólne, czyli solidarne zjadanie,
a każdy mógłby mieć odrębne, swoje, różne od innych zdanie
i w kwestii smaku, nadzienia, czy nawet wielkości.
I wszyscy razem by jedli, ( chyba, że ktoś by właśnie pościł).
I wierzę, że taki pieróg z grzybem, czy z ziemniakiem,
ruski, albo z mielonką, z serem, ze szpinakiem,
z soczewicą, z jagodą, czy z liściem kapusty,
pieróg z bobem, a może…nawet…taki..pusty… –
bo ktoś zapomniał nadziać, (zdarza się czasami)
przywróciłby zgodę między Polakami?!?
DO ROBOTY: 1. zagnieść ciasto, rozwałkować, wyciąć, nadziać, zlepić. 2.wrzucić do wrzątku, ugotować, wyłowić.
Polać: Słodkie – śmietanką, lub masełkiem.
Słone – pysznym olejem z cebulą lub ohydnym(!??) smalcem ze skwarkami
( przepisy w internecie, albo wyciągnijcie od przyjaciół)
Okazuje się, że w kraju są organizowane w różnych terminach, w różnych miejscowościach ( w Gdańsku, w Horyńcu-Zdroju, w Łukowie, w Lublinie, w Białymstoku, pod Przemyślem, w Dębicy) DNI PIEROGA. Może by to połączyć w jedno wielkie, ogólnonarodowe, prawdziwe, zmasowane pierogowanie?
Była POLSKA PARTIA PRZYJACIÓŁ PIWA, czas, już czas na kolejną:POLSKĄ PARTIĘ PRZYJACIÓŁ PIEROGA. Kto stanie na czele?
Sobota. 27 Czerwiec 2020r. Dziwny dzień. Dzień głupawki. Zdarza się każdemu. Scenariusze bywają różne. Za mną, na przykład, ni stąd, ni zowąd zaczęły chodzić stare, dziecięce wyliczanki. Sama je używałam w zabawach, ale te, co łażą za mną teraz, są jakieś inne. Rytm podobny. Niektóre słowa też. I tak nonsensowne, jak być powinny, ale…Co też czas i wiek potrafią zrobić z człowieka! Żenada. Sami zobaczcie. I to dzień przed ważnym wydarzeniem. No comment..
Zbliża się ta najkrótsza noc w roku – dawniej słowiańskie święto bożka miłości – Kupały, później już zamienione, a jakże, na Dzień Świętego Jana Chrzciciela. Ostały się jednak niektóre zwyczaje. I byłam świadkiem, jak młodzi ludzie z Teatru ETNA (z miasta Piaseczna) przygotowywali kilka scen do programu o Świętojańskiej Nocy. Dostałam pozwolenie na zrobienie im kilku fotek do mojego bloga. Mam jednak obwieścić, że cały spektakl będzie przedstawiony w Piasecznie – w parku – dnia 4LIPCA, o godzinie 19. Kto to czyta, a mieszka w pobliżu – TEATR ETNA– zaprasza.
Taka sobie zwykła, stara strona pisemka dla dzieci z roku 1903 – fragment opisu przebiegu Święta Kupały
Bo to było jeszcze kilka dni przed sławetnym Świętem Leniwych Spacerów. Włóczyłam się, też leniwie po swojej okolicy, doszłam do Nowego Mostu na Starej Rzece, wychyliłam się za barierkę i zobaczyłam śliczne panny w wiankach na głowach i z wiankami w ręku. Podchodziły kolejno, spuszczały wianek na bystrzynę, a kawaler każdej pilnował, bo niektóre ślizgały się w pięknych pantofelkach na mokrej, nabrzeżnej trawie.
I płynęły wianki z prądem, a żwawi kawalerowie biegli z drągami, co by wyłowić wianek umiłowanej, bo to wróży szczęście dla obojga w miłości i długie wspólne życie. Oby.
To tylko jeden ze zwyczajów, obecnie nadal kultywowany. Ot, dla zabawy, bo nikt w te przepowiednie wiankowe nie wierzy. A i wianki, dawniej plecione z bylicy, maków, rumianków, piołunu i ruty, dzisiaj są rzadkie – maki niebezpieczne (oj!), piołunu. ani ruty nikt z nas nie rozpoznaje, a i rumianki trudno znaleźć nawet spacerując po dzisiejszych łąkach.
A przecież, w tę najkrótszą noc ze wszystkich nocy
– zioła, woda i ogień nabierały mocy.
Właśnie. Wieczorem zbierano się na polanach, tradycyjnie krzesano iskry i rozpalano OGNISKO. Panny w białych przepaskach na głowie ( bo wianki się potopiły, niestety) tańczyły wokół, wrzucały bukiety ziół zwiększając moc ognia,, a młodzieńcy skakali przez płomienie, demonstrując swoją odwagę i sprawność. I zaraz nadchodziła pora, kiedy należało się udać w głąb lasu i szukać KWIATU PAPROCI.
Hej! Biegnijcie wszyscy razem ( ale raczej małych grupkach),
Gdy ktoś znajdzie KWIAT PAPROCI – niech wie, że to jest PODRÓBKA
Bo, chociaż wszyscy wiedzieli i wiedzą (?!), że paproć nie kwitnie, to szukano jej kwiatów długo i zawzięcie, a ci, którzy natknęli się w głębi lasu na bliską im osobę – nie wracali tak szybko. A było wiadomo, że dopiero o poranku będą już mogli wykąpać się w rzece, stawie, czy jeziorze, bo i WODA od NOCY ŚWIĘTOJAŃSKIEJ była już bezpieczna i wolna od czyhających wcześniej wodnic, czy wodników. Tam, gdzie nie było żadnej strugi, można się było wytarzać w porannej rosie.
Ta noc miała magiczną moc łączenia serc w miłości. Szkoda, że obecnie jest sobie tylko letnim przesileniem i najkrótszą nocą w roku. Po niej dni znów zaczynają nam się skracać.
Wiem. Dziś jest też DZIEŃ OJCÓW. Pozdrawiam wszystkich dobrych tatusiów. Życzę im szalonego, pięknego, Wspaniałego Ojcostwa, ale nie mogę pisać o Was rok w rok. Musi być jakaś przerwa. Ciekawych zapraszam do czerwca 2019 – tam o ojcach było sporo słów.
Rok temu, właśnie w tym DNIU uszczypliwie potraktowałam ogólnoświatową tendencję do udzielania rad. Czy dziś mam inne spojrzenie? No… umówmy się, że, czasami….np. w poniedziałki i w środy, w godzinach od 16-ej do 18-ej staram się, przynajmniej wysłuchać, kilku tzw. DOBRYCH RAD. Ni diabła (brr!) nie wiem, kto i kiedy wymyślił to niby – święto, ale jest. Możecie sprawdzić. W kalendarzu Świąt Nietypowych oczywiście.
Nie słuchamy dobrych rad, bo:
Ludzi starszych, rozsądnych też coś nadal kusi,
żeby wciąż, na złość mamie(?) odmrażać swe uszy.
Mówią:Nie tyj! A ja właśnie trochę tyję!
Twierdzą: To mydło jest niezdrowe. A ja się nim myję!
Krzyczą: Chodź na spacery! A ja siedzę w domu.
Wołają: Przestań palić! A ja, po kryjomu
jednego cicho wypalam – choć tu głośno przyznam,
że fajka, lub papieros to straszna trucizna!
Jednak zawsze tkwi we mnie ta dziwna przekora
i solę sobie kakao, a dosładzam pora,
mieszanką do łososia przyprawiam kurczaka,
robię sałatkę z bułek, a wino z buraka
i z trudem się opieram kulinarnej radzie,
by nie dawać na deser śledzi w czekoladzie.
A teraz moja rada – dobra, choć niewielka:
Większość rad pochowajcie w ozdobne pudełka,
ustawcie – mniejsze na większych, właśnie TAK stać muszą,
Rozpanoszyły się okrutnie. Inna sprawa, że nie robię wiele, żeby temu zapobiec. I nie wiem, ale albo z wiatrami wiejącymi z różnych stron, albo z kroplami deszczu, a może, wygodnie, na moich spacerowych butach zawitały do mojego ogródka nasiona roślin wolnych, czyli chwastów. Rosną sobie gdzie chcą, kiedy chcą i jak chcą. Jeśli są tępione, wyrywane, zatruwane, palone w jednym miejscu – szukają sobie następnych miejsc. U mnie mają dobrze. W ramach ochrony środowiska naturalnego, (a właśnie chwasty są absolutnie naturalne, ha!) oraz również ochrony sił własnych – nie tępię tych swawolników. Dodam, że nawet je hołubię, pić daję, bo oczka wodnego nie mam, a gleba to zwykły piach mazowiecki. Motyle też się zdarzają. Przedstawiam wam dziś po prostu – w DNIUOCHRONY ŚRODOWISKA MOJE WŁASNE NATURALNE CHWASTY. BEZ RYMÓW.
USUSZONE – ŚWIETNE DO DROBIU
WRZUĆ POKRZYWĘ DO SAŁATKI – BĘDZIESZ ZDROWY I GŁADKI
JUŻ KONICZYNA ROSNĄĆ ZACZYNA
RUMIANEK, ale tylko w PĄCZKACH
I MNISZKI – DMUCHAWCE, LATAWCE Hej!
I TE PUSZKI IGIEŁKOWE SPADNĄ NA ZIEMIĘ I ZA ROK ZNÓW URODZAJ MNISZKÓW
A OWOCKI WIELKOŚCI PIEPRZU PERZ??
TU WYSTRZELI ŁODYGA Z KWIATAMI DZIEWANNY, a to obok to chyba GLISTNIK JASKÓŁCZEZIELE
Oj, to chyba KĘPA STARCA JAKUBKA a obokJEGO KWIAT
PRZYCZAJONE KONWALIE TU COŚ WIDAĆ
O! ŁOPIAN ! A tu TRÓJBARWNY FIOŁEK
CZY JESZCZE COŚ OCHRANIAM ? TAK, PRYWATNE OSIEDLE CZERWONYCH MRÓWEK. ZAFUNDOWAŁAM IM NAWET LATARNIĘ.
A MOŻE JESZCZE MAM KOGOŚ POD OCHRONĄ? OWSZEM, NP. SYMPATYCZNE KOMARNICE. WYNAJMUJĘ IM NA GODZINY KILKA MIEJSC NA PARAPECIE. KTO IM PROJEKTOWAŁ TE PIĘKNE WITRAŻE NA SKRZYDŁACH?
BODZISZEK DROBNY POCZĄTKI TRYBULI LEŚNEJ
NIE MAM POJĘCIA CO TO., ALE ŁADNE. MOŻE KTOŚ Z WAS WIE, CO TO JEST?
A jak w ogóle przebiega ochrona środowiska w naszym kochanym kraju? Nie ma co się oburzać i irytować, trzeba doceniać nawet dziwne, drobne i niezwykłe próby takich działań:
Pewna osoba, dbająca o higienę i zdrowie swego psa – wyszorowała ulubieńca w myjni samochodowej! Czyż nie jest to wspaniały dowód na to, że zaczynamy doceniać czystość?
Nieznany mężczyzna chciał po prostu przytulić misia. Zademonstrował tę bardzo pozytywną potrzebę rozwijania miłości do zwierząt skokiem do wybiegu dla niedźwiedzi. Dzielny !
My mamy swoich wrogów, zwierzątka i ptaki też. Są wśród nich straszni psychopaci np. takie ORŁY pożerające niewinne, ale cenne GOŁĄBKI. A ŻURAWIE? Ośmielają się wyżerać z naszego pola! Ochraniajmy gołąbki, ochraniajmy rodzime pola. Orłom wyskubiemy oczy,żurawieukrzyżujemy, resztę złych ptaków i np. gryzące pszczoły załatwią trucizny, które……...
…..świadomi zagrożenia z wiadomej strony – sprowadziliśmy w tysiącach beczek. Jesteśmy zabezpieczeni. Chronimy nasze środowisko! Nawet dzikom pozwalamy łazić po terenie przedszkoli i wyjadać dzieciom pierogi. Nie rozczula was to?
Mam mnóstwo tego typu dowodów, wszystkich przytoczyć nie zdołam, ale wyraźnie widać, że jesteśmy coraz lepsi w ochronie środowiska. Pisząc to, spojrzałam w NIEBO i chyba to była halucynacja, miraż, fatamorgana – zobaczyłam KOGOŚ , KTO NIE WYGLĄDAŁ NA ZADOWOLONEGO, a w obliczu niedawnych informacji o powtarzających się, regularnych sygnałach, jakie napływają gdzieś z góry, nieśmiało pytam:
Jeśli jest gdzieś obok tata, mama, albo ciotka Basia,
wujek Wacek, stryjek Paweł, to serdecznie ich zapraszam!
I my, dorośli przygotujmy pociechom ( ha!) kilka zadań i pobawmy się razem z nimi. Mam nadzieję, że szybko się zorientujecie, czy posiadane, pożyczone i zaproszone przez Was dzieci są w odpowiednim do tych zabaw wieku. Zawsze możecie je uprościć.
ZADANIE I (stare, dobre, domowe podchody):
Zanim dacie dzieciakom do rozwiązania poniższą KRZYŻÓWKĘ, wsadźcie do lodówki ( w słoiku?) pierwszy z listów. Powinna być w nim instrukcja, gdzie mają szukać kolejnego listu, z kolejną wskazówką, kierującą je do następnego miejsca. Np lodówka ……kieszeń szlafroka w łazience……pod doniczką kaktusa…….na zewnątrz pod wycieraczką…. w czapce leżącej na półce….( opis, bardziej, lub mniej „tajemniczy” zależy od waszej fantazji i miejsca pobytu). Ostatni z kilku listów powinien zawierać opis miejsca, w którym będzie czekał SKARB ( drobne zabawki, prezenciki, poczęstunek – jeśli macie pod opieką większą grupę dzieci).
Uwaga: Rozwiążcie krzyżówkę. Rozwiązanie trzeba odczytać od góry – z pionowego słupka z kropeczkami.Można, oczywiście trochę dzieciom pomóc.
ZADANIE II:
Narysować pierwszy z wielu autoportretów ( powtarzać zadanie w każdy Dzień Dziecka dopóki będzie chciało rysować) Wszystkie autoportrety oprawiać od razu, albo po kilka, co kilka lat.To są, co prawda znacznie później, ale doceniane pamiątki
Autoportret przykładowy dziecka 4 – letniego ( uwaga: To dziewczynka!)
ZADANIE III:
Rymujemy całą rodziną – ktoś proponuje temat, np. Co robią zwierzęta w ZOO? Zaczyna inicjator – reszta osób po kolei dodaje swoje propozycje, nawet najbardziej bzdurne i proste, ale rymujące się ze zdaniem poprzednika. Jeśli znajdzie się ktoś, kto to zapisze, tym lepiej. Fajna pamiątka. Poniżej, zachowany przykład ( to było kilkanaście lat temu) takiej zabawy. Rysunki – bardzo malutkie dodali do tego rymowanego ciągu zadowoleni rodzice.
Czasem w ZOO jest bardzo wesoło.
Była tam łasica, którą niedźwiedź się zachwycał,
a ten niedźwiedź miał coś tutaj, bo go kopnął orangutan.
Była tam także żyrafa, która się chowała w szafach,
ale jedna się zamknęła i ogonek jej przycięła.
Raz był kangur – dobry skoczek, co zapuścił se warkocze,
a pantera, gdy ziewnęła, to mu warkocz pyskiem ścięła,
Stara puma, na śniadanie jadała śledzie w śmietanie,
a jej ciotka, zebra wiotka wciąż jeździła gdzieś na wrotkach.
Raz się kręcił wężyk boa, wokół szkoły dookoła
i przestraszył wszystkie dzieci, a na deser pożarł śmieci.
Był raz sobie sum „mądrawy”, co wyruszył do Warszawy,
ściął po drodze wszystkie trawy, wrzucił je komuś do kawy.
A w wierszyku nie ma pawia, bo pojechał do Wrocławia,
Już zbliżało się południe, kiedy lew zaglądnął w studnię
i zobaczył swoją ciocię, która miała grzywę w błocie,
była też tam gruba pszczoła, co bekała dookoła.
Na dziś koniec rymowania, bo już przyszła z pracy mama.
Istnieją różne warianty tych rymowanych zajęć, np: Pierwsza osoba zapisuje proste zdanie, ale tak zawija kartkę, żeby był widoczny ostatni wyraz. Zadaniem kolejnej osoby jest dopisanie zdania, które rymuję się z tym wyrazem. I tak jedziemy kilka razy, aż ktoś odczytuje te absolutnie zwariowane rymowanki.To jednocześnie niezłe ćwiczenie językowe, ale dzieci o tym nie wiedzą, bo nie było „ZADANE DO DOMU”
Wymyślamy własne pocztówki na różne okazje: czyjeś imieniny, urodziny, najrozmaitsze ŚWIĘTA i OKAZJE. I jak nadchodzi termin – WYSYŁAMY JE !! Przecież już dziś można zrobić te Na Boże Narodzenie, na Imieniny Cioci Ziuty, na Pierwszy Dzień Zimy, czy też POCZTÓWKI ZUPEŁNIE BEZ OKAZJI, a tylko dlatego, że mamy ochotę kogoś szczególnie pozdrowić. Wszystkie takie wspólne działania są w procesie wychowania na wagę złota. Między trzecim, a piątym rokiem życia dzieci chcą się bawić z nami, robić to, co myi warto to wykorzystać!! Potem im mija, a nam się często po prostu nie chce, a czasem nie wiemy co i jak. Ja chcę tu tylko odrobinę podpowiedzieć. Inne propozycje z wcześniejszych wpisów ( może ktoś nie dotarł):
Na szkle malowane – październik 2018 r
Dzień łamigłówek– styczeń 2019r
Budowa domku ze śmieci – luty 2019r
I były jeszcze jakieś drobne propozycje, ale już nie pamiętam kiedy i gdzie.
SERDECZNIE POZDRAWIAM WSZYSTKIE NASZE, WASZE I NIE WASZE DZIECI.
Wszystkim, którzy czują się RODZINĄ (niezależnie od liczby osobników – od Dwóch do Nieskończoności) życzę dziś, jak nietrudno się domyślić, przede wszystkim ZDROWIA, bo bez niego i tak nie spełniłaby się Wam większość życzeń, które mogłabym tu dla Was wypisać. I pogody – wewnątrz Rodziny i na zewnątrz.
Gdybym była nauczycielką języka polskiego i musiała w najbliższych dniach, drogą elektroniczną, zadać jakąś pracę swoim uczniom (mam na myśli licealistów) – byłaby to prośba o napisanie kilku limeryków lub limeryko-podobnych rymowanek. Tak, jak potrafią. Na dowolny temat. Dla zabawy. Dla draki. Dla ćwiczenia. Dla rozrywki. I wszystkim postawiłabym ze cztery plusy, jeśli tylko trzymaliby się zasady : rymy aabba, 5 wersów, w środku dwa krótsze. Przykład: Pewien młody matador z Kordoby(a), nie przeżywał po żonie żałoby(a). Tak się zirytowała(b), że nagle zmartwychwstała (b) i znów wspólnie zjadali podroby (a).Rok temu też świętowałam ten DZIEŃ. Nie jestem nauczycielką, ale chętnie przedstawię tu wasze limeryki…DZIEŃ PO. Kto spróbuje?
Międzynarodowy Dzień Jazzu proklamowano na 36-ej sesji Konferencji Generalnej UNESCO w roku 2011, a obchody wyznaczono na 30 Kwietnia.
Wśród różnych karteluszek, zapisków, notatek znalazłam i tę, napisaną już jakiś czas temu przez jedną z moich córek. Można wydedukować, że w jej, czyli w naszej rodzinie słuchało się tego rodzaju muzyki. I tak było i jest. Nie wszyscy go lubią i nikogo nie mam zamiaru przekonywać do zmiany zdania, ale powiem jedno: wirusem jazzu zaraziły się też inne gatunki muzyki i nie wszyscy wiedzą, że to, czego słuchają w danym momencie, ma w sobie nieodzowne elementy jazzu, czyli synkopy, swing i improwizację. Jazz, których zaistniał w Nowym Orleanie na początku XX wieku był muzyką uliczną, mieszanką bluesa ( pieśni śpiewanych przez niewolników na polach bawełny) i muzyki ludowej. Przytoczę tu słowa Branforda Marsalisa, znanego saksofonisty: – Jazz to po prostu muzyka, nie ma się czego bać, uchodzi za muzykę dla snobów, a przecież narodziła się w nowoorleańskich tancbudach.
Spróbujcie, co wam zależy, posłuchać kawałka starego bluesa:
JAZZ rozwijał się, przybierał różną postać , a muzycy „udżezawiali” na swój sposób szereg znanych, popularnych utworów i piosenek (bardzo często pochodziły one z musicali i filmów), improwizując i grając je w rozmaity sposób – tak powstawały standardy jazzowe. Kończę, żadnego dłuższego wykładu tu nie będzie, ale zrobi mi się miło, jeśli niektórzy z was skuszą się i posłuchają tu ze mną kilku utworów (nawet nie w całości, ja to zrozumiem).
Blues – wstępniak już był, więc czas na uliczny kawałek z Nowego Orleanu – namawiam do poskakania sobie z rodziną, lub samemu ( w ramach porcji codziennych ćwiczeń zalecanych z racji akcji „ZOSTAŃ W DOMU.”
Jeszcze mało ćwiczeń? Zapraszam więc do pana Acker Bilka, brytyjskiego klarnecisty. Komponował, grał, śpiewał, wszystkiego nie wyliczę, ale dziś zapraszam do tańca domowego w rytm jego Creole Jazz – można wyzionąć ducha! A skąd niby wzięło się tempo ROCKA? Uda wam się wytrzymać do końca utworu bez pląsania nogami, czy wystukiwaniu rytmu?
Od kilku osób usłyszałam kiedyś , że JAZZ to JAZGOT. Poniekąd mają rację. Zdarzają się takie „jazz-gnioty”– utwory i wykonawcy, jak w każdym innym gatunku muzyki. Duke Ellington powiedział kiedyś, że są tylko dwa rodzaje muzyki: DOBRA…i TADRUGA. W jazzie jest trochę jazgotu, ale często jest on celowy, zamierzony – muzyków ogarnia gorączka, instrumenty się prześcigają, wydaje się, że każdy gra co innego i w innym, na dokładkę rytmie. Burza dźwięków, pozorny bałagan, by za chwilę wszyscy wykonawcy mogli gładko i równo wpaść we właściwy rytm i wspólną linię melodyczną.
Och, wystarczy posłuchać orkiestry Dona Ellisa w Koncercie na Trąbkę z albumu „Live in Monterey” Nie, nie dam linka, bo byście oszaleli, ale ten”jazgot”brzmi niesamowicie.
Czas na coś łagodnego: Była sobie piosenka „Darn That Dream.” Skomponował ją Jimmy Van Heusen, do słów Eddiego DeLange. Była częścią musicalu „Swingin’ the Dream” ( na motywach „Snu Nocy Letniej, Williama Szekspira!) wystawionego w Nowym Yorku w 1939r. Oryginalne, jazzowe brzmienie usłyszał świat w roku 1940 – w wykonaniu pierwszego białego jazzowego klarnecisty Benny Goodmana ( był synem krawca warszawskiego) To on spopularyzował „muzykę czarnych” wśród nas, „białasów.” Jeśli jesteście ciekawi, jak brzmiała i ile miała wcieleń i wykonawców – zajrzyjcie do youtuba, ale teraz wyjrzyjcie przez okno, pozwólcie odpłynąć myślom z pierwszą lepszą chmurą, która wpadnie wam w oko i posłuchajcie jak ją grał na saksofonie tenorowym Stan Getzw Warszawskiej Filharmonii– towarzyszyło mu trioAndrzeja Trzaskowskiego (Panie Prezydencie – Tata naprawdę świetnie grał!) Był to rok 1960. Bardzo lubię to wykonanie.
Jeszcze coś łagodniejszego? Miękkiego? Słodkiego i Delikatnego? Dla uciszenia porykiwań duszy? Jeśli tak, to zapraszam wielbicieli Jana Sebastiana Bacha. Posłuchajcie jednego z utworów zespołu Modern Jazz Quartet. To też jest jazz.
Muszę się opanować. Miałabym ochotę zabrać was w dłuższą podróż do krainy jazzu, przytaczać nazwiska, utwory – wszystko to, co mogłoby was przekonać, że JAZZ jest bardzo urozmaiconą muzyką i każdy znalazłby w nim coś dla siebie. Do licha, tak się rozpędziłam, że zapomniałam o tym, czym jest mój blog – RYMKIEM na różne okazje, a tu żadnego nie ma. Uzupełniam ten brak:
DO CZEGO DOBRY JAZZ NAS SKŁANIA?
CIAŁO DO TAŃCA, DUSZĘ DO SŁUCHANIA.
Na koniec, piosenka filmowa kompozycji Johnny Mandela ( z filmu „Sandpiper”, polski tytuł BRODZIEC) – „Shadow of Your Smile”, ale w „udżezowionej” postaci w wykonaniu RONA CARTERA.
PS, Używam formy UDŻEZOWIENIE – naśladując pisownię mojego dziecka, ale przyznajcie, że ona nieźle pasuje do opisu tego, co robią ci muzycy z porządnymi piosenkami.
Zostań w Domu, Poszukaj, Posłuchaj i Potańcz.
PS.
Raz na jakiś czas ktoś taki się zdarzy,
komu trudno znaleźć miejsce do wpisaniakomentarzy,
więc dodam na tej stronie coś, co ktoś napisał o niej,
( tak napisał i się kłania pewien Jacek M z Poznania)
*
Nie dało się słuchać spokojnie, masz rację.
Skakałam, spalając obfitą kolację
i żeby więcej słów już nie marnować
KAŻDEMU RADZIMY TEGO SPRÓBOWAĆ.
A dodatkowo, w odwecie, autorowi komentarza, zwolennikowi szybkich rytmów przesyłam coś z 1957r – jako kolejny podkład do spalania kalorii w miły sposób.
Nie wiem dlaczego, ale Amerykanie obchodzą swój National Pigeon Day – 13 Czerwca, a my 9 – go Kwietnia.
1. Czy wiecie, że gołębie jako jedyne z ptaków nie muszą podczas picia przechylać łebka do tyłu? Piją podobnie jak my przez słomkę – zasysają.
2. Czy wiecie, że jedzą wszystko, co DA się zjeść.
3. Czy wiecie, że mają zdolności kurierskie ( przydały by się w okresie kwarantanny) i potrafią wrócić do „domu” dokładnie w porę karmienia?
Dziś – nie chcę żadnych problemów zgłębiać,
wybieram zatem zadanie proste:
Otóż, przedstawię wam pana Gołębia
i jego plany na wiosnę:
Zbudować gniazdo. Rodzinę założyć.
Choć po budowie osłabły troszeczkę,
marzy, by zawsze miał co w dziób swój włożyć,
oraz by znaleźć piękną Gołąbeczkę.
Wszystkim są znane ptaków – ojców losy:
kiedy się wyklują małe gołąbeczki,
noszą to wiązki dżdżownic, to ziarenek kłosy,
by zatkać dzióbki synka i córeczki.
Przyznajcie, proszę z serca swego głębi,
że nasze główne, czyli ludzkie cele
nie różnią się wcale od celów gołębich,
a jeśli nawet TAK, to niewiele.
Ten niesamowity KOCUR z sąsiedztwa, po zrezygnowaniu z polowania na gołębie wraca DO DOMU. A my wszyscy, też na nic nie polujmy i siedźmyteraz w domu. Bądźmy zdrowi.