Z życia Kotka Psotka – Lipcowa Noc

IMG_8698_LI

Tego wieczoru zebrali się wszyscy przyjaciele Psotka. Po zjedzeniu zapowiedzianej  przez Kasię kilka dni wcześniej kolacji pt :”Dla każdego Coś Dobrego,” każdy wybrał  najwygodniejsze dla siebie miejsce i spojrzeli na ogromną, wiszącą dziwnie blisko jasną tarczę  KSIĘŻYCA, a Kasia zaczęła czytać  przygotowaną wcześniej opowieść, tę, o którą prosili.

                                     L I P C O W A          N O C

– Wiem, o czym teraz myślisz, Kasiu – powiedział kotek Psotek. Siedzieli sobie z Kasią na ławce przed domem, a to jest jedno z najlepszych do siedzenia miejsc w ciepłą, lipcową noc. Na wprost, wydawało się nawet, że tuż nad nimi jaśniała wspaniała, trochę jak zwykle tajemnicza księżycowa kula.

– No, więc o czym ja myślę? – zaciekawiła się Kasia.

– Myślisz o tym, że chciałabyś mieć kawałek księżyca!

– Nie zgadłeś, kocie Psocie, to TY myślisz właśnie o tym.

– Skąd wiesz ? – zdziwił się Psotek, bo właśnie o tym myślał.

– Często tak bywa, że uważamy, że ktoś myśli o tym, o czym my myślimy w danej chwili, bo myślimy, że….ech, nie jest to łatwo wyjaśnić – Kasia bezradnie spojrzała na Psotka, ale on tylko zamruczał:

– Miałaś rację, myślałem o tym, o czym myślałem, że ty myślałaś – spojrzeli na siebie i jednocześnie się uśmiechnęli, a Psotek spytał:

– To o czym myślałaś ?

– Myślałam o tym, że to wspaniałe móc tak siedzieć w blasku księżyca i że to dobrze, że księżyc jest dla wszystkich, którzy lubią na niego patrzeć. Znam zresztą taką opowieść o jednym niemądrym, skąpym królu…..

.- Opowiedz, opowiedz, świetna noc na bajki i wcale nie chce mi się spać.IMG_9349

I Kasia zaczęła:

“W pewnym bardzo dalekim kraju żył sobie król, który zbierał najrozmaitsze rzeczy z całego świata. Każdy, kto udawał się w najkrótszą nawet podróż, musiał mu przywozić jakieś pamiątki, a jeśli zapomniał o tym obowiązku, dostawał zakaz wyruszania na wycieczki.

InkedInkedIMG_8733_LI

Pięćdziesiąt wielkich jaskiń było wypełnionych skarbami, a i w samych pałacu z trudnością poruszano się po salach. Wszystkie były wręcz zapchane  różnym rzeczami. Były tam kolorowe kamienie z całego świata, wspaniałe bransoletki i pierścionki, dwadzieścia tysięcy parasolek, cenne futra, łyżwy z całego świata, zestawy garnków, maszyny do szycia, radia, telewizory, pudełka kredek, około dwustu rowerów i  foremki do ciastek, a w każdej szufladzie grzechotały szklane, wielobarwne kulki. Król lubił, kiedy rozrzucone,  toczyły się  po podłodze.

IMG_9788

Kilku podróżników przywiozło też komputery i inne dziwne brzęczące urządzenia, ale nikt niczego nie używał. Były tam też książki, stosy książek, których nikt nie czytał i którymi król nie był w ogóle zainteresowany, chyba że były takie z samymi obrazkami.

Pewnego razu król siedział na tarasie swego wielkiego zamku, zerknął w górę na księżyc w pełni i mruknął: – Tego mi brakuje. On musi być tylko mój!

Wezwał sekretarzy i kazał im ogłosić w całym państwie, że ten, kto zdobędzie dla niego choćby kawałek księżyca dostanie w nagrodę ćwierć królestwa i rękę księżniczki-córki na dokładkę. Powstało wielkie zamieszanie.

Mnóstwo ludzi próbowało wymyślić jakiś sposób na zdobycie kawałka księżyca. Ktoś zaczął budować drabinę, ktoś zaczął myśleć nad wielkim balonem i skupował gumy do żucia, a drobni oszuści przynosili królowi kawałki skał, zwłaszcza w te noce, kiedy nie było już pełni. Wskazując na niebo przysięgali, że zmniejszony księżyc to ich sprawka. Nic z tego.

IMG_9804_LI

Król markotniał coraz bardziej, królowa jadła coraz mniej, a księżniczka też chodziła naburmuszona, bo bardzo się bała, że zdobywcą księżyca i jej ręki może zostać ktoś niezbyt miły. Król całymi nocami przesiadywał na tarasie i nawet przestał wydawać rozkazy. Pewnego dnia jeden z sekretarzy zaproponował królowi spotkanie ze starą, mądrą czarodziejką, o której wszyscy już dawno w królestwie zapomnieli, a która mieszkała gdzieś w głębokich lasach w małej, drewnianej chacie.

– Podobno umie rozwiązywać różne problemy – królowa poparła pomysł i król, choć niechętnie, wyraził zgodę na jej przybycie.

Któregoś popołudnia stanęła przed królem wysoka, ubrana w kolorowe szale kobieta, która wysłuchała pragnień króla, rozejrzała się bacznie dookoła i zażądała trzech dni na przemyślenie problemu.

– A co to jest  m y ś l e n i e? – zapytał król.

Czarodziejka parsknęła gromkim śmiechem, od którego zatrzęsły się zamkowe ściany:

– No tak, przypuszczałam, że w tym kraju nie dzieje się dobrze, ale żeby aż TAK? To już przekracza ludzkie pojęcie, nic dziwnego, że ci się zachciewa gwiazdki z nieba, skoro nawet nie masz pojęcia co to znaczy MYŚLEĆ!!

Nie o gwiazdę chodzi, a o księżyc – burknął król – masz o tym pamiętać, bo inaczej nici z nagrody. Czarodziejka wzruszyła ramionami i wyszła.

Przez trzy dni i noce czarodziejka zwiedzała jaskinie ze skarbami, rozmawiała z mieszkańcami królewskiej stolicy, obserwowała życie ludzi i cały czas kręcąc głową mruczała pod nosem: Niesamowite, niesamowite! Co za ciemnota! Co za zacofanie! W dzisiejszych czasach!! Nie do wiary!!

Wieczorem trzeciego dnia usiadła na tarasie obok zniecierpliwionego króla, poprosiła o szklankę wody i dwie kanapki z serem, zjadła, spojrzała na niego i zaczęła: – Twoje królestwo i ty, królu,  zostaniecie wkrótce zniszczeni!

-Przez kogo? – odważył się szepnąć trochę zaniepokojony król.

-Nie przez KOGOŚ, tylko przez COŚ. Przez głupotę, przez niewiedzę. Cały świat się rozwija, ludzie wymyślili cudowne rzeczy, masz nawet kilka w tych swoich skarbcach. A tu co? NIC! NIC! Wszystko pochowane, ludzie jacyś smutni i leniwi. Królestwa ze smokami i rękami księżniczek w nagrodę dawno wyszły z mody, chociaż muszę przyznać, że różne czarodziejki nadal się cieszą pewnym powodzeniem na całym świecie. W TYM królestwie NIKT o NICZYM NIE WIE i WSZYSTKO SIĘ PSUJE. Czy wiesz, na przykład, co to jest? – czarodziejka odwinęła przyniesiony przez siebie długi, okrągły pakunek i umocowała dziwną , wielką tubę na jeszcze dziwniejszym statywie z wieloma pokrętłami różnej wielkości.

– Było w jaskini numer 5 – powiedziała –  podejdź i spójrz!

InkedInkedIMG_8733_LI

Król spojrzał i oniemiał. W absolutnym bezruchu patrzył jak jego księżyc jest coraz bliżej i bliżej, a czarodziejka kręcąc różnymi śrubami zbliżyła się do jego ucha i opowiadała mu o planetach, układzie słonecznym, kosmicznych podróżach i o samym księżycu też.

Król słuchał zafascynowany, kilka razy szepnął: No, tak, no, tak – i wreszcie zmęczony pacnął na swoje królewskie, miękkie krzesełko.

– O, nie! – zawołała czarodziejka – teraz popatrz na swoje królestwo, zobacz, zobacz jakie jest piękne w blasku księżyca. Nie zmarnuj go.

– To, co mam robić ? – zapytał bezradnie król.

– Och, najpierw trochę POMYŚL, a potem zrób wielka loterię, rozdaj swojemu ludowi większość skarbów pod warunkiem, że każdy się nauczy jak z nich korzystać. Sprowadź nauczycieli, niech uczą ciebie i poddanych. Księżniczce też się przyda trochę wiedzy zanim wyjdzie za mąż. Nocami możesz się zachwycać księżycem i jego blaskiem, ale nigdy nie zapominaj, że on jest dla wszystkich, którzy żyją na ziemi.

-Tak zrobię – zadecydował pewniejszym już głosem król – co za to wszystko chcesz? Czy wystarczy ci ćwierć królestwa, bo rozumiem, że ręką mojej córeczki nie jesteś zainteresowana?

– A po cóż mi królestwo? Wystarczy mi moja chata na polanie, chociaż szczerze mówiąc chciałabym ją trochę unowocześnić i odnowić. Nie pogardzę też komputerem, chociaż i tak na razie nie wiesz o czym mówię… i jeśli uda ci się założyć tu internet, żebym mogła się wymieniać nowinami z innymi czarodziejkami, to już niczego mi nie będzie brakować, to jak?

– Zgoda – odrzekł król i już następnego dnia zadowolona czarodziejka odeszła do swojej pustelni z zupełnie nowym komputerem, który znaleziono w pralni królewskiej pod haftowaną serwetą.

I wcale nie była taka samotna.    IMG_9587

Bardzo często odwiedzali ją zadowoleni ludzie, a czasem i tacy, którzy prosili ją o różne porady, a wokół domu zawsze się kręcił jej ulubiony kot.”

InkedIMG_8734_LI

– To piękna i mądra opowieść – szepnął kotek Psotek- nie zrozumiałem kilku zaledwie słów. Była trochę  f i z o l o f i c z n a, prawda?

– F i l o z o f i c z n a -poprawiła Kasia i dodała – ale nie za bardzo, bo każdy, kto tylko trochę p o m y ś l i,  zrozumie jej sens. Tak, jak ty, prawda ? – spojrzała na swojego kota, ale on już spał w blasku księżyca. Kasia zerknęła raz jeszcze na księżyc i wydało jej się, że  on się uśmiecha. Machnęła ręką i też poszła spać.

nowy folder 064

– No…tak…- cicho szepnęła nieco zaspana Betka – właśnie czegoś takiego się spodziewałam.

– My też – mruknął  Patryk – przecież wtedy wszyscy podsłuchiwaliśmy i wiemy, o co w tym chodziło. Bardzo dziękujemy, Kasiu, ale coś mi się wydaje, że o zagarnięciu księżyca dla siebie mogliby pomyśleć tylko ludzie, bo my nie, prawda? – Patryk rozejrzał się wokół, a reszta zwierzaków energicznie kiwała łebkami.

– Czyli wszystko dobrze się skończyło i możemy iść już spać, prawda? – Betka ziewnęła szeroko

– Jasne odpowiedziała Kasia – życzę wam śmiesznych i łagodnych snów. I wszyscy rozeszli się powoli, oświetleni jaskrawym blaskiem wspólnego księżyca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kotek Psotek i pełnia

IMG_9032

Wszyscy siedzieli na werandzie domku Kasi i spoglądali, a to na stół zastawiony rozmaitymi przysmakami, a to na białe, kłębiaste chmurki płynące po niebieskim niebie, a to na siebie nawzajem. Wiedzieli, że książka o życiu Kotka Psotka z wybranymi przez nich historiami zmierza do końca. Nie znaczyło to oczywiście, że nic już nie zostało do opowiedzenia. Wręcz przeciwnie, jeszcze przed chwilą przypominali sobie głośno różne zdarzenia, które ich zdaniem zasługiwały na zapisanie, ale Kasia stanowczo przerwała te próby:

– Spotkaliśmy się po to, żeby uczcić zakończenie tej książeczki, dobrze o tym wiecie, więc częstujmy się i cieszmy, że się udało – Jest lato i wszyscy będziemy mieć nowe przygody, prawda?

– Prawda. – odpowiedział Psotek – ale jak kończy się coś miłego, to robi się troszeczkę….

– Głupawo??? – zachichotała dziwnie Betka.

– Nijako?? – cicho zapytał Murek

– Mrukliwie? – zamruczał Mruczek

– Smutno, tak chciałem powiedzieć – oznajmił Psotek

– I masz rację – wszyscy usłyszeli poważny głos Patryka, który wysunął nos zza krzaka bzu i dodał : – A ja mam jeszcze jedną prośbę.

Patryk bardzo rzadko o coś prosił, a już wszystkich bardzo zdziwił swoim pojawieniem się na tym spotkaniu. Spojrzeli na niego pytająco.

– Marzę o tym, żeby w tej książeczce znalazła się jeszcze jedna opowieść.

W pewną lipcową noc w ubiegłym roku cicho przywędrowałem sobie tu do was, bo wiedziałem, że….hm…hm…zaczynają dojrzewać maliny – Patryk z niepokojem spojrzał na Kasię, ale nie widząc oburzenia na jej twarzy mówił dalej: – i wtedy podsłuchałem taką bajkę, którą Kasia opowiadała Psotkowi….

– Czy to się zaczynało od księżyca ? – przerwała mu Betka

– Tak – odpowiedział Patryk – a bo co?

– No…też sobie tego słuchałam i nie powiem…było nawet w porządku!

– To było to, o tym niemądrym królu? – zapytał Murek – kojarzę –  przykucnąłem tu przy kilku marchewkach, ale tak się zasłuchałem, że ani jednej nie wyrwałem.

– O, tak, koniecznie – powiedział Psotek – to była świetna opowieść, chociaż nie wszystko od razu zrozumiałem. Musimy ją tu umieścić!

– Dobrze, ale zaraz po niej przygotujecie zakończenie, OK ? – Kasia z poważną miną spojrzała na wszystkich po kolei.

– O K. – powiedzieli chórem, a Kasia się zamyśliła i dodała: – Wiecie co, zbierzmy się wszyscy w noc lipcowej pełni, będzie wtedy bardziej odpowiedni nastrój, a to już za kilka dni. Jeśli wam to odpowiada, to przygotuję taką specjalną lipcowo – miodowo -serowo – orzechowo – marchewkową kolację, bo uważam, że przy chrupaniu czegoś dobrego jeszcze lepiej się słucha, co wy na to?

– Kasiu, Kasiu, Kasiu , Kasiu, wspaniale! – krzyknęli wszyscy i zabrzmiało to jak jeden głos, a Betka dodała: –  Jak zwykle trafiła w sedno.

                                  LIPCOWA  NOC

(czekam na wieczór tuż przed pełnią – 5 – 6 Lipca i zapraszam Was też na  czytanie. Koniecznie podczas lipcowej pełni.)

 

IMG_9597

  • Podobny do mnie, tylko ma bardziej morderczy wyraz oczu – mruknął Mruczek, oglądając kilka fotek w telefonie Kasi. I miał rację. Kasia umieściła tu nieznanego KOTA, który  siedział któregoś ranka na trawniku przed „Szopą na Wszystko”, a przed nim leżał stosik piór. Ot, dowód, że koty, tak jak ludzie, bywają też różne.

IMG_9608

Jak rozmawiają koty? Normalnie.

NO, cóż, dziś kolejny fragment z cyklu „Opowieści z życia Kotka Psotka” Niedługo zbiorę je do kupy, (bo są rozproszone na wielu stronach bloga) i zrobię łatwiejszą do czytania całość. Może ktoś tego kota polubi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA                      OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kotek Psotek: Czy jest ktoś, kto nie lubi rozmawiać? Przypuszczam, że tak, ale od czasu do czasu każdy powinien czegoś takiego spróbować.

                             R O Z M O W A    Z    P R Z Y J A C I E L E M  1

Kotek Psotek i jego przyjaciel Mruczek najczęściej zajmowały się tym, czym normalne koty lubią się zajmować : bieganiem w kółko za swoimi ogonami, gonieniem różnych fruwających owadów, motyli i siebie nawzajem, włóczeniem się po im tylko znanych kocich ścieżkach, obserwowaniem z pomostu nad jeziorem małych rybek i wspólnym ucinaniem sobie drzemek w ciepłych miejscach.

Bywały jednak chwile, w których oba koty zastanawiały się nad różnymi sprawami.

Mruczek nie był  s p e c j a l n i e  rozmowny i używał niewielu słów, ale i tak warto ich było obu posłuchać. Kasia bardzo też to lubiła. I kilka takich rozmów zapisała:

Przyjemne, ciepłe, późnowiosenne popołudnie. Oba koty siedzą na parkanie, a Mruczek spogląda w stronę szeroko otwartego okna, w którym widać Kasię przy komputerze:

– Ona często tak ? –  to Mruczek

– Często. Za często, jeśli chcesz wiedzieć – odpowiada Psotek

– Moja też – dodaje Mruczek

– Co twoja też ? – pyta Psotek

– No, komputer!

– Babcia Nela ? – nie wierzy Psotek

– No. Albo drutuje – skarży się Mruczek

– Ciebie? – Psotek jest lekko przerażony

– Nie, włóczkę – prostuje Mruczek

– Aha, czyli robi na drutach swetry z włóczki i takie tam inne – tłumaczy Psotek

– No – potwierdza Mruczek i dodaje : – ja wtedy się nie liczę!

– To tak, jak ja. Trudno im przerwać. – dodaje Psotek

– A mają nas wychowywać i o nas dbać – Mruczek wymrukuje dłuższe zdanie.

– Szczęście, że nie jesteśmy ludzkimi dziećmi, my, koty, zawsze sobie poradzimy, prawda? – pyta Psotek

– No, chyba tak, ale one też sobie jakoś radzą – mruczy Mruczek

– Jasne, bo ludzie zawsze sobie ze wszystkim poradzą – Psotek kiwa łebkiem.

– Jeśli tylko chcą – dopowiada Mruczek

– Masz rację – zgadza się Psotek i dodaje – czas na nasz podwieczorek, więc musimy jej o tym przypomnieć.

– Ty też masz rację, idziemy – zgadza się ochoczo Mruczek i oba koty równocześnie zeskoczyły z parkanu.

dymy wiosenne

                                ROZMOWA Z PRZYJACIELEM 2:

Też popołudnie, ale pochmurne. Chwilami kropi deszcz. Jest ciepły, bo takie bywają późnowiosenne deszcze. Psotek i Mruczek – rozciągnięte na werandzie, a Kasia obok, na ławce, obiera jabłko  i słyszy:

– Tak..mam nareszcie porządnego, prawdziwego wroga – 

   oznajmia Psotek.

– Kto nim jest ? – pyta Mruczek.

– Nią – odpowiada Psotek

– Co, nią? – nie rozumie Mruczek

– Bo to ONA, nie ON. SROKA !

IMG_9022_LI

– O!! – wymruczał Mruczek – i co ci robi jako wróg?

– Przezywa. Siedzi na gałęzi i wykrakuje różne przezwiska!!

– Jakie? – Mruczek jest ciekawy

– Psotek-młotek, ptakołap, myszojad, Psotek-terkotek, no co, miłe ?

– No nie.- przyznaje Mruczek – a co jej zrobiłeś?

– Ja? Nic strasznego. Któregoś dnia pierwszy dobiegłem do ładnego kawałka żółtego sera, no wiesz, leżał na drodze. Ktoś go zgubił.

– Był podpisany ? – pyta Mruczek

– No, coś ty!! Gdyby był, to wiem, że trzeba by było oddać. To był taki, co się komuś wysmyknął z kanapki.

– Jeśli TAK było, to kto pierwszy, ten lepszy. Byłeś szybszy i tyle, nie przejmuj się.

– Ale to j e s t denerwujące !!

– Ona właśnie dlatego to robi. – stanowczo stwierdza Mruczek – CHCE ciebie zdenerwować, a ty nie możesz się dać!

– Jak mam się nie dać?

– Jeśli zachowasz absolutną kocią obojętność, a przechodząc obok krzaka na którym zwykle siedzi, machniesz tylko dostojnie ogonem, to zobaczysz, że przestanie, bo bo jej się znudzi.

– Może tak, ale moim wrogiem już zostanie – westchnął Psotek

– W końcu n i e   w s z y s c y   m u s z ą nas kochać i podziwiać – spokojnie rzekł Mruczek.

– Chyba tak – zgodził się Psotek i ziewnął bardzo szeroko. Mruczek ziewnął jeszcze szerzej i po chwili oba koty już spały.

Kasia, która przysłuchiwała się tej rozmowie stwierdziła, że Mruczek powiedział bardzo mądre rzeczy.

 

                             ROZMOWA Z PRZYJACIELEM  3

Oba koty przycupnęły na parapecie i spoglądały przez okno na znów porządnie zasnute szarymi chmurami niebo:

– Łamie mnie w ogonie. Będzie padać – sennie powiedział Mruczek.

– Złamałeś go? Kiedy ? – zaniepokoił się Psotek

– Coś ty, tak się przepowiada pogodę.

– Ja też wiem, że będzie padać, wystarczy spojrzeć na chmury!

– „Łamie mnie w krzyżu, będzie deszcz“, babcia Nela tak przepowiada i ani razu się nie pomyliła kiedy ją łamało!

– A ciebie ten ogon rzeczywiście łamie? – upewniał się Psotek.

– No..nie…chciałem się trochę popisać, ale ja też nie wiem, o co chodzi?

– Poproszę Kasię, ona wie prawie o wszystkim, to nam wyjaśni, może ona też czuje to łamanie, kto wie?

Kasia, która chichotała cicho słuchając tych rozmowy i zapisywała je ukradkiem, natychmiast spoważniała i z powagą wytłumaczyła kotom, skąd się wzięło to powiedzenie, a Wy, wiecie, czy też może to stare powiedzenie naszych babć już całkiem zostało zapomniane?

InkedIMG_8533_LI

Wszystko się zgadza. Ten BIAŁY KOT  nie tak dawno tu występował – we wpisie na temat DNIA GOŁĘBIA 9 kwiecień), ale nie mogłam się powstrzymać przed powtórzeniem jego występu. Głównie ze względu na OGON.To nie mój kot. Sąsiadów.

Imieniny Patryka – 17 Marzec – u Kotka Psotka

IMG_8429_LI

Dziś Państwowe Święto Irlandii, której patronem jest Św.Patryk, a symbolem czterolistna koniczyna. Pozdrawiam Irlandię, ale z okazji imienin Patryka – mam opis uroczystości, jaka odbyła się w lesie z okazji imienin mieszkającego tam niedźwiedzia  (z cyklu o Kotku Psotku) Więc zapraszam wyłącznie  dzieci.

Uwaga: w tekście natkniecie się na kilka rymowanek, które już raz widniały na tych stronach (Dzień Dzikiej Przyrody  18 września 2018r). Wtedy po prostu je pożyczyłam, ale oryginalnie należą one do „Opowiadań z życia Kotka Psotka”

IMG_8385

Kotek Psotek: „Każdy powinien mieć swoje własne święto”

                                    I M I E N I N Y       P A T R Y K A

Od kilku dni mocniej grzało słońce i wszyscy czuli, że nadchodzi prawdziwa wiosna. W różnych, zacienionych zakątkach ogrodu można było jeszcze znaleźć resztki śniegu, ale stracił on już swoją zimową biel, zszarzał, wytopiły się w nim małe dziurki i nie nadawał się do żadnej zabawy.

Kasia robiła coroczny przegląd swojego krokusowego poletka i cieszył ją, jak zawsze, widok wystających spod ziemi zielonych, jędrnych kiełków, z których, w ciągu kilku następnych dni powinny się rozwinąć śliczne, kolorowe kwiaty.

Nagle, z drugiej strony żywopłotu dobiegły do jej uszu jakieś szepty, szurania i popiskiwania, wśród których, bez żadnych wątpliwości rozpoznała pomrukiwania swojego kota. Co tam się dzieje? – zaciekawiła się, ostrożnie podeszła bliżej i przez szparę w gęsto rosnących, chociaż jeszcze bezlistnych krzewach, które oddzielały ogródek kwiatowy od warzywnego zerknęła na drugą stronę. Docierały do niej pojedyncze słowa:

– Tak, musimy to zrobić! Musimy !!

– No pewnie, zwłaszcza, że się czegoś takiego nie spodziewa!

– Nawet nie wie, że takie rzeczy istnieją!

– Wyjaśnimy mu!

– Ale strzały? Po co te strzały??

– Bo tak powinno być! Kompletnie się nie znacie! – Kasia rozpoznała stanowczy głosik Betki. Co oni knują? Postanowiła posłuchać jeszcze przez chwilę, zanim zażąda wyjaśnień, zwłaszcza w sprawie tych strzałów.

– On może się przestraszyć – to był spokojny głos Murka.

– Och, chyba ty pierwszy skulisz uszy ze strachu, jak to zając zresztą – to znów Betka. Kasia niczego nie rozumiała.

– Słuchajcie! – teraz odezwał się Psotek – czy koniecznie muszą być te głośne f a j e r k i?

Kasia nie wytrzymała i krzyknęła: – F a j e r w e r k i, Psocie, F A J E R W E R K I! Na czyją cześć chcecie je puszczać? O co chodzi?

W ciągu kilku sekund cała trójka przyjaciół znalazła się przy niej, a Psotek zaczął gorączkowo tłumaczyć :

– To jest bardzo ważna sprawa, Kasiu. Słuchałaś rano radia, prawda?

– No tak, ale nikt nic nie mówił o fajerwerkach – odpowiedziała Kasia.

– Nie, ktoś mówił, że dziś obchodzą swoje święto Gertruda i Patryk. Gertrudy żadnej nie znamy, ale wymyśliliśmy, że mogą to być imieniny naszego Patryka. Jemu nikt, nigdy nie wyprawiał żadnych imienin, no…mnie też nie, ale ja, jako PSOTEK nie mogę się tego nawet spodziewać, prawda ?

– Możemy ci urządzić jakieś inne, tylko twoje święto, na przykład …

– A ja to pies? – krzyknęła oburzona Betka

– O ile wiem, jesteś wiewiórką i dla ciebie też możemy coś zorganizować – Murek nie lubił, kiedy Betka się złościła i starał się ją uspokoić, ale wtedy wtrąciła się Kasia: – Pomysł jest świetny, ale czy jesteście pewni, że Patryk już się wybudził ze swojego zimowego snu? Bo za wcześnie obudzony niedźwiedź może nie być w najlepszym humorze.

IMG_8381

– Już trzy dni temu wygramolił się z tego swojego legowiska, widziałam, z daleka oczywiście, jak obgryzał jakieś gałązki. Jest znacznie cieńszy niż jesienią, to fakt – Betka pokiwała głową – a popołudniami trochę jeszcze drzemie.

– Więc już wiadomo, jakiego rodzaju prezenty będą przez niego mile widziane. Ja zaraz przygotuję placek na miodzie i dodam torebkę suszonych jagód – powiedziała Kasia.

– Lecę czegoś poszukać, głowę dam, że pod dębem zakopałam spory zapas orzechów! – krzyknęła Betka, a Murek cichutko szepnął: – HA! Nigdy nie wie, gdzie i co ma – a głośno oznajmił: – Spotykamy się tu, u Psota, a potem wszyscy razem pójdziemy w y b a w i ć Patryka z jego jaskini.

– W Y W A B I Ć! – Nawet ja to wiem – tym razem to kotek Psotek poprawił Murka i z dumą popatrzył na Kasię. – Zgadza się ? – spytał

– Tak, o ile miałeś na myśli namówienie Patryka do wyjścia z domu – Kasia uśmiechnęła się do niego i poszła piec ciasto.

– Zastanawiam się, czy niedźwiedzie jadają marchewkę ? – Murek głośno zadał pytanie, mając nadzieję, że usłyszy je Kasia i nie pomylił się, bo w tym właśnie momencie Kasia wystawiła głowę przez okno i przytaknęła: – Jadają. To będzie świetny, zdrowy smakołyk dla głodnego Patryka.

– A jaki prezent ja mu mogę dać? Bo, o ile dobrze zrozumiałem, żadnych fa… to znaczy strzałów nie będzie ?

– Psotku, zastanów się, jak mógłby się poczuć Patryk, niedźwiedź, który po swoich latach spędzonych w cyrku szuka spokoju, a w dodatku bardzo niedawno wybudzony z zimowego snu?

– Niedobrze – zamruczał Psotek

– Wręcz okropnie – potwierdziła Kasia i zaproponowała, żeby Psotek przyniósł z piwnicy kilka jabłek, które od jesieni leżały ułożone na drewnianych półkach, bo jej zdaniem to będzie również dobry prezent dla ich przyjaciela.

– Skoczę po Mruczka – powiedział Psotek – pobiegł pędem do domku Babci Neli i o dziwo, tym razem babcia zgodziła się na wyjście Mruczka, a nawet dołączyła w formie prezentu paczkę suszonych żurawin.

Okazało się, że nie musieli wywabiać Patryka z jaskini, bo on już kręcił się wokół i wyraźnie starał się wywąchać coś, co nadawałoby się do zjedzenia. Był znacznie chudszy niż wtedy, kiedy mówili mu “dobranoc” przed zimowym snem, więc nie zwlekając, wyjaśnili mu, na czym polega imieninowa uroczystość, a potem wszyscy wręczyli prezenty. Patryk był bardzo wzruszony i zadał im dziwne pytanie: – Czy ktoś z waszej trójki umie śpiewać ?

Betka roześmiała się hałaśliwie – Nawet nie pytaj! Ja – po prostu skrzeczę, Murek popiskuje, może jedynie Psotek coś tam mógłby “odmruczeć “, bo nie odśpiewać, a dlaczego pytasz ?

– Hm…myślałem, że dla was i tylko dla was, mógłbym…z okazji tych imienin coś zatańczyć, ale skoro nie umiecie śpiewać, to może dobrze się składa, bo jak wiecie…

– Nawet o tym nie myśl! – krzyknął kotek Psotek.

– Ani się waż! – oburzyła się Betka – czy nie dość już się w życiu natańczyłeś w tym cholernym cyrku? Wybaczcie, ale to słówko samo mi się wymsknęło

– Rozumiemy- powiedział Murek i zaczął tłumaczyć – solenizanci rzadko kiedy występują na swoich imieninach…

– A co robią? – spytał Patryk

– Siedzą, jedzą przysmaki i rozmawiają z gośćmi – odpowiedziała chórem cała trójka.

– To mi sie podoba – zawołał Patryk, ale po chwili zapytał:

– A czy na takich imieninach mogą być jakieś inne występy?

– Oczywiście! – zawołała Betka – można śpiewać, robić przedstawienia, deklamować wierszyki, a co, chciałbyś…?

– No…bo…wiecie…ułożyłem kiedyś, dawno temu taki wierszyk. Siedziałem w klatce, spojrzałem na niebo, a tam…nie będziecie się śmiać?

– Jeśli będzie śmieszny, to dlaczego nie ? – zachichotała Betka, ale widząc dziwnie poważną minę Patryka, przestała i poprosiła: – zaczynaj, słuchamy!

Patryk wstał. Wyglądał trochę złowieszczo na tle nieba i gołych jeszcze drzew, coś cicho zamruczał i zaczął:  

IMG_8341_LI      IMG_8343

ORZEŁ

Orzeł ma gniazda wysoko.        

Aż w gwiazdach ?

Gdzieś w skałach?

Na wielkim drzewie ?

Orzeł ma szpony i dziób zakrzywiony, 

a co robi w górze? Nikt nie wie.

Powiedz mi, mamo,

czy mógłbym tak samo

jak on, polecieć, hen, w chmury ?

Zerknąłbym tylko przez króciutką chwilkę

jak ziemia wygląda, tam z góry.

Patryk skończył i usiadł. Przez chwilę panowało milczenie, a potem cała czwórka westchnęła: – Ooch !

– To było piękne, Patryku, wspaniałe i trochę smutne – cicho odezwał się Psotek

– No, no! – bąknęła Betka – wcale mi się nie chce śmiać, a z ciebie prawdziwy poeta.

– E, tam, każdy czasem coś potrafi zrymować, jak jest odpowiedni nastrój, czy nikt z was tego nie próbował ? – odezwał się Patryk.

– Ja tak – wyszeptał Murek – kiedy u siebie na łące zobaczyłem żurawie, to…

– Zaczynaj! – stanowczo powiedział Patryk – nich to będą takie poetyckie imieniny.

Murek też wstał, wyprostował swoje uszy i zadeklamował:

IMG_8377_LI (3)   InkedIMG_8377_LI

ŻURAWIE

Nad rzeką, po mokrej trawie dostojne dwa żurawie

brodzą w dziwnej zadumie.

Co taki żuraw umie?

A przecież ich hejnały budzą codziennie las cały

kiedy słoneczko wschodzi,

niech sobie żuraw brodzi !

– O, na wszystkie orzechy świata, nie wiedziałam w jakim towarzystwie się obracam, a, ty, Psocie, też masz jakiś wierszyk na sumieniu ?

– Hm, owszem, pamiętacie, jak często pytałem Syka, łabędzia, czy i jak myje szyję?

– Pamiętamy. – odpowiedzieli chórem, i co ?

– Wpadł mi do głowy taki wierszyk, kiedy patrzyłem na łabędzie z naszego pomostu.

I Psotek zaczął:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ŁABĘDZIE

Łabędzie, białe łabędzie

mają tak długą szyję,

że czasem się zastanawiam:

Jak łabędź szyję – myje?

Łabędzie, białe łabędzie

skrzydła mają jak żagle.

Łopot, stukot o wodę

i odlatują nagle.

– O! Psotku, całkiem miła rymowanka – zachwycił się Mruczek, a cała reszta towarzystwa kiwnęła zgodnie łebkami.

Psotek, zadowolony, spojrzał na niego z roztargnieniem i zapytał: – A ty ?

– Co ja? – Mruczek doskonale wiedział o co chodzi, ale zwlekał, bo był, jak wszyscy wiedzieli trochę nieśmiały.

– Czekamy! – zawołała Betka

– Jak byłem mniejszy, to babcia Nela ciągle mnie przestrzegała przed taką sową – puchaczem, no wiecie, nie pozwalała mi wychodzić wieczorami i kiedyś przyszły mi do głowy takie słowa:

IMG_8379

PUCHACZ

Puchacz, gdy puchnie, to w lesie ruch.

Spuchnięty puchacz to jest sam puch.

Puchacz, gdy huczy, to las aż drży.

Hu ! Hu ! Puchaczu, czy jesteś zły ?

– Bardzo zabawny wierszyk, Mruczku, naprawdę – roześmiał się Patryk, a wszyscy spojrzeli na Mruczka z uznaniem – i co robimy dalej ? – zapytał.

– Jak to, co? A ja? – ja też mam taką jedną rymowankę, po tej słynnej nocy w lesie z Psotem, Murkiem i Jeżem!

– Nie żartujesz ? – reszta przyjaciół spoglądała na Betkę z niedowierzaniem.

– Jasne, że nie! – fuknęła Betka i zaczęła:

IMG_8366      IMG_8373

JEŻ

Nie wiem, czy ktoś mi uwierzy,

że nie lubię głaskać jeży.

Kiedy coś przestraszy jeża,

jeż okropnie się najeża.

Dziwny to jest zwierz.

Dotknij, czy już wiesz?

– Brawo, Betka, brawo – wszyscy krzyknęli, a ponieważ odrobinę zgłodnieli, Patryk poczęstował ich przyniesionymi przez nich darami.

– To było najwspanialsze spotkanie imieninowe ze wszystkich, jakie sobie mogłem wyobrazić, bardzo, bardzo wam dziękuję – powiedział Patryk i widać było, że jest zadowolony – wymyślajcie dalej rymowanki, bo jak widać, one same nam przychodzą do głowy, kiedy coś jest dla nas ważne, albo ładne, albo radosne.

– Albo paskudne ! – wtrąciła Betka.

– Masz rację – dodał Patryk – a jego goście trochę się zamyślili.

Słońce, które jeszcze przed chwilą złociście oświetlało część polany przy rumowisku, rozjarzyło się czerwono i było wiadomo, że las zaraz ściemnieje.

Krople wody kapiące w ciągu dnia z wilgotnych drzew teraz zastygły, więc wyglądało na to, że wieczorem nadejdzie przymrozek, jak to w marcu.

– Trzeba wracać do domu – powiedział kotek Psotek i cała grupa przyjaciół po serdecznym pożegnaniu się z Patrykiem ruszyła przez las.

Nie mieli pojęcia, że za kępą wielkich jałowców Kasia i babcia Nela również szykowały się do powrotu. Babcia Nela, która była zaniepokojona wyprawą swego Mruczka do jakiegoś rumowiska z niedźwiedziem, postanowiła wybrać się także w te okolice, a Kasia nie chciała puścić jej samej. Obie nie żałowały.

W zdumieniu i z radością obserwowały, to, co się działo przy jaskini Patryka i obie stwierdziły: – Te zwierzaki są niesamowite !!

Czy jest ktoś, kto by się mógł z nimi nie zgodzić?

Pławna ferie 2011 043

 

Z życia Kotka Psotka cd.

Kolejne zdarzenia z życia Kotka  Psotka – wybrane przez Bąbla

Pławna_09_08_Kry 105

Bąbel : „ Czy pies i kot mogą żyć w zgodzie ?​ Oczywiście, że TAK.”

Od tego dnia, kiedy wywąchałem* zapach cudownych naleśników w domu Kasi i poznałem Psotka minęło już trochę czasu. Jestem już większym i rozsądniejszym psem i wiele razy wpadałem do nich z wizytą. Kiedyś nawet zabrałem tam mego pana, który również był zachwycony i Psotkiem i podwieczorkiem Kasi.

Coś mi się wydaje, że będziemy ich częściej odwiedzać !

Psotek miał do mnie trochę żalu, że wybrałem dwa zdarzenia, o których on nie lubi wspominać. Wyjaśniłem mu, że oba są mi bliskie, bo i ja przeżyłem podobne. Wtedy się zgodził. No i dobrze się stało, bo jak było próbne czytanie, to nikt nas nie wyśmiał, a wszyscy się tylko uśmiechali.

Chyba rozumiecie różnicę ??

* Opis tego zdarzenia znajdziecie w czerwcu 2019r

Kotek Psotek: Są momenty w których żałuję, że samemu nie mogłem wybrać sobie imienia, a wy nie ?

                                                             IMIĘ

Nie podoba mi się moje imię – oznajmił pewnego ranka kotek Psotek – siedząc na swoim miejscu przed kominkiem i patrząc sennie na Kasię poprawiającą klasówki, czego zresztą NIE ZNOSIŁ, bo w takich chwilach wcale nie zwracała na niego uwagi. – Nie znoszę swojego imienia! – powtórzył – czy nie mógłbym się nazywać na przykład BAZYLI, DEMON, PANKRACY, albo przynajmniej FIMELON?!

– Chyba FILEMON – sprostowała Kasia, ale Psotek nie zwracał na nią uwagi i mówił coraz głośniej: – Nawet MRUCZEK ma jakieś prawdziwe kocie imię, a moje? – Psssssotek, Pssssotek, słyszysz, jakie to syczące ? Czy ja jestem wężem ? SKĄD takie głupie imię?

– Kiedy byłeś bardzo jeszcze małym kotkiem psociłeś, czyli bawiąc się, robiłeś sporo różnych szkód – powiedziała z westchnieniem Kasia.

– Niechcący ? – zapytał Psotek.

– Tak mi się wtedy wydawało – odpowiedziała Kasia – ale nie mam pewności.

– Hm ! – mruknął Psotek i zapytał :

– Czy pamiętasz jakieś moje psoty ?

– O, tak ! – Kasia westchnęła i wreszcie spojrzała na Psotka z większą uwagą.

– Rozumiem, że ty też lubisz, kiedy ktoś opowiada o przeszłości…więc pewnego razu huśtając się na firankach zrobiłeś w nich pazurkami sporo dodatkowych dziurek, rozbiłeś czyli stłukłeś kilka wazonów, obgryzłeś mi moją ulubioną paprotkę, rozlałeś i to nie raz mleko z mojego kubka i, o ile pamiętasz, bo to zdarzyło się nie tak dawno temu, przegryzłeś kabelek od komputerowej myszki, myśląc, że atakuje mnie prawdziwa mysz, kiedy głośno krzyknęłam, że jest zepsutą, starą, głupią myszą.

– Ale to już nie była moja wina – warknął Psotek – chciałem cię obronić, a czy uważasz, że na przykład rozwalanie mrowisk tych okropnie gryzących mrówek w naszym lesie to też jest psocenie? Bo kiedyś……ale Kasia mu przerwała:

– To jest coś o wiele gorszego – stwierdziła poważnie – to są po prostu paskudne uczynki!  Jak można komuś, kto czyści las i jest tak pracowity niszczyć jego dom ?

– Kasia była wyraźnie oburzona i już zaczynała myśleć, jak kolejny raz przypomnieć Psotkowi o ochronie przyrody, kiedy on oznajmił: – Wiem, wiem i chciałbym ciebie zapewnić, że NIGDY czegoś takiego nie robiłem, nawet jak byłem mniejszy, ale kiedyś widziałem dzieci, które rozkopywały mrowisko i chciałem się tylko upewnić.

– Mam nadzieję, że te mrówki, które dostały się do ich butów zrobiły, co trzeba – mina Kasi nie wróżyła nic dobrego,, więc Psotek szybko wrócił do właściwego tematu:

– A co ja jeszcze napsotkowałem?

– Napsociłeś, Psotku, n a p s o c i ł e ś – poprawiła go Kasia – no…rozsypałeś na podłodze cały kilogram mąki, przespacerowałeś się po moim łóżku łapkami umazanymi czarną, rozlaną wcześniej farbą…

– Zostawiłaś otwartą ! – burknął Psotek.

– Ja tylko wymieniam kilka zdarzeń, które mają ci wyjaśnić, skąd się wzięło takie imię, mój kocie Psocie – spokojnie powiedziała Kasia i ciągnęła dalej : – stłukłeś abażur od mojej lampki, zaplątałeś się w trzy różne motki włóczki, z której miałam zrobić sobie sweter na zimę, a dało się z resztek wydziergać tylko kilka szalików i czapek dla znanych ci zwierzaków.

– Dosyć, już, proszę – zamruczał lekko oszołomiony liczbą psot Psotek – rozumiem,

to wszystko musiało być straszne!

– Wcale nie, to były bardzo kocie działania, ale już teraz wiesz, skąd to imię.

– No….tak…chyba je sobie zostawię, ale… czy czasem…jak przyjdą jacyś goście….

mogłabyś…no…tak dla zabawy…nazywać na przykład...SIMEMONEM ??

Kasia roześmiała się serdecznie ze swojego Simemona i na zakończenie spytała:

– A czy jesteś ciekawy, jak ja chciałam się nazywać w czasie, kiedy nie lubiłam swojego imienia ?

– Oczywiście, że jestem, to jak ?

– F I O R E L L A !! – powiedziała Kasia i już oboje wybuchnęli szalonym chichotem.

jesień 2012 041

                               PECHOWY     WIECZÓR  

Kotek Psotek: – ” Och, taki dzień może się zdarzyć KAŻDEMU !! „

      Psotek przeciągnął się leniwie, wyprostował najpierw przednie łapki, potem tylne, otrząsnął się i już był gotowy – no właśnie, do czego ja jestem właściwie gotowy?  Spojrzał w okno. Nie zobaczył niczego,oprócz jednostajnych smug deszczu. W rynnie bulgotało. Na podwórku same kałuże i nie da się ich przejść kocią, suchą łapą, wrócił więc do swojego koszyka i znów zwinął się w mały kłębuszek.

  Kasia wyszła po zakupy, biedna, w taką pogodę, a Psotkowi przyszło na myśl, że to coś wspaniałego być sobie takim normalnym kotem, który nie musi chodzić do szkoły jak Kasia i uczyć dzieci przyrody, nie musi robić zakupów, czy też załatwiać innych, skomplikowanych spraw.

– Zakupy. . . .zakupy . . . –  mruczał Psotek sennie i nagle skoczył w górę na wszystkie cztery łapy.  Przecież Kasia kilka dni temu przyniosła ze sklepu… jakieś słodycze? Ech, leżeć tu sobie i lizać mlecznego lizaka, albo chrupać te pyszne jogurtowe ciasteczka. . . idealne zajęcie na deszczowy dzień ! Trzeba poszukać!

Psotek wiedział, że Kasia nie lubi takich poszukiwań i że nie pozwala mu na łażenie po półkach, ale…teraz Kasi nie było, pogoda była no….O K R U T N A dla kotów, a brzuch Psotka coraz bardziej tęsknił za czymś słodkim.

IMG_8023

Zaczął od kredensu. Na półce stały słoiki wypełnione białymi, okrągłymi kulkami. – To musi być TO – mruknął i podskoczył w górę strącając, uff, wielki słój wypełniony, jak myślał, mlecznymi cukierkami. Słoik spadł z wielkim hukiem, rozbił się na sto tysięcy kawałków, a na Psotka posypały się boleśnie obijające się o jego nos ziarna WYJĄTKOWO TWARDEJ i DUŻEJ WŚCIEKŁEJ FASOLI !!!!

– Pomyłka – burknął – ale jak już zacząłem..o, tu  MUSI coś być! Wsunął łapkę do szuflady z jakimś otwartym pojemnikiem, zanurzył łapę, powąchał i . . . . aaaapsik,. ……aaaapsik – kichnął chyba osiem razy – jak ona może zostawiać na wierzchu takie rzeczy!!? OTWARTY PIEPRZ!! Skandal !

Kotek Psotek, trochę już zły, zeskoczył z kredensu i bardzo zdecydowanym krokiem poszedł do pokoju Kasi.

Otworzył stanowczym ruchem jej biurko, co, wiedział, było a b s o l u t n i e    z a k a z a n e   i  za stosem szkolnych klasówek, ech, te jej dzieciaki, znalazł wspaniałe zapasy kocich i nie tylko słodyczy.

Ułożył się więc wygodnie na kanapie Kasi i zaczął chrupać, jeść, lizać. Deszcz, oczywiście padał nadal, ale już nie był taki okropny.

Kasia weszła do domu otrząsając parasol z kropli deszczu i myśląc o swoim małym, samotnym kotku, który musiał już być bardzo, bardzo głodny.

Sama też marzyła o wielkim kubku kawy i pączku, który czekał w paczce, ale, tak, najpierw ryba dla Psota – pomyślała i właśnie wtedy usłyszała czyjś jęk. Koci jęk! To jęczał jej kotek Psotek!

Wbiegła do kuchni, rozejrzała się, pędem ruszyła do pokoju i zobaczyła swojego kota, który, zwinięty w kłębuszek cicho pojękiwał. Dookoła niego leżały porozrywane opakowania, papierki, patyczki po lizakach i okruchy po ciastkach. Kasia zobaczyła też pootwierane drzwiczki szafek, kredensu, biurka, kawałki stłuczonego słoja i wszystko zrozumiała. Bez słowa podeszła do domowej apteczki, nalała WIELKĄ ŁYŻKĘ BARDZO GORZKICH KROPLI, otworzyła Psotkowi pyszczek i wlała mu je do gardła.

Psotek parsknął, zajęczał jeszcze głośniej i otworzył jedno oko.

Trzy dni ostrej diety ! – surowo oznajmiła Kasia.

Psotek otworzył drugie oko i krzywo spojrzał na Kasię, ale widząc jej minę tylko cichutko wymruczał : – Wiem, wiem, pan kotek był chory i leżał w łóżeczku i przyszedł pan. . . – ale nie skończył, bo nie miał sił na dalszą deklamację i zasnął.

Kasia przypomniała sobie pewną okropną rymowankę, którą powtarzała jej babcia w niektórych, och, nieważne jakich, chwilach:

Od słodyczy brzuszek ryczy, a potem z gęby wypadają zęby!” – powtórzyła ją półgłosem i patrząc na śpiącego już spokojnie kotka, dodała – ale chyba nie należy już wspominać o czterech rodzajach babcinych ciast, które często czekały, pomimo niemądrej rymowanki, tu, w tym domu na werandowym stole na mnie, łakomą wnuczkę. – No – tu Kasia bacznie spojrzała na swego kota – ale ja  n i g d y nie przeszukiwałam babci szafek!

Pławna lipiec 2011 006

   

„Opowieści z życia Kotka Psotka” z okazji…Pierwszego Dnia Zimy

BYŁY TAKIE ZIMY

ferie 2015 013                            Głosków 06.10 001

ZIMA 20012  ROK                         ZIMA 2018  ROK

ferie 2015 011                 wiosna15 014

ZIMA  2013 ROK                      ZIMA 2019 ROK

 

Zając Murek: ” Ja mam zacząć ? Jestem trochę przestraszony, ale czuję też dziwną radość!”

Kasia poprosiła nas, przyjaciół Psotka o krótką historię poznania się i wybranie kilku zdarzeń, które według nas powinny znaleźć się w tej książce o Psocie.

Wiem, że to są opowieści z życia jej kota, no, ale my mieliśmy w nich przecież duży udział, każdy się z tym zgodzi.

Ja, zając Murek mieszkam sobie pod pewnym krzakiem, na granicy łąki i pola, na którym właściciel sadzi raz kapustę, a raz marchewki i inne warzywa, co, przyznacie, jest dla mnie bardzo wygodne, bo łatwiej mi zdobyć coś do zjedzenia. Nie podaję dokładnego adresu ze zrozumiałych przyczyn.

To prawda, zające strachliwe, ale jak wiecie, my, zwierzęta musimy być ostrożne. Nie każdy nas lubi i są, niestety ludzie, którzy mogliby nas skrzywdzić albo przestraszyć, albo i złapać, prawda? A nam najlepiej się żyje na wolności.

Czy chcecie wiedzieć, jak się zaczęła nasza przyjaźń z Psotem ?

Pierwszy raz zobaczyłem go na ośnieżonym pagórku obok domu Kasi. Zjeżdżaliśmy z Betką po śniegu, a on nam pożyczył prawdziwe sanki. Nie rozmawiałem z nim wtedy i wcześniej poszliśmy z Betką do domu. Nawet nie wiedziałem, że miał kłopoty z powrotem do domu. W następnych dniach zima zupełnie oszalała, rozpętały się zawieje i zamiecie, wszystko pokryte było stosami śniegu. Trwało to bardzo długo.

XI - XII 2013 052

Mróz był taki, że wszystkie zwierzęta i ptaki pochowały się w rozmaitych dziuplach, kryjówkach i norkach. Bardzo trudno było zdobyć jakieś pożywienie, a przecież i ludzie, i zwierzęta muszą jeść.

zima 2013 023

GŁ 013                      XI - XII 2013 012

Wszyscy prawie mieszkańcy naszej okolicy wiedzą doskonale, że podczas takich ostrych zim działa u Kasi stołówka dla zwierząt i ptaków. I każdy może znaleźć tam coś dla siebie, więc i ja zdecydowałem się, że wyruszę, bo byłem bardzo, bardzo głodny. Ciężka to była droga. Wiele razy zapadałem się w śnieg i wpadałem w jakieś dziury z oblodzonymi krzakami, wygrzebywałem się i znów brnąłem dalej, aż w końcu doszedłem. I wiecie co ? Zemdlałem!

InkedInkedIMG_7827_LI

I kto mnie znalazł leżącego tuż przed skrzynkami z pysznymi marchewkami, burakami i jabłkami przygotowanymi dla zwierząt przez Kasię zaraz za jej ogrodem? To był właśnie kotek Psotek. Okazało się, że zraniłem się w nogę. Potem była wizyta u lekarza dla zwierząt, jakieś paskudne lekarstwa i resztę tej strasznej zimy spędziłem w kąciku komórki ogrodowej. Nie brakowało mi ani jedzenia, ani towarzystwa. Bo różne pyszności, które lubią zające przynosiła mi Kasia, a kotek Psotek zadbał o to, żebym się nie nudził i przegadaliśmy razem wiele godzin.

XI - XII 2013 082

Ta zima, chociaż ciężka, była ciekawa, a ja zyskałem przyjaciela.

Kiedy nadeszło przedwiośnie, oboje z Kasią wyprowadzili mnie na łąkę i mogłem wrócić do siebie. Znacznie później dowiedziałem się, że to pierwsze spotkanie kotka Psotka z zimą mogło się dla niego bardzo źle skończyć. I mam pomysł : opiszcie to, żeby wszyscy wiedzieli, że czasem z mrozem nie ma żartów. Moja prośba o umieszczenie w tych opowieściach historii zaginięcia Mruczka i o poznaniu pewnego pieska już została spełniona.  Dziękuję.

 Uwaga: dwie pozostałe historie, o które prosiłem są opisane w czerwcu i we wrześniu 2019r i wszystkie są  z a w s z e  z komentarzem Psotka, oczywiście.

                                                                                                                  ZAJĄC MUREK

zima_ferie 2010 041

Kotek Psotek: – „Wtedy byłem naprawdę mały i niezbyt mądry”

Z I M A

Kotek Psotek nie wiedział jeszcze wiele o świecie. W pewien grudniowy piątek wskoczył jak zwykle na parapet, żeby zobaczyć co się dzieje na podwórku, zakręcił się niespokojnie trzy razy wokół ogonka i spadł na podłogę głośno krzycząc: KAAAASIU !!! Nie ma drzew !!Nie ma liści!! Nie ma trawnika !! Niczego nie ma !!! Ktoś oblał CAŁY świat mlekiem ! Wszystko jest białe !!!

Kasia lekko zaniepokojona zerknęła przez szybę i od razu wszystko zrozumiała.

– No tak, skąd niby miałbyś to wiedzieć ? Och, Psotku, to śnieg spadł na ziemię, tak się dzieje, kiedy mamy zimę. Śnieg jest biały, zimny, mokry i śliski, to taka zmrożona mała kropelka wody. Popatrz, widzisz co robią twoi przyjaciele?

zima_ferie 2010 112

Psotek znów wskoczył na parapet i nieśmiało zerknął na ten nieznany mu do tej pory widok.

– Betka zjeżdża, ale tego szarego, z uszami nie znam – mruknął.

– Widywałam go na naszej łące- stwierdziła Kasia – a po śniegu można zjeżdżać, można z niego lepić bałwany i śnieżne kulki, którymi można się obrzucać.

– Czy ja mógłbym spróbować? – spytał Psotek, obserwując jak ze wzgórza za łąką wiewiórka Betka z zającem, którego nie znał (a którego miał poznać bliżej jeszcze tej zimy ) suną z górki na czymś ciemnym i płaskim.

– Używają kawałka kory – zauważyła Kasia i zaraz dodała: – Możesz, a ja mam tu dla ciebie coś znacznie lepszego. Popatrz, to moje stare sanki, to na nich zjeżdżałam kiedy byłam mniej więcej w twoim, hm, wieku, jeżeli rozumiesz, co mam na myśli. . . . . eech! nieważne. Wróć do domu, kiedy poczujesz, że cię szczypią łapki albo nosek, pamiętaj. I ubierz się ciepło, twoje futerko może być niewystarczającą ochroną w takim dniu.

Betka spostrzegła go od razu: – Ej ! Kocie Psocie! O, do licha on ma sanki ! Czy one działają ? A to Murek, jeden a milszych uszastych zajączków, które mieszkają w naszych okolicach. Dasz się przejechać?

– Nie dam! Nie chcę być żadnym  p r z e j e c h a n y m  kotem! – oburzył się Psotek – ale proszę, mogę wam je pożyczyć, bo jeszcze się na nich dobrze nie znam i popatrzę, jak to robicie. .

jesień 2012 063                                                                                 jesień 2012 059

– Właśnie o to chodziło – roześmiała się Betka.

– To wyrażajcie się  p o   l u d z k u – burknął kotek i wręczył im sznurek od sanek. Betka podwinęła pod siebie kitkę i usadowiła się nich, a zaraz za nią przycupnął Murek, któremu śmiesznie sterczały uszy ze specjalnej, zimowej czapki.

Zaczęli zjeżdżać z pagórka, podchodzili i znów zjeżdżali, podchodzili i znów zjeżdżali, aż kotek Psotek uznał, że już wszystko wie i sam wdrapał się na szczyt.

– Teraz ja – oświadczył i wsiadł na sanki. Murek je popchnął i to całe zimowe urządzenie do zjeżdżania po śniegu, najpierw wolno, a potem szybko, coraz szybciej, oj, bardzo szybko zaczęło się zsuwać w dół. “ Im niżej, tym szybciej”- zdążył pomyśleć Psotek i w chwilę potem siedział zakopany w śniegu po nos, a właściwie nie wiadomo PO CO, bo z zaspy wystawał tylko czubek ogonka.

– No tak, jest jeszcze niedoświadczony- burknęła Betka i razem z Murkiem pomogła Psotkowi wygrzebać się ze śniegu i wytrzepać futerko.

Po kilku, coraz doskonalszych zjazdach Postek czuł się świetnie i zaczął teraz wypróbowywać różne inne pozycje. Zjeżdżał, a to stojąc łapkami na sankach i trzymając sznurek w pyszczku, a to leżąc na brzuszku, a to w swojej kociej pozycji, to znaczy zwinięty w kłębek..

Nie słyszał wołania przyjaciół, nie zauważył, że poszli już do domu. To była jego pierwsza w życiu zimowa zabawa i zapomniał o całym świecie.

W pewnym jednak momencie poczuł, że dziwnie zesztywniał mu ogonek, futerko zbiło się w twarde, lodowe grudki, a wąsy nie chcą się ruszać.

zima_ferie 2010 043

Zadrżał i rozejrzał się wokół siebie. Między drzewami snuła się niemiła, skłębiona mgiełka. Różowiło ją stojące bardzo nisko nad horyzontem słońce. Nic a nic nie grzało. Wszystko było dziwnie nieruchome i ciche. Świat zastygł.

Psotek z trudem uniósł jedną łapkę i miał wrażenie, że pozostałe trzy nie chcą się odkleić od śniegu. “Coś jest nie tak, jak powinno” – pomyślał i spojrzał tęsknie w stronę wijącego się przyjaźnie dymu z komina, wyobrażając sobie jak przyjemnie musiała się już rozgrzać jego poduszka leżąca w koszu przed kominkiem. Próbował się poruszyć, ale nic go nie chciało słuchać, ani ogon, ani łapki, futerko dziwnie trzeszczało, a na wąsach zamarzły małe sopelki.

Chciał je wylizać . . . i też nie mógł. “ Chyba zasnę” – pomyślał – i zasnął.

zima_ferie 2010 072

Obudził się na kolanach Kasi, która delikatnie wycierała mu futerko ciepłym ręcznikiem, co było bardzo, bardzo wspaniałe. Mruczała też coś pod nosem o jakimś mrozie, który może być niebezpieczny dla zwierząt, a zwłaszcza dla tych, które nie słuchają mądrych rad. Psotek był za bardzo zmęczony, żeby jej wszystko wyjaśnić, ale czuł, że wszystkie jego części, łącznie z ogonem są już ruchome, ciepłe, tak ciepłe, że gotowe do prawdziwego kociego snu. Zdążył cicho mruknąć : – Tak, zima może być niebezpieczna, już teraz wiem i zasnął.

 

Do szkoły! 1 Wrzesień !

IMG_7474_LI

Kotek Psotek:„Tak, dzieci ludzkie powinny chodzić do szkoły, ale my, zwierzęta nie musimy.”

Pławna_09_08_Kry 074

                                               S Z K O Ł A

Siedzieli sobie pod ulubionym dębem. Kasia sprawdzała prace swoich uczniów, podkreślała coś czerwonym ołówkiem, stawiała dziwne znaczki, a czasem wybuchała śmiechem. Psotek przeciągnął się, spojrzał na nią lekko mrużąc oczy i zapytał : – Dlaczego dzieci muszą chodzić do szkoły ? Czy to za karę ? Słyszałem kiedyś rozmowę, niechcący oczywiście i dzieci bardzo na tę szkołę narzekały.

IMG_7479

– Za karę ?? – Kasia przeniosła wzrok z zeszytów na swojego kota zaniepokojona – no, tak, właściwie nigdy z tobą jeszcze o tym nie rozmawiałam, więc posłuchaj: –  Wiesz już, że ludzie przychodzą na ten świat, żyją, a potem odchodzą, zgadza się ?

– Zgadza. I koty też, prawda ? I wszystkie, wszystkie stworzenia, tak ?

– Właśnie. I o tym już wiesz, a teraz wyobraź sobie, że żadne dziecko, z tych, które wciąż przychodzą na ten świat nie chodzi do szkoły, niczego się nie chce uczyć, nie ma żadnych wiadomości o świecie i niczego nie umie. Wszyscy tylko się bawią, bawią i nic innego nie robią przez całe życie, a ci starsi, którzy coś potrafili i na przykład budowali domy, szyli ubrania, montowali komputery, reperowali samochody, gotowali, uprawiali ziemię, pisali książki, leczyli ludzi…

– I zwierzęta ! – przerwał jej Psotek – wiem, bo byłem na szczepieniu i jeszcze jak Murek był chory, to też był u nas ten…ten…w e r e t y n a r z, pamiętasz ?

W e t e r y n a r z – poprawiła Kasia – i pamiętam, ale pozwól, że dokończę, więc ci starsi, coraz starsi weterynarze, ogrodnicy, piekarze, nauczyciele i wszyscy, którzy COŚ umieją zaczynają odchodzić, a wszystko to, co zostawili zostaje zniszczone i  zjedzone. KTO przyjdzie na ich miejsce? Te dzieci, które niczego nie potrafią?  Pomyśl, kocie, pomyśl! Kto będzie dalej rozwijał świat, chronił i dbał o naszą ZIEMIĘ?

IMG_7481

– I o wszystkie żyjące na niej stworzenia! – wykrzyczał z przejęciem kotek Psotek i poderwał się na wszystkie cztery łapy – ROZUMIEM! ROZUMIEM! Wszystko by się rozpadło, nikt by nie umiał nic zrobić, nic zbudować, ani nic zreperować! Wszystko by się zużyło…a koty i inne zwierzęta? Czy też mają swoje szkoły, bo nie wiem?

– No…istnieją, tak, szkółki dla zwierząt, gdzie się wykorzystuje ich wrodzone zdolności, uczy się je różnych umiejętności. Są psy – przewodniki, które pomagają ludziom słabo widzącym, psy – ratownicy, psy…

– Pytałem też o koty ! Czy nie przydają się ludziom jako najlepsi łapacze wściekłych myszy ?

– Koty są bardzo potrzebne i nie tylko do łapania myszy. I wiesz, co ? One wcale n i e  m u s z ą chodzić do żadnych szkół, c z u j ą, co trzeba robić, mają coś, co się nazywa i n s t y n k t, to też jest wspaniałe.

IMG_7483

– Betka też go ma ? – zapytał Psotek i zerknął na krzak jaśminu, bo coś bardzo do niej podobnego mignęło mu na tle zieleni. Czyżby cały czas podsłuchiwała ?

– Oczywiście, też  ma, tylko  inny, wiewiórczy – stanowczo odpowiedziała Kasia – i  doskonale wyczuła, że masz już ochotę na zabawę, więc nie każ jej czekać.

Z krzaków doleciało do nich całkiem głośne ” Phi !” i Psotek udał się w tamtym kierunku. Kasia westchnęła i…

… sięgnęła ( już poza bajką) po pewną książkę:

IMG_7486

A potem, Kasia dopisała tu kilka słów:

Możecie krzyczeć, że jestem stuknięta,

drogie koleżanki i drodzy koledzy,

ale po mej głowie myśl  się dziwna pęta:

SĄ MIEJSCA, GDZIE MOŻNA SIĘ OBEJŚĆ BEZ WIEDZY.

Popatrzcie, jak czasem ten i ów się biedzi,

by przejść do historii.  Zgłasza plan szalony?!

Co z tego ? Jest stołek, a ON na nim siedzi.

Ktoś ośmieli się szepnąć, że niedouczony?

Wyciągnijcie sami wnioski, są raczej wymowne,

nie mówiłam nic PSOTKOWI – byłoby to niestosowne!

A ja, po Kasi, dodam:

Wybaczcie, lecz teraz wtrącę zdanie swoje:

Oprócz ciałka, trenujcie też szare komórki

tylko po to, by potem, w życiu –  ROBIĆ SWOJE

i móc, tam gdzie potrzeba, pokazać pazurki.

( No, puściłam niezły smrodek dydaktyczny).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z życia Kotka Psotka – cd.

Pławna_09_08_Kry 048

Kotek Psotek : Przekonałem się, że lepiej wchodzić niż schodzić

W I Z Y T A  U  B E T K I

Kasiu, za godzinę wychodzę – oznajmił Psotek i spojrzał na nią bardzo poważnie – zostałem zaproszony na podwieczorek, wyobrażasz sobie ? A wiesz z jakiej okazji i przez kogo? Przez Betkę, bo jeszcze nigdy u niej nie byłem, a to jest bardzo dobry powód do odwiedzin.

– Hm ! – powiedziała Kasia.

– Dlaczego hmychasz ? – spytał Psotek.

– Zastanawiam się, czy ona wie, że jej podwieczorki są zupełnie inne niż twoje, czy wzięła to pod uwagę i….

– Rozumiem, że się obawiasz, czy nie będę musiał udawać, że mi smakują orzechy, żołędzie i te inne rzeczy, które jadają wiewiórki, a koty nie?

– No, tak – przyznała Kasia – ale może, tak na wszelki wypadek wziąłbyś ze sobą mały kubeczek jogurtu?

– W żadnym wypadku! – zaoponował Psotek – przecież nie wypada !!

Kotek Psotek zamyślił się przez moment i głośno stwierdził:

– Ona WIE, że JA jestem KOTEM i że jadam inne rzeczy niż wiewiórki, a jeżeli to do niej jeszcze nie dotarło, to trudno, może uda mi się zmiażdżyć zębami jednego orzecha, przecież od tego nie zachoruję!

– Też tak myślę – kiwnęła głową Kasia. – Czy wiesz, gdzie ona mieszka ?

– W tej wielkiej sośnie na pierwszej polanie w naszym lesie, dziupla numer…3, a może 2…? Ech, znajdę, przecież nie ma tam tysiąca mieszkańców!

– Życzę ci miłej zabawy Psocie, zabierz ode mnie w prezencie paczkę orzechów, leży na kredensie – powiedziała Kasia i wyszła podlewać ogród, a Psotek w podskokach pobiegł w stronę lasu. Po kilku minutach był już na miejscu i zaczął się wspinać w górę sosny.

– Aha! Jest dziupla. Czy już jakieś minąłem? Czy to miała być trzecia od dołu, czy trzecia od góry ? Sprawdzę – pomyślał – i wsunął łebek do środka chcąc się dokładniej rozejrzeć we wnętrzu W tym momencie usłyszał dochodzące ze środka dziwne piski, zobaczył kilka małych, puszystych kulek, a jednocześnie poczuł bardzo bolesne dziobnięcia w ogon, który mu, oczywiście zwisał na zewnątrz.

zima 2013 005

Oburzony dzięcioł skrzecząc przeraźliwie atakował go zajadle, więc kotek Psotek usiłował wyjaśnić, że nie miał żadnych złych zamiarów:

– Nie wszystkie koty polują na ptaki! – krzyknął – a was lubię! I nigdy….

– Spadaj stąd, kocurze, póki masz jeszcze trochę futra na ogonie!! – denerwował się nadal dzięcioł – wszystkie koty są takie same! Przestraszyłeś mi dzieciaki, a kto wie, czym by się to mogło skończyć !!

– Niczym – odparł z godnością Psotek, ale poczuł gniew, bo dzięcioł nawet nie chciał wysłuchać jego wyjaśnień. To niesprawiedliwe, ale może miał doświadczenia nie z tymi kotami, co trzeba – pomyślał i oddalił się nie zwlekając.

Kolejna dziupla, na którą trafił wyglądała zupełnie bezpiecznie i unosił się nad nią bardzo miły, słodki aromat.

Lekko jeszcze oszołomiony Psotek postanowił tym razem wsunąć do środka tylko jedną łapkę, bo po próbie pukania w korę nikt się nie odezwał.

– Ej, Betka, czy to ty ? – zawołał.

Przez chwilę nic się nie działo i nagle….au! – wrzasnął, bo poczuł, że przez  futerko dobierają mu się do skóry na łapce owady, których zawsze najbardziej się bał – dzikie pszczoły !

pszczoły

Natychmiast wyskoczył w górę, błyskawicznie przebył kilka gałęzi i raptem, w rozwidleniu grubego konara dojrzał z ulgą szerokie, gościnnie otwarte wejście dużej dziupli, z którego wystawał kawałek porządnej, prawdziwej Betkowej kitki.

– Strasznie ją lubię – zamruczał cichutko – może mi teraz podać nawet cały talerz tych nasion słonecznika, wszystko jest lepsze od rozgniewanego dzięcioła i wściekłego brzęczenia pszczół.

Jednak nie było tak źle.

Betka obejrzała  Psotka, kiwnęła głową i powiedziała:

– Łapę sobie wyliż sam, a te braki na ogonie odrosną jak przyjdzie pora – rzekła rzeczowo, jak to ona – a potem, w przytulnej dziupli rozłożyła na liściach kocie chrupki i wspaniale pachnący twarożek.

IMG_7375

– Czy nie przyszło ci czasem do głowy, że cię poczęstuję tymi moimi twardymi smakołykami? No, Psocie, przyznaj się, przyznaj!

– Mnie nie, ale Kasia, przez chwilę….

– No, tak.- westchnęła Betka – ludzie mają czasem inne doświadczenia.

– Ja byłem pewien, że wiesz, co lubią twoi przyjaciele i to jest wspaniałe – Psotek uśmiechnął się szeroko swoim kocim uśmiechem.

Zabrali się do jedzenia. Opowiadali sobie różne historyjki, wspominali wspólnie przeżyte przygody i trochę plotkowali o znajomych, a słońce schodziło coraz niżej i niżej. Pomarańczowe wcześniej promienie zrobiły się czerwonawe i Psotek wiedział, że dzień się niedługo skończy.

– Dziękuję, Betko to było bardzo miłe popołudnie – powiedział Psotek.

– No, oprócz pierwszej jego części – odpowiedziała I dodała : – to hej, hej!

– Hej. – odpowiedział Psotek i wyszedł z dziupli.

Spojrzał w dół, spuścił ostrożnie zdrową łapkę na niższą gałąź, dołączył tylną, wyprostował sztywno ogon, żeby lepiej zachować równowagę i….zastygł nieruchomo. Nie wiedział, co ma dalej robić. Drżały mu wszystkie cztery łapy, a na wąsach czuł zimne mrowienie. Nigdy nie byłem TAK WYSOKO – pomyślał, przestało mnie wszystko słuchać, nie mogę NICZYM poruszyć, do licha, co robić ?

– Czy coś się stało ? – krzyknęła Betka i jak strzała śmignęła obok Psotka, zatrzymując się na sąsiedniej gałęzi – wyszedł z ciebie taki głos, że się przestraszyłam.

– COŚ się stało, ale nie wiem CO, po prostu nie mogę zrobić kroku- odmruczał piskliwie Psotek.

– No, tak… – Betka popatrzyła na niego badawczo – to PANIKA, skoczę po Kasię bo, o ile się na tym znam, ty sam nic nie zrobisz, a ja też cię nie sprowadzę, nie jestem w końcu aż tak silna – i pobiegła, a Psotek zamknął oczy i tkwił całkiem nieruchomo.

Upływające minuty wlokły się bardzo, bardzo wolno, aż wreszcie Psotek usłyszał najmilszy głos na świecie, chociaż tym razem był on nieco zaniepokojony:

– Hej! Kocie Psocie jesteś tam ?

– Jest, jest – to już był głos Betki – mówiłam, żeby wezwać straż pożarną, byłoby zabawniej.

– Jestem tutaj- udało się wychrypieć Psotkowi- ale nie wiem jak długo tu jeszcze będę, bo coraz mniej siebie czuję !

Nagle spora część Kasi wynurzyła się z gałęzi tuż pod Psotkiem i poczuł jak chwytają go jej ręce.

– Mam cię ! – krzyknęła Kasia

– Masz go ? – wrzasnęła z dołu Betka.

– Mam go ! – krzyknęła powtórnie Kasia i dodała – i chyba jest zdrowy i cały!

– No, może z wyjątkiem przerzedzonego ogona i spuchniętej łapy  – zaśmiała się Betka i smyrgnęła obok nich w górę, do swojej dziupli.

Kasia spojrzała pytająco na Psotka, ale on zamruczał : – Nie teraz, bo jestem jeszcze trochę s p a n i c z o n y, wszystko opowiem ci w domu.

– S p a n i k o w a n y – poprawiła Kasia i zapytała : – czy pomoże ci ciepłe mleko, sardynkowa pasta i koci przysmak z mojej skrytki w biurku ?

– Ja już czuję się wspaniale- Psotek wyrwał się z rąk Kasi i pierwszy pognał w kierunku domu.

Pławna ferie 2011 063

Kotek Psotek i upał

Pławna lipiec 2011 063

Za gorąco, za gorąco, komputer też mi się chyba rozgrzał za bardzo i opornie działa. Może ta nocna burza, podczas której błyskawice latały poziomo między chmurami i pionowo z góry na dół, a grzmoty współbrzmiały grupami – wyprowadziła nas z równowagi?  Powtórzę (z pewną zmianą): – Sorry, taki nam się zrobił klimat. I nie wiadomo, jak to się dalej potoczy. Dziś zatem, tylko kolejna przypowiastka z życia Kotka Psotka. I tylko dla tych dzieci, które to lubią.

Biskupin_10_08 032

                                                        S Y K  I  S M Y K

– Ale gorąco ! – stwierdził kotek Psotek

– Idziemy się wykąpać? – Mruczek zerknął na niego z przebiegłym, kocim spojrzeniem.

– Czy ten upał uderzył ci do głowy ? Koty i kąpiel !?!

– Przecież  ż a r t o w a ł e m – odburknął Mruczek

– Robisz to tak rzadko, że się nie zorientowałem – odpowiedział Psotek.

– W porządku, przecież się nie gniewam, ale mam ochotę rozciągnąć się na nagrzanym pomoście i poobserwować te małe, zwinne rybki.

– Uklejki, tak? – upewnił się Psotek

– U jakiej Klejki ? O czym ty mówisz ? Te smukłe, srebrne, co wyskakują nad powierzchnię wody, żeby złapać jakiegoś owada!

– Uklejki, u k l e j k i ! One tak się nazywają. Wiem, bo czasem towarzyszę Kasi podczas wędkowania. Rozumiesz ?

– Rozumiem, rozumiem, to idziemy ?

,wiosna 2012,ferie,adam 030

Psotek kiwnął łebkiem i oba koty zgodnym truchtem pobiegły w stronę jeziora, weszły na pomost i jednocześnie rozciągnęły się na jego rozgrzanych deskach. Po niebie sunęły powoli białe, puszyste obłoczki, chwilami któryś zasłaniał na moment słońce i wtedy zaczynał wiać przyjemny wietrzyk marszcząc powierzchnię wody.

Obserwacja krążących wokół uklejek nie trwała jednak długo. Obaj przyjaciele znużeni upałem zasnęli.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAObudził ich głośny szum, walenie skrzydeł o wodę i tuż koło pomostu pojawił się Syk, łabędź, który zamieszkał niedawno na ich jeziorze.

– Zawsze masz takie głośne lądowanie? – zapytał niezadowolony z nagłej pobudki Mruczek

– Jak łabędzie myją szyje ? – spytał Psotek i zabawnie poruszył wąsami.

– Spytaj swojej Kasi – zasyczał łabędź i niecierpliwie oznajmił – Dosyć żartów, musicie mi pomóc, jeden z moich dzieciaków utkwił łapą w sieci, tu niedaleko, w zatoce, a ja nie mogę go wyplątać.

– Który ? – zapytał Mruczek

– Oczywiście, Smyk, ten najmniej posłuszny i najbardziej wszystkiego ciekaw.

– Próbowałeś go jakoś wydziobać ? – dopytywał się Psotek – czy coś ?

– Bez skutku. Ktoś musi rozciągnąć oczko w sieci. Który z was płynie ?

Psotek i Mruczek popatrzyły z niepokojem na siebie i jednocześnie głośno zamruczały: – Jak to, p o p ł y n ą ć ? ? !

– Ty raczej nie – Syk spojrzał z rezygnacją na Mruczka – znam babcię Nelę – i nie dokończył, bo odezwał się lekko przestraszony Psotek:

– Rozumiem, że wypadło na mnie, ale jak wiesz, koty nie potrafią p ł y w a ć.

– Żaden problem, wskakuj na mój grzbiet, złap się łapami za szyję, dodam, że jest czysta, a ogon schowaj pod siebie i płyniemy, szkoda czasu.

Psotek nie miał wielkiego wyboru, czuł się trochę z m u s z o n y do tej pomocy, bał się i nie wiedział, czy sobie poradzi, ale był pewien, że nie może odmówić – w końcu chodzi o Smyka, małego, szarego jeszcze, łabędziego dzieciaka. Wstał, rozejrzał się i słuchając ostatnich wskazówek Syka:

– Nie kręć się, nie próbuj łapać ryb, nie spuszczaj ogona do wody, najlepiej przymknij oczy i nie wystawiaj pazurów – wskoczył mu na grzbiet.

 Popłynęli i po kilku chwilach, Psotek poczuł, że przestaje się bać. Syk płynął równo, dostojnie i na tyle wolno, że nie było ani wstrząsów, ani nagłych przechyłów grożących zsunięciem się do wody, co dla Psotka byłoby najgorsze. Otworzył oczy. Woda lekko się zaróżowiła od stojącego już trochę niżej słońca, pływające wokół nich uklejki zostawiały wirując kręgi, a za nimi też się ciągnął długi, wodny ślad.

  OLYMPUS DIGITAL CAMERA             Pławna lipiec 2011 064

Ta dziwna podróż zaczynała się robić całkiem przyjemna, ale przed nimi ukazało się wejście do zatoki i Syk przyśpieszył. Po chwili dobili do zwartej grupy trzcin, wzdłuż których była rozciągnięta rybacka sieć, a w jednym z jej oczek tkwiły obie nóżki szarpiącego się i wyraźnie zmęczonego Smyka.

– Spokojnie, maluchu, Psotek zaraz ci pomoże – odezwał się Syk i jeszcze bardziej zbliżył się do synka.

Psotek wcisnął mocniej tylne łapy w grzbiet łabędzia, chwycił przednimi oczko sieci, rozciągnął i wytrząsnął z niego Smyka. Na chwilę stracił równowagę, zachwiał się, ale zdążył złapać Syka za szyję i usadowić się bezpiecznie na środku grzbietu.

– Uff – sapnął – udało się, teraz odwieź mnie do domu.

– Chyba odpłyń mnie do domu – usłyszał cienki głosik Smyka – łabędzie nie wożą, nie wiesz, czy co ?

– Najpierw mu podziękuj, a potem wygłaszaj swoje mądre uwagi, a o oddalaniu się od rodziny jeszcze porozmawiamy – stanowczo oznajmił Syk i zaczął wypływać z zatoki.

– Dziękuję, kocie – Psotek usłyszał ciche podziękowanie, a zaraz po nim głośne syknięcie: I nie jestem żadnym m a l u c h e m, tato !!

– Ho, ho, ho – pomyślał sobie Psotek – mogą z nim mieć kłopoty, a głośno zapytał: – A gdzie reszta twojej rodziny?

– Dobrze ukryta – odpowiedział Syk i dobił do pomostu, na którym czekał Mruczek.

– Bardzo ci dziękuję, sam bym sobie nie poradził – powiedział poważnie Syk – zawsze możesz liczyć na spacerki po jeziorze na moim grzbiecie – dodał i odpłynął.

– I znów będziesz bohaterem, mój ty przyjacielu – ratowniku – odezwał się Mruczek.

– Nie chcę. I nie mam zamiaru tego nikomu opowiadać, ty też, dobrze ?

– Może masz rację, bo gdyby Kasia dowiedziała się, że pływałeś na łabędziu. . . .

– No, właśnie – przyznał Psotek – mogłoby być trudno

– No. A Betka na pewno zapytałaby złośliwie, dlaczego to JA nie popłynąłem.

– No. To ten dzień będzie tylko naszą tajemnicą, zgoda ? – mruknął Psotek

– Zgoda – odpowiedział Mruczek i obaj udali się w kierunku swoich domów.

Pławna lipiec 2011 076

Dzień Cyrku bez Zwierząt – 8 Czerwiec + kotek Psotek

IMG_6924.JPG

W dzisiejszym dniu – tylko opowiadanie dla dzieci z mojego zbiorku ” Z życia Kotka Psotka.”  Uwaga, wyjaśnienie: wymieniona tu Betka – to wiewiórka, Mruczek – to kot, Murek – to zając i wszyscy oni są najbliższymi przyjaciółmi Psotka. Będą tu jeszcze różne historie z ich życia. ( w lutym br. zamieściłam relację z wyprawy Psotka do miasta, a 1-go Czerwca też była opowieść z tej serii)

Patryk: “ Ja jestem tu po prostu szczęśliwy, a przyczynił się do tego, między innymi, pewien kotek zwany Psotkiem

PATRYK

Psotek siedział na swoje poduszce i ziewał, jak policzył, pięć razy na minutę. Nikt mu nie musiał tego mówić, bo sam czuł, że jest znudzony i nie ma pojęcia jak mógłby spędzić tę październikową niedzielę.

Kasia pracowała przy komputerze, Betka i Murek już wcześniej zapowiedzieli, że mają różne ważne sprawy do załatwienia, Mruczek miał jakieś kłopoty z brzuchem i Psotek założyłby się o, no… cztery plastry szynki, że brzuszysko go boli po tych wszystkich smakołykach jakie mu szykuje babcia Nela.

Znów ziewnął i to tak rozdzierająco, że zwrócił wreszcie na siebie uwagę Kasi:

– Chcesz kłębek włóczki do zabawy ? Jest nowy, jeszcze nieużywany.

– Czy ja jestem kocim dzieckiem ? – oburzył się Psotek – już chyba wyrosłem z kłębkowych zabaw, czy ty nie wiesz, że koty szybciej dorośleją niż ludzie ??! Może jeszcze mi zaproponujesz jakieś głupie koci, koci łapci ??!!

– Przyznaję, że jesteś o wiele bardziej dorosły niż ja, kiedy byłam w twoim kocim wieku, to znaczy w ludzkim, ale w tym, w którym ty jesteś teraz, oj, nie wyrażam się jasno, ale….

– Rozumiem, co chcesz powiedzieć – Psotek pokiwał głową – ale nadal nie wiem co mógłbym zrobić.

– Czy nie byłoby warto poznać bliżej tego niedźwiedzia, który podobno zamieszkał w starym rumowisku w głębi dużego lasu ? Może tobie udałoby się sprawdzić, czy to prawda. Ktoś go widział, ktoś go słyszał, ale nikt niczego nie umie o nim powiedzieć. Patryk ? Tak o nim mówicie ?

– I ty mnie wysyłasz do takiego b r u t a l n e g o, a może  p o r a l n e g o  bardzo dzikiego zwierzaka ? Czy chcesz mojej zguby?

– On nie jest p o l a r n y, bo nie mógłby tu mieszkać, może być b r u n a t n y i wcale nie brutalny, dotąd, z tego co wiem nie zrobił nikomu żadnej krzywdy, ale rozumiem, że się trochę obawiasz, więc porzućmy ten pomysł.

– Sam pomysł nie jest taki zły – niepewnie mruknął Psotek – a jeśli on jest na przykład, przyjacielski i dobry i też się nudzi? Może nie wszystko, co duże musi być złe, prawda?

– Pomyśl o dzikich pszczołach – powiedziała Kasie – takie malutkie, a. . . .

– Nie wspominaj mi nawet o tych złośliwych małych bestiach, ale miód, to dobra rzecz.

– Niedźwiedzie za nim przepadają, a ty mógłbyś mu zanieść słoik, zwłaszcza, że powinien się porządnie najeść przed zapadnięciem w zimowy sen.

Kotek Psotek okręcił się niespokojnie wokół swojego ogona, przemaszerował wzdłuż i wszerz po całym pokoju, wskoczył na poduszkę, zeskoczył, naprężył grzbiet, spojrzał na Kasię i oznajmił:

– Podjąłem decyzję – zapakuj mi ten miód i obiecaj, że jeśli nie wrócę dziś, przed zachodem słońca, zorganizujesz akcję ratowniczą.

– Oczywiście – odpowiedziała Kasia. Psotek zabrał słoik z miodem i wyszedł, a Kasia stała dłuższy czas przy oknie i przyglądała się, jak jej odważny kot brnie przez łąkę i piaszczystą ścieżkę prowadzącą w kierunku dużego lasu.

Słońce mocno przygrzewało, co w październiku nie było niczym nadzwyczajnym. Przecież była to pora złotej jesieni. Psotek zagłębił się w gęsty, sosnowy i dobrze znany mu las. Nie szedł szybko, wymijał kępy żarnowców, podskakiwał sobie chwilami na jeszcze zielonych kępach mchu i podziwiał snujące się między drzewami ostatnie, srebrzyste nitki pajęczyn. – Chyba się trochę boję – zamruczał do siebie – i nie mam pojęcia jak zacząć rozmowę, a jeśli on mnie jednym ruchem swojej potężnej łapy smyrgnie gdzieś w kolczaste krzaki ? – To wstanę, odwrócę się i odejdę, uff.

Sam nie wiedział kiedy, ale uważał, że stanowczo za szybko, Psotek znalazł się przed dosyć szeroką szczeliną obrośniętą jeżyniskiem. Zatrzymał się, przycupnął za zrudziałą już kępą paproci, bo chciał się zastanowić, co dalej ma robić. Nie zdążył niczego wymyślić. Coś stuknęło, zaszeleściło i z otworu wygramolił się niedźwiedź. Był o g r o m n y, ale miał zmierzwione, potargane futro z jaśniejszymi kłębkami siwej sierści, jakieś smutne ślepia i wyglądał na zaniedbanego i trochę wychudzonego.

Ociężale i niezdarnie zaczął się zbliżać w kierunku Psotka. Spojrzał na niego z wysoka i zaryczał:

– Nie chcę tu nikogo widzieć !! Wynoś się stąd jak najszybciej !!! Bo inaczej…….

Przerażony Psotek zaczął panicznie przebierać łapkami, trafił na sterczące z ziemi korzenie jałowca, fiknął koziołka i wylądował u stóp niedźwiedzia brzuszkiem do góry, całkowicie bezbronny i bezradny. To koniec, zaraz coś się stanie, pomyślał i zamknął oczy.

– Po coś tu przylazł? Szpiegować? Gadaj! – warczał nad nim niedźwiedź.

Psotek odważył się otworzyć jedno oko: – Ja…..ja……chciałem tylko….z tobą………porozmawiać, bo….nikt z nas nie wie….kto….skąd……i przyniosłem ci miód ………i bardzo chciałbym …..wiedzieć dlaczego nas unikasz, to znaczy nawet zwierząt, bo…chyba tu jesteś samotny……dlaczego???

Zapadła cisza. Psotek słyszał tylko własne, mocno bijące serce. Po chwili ktoś szepnął : – Bo się boję. – a Psotkowi wydawało się, że to był głos niedźwiedzia.

– Co ? – odważył się wymruczeć.

– BOJĘ SIĘ – powtórzył wyraźniej niedźwiedź, a Psotek aż usiadł z wrażenia.

– TY się boisz ? Taki duży, silny niedźwiedź?? Ty przecież zawsze sobie poradzisz, to my, mniejsze zwierzęta często musimy się bać!

– Co z tego, że jestem duży? Może mali boją się swoich małych rzeczy, a duzi swoich większych rzeczy, każdy ma prawo się czegoś bać, ty niemądry, rozpieszczony, zadbany kocie!! Co ty wiesz o życiu ? – warknął niedźwiedź i przysiadł obok Psotka.

– Nie jestem żadnym rozpieszczonym kotem !! – syknął Psotek, a po chwili, już spokojniej spytał – Czy możesz mi powiedzieć c z e g o  się boisz ?

IMG_6920

– CYRKU – odpowiedział cicho niedźwiedź i zadrżał – jestem w y t r e s o w a n y m niedźwiedziem. Czy wiesz, co to znaczy ? Czy ty wiesz, co czuje niedźwiedź, kiedy uczą go dreptać w rytm głośnej muzyki, łapać obręcze i ryczeć na rozkaz ?

I ta duszna, oświetlona jaskrawym światłem arena, krzyczące tłumy ludzi, a potem….a potem wsadzają cię do ciasnej klatki, przewożą w następne miejsce i tak ciągle, ciągle, ciągle przez całe lata, och – westchnął niedźwiedź, a oszołomiony Psotek szepnął:

– Wszystko rozumiem, widziałem taki cyrk w telewizji i potem byłem smutny.

– Więc, jeśli chcesz wiedzieć, ja u c i e k ł e m z takiego cyrku – powiedział poważnie niedźwiedź – bo chciałbym teraz, po wielu latach cyrkowej niewoli nareszcie zaznać odrobinę wolności i spokoju. Może już mnie nie szukają, ale muszę być ostrożny, bo gdyby mnie znaleźli . . . . – głos niedźwiedzia zadrżał, a Psotek zobaczył dwie łzy spływające mu z brązowych ślepi.

IMG_6919_LI

– Nie martw się, nie martw, nikt cię tu nie odnajdzie, mieszkaj tu sobie, a my wszyscy będziemy ciebie pilnować i wszystko będzie dobrze – Psotek zapomniał o strachu i przytulił się do niedźwiedzia.

– Jacy wszyscy ? – zapytał zaniepokojony znów niedźwiedź, więc Psotek musiał mu opowiedzieć teraz wszystko o sobie, o Kasi, o wszystkich znanych mu dobrych ludziach i zwierzętach, a przede wszystkim o wspaniałym panu leśniczym, który słysząc już jakiś czas temu pogłoski o mieszkającym w tych stronach niedźwiedziu, machnął ręką i powiedział : – A niech sobie mieszka, przecież nikomu nie zrobił żadnej krzywdy, może mu się u nas podoba.!

Przez jakiś czas siedzieli sobie razem w milczeniu i patrzyli jak wydłużają się cienie drzew.

– Czy ty masz jakieś imię ? – zapytał Psotek – Miałem, ale wolałbym o nim zapomnieć – odpowiedział niedźwiedź.

– Bo my, nic jeszcze o tobie nie wiedząc nazywaliśmy ciebie Patrykiem, czy…..

– Patryk….Patryk…podoba mi się, to piękne imię, bardzo niedźwiedzie, więc od dziś jestem Patrykiem, nowe życie, nowe imię, ha…czy mi się wydaje, że wspominałeś coś o jakimś miodzie? Prawdziwego miodu nie jadłem od wielu lat.

Psotek błyskawicznie znalazł poniewierający się w kępie paproci słoik, podał go Patrykowi, który westchnął, z zadowoleniem przyjrzał się złocistej zawartości i zerknąwszy na Psotka powiedział: – Życzę ci dobrej zimy, z resztą twoich przyjaciół też się chętnie spotkam, ale już wiosną – no i jeżeli są tacy mili jak ty, kocie Psocie – dodał i całkiem sprawnie podreptał do swojej jaskini.

Wracając do domu, Psotek podskakiwał całą drogę, zachodzące, jesienne słońce jeszcze nigdy nie wydawało mu się tak piękne jak teraz, a w uszach wciąż mu brzmiało ostatnie zdanie Patryka.

Pławna lipiec 2011 092

A ja kilka cyrkowych sztuczek znam! Ale pokazuję je tylko SWOIM i wtedy, kiedy mi się zachce.