Kolejna, letnia, ostatnia już notka z pobytu na Dolnym Śląsku. Już nie będę przynudzać, o tych terenach wspominałam już kilka razy, więc krótko:
Dawno, dawno temu moja mama częstowała mnie dosyć często taką oto przestrogą : UCZ SIĘ, UCZ, BO INACZEJ BĘDZIESZ ŁUPAĆ KAMIENIE NA DROGACH!! – jakoś tam się uczyłam, ale kamienie towarzyszą mi i mojej rodzinie od dawna. Lubiłam je. Dzieci przynosiły mi często garście „ciekawych” kamyków z piaskownicy ( o tym też już pisałam), a sama zbierałam je, gdzie się dało i zwoziłam do domu. Te z piaskownicy tkwią w miskach, inne, większe w różnych zakątkach koło domu


Nieco później jedna z córek została geologiem. I teraz w rodzinie, ale nie tylko, bo i wśród „Znajomych Królika” są osoby, które chętnie szukają i łupią kamienie, ale nie na drodze, tylko tam, gdzie się da – z ciekawości. Nigdy nie wiadomo co może być w środku, a tu, na Pogórzu Izerskim można znaleźć i agaty, i ametysty oraz kwarce i granaty.
A co, podczas tego pobytu znalazł nasz wnuk będąc na kilkugodzinnym spływie? W wodach rzeki Kwisy przy moście w Ławszowej wyłowił:






Zbite, twarde, kolorowe żużle, odpady ze starych kopalni kobaltu, cyny i szkła. Mogą mieć nawet około 100 lat i więcej, a wartość wyłącznie historyczną i tylko dla zbieraczy-hobbystów. Dawno temu porwała je Kwisa i obrobiła po swojemu. Jak to rzeka.
I migawki : Droga przez przez Czerniawę – Zdrój i Nove Mesto pod Smrkem do Baru Obri Sud w Lazne Libverda (Czechy), a tam:



To zbieranie kamieni to dziedziczna przypadlos6
PolubieniePolubienie