Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
Autor: kryzab
Siedzi baba przy parapecie,
ogląda świat i o nim plecie.
1. Zgadza się. Kiść owoców jarzębiny pospolitej – drzewa z rodziny różowatych, kiedyś bardzo popularnego w parkach i ogrodach. Dawno temu z tych owoców robiłam z koleżankami korale. Byli też tacy, którzy czekali na pierwsze mrozy po których owoce jarzębiny traciły gorycz i robili nalewkę, wódka „Jarzębiak” była bardzo popularna.
2. Kwiaty DYNI, oczywiście, Znanych jest ponad 20 jej różnych odmian, Moja, mam nadzieję, urośnie z takiej:
DO TAKIEJ !!!
3. DZWONEK KARPACKI. Jego rodzime, specjalne miejsce to Karpaty, chociaż niestety za granicą Polski.
4. LOBELIA, czyli inaczej stroiczka, też rodziny dzwonkowatych – wydzielono ponad 400 gatunków. U nas popularna jako kwiat ogrodowo – balkonowy i zawsze ślicznie wygląda w towarzystwie innych:
5. Drzewo bardzo kłujące, o pięknych kwitnących wiosną kiściach kwiatowych i zapachu, który wabi na ogół mnóstwo pszczół, Tak, to ROBINIA, czyli popularna akacja.
6. Bardzo wiekowe CISY którym za długo pozwolono rosnąć tak, jak chciały i zamieniły się w wykrzywione drzewa (park pałacowy w Maciejowcu – Dolny Śląsk. W młodości mogły wyglądać tak:
7. Prezent od wnuczki dla babci. Motyw: MAŃKA. Czy mam się wyrazić bardziej zrozumiale?
Najwyższy czas zapoznać się z ojczystą, ha, roślinnością! Zapraszam do krótkiej zabawy. Nie będzie żadnych negatywnych konsekwencji ani ocen.
Wystarczy podać numer i nazwę rośliny. Jak mam nagrodzić tych, którzy nadeślą prawidłowe odpowiedzi? Może pochwałą na piśmie tzw. dyplomem?
1. CZYJE TO OWOCE?
2. CZYJE TO KWIATY I CO Z TEGO WYROŚNIE?
3. CO TO ZA KWIAT?
4. A JAKA ROŚLINA MA TAKIE KWIATKI?
5. LIŚCIE JAKIEGO DRZEWA TAK SIĘ „WYKLUWAJĄ”?
6. CZYJ MOŻE BYĆ TAKI PIEŃ?
7. A CZYJE TO MOGĄ BYĆ SKARPETKI, DLA KOGO, OD KOGO I JAKA ROŚLINKA JEST MOTYWEM WZORU?
Na odpowiedzi jest sporo czasu, albowiem z powodu mojego świadomego i dobrowolnego odcięcia się od większości zdobyczy cywilizacyjnych ( w tym też SIECI) nie będę dostępna. Jadę na połów LATOFOTEK – 2021. Życzę wszystkim przyjemnej i łagodnej drugiej połowy lata.
„Bo zawżdy ci więcej jedzą, którzy bliżej misy siedzą” ( Mikołaj Rej), ale nie ma co im zazdrościć, bo przejadają się często mając łatwy dostęp do koryta i na zdrowie im to nie wyjdzie.
Azali: „Kto zjada ostatki, ten jest piękny i gładki” ( porzekadło ludowe), czyli tym, którzy z misy wyjedzą końcowe resztki, choćby marne były i nietłuste dobrze taka dieta służy. I dla nich kilka moich rad:
Kto z zupy wyżera selera, temu nic nie doskwiera, ani głowa, ani oko, ani NERA.
Kto pyry z koperkiem zjada – temu tłuszcz się nie odkłada.
(uwaga: PYRA – to ziemniak, kartofelek, tyle że WIELKOPOLSKI)
Chcesz mieć smukłą ciała linię? Do swej diety włącz cukinię.
Kto zjada w piątki kapustę – jelita ma czyste, chociaż ździebło puste.
Kto maliny na czczo zjada – tego wirus nie dopada.
Tylko cytryny, tylko cytryny – zapewnią ciału dobre odczyny.
Wszyscy, którzy jedzą pora – rzadko chodzą do doktora
Chcesz być mądry, silny, krewki? Jedz marchewki, jedz marchewki!
Kto codziennie jabłko chrupie, tego w stawach nic nie łupie.
Od zielonego ogóra pięknieje nam wszystkim skóra
Na zwarcia, swądy, czy zimną nóżkę – zjadaj codziennie jedna pietruszkę.
Z białym serkiem – naleśniki – poprawią ci krwi wyniki
Kto wypija dużo wody – nie wie co to ból czy wrzody.
Kto sobie życie krówkami słodzi – niech natychmiast stąd wychodzi. ( Jasnypromień! Zwiewam już, zwiewam!)
( Lubię tę piosenkę Kory i wiem, że chodziło o planety).
Nie dam się. Dotarłam do pierwszych kwiatków i zwisającej z drabinki winorośli ozdobnej:
Nie tylko ja ją lubię. Oj, wyżarły mi, wyżarły to i owo!
I nawet zwykłe, codzienne, normalne ślimakobranie może się przerodzić w przygodę, kiedy pod zżartą już nieco kępką lobelii rosnącej w skrzynce natkniesz się na zdziwioną, naburmuszoną ropuszkę, która, jak podejrzewam, schowała się tu przed upałem. Obie byłyśmy odrobinę wstrząśnięte.
Znacznie mniej zszokował mnie częściej od ropuch spotykany ŻUK GNOJARZ – uff, nie powiem, żeby miał urocze imię, ale adekwatne do swoich zwyczajów. Zerknęłam do informacji i oto okazuje się, że może to być ŻUK LEŚNY – u mnie siedział na starym betonowym, studziennym kręgu. Trudno mi je odróżnić. I jeden, i drugi pięknie opalizują w słońcu. Jak szlachetne kamienie.
” Do biedronki przyszedł ŻUK,
w okieneczko puk, puk, puk….”
(Jan Brzechwa)
…ale nie do TAKIEJ!:
A DO TAKIEJ!!! ( Nie mam jej pod ręką, ale wiecie, o co chodzi!!)
Poszłam dalej:
Kilka kroków wzdłuż parkanu i widzę, że przy zaczynającej kwitnąć fioletowej BUDLEI już tankują motyle. ( Bo wiecie, że to taki „instrybutor” dla owadów) Smacznego!
Już miałam kończyć tę małą włóczęgę, ale jakaś moc wypchnęła mnie za furtkę i dotarłam do progu łąki sąsiada ( tak, tak, nie skosił i możliwe, że porozwijały się na niej jakieś nowości, sprawdzę jutro) ale…jeszcze kilka kroków wzdłuż drogi i…
…popatrzcie na te uparte, zawzięte i silne rośliny. Wystarczy im czasem malutka odrobina ziemi w szparze betonu i przedłużają swój gatunek. Dzielne maluchy!
Podjęłam stanowczą decyzję, że jeszcze dojdę do niedużego mostu spinającego brzegi naszej niedużej też rzeczki. Doszłam. I tak jak zaczęłam tę wyprawę – OD WŁASNEGO PAJĄKA, TAK JĄ KOŃCZĘ – na pięknej pajęczynie rozpiętej pomiędzy prętami bariery mostu. Jak przenieść tu MOJEGO?
I wróciłam, odrobinę podżarta przez komary, czego i wam życzę, bo to nie jest ta najgorsza rzecz, jaka może nas spotkać. To dodałam już po przejrzeniu internetowych wieści.
Ileś tam lat temu byłam na kilku letnich koloniach i obozach. Jakieś wrażenia, zapachy, niewyraźne scenki i skrawki wspomnień tkwią do dziś.
Zapisał mi się na przykład w pamięci pobyt we wsi Przybyszewo. Zbieraliśmy tam stonkę z liści ziemniaczanych. Widzę rząd okopanych już roślin i brnące wzdłuż niego w pełnym słońcu dzieciaki z butelkami i słoiczkami. Z tego samego pobytu pozostał mi smak jędrnych, zimnych, przekrojonych wzdłuż świeżych ogórków posmarowanych miodem. Dobre były, chociaż miód był sztuczny.
Zakopane. Na tablicy ogłoszeń zawieszono apel mniej, więcej takiej treści: Zamiast wydać wszystko na słodycze kupcie jakąś pamiątkę dla rodziców z naszego pięknego Zakopanego.
APEL POWTARZAM ( HA!!)
Miła koleżanko, szanowny kolego!
jeśli jesteś na obozie lub kolonii,
kup pamiątkę z Rabki, czy z Zakopanego,
coś dla mamy, coś dla taty – nie zapomnij!
Może pudło z wyrżniętym ręcznie Góralem,
lub ciosaną, piękną rzeźbę pana grzyba,
sznurowadło – a na nim drewniane korale –
mama bardzo się ucieszy! (No…chyba??!!)
Kusi ceną malutki, zaspany łabądek,
dzwon, który w domu porę obiadu wybije?
Igielnik, który zrobi w igiełkach porządek?
Kupić? A czyja mama nadal ręcznie szyje?
Z małym bólem serca, ale i z pewną dziwną wewnętrzną satysfakcją odmawialiśmy sobie kolejnego loda na patyku, butelki różowej oranżady, dropsów w okrągłych tutkach i drożdżówek z budyniem na wierzchu i naprawdę wracaliśmy do domu z przeróżnymi fidrygałkami. Niektóre, jak widzicie, zostały na półkach do dziś.
CZY I CO PRZYWOZI SIĘ RODZICOM WRACAJĄC Z KOLONII W DZISIEJSZYCH CZASACH? KTOŚ COŚ WIE?