Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
Autor: kryzab
Siedzi baba przy parapecie,
ogląda świat i o nim plecie.
Udało się Wam zaśpiewać kilka kolęd? Nam tak, chociaż…przyznam…że brzmiały one…no…. a, tam i tak nie znajdę adekwatnego słowa, zostawmy więc ten temat. Pierwszy Dzień Świąt, Drugi Dzień Świąt i po Świętach. Jeszcze przed chwilą było tak:
tu jeszcze zwykła rozpiska ( bo nie PLAN PRACY)a za moment opustoszały już stół
Jeszcze przed chwilą, rozstawiając talerze i zerkając za okno w dniu wigilijnym, dziwiłam się, dlaczego akurat wtedy, kiedy spadł świąteczny śnieg, a ziemia zaczęła zastygać od pierwszego mrozu, na naszym przeddomowym trawniczku wybuchły trzy świeże, krecie wulkany.
A już po chwili zakrywałam serwetkami resztki ciast ( darujmy sobie fotkę), chowałam roztrzęsione od nagłego ciepła rybne galaretki i szykowałam dla różnych członków rodziny paczuszki z pasztetem na wynos. Godne utrwalenia są może jeszcze ostatnie pierniczki, które przyjechały z Dolnego Śląska razem z ich autorką oraz ciasteczka migdałowe ( same migdały!!) i maślane z dżemem ( wnuczka z Mazowsza)
Jeszcze przez jakiś czas będzie się wieczorami rozjarzać choinka:
gdzie przycupnął trochę już zwichrowany jeżyk, mały drewniany Mikołaji krzywe, ale piękne perskie oczko wykonane przez dzieci a także tegoroczny, bladawy pierniczeka wszystko omotane ulubionymi łańcuchami, najczęściej produkowanymi z dziećmi
I jakiś czas będziemy się pławić w tym dziwnym, poświątecznym czasie, kiedy ustaje u nas wielka bieganina i przychodzi dziwny spokój. Trwa to tak jakoś do Nowego Roku. Zaraz po nim mam dziwne wrażenie, że bardzo niedługo znów trzeba będzie ubierać następną choinkę.
Przesyłam WSZYSTKIM ostatnie tegoroczne przesłanie: BĄDŹCIE ZDROWI!
Poniższy tekst dostaliśmy w ramach życzeń od bliskiej nam osoby – BEATY z dalekiej Kalifornii. Nie każdy sięga po takie treści i nie każdy szuka takich słów, a ONA – TAK. I trafia w sedno.
„Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
i wyciągasz do niego ręce,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy milkniesz, żeby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna
obręcz uciskają ludzi w ich samotności,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”,
tym, którzy są przytłoczeni
ciężarem moralnego i duchowego ubóstwa,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość
jest Boże Narodzenie.
Zawsze,ilekroć pozwolisz, by Bóg
pokochał innych przez ciebie,
ZAWSZE WTEDY jest BOŻE NARODZENIE”.
MATKA TERESA Z KALKUTY
Obrazek IDĄCYCH też dostałam. Od bywającej tu czasem Grażyny z Łodzi, która go dostała od znajomej, która…..krótko mówiąc nie jest mi znany jego autor i jeżeli ktoś coś wie – proszę o wiadomość.
I w oczekiwaniu na prawdziwą zimę, w tym tak zwanym przejściowym okresie znów robię coroczny
Przerwa spowodowana koniecznością podjęcia absolutnie niezbędnych i kompletnie innych niż prowadzenie durnego blogu prac technicznych związanych oczywiście z nadchodzącymi dniami. W tym roku wypadło na mnie.
Przeglądając różne blogi zauważyłam, że czasem autorzy powtarzają niektóre wpisy. Dotyczy to zwłaszcza tych blogów, które nie stanowią czasowej ciągłości, czyli nie są formą pamiętnikową. I uważam, że to ma pewien sens. Po prostu, początkowo oprócz bliskiej rodziny i znajomych czytało nas niewiele osób, nie było wejść i odwiedzin, a rzadko się zdarza, żeby aktualnym czytelnikom chciało się sięgać po jakieś przebrzmiałe historie ( chociaż ja sama czasem lubię obejrzeć coś „starego” na niektórych blogach) Pozwólcie, że ja też od czasu do czasu coś powtórzę, coś co nadal brzmi aktualnie. Na przykład to coś o rejwachu świątecznym.
Już ubrana, powinni nas wpuścić…Zobacz, kuzyni zjechali, ale chyba wszyscy COŚ dostaniemy?
Dziadek z wujkiem Irkiem oprawia choinkę,
obsypali igiełkami kuzyneczkę Lilkę.
Irek młotkiem stuka, dziadzio gwoździ szuka
i za chwilę, jak co roku któryś stłucze kciuka.
Wieszać lampki najpierw! – tata łańcuch szarpie.
Już tężeją galaretki na półmiskach z karpiem.
Pierogi nadziane, obrusy wyprane,
kurze starte, a podłogi świeżo pastowane
Babcia w kuchni siedzi nad talerzem śledzi
i tylko przez wzgląd na gości, z ościami się biedzi.
Talerze podane, kapusty podgrzane,
na kryształach się panoszą makowce spękane.
Stryj w fotelu ziewa, ktoś kompot rozlewa,
córka Basia smaży dorsza, teść się o coś gniewa.
Już zupa grzybowa prawie jest gotowa,
szwagier nie chce ze śmietaną, twierdząc, że niezdrowa.
Ciotki przyjechały, dzieci się schowały,
a na środku stołu czeka opłateczek biały.
drzewko dziennedrzewko wieczorne
Przy tym pięknym Święcie każdy ma zajęcie,
tylko ZIUTA w cud – sukience strzela selfie z zięciem.
Już gwiazdka na niebie bardzo jasno świeci,
zasiadła cała rodzina, babcie, ciocie, dzieci.
Ktoś tam zerka na prezenty ustawione rzędem –
Nie tak szybko! – krzyczy dziadzio – pora na kolędę!
” BÓG SIĘ RODZI, MOC TRUCHLEJE…”
ŻYCZĘ NAM WSZYSTKIM MIŁOŚCI I ZROZUMIENIA OD INNYCH, I DLA INNYCH LUDZI. ŻYCZĘ WZAJEMNEJ ŻYCZLIWOŚCI. ŻYCZĘ WSZYSTKIM ZDROWIA, ŻEBYŚMY MOGLI JAK NAJDŁUŻEJ CIESZYĆ SIĘ PIĘKNEM NASZEJ ZIEMI – DOPÓKI ONO JEST. ŻYCZĘ NAM WSZYSTKIM DNI BEZ WIĘKSZYCH TROSK I SPOKOJNIE PRZESYPIANYCH NOCY.
Nieuchronnie nadchodzi Wielkie Święto. W wielu sklepach są już gotowe prze-prze-przepiękne (przepraszam, trochę się zakrztusiłam precelkiem) dekoracje, kuszące wystawy ze stosami propozycji prezentowych i nie tylko, po prostu „żyć, nie umierać,” Za kilka dni pójdą w ruch paluszki, żeby, czy to esemesowo, czy też mailowo, pełnymi zdaniami, albo skróconymi symbolami rozumianymi tylko przez nielicznych wtajemniczonych, życzyć sobie nawzajem zdrówka i pomyślności wszelkiej. Ktoś zaleje się łzami, bo z pośród 456-ciu jego znajomych, tylko 23-ech przysłało facebookowe buźki, bałwanki i serduszka z życzeniami, ktoś po prostu powiadomi, że od śledzia i choinki trzepoczącej anielskimi włosami woli ciepłe fale w Meksyku i że go nie będzie, ktoś na jakimś kulinarnym blogu objawi nowy przepis na pasztet, ( bo nie z majerankiem, a z kolendrą) a jeszcze ktoś inny, bardziej odważny, stwierdzi. że w ogóle Święta ma w nosie.
makowiecśledzik
Wszyscy jednak jakoś je przeżyjemy. Dziś i tak jest łatwiej i piękniej. Dawno temu jedno z moich dzieci stało 2 godziny w kolejce pod warszawskim sklepem Megasam i zdobyło kupione wprost z ciężarówki, zawinięte w gazetę dwa śledzie!! Sukces to był obłędny, rodzina płakała z radości, a dziecko tylko odrobinę odmroziło sobie paluszki u nóg. Inna część rodziny rączo biegając od sklepu do sklepu – szukała czego popadnie, wszystkiego, co by się nadawało do urozmaicenia Świąt.
Nie było komputerów, komórek, tabletów i zgrozo, nawet aparaty telefoniczne spotykało się w domach rzadko, a w budkach telefonicznych usytuowanych w gęstości jedna na kilometr, przymarzały rękawiczki do słuchawek, bo i zimy, moi kochani, były tęgie!
stoliczekto i owo
Niezły był za to wybór pocztówek okolicznościowych, chociaż, jeśli ktoś szukał tych ze świętą Rodziną, Jezuskiem w Żłóbku, czy z Aniołami to musiał znaleźć sklepy Veritasu. Inne były podobne do tych, które właśnie znalazłam szperając w starych, rodzinnych papierzyskach i listach:
A taką tez dostałam – żart świąteczny
O dawnych prezentach nie będę wspominać, przypuszczam, że niewiele osób uwierzyłoby, że można się było cieszyć z trzech mydełek FA, wody kolońskiej „Przemysławka,” perfum konwaliowych, szamponu Zielone Jabłuszko, czy pary rajstop. Główną atrakcją rekompensującą mały wybór pięknych pierdółek były KSIĄŻKI, KSIĄŻKI, KSIĄŻKI. I one sprawiały największą radość.
PS.1. Dostałam mailową wiadomość od cioci Ziuty zawierającą reklamę prezentów, na jakie można liczyć dziś, w XXI wieku:
Kochana! Przesyłam ci nowości, bo może nie zauważyłaś, nie to, żebym cię namawiała do kupna. Moja sąsiadka Lusia, którą znasz, nawet nie była na pierwszy rzut oka zorientowana, że to babska bielizna!! Stawiała na jakąś wymyślną biżuterię. Fakt, kochana, że chodzić w czymś takim sznurkowato – tasiemkowym, tu ci się wpija, tam ci się zesuwa to musi być koszmar i trudno od razu wiedzieć która część ma się gdzie znaleźć, no wiesz, może dla młodziutkich takich, ale to też, niezdrowe, niby przykrywa, a nie przykrywa, niby ochrania, ale od czego niby? Nie pogrzeje, a w upał to musi być tragedia nosić takie, jestem współczesna, jak wiesz, znasz ciotkę , z niejednego pieca jadłam i niejedno dziwactwo nosiłam na sobie, ale to teraz, co robią i pokazują, to już!!! Albo, weź kochana te buty, już sama nie wiem, Lusia też nie, czy to do chodzenia, czy to do trzymania w gablocie może? Czy to może żart jakiś? A masz ty pojęcie jak trują przy produkcji takich widzimisię? Jeśli coś wiesz to mi napisz, kochana, Lusia też ci będzie wdzięczna, bo nawet przez chwilę myślała , żeby takie coś ( to znaczy te sznurki bieliźniane, nie buty) kupić bratowej Helucie , ale nie ma pewności.Całusy, kochana. twoja ciotka Ziuta.
PS. No, bo na przykład nie wiemy, czy taki ekstrakt aloesowy trzeba uzupełniać, czy jak? A gdzie siedzą, na ten przykład bateryjki, bo muszą być, bo to chyba one masują?
PS.2. Jeżeli ktoś z was stwierdza, że dzisiejszy wpis jest odrobinę sarkastyczny i ździebełko gorzki – przyznaję mu rację. Otóż, wróciłam niedawno ze sklepów, gdzie robiłam rozeznanie pt.” CO BY TU JESZCZE NA TE ŚWIĘTA…” i zaczęłam obliczać moc nabywczą moich, że się tak wyrażę, APANAŻY. I to wszystko.
Życzę wszystkim udanych przygotowań i zakupów, pięknych prezentów, krewetek i ośmiorniczek zamiast śledzi i przeżycia tego wszystkiego w pełnym rozumieniu istoty tych Świąt.
PS. Dziś, 4 grudnia – Wszystkim Basiom, Barbarom, Basieńkom, Barburkom, Baśkom – Życzę ŻYCIA w ZDROWIU i w OGÓLNYM ZADOWOLENIU.
To jest przykład złej kompozycji. Elementy za bardzo ściśnięte, przydały by się jakieś wyższe gałązki w kontrastowym kolorze
ale złoto już wysycha na tegorocznych kwiatach
i złoci się ślicznie,
więc zrobimy nowy bukiet, może z gałązkami traw i czerwonych jagód berberysa ?
Niekiedy, nie mówcie, proszę, nikomu,
spragniona blichtru, błysku i lśnienia
złocę różyczki z liści klonu,
i przy tym sama się rozpłomieniam,
to nie są liście klonu, tylko winorośl.
…ale i te zaczynamy po prostu zwijać
dodając kolejne listki,
aż mamy pączek. Musiałam go osadzić w miseczce z żołędziami, bo do zdjęcia potrzebuję obu rąk
I taki pączek powiększamy dodając tyle liści, ile chcemy. Umacniamy je widoczną tu nicią. I komponujemy dowolny bukiecik.
To dopiero wstęp do dalszych poszukiwańa ten trzyma się już kilka lat
Propozycja, z mojej winy, bardzo spóźniona bo kiedy się dzisiaj rozejrzałam po okolicy, to znalazłam tylko kilka liści na winorośli, jakieś wąziutkie listeczki na marcinkach i ładne w kolorze ostatnie liście dzikiej róży, ale kto by tam chciał kręcić z nich jakieś miniaturowe różyczki??! To tylko taka wstawka dla tych, którzy lubią robótki i może z tą się jeszcze nie zetknęli, albo zapomnieli, że istnieje. Jeśli ktoś nie lubi złotych bukiecików, zawsze może użyć jakiegoś innego lakieru w spreju.
Pojęcia nie mam jaka będzie zima, czy w ogóle będzie zima w normalnym tego słowa rozumieniu i czy czasem nie należałoby, mając na uwadze ostatnie „zimy” zmniejszyć liczby pór roku!?? Żartuję, ale w oczekiwaniu na tę czwartą porę roku łażę jeszcze co jakiś czas na przechadzki, mocno już zakutana w szale i czapki (wiatry!) i na znacznie krótszych trasach, czyli….po własnej działce, potem kawałeczek drogą i nie doliczając się nawet tysiąca kroków z tych, które powinno się dziennie przejść – wciskam się na chwilę do późnojesiennego lasu.
U sąsiada po prawej stronie ostatnie grabienie. U mnie – nie. Dam ogłoszenie o pokojach zimowych dla jeży.Może dla zapachu spalę kilka patyków i małą kupkę liści.U sąsiada po przekątnej znany mi dobrze KOCUR grzeje kitę na kominieIdę, patrzę, a tu rozwinęły się ostatnie kwiaty lwich paszczy. Wsadziłam je w tym roku późno, ale żeby kwitły jeszcze w listopadzie?
I dochodzę do lasu. Na przyleśnej łące jeszcze zielono, ale ogólna barwa stłumiona. Na samym brzegu lasu ktoś niedawno wzniecał ognisko. Drwale? A w środku lasu dalszy ciąg jesiennych zmian. już innych niż jeszcze kilka dni temu i cierpki, zbutwiały, i wilgotny zapach poszycia.
łąka przyleśna, zaraz dojdę do lasukłoda po leśnym grillu drwali?upadekdębowy dywanIść jesienią w stronę słońcagobelin utkany z ostatnich listków
I bardzo szybko zanikają ostatnie kolory i wszystko ciemnieje, szarzeje i mrocznieje. Niby godzina piąta, normalnie popołudniowa z kupą czasu do zagospodarowania, a tu mi jakieś stare instynkty siedzące ( dzięki genom?) w zakątku głowy szepczą: – Wracaj do jaskini, idź spać, ukryj się….
…a więc, kiedy nadejdzie wieczorna mgła, zwiewaj z lasudo pieczary i usiądź w jakimś swoim zakątku,, takim……czy też innym (nie mój, ja tylko sfotografowałam czyjś)… …i jeśli, o dziwo, udało ci się zrobić coś a’la torcik Pavlowa…to zjedz i… „do serca przytul psa, weź na kolana kota”… i czekaj w spokoju na prawdziwą zimę.
A do przechadzek późnojesiennych krótszych, czy dłuższych, tu, czy tam, samemu, albo z kimś z całego serca Was namawiam.
Był sobie CZARNY, CZARNY las, a w tym CZARNYM, CZARNYM lesie był sobie CZARNY, CZARNY.……to początek starej, durnej historyjki, którą straszyłyśmy się z koleżankami w dzieciństwie.
Jednak :
NIE WSZYSTKO, CO CZARNE jest straszne i złe. Weźmy MAŁĄ CZARNĄ – sukienkę, albo MAŁĄ CZARNĄ – kawę, więc:
Zokazji….Światowego Dnia Czarnego Kota – 17 Listopada – PRZYPOMNIENIE:
Dzień Czarnego KOTA został ustanowiony przez włoskie Stowarzyszenie Obrony Zwierząt i Środowiska w 2007 roku. Celem była walka z uprzedzeniami i przesądami, które okazały się niebezpieczne dla czarnych kotów, traktowanych jako wysłanników szatana. Prześladowano je i bardzo często zabijano.
Jestem CZARNY. Moja czerń ma być tematem
rymowanki? Zatem autor – miauknę szczerze –
jest rasistą mnie niegodnym, lub wariatem,
choćby prawił komplementy, nie uwierzę.
Wiem, co myśli, gdy przebiegnę mu przez drogę,
często spluwa i zawraca skąd przyjechał,
więc już wiecie – o tym głośno miauknąć mogę –
czemu kot, czarny jak ja, się nie uśmiecha.
TAK, przebiegłem, a ty znów rąbnąłeś w drzewo.
JA mam być powodem kraksy? Miau!! Dlaczego ?
Poniosło cię! Ostra szybkość w skręcie w lewo –
i JA mam mieć z tym zdarzeniem COŚ wspólnego??
OK! Błąkam się po drogach, ścieżkach polnych.
Przypuszczacie, że to po to, by was straszyć??!
Drodzy moi, każdy KOCUR CHCE BYĆ WOLNY
i samotnie lubi czasem gdzieś się zaszyć.
Miau! Podobno mam w pogardzie mięsko kurze?!?
Ci, co znają swego kota i kochają,
dobrze wiedzą, co jest ważne w mej naturze:
JEM, CO LUBIĘ, a nie: LUBIĘ, CO MI DAJĄ!
Jeśli dotrze do was prawda, którą głoszę,
(a się zgadza ze mną całe kocie plemię),
możecie nas głaskać, karmić, bardzo proszę,
ale…żyjmy…może lepiej...OBOK SIEBIE.
Czy ten czarny kocur nie ma czasem racji?
Pomyślmy, a może nam się uda
przestać się bać:
czarnych kotów,
czarnego lasu,
czarnych myśli
i Czarnego Luda. ( gra ruchowa dla dzieci, opisana po raz pierwszy w 1796r.)
Ej,zwiewaj stąd! Dziś ta strona należy tylko do czarnych kotów!!
Miałam dzisiaj nic nie pisać, ale teraz, tuż przed końcem tego dnia, czyli DNIA KOLEJNEJ ROCZNICY ODZYSKANIA PRZEZ POLSKĘ NIEPODLEGŁOŚCI – postanowiłam jednak przytoczyć moje dla NIEJ życzenia. Napisałam je w listopadzie 2018roku i wysłałam do TVN24. Były jednymi z wielu, które wówczas odczytał Jerzy Stuhr. Nie straciły na aktualności i dlatego znów je powtórzę.
Ojczyzno Droga,
Życzę Ci miłości ze strony tych wszystkich, którzy w Tobie mieszkają i tych, którzy zechcą zamieszkać. MIŁOŚCI, rozumianej jako dbałość i troska o każdy Twój dom, każde drzewo, każdy strumień i każdego CZŁOWIEKA. Życzę Ci, aby nikt już nigdy nie musiał za Ciebie umierać, a każdy chciał dla Ciebie żyć. Bądź zdrowa, piękna, wyrozumiałai spokojna.
Kochani! Nie byłabym sobą, gdybym nie umieściła tu też czegoś bardziej swawolnego. Jeśli ktoś się oburzy, to na pewno nie moja Ojczyzna, zwłaszcza ta, która tkwi we mnie.