Sypnął śnieg nie byle jaki,
opatulił drzewa, krzaki,
zakrył rowy, drogi, stawy,
pniaki, płoty, ścieżki, trawy,
Ot, tak sobie, dla zabawy.

(Lecz żeby przykryć te cholerne śmieci,
potrzeba by było piętnastu ZAMIECI.)










Sypnął śnieg nie byle jaki,
opatulił drzewa, krzaki,
zakrył rowy, drogi, stawy,
pniaki, płoty, ścieżki, trawy,
Ot, tak sobie, dla zabawy.

(Lecz żeby przykryć te cholerne śmieci,
potrzeba by było piętnastu ZAMIECI.)












Czasem, nie jako aktywny uczestnik, ale jako gość – obserwator, wchodzę na Facebooka. Coś tam obejrzę i wyłażę. Kilka dni temu (3.02) zauważyłam smutną wiadomość, że znana mi jakiś czas temu suczka FUSS – odeszła na zawsze od swoich przyjaciół. I takie wspomnienie „fejsbukowe” wydało mi się sympatyczne. W ostatnich latach odeszły z mojego widnokręgu trzy psy. CHARLIE – ” ojciec” mojej, żyjącej nadal Tary (bywali już tu), RUFFI – pies zza płotu, (żegnany niecały miesiąc temu) który czasem przejmował nasze patyki rzucane Tarze i Trepkowi ( kolejny pies w rodzinie, ten jasny blondyn.)

Bystra, konsekwentna i stała w uczuciach suczka. Nie wszystkich słuchała. Ignorowała tych, których nie lubiła, oddałaby wszystko tym, których kochała. Umiała wyraźnie przypomnieć niektórym, że chociaż, owszem, jest podobna do mopa, to nie należy jej używać do wycierania podłogi. Ostatnie lata przeżyła w psim spokoju.

Czy was, psy tego świata, też dręczy potrzeba,
(którą ludzie zgłaszają często, chociaż mgliście)
żeby odejść z tej ziemi prościutko do nieba?
Chodzi tu o wasze – PSIE NIEBO, oczywiście!

Czy marzycie o miskach pełnych kruchych kości,
czystej wodzie, spacerach i ciepłym posłaniu?
O biegu przez bezkresne polany – z radości,
na myśl o udziale w rajskim polowaniu?

Może jednak nie będzie wam, tam… tak bardzo źle,
może zaraz za płotem będzie NIEBO KOCIE,
może spotkacie swych przyjaciół, któż to wie?
Kota Benita z Ełku, albo jego ciocię?

Te z was, które nie miały w życiu dobrej chwili,
bo trafiły w złe ręce podłego człowieka –
marzą po prostu o tym, żeby tam nie bili,
a skąd psy mają wiedzieć, co je w niebie czeka?

Charlie był odważny i zdeterminowany. Po wyjeździe jego pierwszej pani i pożarze domu, w którym z nią mieszkał, kilka razy wracał do zgliszcz i tam warował. Szybko pokochał nową panią. I chociaż akceptował swoją stałą towarzyszkę RINĘ, („matkę” naszej TARY) lubił samotne, czasem nocne włóczęgi. Zawsze wracał. Był dostojny i cierpliwy.


Chciałabym was zapewnić ukochane psiska,
że będzie wam w tym niebie zwierzęcym wspaniale,
Czeka tam mnóstwo głasków, spacer, pełna miska
i nie wierzcie, gdy mówią: Nieba nie ma. Wcale.


Cicho, cicho i bez słów
biała biel przyszła znów
malować zimowe pejzaże.

Ktoś tu jest?
O! Bądź zdrów!
Przyjmij dziś – też bez słów
biel śnieżną ode mnie w darze.












Po półtorarocznym oczekiwaniu ” zrobiłam” sobie ZAĆMĘ (nie, ust nie!) W grudniu – Lewe oko, a w styczniu – Prawe oko. Jeśli żałuję, to tylko chwilami, bo wcześniej widziani ludzie, przedmioty, a także sytuacje i obiekty – pokryte miękką mgiełką były jakieś łagodniejsze, bardziej przyjazne i przyjemniejsze, chociaż mniej kolorowe. Owszem, wyczuwałam czasami innymi zmysłami, że coś, gdzieniegdzie jest NIE TAK – ale teraz widzę wszystko OSTRO i niektóre rzeczy wręcz mnie porażają i przerażają. Ktoś mi doradzał kupno różowych okularów. Ha! Po pierwsze, nie przepadam za różowym, po drugie, łatwiej jest je chyba kupić w HOLLYWOOD, niż u nas.
Są za to chwile, w których wydaje mi się, że całe mnóstwo ludzi w naszym kraju jest dotknięte ZAĆMĄ – niektórych spraw jakby nie dostrzegali. Czy zaćma to choroba społeczna?



To namawiam serdecznie, nie wahajcie się i biegnijcie po diagnozę. Jeśli to ZAĆMA – zapiszcie się na zabieg. Nie boli, trwa krótko, a potem wstrząs – TO JA TEGO WSZYSTKIEGO NIE WIDZIAŁAM? OD KIEDY? NIEMOŻLIWE! A tak serio – lekarze okuliści powinni mieć olbrzymią satysfakcję z tego, że współczesnymi technikami medycznymi mogą, między innymi, przywracać ludziom widzenie i świat kolorów. 

Pozwoliłam sobie wykorzystać i przerobić śliczny wiersz Juliana Tuwima „Płacze Pani Słowikowa…” (mam nadzieję, że autor nie pogniewałby się na mnie.)

Smuci się Danka – wójtowa w domku koło stacji,
bo Wójt Zbigniew dawno temu miał być na kolacji.
Tak się godzin wyznaczonych zawsze pilnie trzyma,
a tu już po jedenastej, wójta jeszcze nie ma.
Wszystko stygnie: zupa z raków, pieczone łososie,
bigos, pyzy kartoflane i zraziki w sosie,
befsztyk ostro przyprawiony i mizeria słodka,
a na deser tiramisu i ciepła szarlotka.
– Może mu się coś zdarzyło, może go napadli,
urząd gminny znieważyli i wójta okradli?!
Ale z czego, z czterech biurek i godła na ścianie?
O, laboga, mam nadzieję, że nic się nie stanie.


– Nie płacz, matuś – szepce cicho mały synek Bronek-
miało dotrzeć do powiatu tysiąc sto szczepionek,
na urzędzie dawno temu apel wywiesili,
żeby ludzie zamrażarki gminie pożyczyli.
Tata pewno siedzi w pracy i transport ochrania,
to są przecież najważniejsze wójtowe zadania.

Nagle zjawia się wójt Zbyszek, pomrukuje, skacze.
Coś ty robił? Gdzie szczepionki? Ja już prawie płaczę!
Nic się nie martw – wójt jej na to – dali nam trzydzieści,
nadszedł mróz, to cały transport żem za oknem zmieścił.
I nie pytaj co, kto zmienił i czyja to wina,
Jaki kraj – takie szczepienia i taka w nim GMINA.


(Zimowa Mruczanka Kubusia Puchatka)

Uwaga : To są fotki – wspomnienia, jak zwykle mojego „wyrobu”, ale fakt, pochodzą z jednej z przeszłych ZIM.
Każdy, kto chociaż raz w życiu zdoła 
wygnieść na śniegu sobą anioła,
nie będzie już taki, jaki był.
Bo anioł śnieżny tkwi w nas do końca
i w dni ponure, i w pełne słońca.
I zawsze już będzie z nami żył.

Masz czas? Jest ŚNIEG?
Rozpocznij bieg,
a gdy już dotrzesz do czystej bieli,
padnij na wznak, o, właśnie TAK,
choćby się inni wokół śmieli.




Jedna z nich jest nadal z nami i czasem tu występuje.


(uwaga: nie mówi się PRZEDMIEŚCI, tylko PRZEDMIEŚĆ, ale starość, nie radość, wybaczcie)





No….zaczęła się, zaczęła się, zaczęła…..o ZIMIE mówię, o tej prawdziwej, wyciszonej białym śniegiem podziurkowanym dziwnymi śladami, o zimie z dymnym, mroźnym oddechem, o takiej zimie od której emeryci powinni chcieć uciekać w ciepłe kraje. A ja nie chcę nigdzie zwiać. Jeszcze raz chcę poczuć lekkie szczypanie zmarzniętych palców, trzeszczenie mrozu w nosie, łzawienie oczu od jasnej (nie pomrocznej) jasności, więc spacer! Jedna noga chce zostać i pogrzać się przy kominku, druga noga, wsadzona już w grubą nogawkę zimowych. polarowych majtadałów ( nie wygląda to na spodnie!) wyrywa się do wyjścia na zewnątrz. I zawsze ja muszę rozstrzygać ten spór.

Nic to, tak, czy owak, uważać na siebie trzeba i jeśli na przykład obie nogi będą miały ochotę na przejażdżkę, to tylko lekkim zaprzęgiem saneczkowym, broń Boże inaczej, nie na butach i nie na nartach, bo to z kolei może się skończyć jazdą na starczym tyłku, a cały zachwyt nad zimą zamieni się uf, w cierpienie. Zatem, chodźmy ostrożnie i uważnie, ale pozwólmy sobie na odczuwanie prawdziwej zimy.

Początek ferii – był kropelkowy, tak, była ta fotka już kilka dni temu, ale teraz wygląda wszystko inaczej, nawet śmieciowym kubłom jest „do twarzy” w śnieżnych ( bo nie w tych z kóz angorskich) moherkach czyż nie?



A tak się zaczęło. Szkoda, że dopiero pod koniec ferii.














( tak śpiewała mi moja mama, potem ja śpiewałam innym – w następnych zwrotkach było to samo, zmieniały się tylko osoby, rzeczy, zwierzątka i wszystkie, nawet złe – zasypiały. Tylko ja NIE. I dziś też tak mam!.)
Są przecież tacy, którzy na przykład dwa lata temu jeszcze do mnie nie zaglądali i z pewnością już nie zajrzą, bo mało kto czyta blogi WSTECZ – no tak, jeśli to rodzaj pamiętnika i bieżące komentowanie rzeczywistości, to teksty mogą z biegiem czasu tracić na aktualności, ale niektóre rzeczy może warto czasem powtórzyć i przypomnieć. Ferie u dziadków. Duży stół, który nie musi być sprzątany. Na stole rozwalone tysiące ŚMIECI: różnych pudełek, papierków, pojemniczków po jogurtach, sreberek po czekoladkach, pinezek, kawałków gąbek i prawdziwego mydła, rurek plastikowych, folii aluminiowej strzępów materiałów, papierków kolorowych, kredek, plasteliny, kleje, drewniane patyczki, no….zbieramy wszystko TO, z czego COŚ można zrobić. Przyznajcie, że wyciągnięta z takiego pudełka folia z „gniazdkami” na czekoladki, równie dobrze może być zainstalowana jako ściana (lukarna * ) łazienkowa.
*Oczywiście chodzi o LUKSFERĘ! Błąd zauważył pewien Czytelnik i dziękuję mu za to.

Więc, jeśli ŚNIEG wygląda TAK:

I jeśli lubicie wymyślać COŚ Z CZEGOŚ – zróbcie sobie DOM (dorosłych czasem trudno namówić do takich robótek, ale jak już się wciągną – jeszcze trudniej ich odciągnąć!!) Więcej szczegółów i fotek możecie znaleźć lutym 2019 ( budujemy dom ze śmieci) Dobrej zabawy.


KUCHNIA i ŁAZIENKA
ALBO….zróbcie MASKI ( przykłady wyżej na pianinie) KARNAWAŁOWE.