Teatrzyk na Dzień Teatru 27 marzec

W roku 1961 podczas Światowego Kongresu Międzynarodowego Instytutu Teatralnego w Helsinkach zainicjowano Międzynarodowy Dzień Teatru. Wybrano 27 marca -na pamiątkę otwarcia właśnie w tym dniu Teatru Narodów w Paryżu. Przypomnę więc dziś mikro-sztuczkę napisaną przeze mnie dla dzieci ze szkoły podstawowej. Jest to nieco zwariowana  wersja KOPCIUSZKA. Do powtórnego zaprezentowania jej  na blogu zachęcił mnie fakt, że została ona już kilkakrotnie wykorzystana w szkołach i przedszkolach. Może i dziś trafią się rodzice, nauczyciele, czy opiekunowie, którzy mieli by ochotę z niej skorzystać. Rodzaj scenografii dowolny, wykonany przez  uczniów.

KOPCIUSZEK INACZEJ

Narrator: – Sto lat temu, może dwieście. ni to na wsi, ni to w mieście stał wdowiec na progu chaty – ni to biedny, ni bogaty i patrząc na letnie chmurki wsłuchiwał się w głos swej córki 

Kopciuszek: Tato, mama już nie wróci, mnie to też  szalenie smuci, lecz mówiłam wielokrotnie, że nie musisz żyć samotnie. Przebolej już dawną stratę, wyznacz wdowie ślubu datę!. Wiem, że masz na to ochotę, więc to załatw!W tę sobotę!

Ojciec: – No, tak, chętną z niej niewiasta, piecze też wspaniałe ciastka, a z ciebie jest mądre dziecię, nie tam jakieś ecie – pecie. Może wdowa z córeczkami będzie też szczęśliwsza z nami? A mężczyzna bez kobiety trudniej w życiu ma, niestety.

(nadchodzi wdowa z córeczkami, kilku gości, tańczą w ciszy) 

Narrator:– (przebrany za pazia, posłańca….): Jak mówili, tak zrobili, trochę jedli, kawę pili i jak ludzie mi mówili, wszyscy byli bardzo mili, ale SZA,ale SZA dalszy ciąg ta bajka ma!  (goście się rozbiegają, ojciec stoi przy Kopciuszku, córeczki coś szepcą)

Macocha: (do widowni i do kopciuszka) – Tylko w bajce wszystko kończy się weselem, a w życiu wszystko się dopiero zaczyna i w życiu nie ma śmiechu wiele….O! To twoja córka, ta dziewczyna?! Mówiły mi mądre panie: Najważniejsze jest ubranie! . . .

Narrator (poprawia głośno): – Wychowanie! Wychowanie!

Macocha: Wychowanie, wychowanie! Sprzątnij! Naucz się gotować! Suknie trzeba wyprasować! Narąb drzewa Wyczyść buty! O! W gorsecie sterczą druty, napraw mi to do wieczora, a wy (do córek) chodźcie, na nas pora, czas na spacer, bo na zdrowie spacer świetny, każdy powie! A ty, (do męża) idziesz już do pracy? Och, mężczyźni to cudacy!              

(ojciec zgaszony odchodzi, panie się przechadzają, Kopciuszek zakłada fartuch, czarną chustę, zamiata. Po chwili słychać głos trąbki posłańca królewskiego, na scenę wbiegają jeszcze 2-3 osoby. Posłaniec wyciąga pismo i czyta. Wszyscy zasłuchani.)

Narrator-Posłaniec:  Wszystkie młode panienki! Szyjcie ładne sukienki, a w najbliższą sobotę przerwijcie swoją robotę! Nie wchodźcie też na face-booka, bo książę tu żony szuka! Bal na zamku wydamy, na was, panny czekamy. Uśmiechajcie się ładnie, gdy mu któraś w serce wpadnie – czy biedna czy bogata, żoną będzie przez lata!

(Kopciuszek smutno sprząta, córki z mamą pokrzykują)

Córka I : – Ja, ja będę jego żoną! Suknię włożę, tę złoconą, a gdy perły doszyć zdążę – mnie wybierze piękny książę!

Córka II: Kopciuszek niech ci przyszyje!

Córka I: –  Tylko niech łapy umyje!

Córka II: Mnie wybiorą na tę żonę!

                  Ty masz oczy wytrzeszczone,

                  krzywe nogi, nos jak kluchę!      

Córka I:   Zamorduję tę dziewuchę! ! !

                  Klucha? Co ciebie napadło?

                  Lepiej sama spójrz w zwierciadło:

                  biodra – zero. Rzęsy? – marne,

                  ząbki jak perełki…CZARNE !

                  Włosy….jak…ogon u myszy !!

Macocha:   Ech, panienki, ciszej, ciszej ! Ty. Kopciuszku rób maseczki! Piękne mają być córeczki. Z coca-colą zmiel ogórki, dodaj czosnku cztery wiórki, krem nivea, kwiat rosiczki, zmieszaj, obłóż im policzki. Jako matka, wiem, na pewno któraś z nich będzie królewną!!

(córeczki wybiegają piszcząc, macocha dostojnie odchodzi, Kopciuszek coś tam robi przy stoliku, sala ciemnieje. Kopciuszek nuci smutno, machając miotłą)

Kopciuszek:   Żebym to ja wiedziała, żebym życie bardziej znała,

                          taty bym nie namawiała na ten ślub.

                          I to wszystko trochę złości, zero, zero przyjemności, żadnych bali,

                          żadnych gości, tylko wszystko rób i rób!

                           Inni chodzą na imprezki, mnie się w oczku kręcą łezki,

                           bo rozrywek nie mam wcale, co tu kryć.

                           Czemu, czemu ta macocha udawała, że pokocha,

                           trudno, trochę tu poryczę, ciężko żyć! ( chlipie)

       ( Światło punktowo oświetla wchodzącą na scenę Wróżkę)

  

Kopciuszek: Ktoś TY ??

Wróżka:–   To ci zagadka!!

                   To ja, twoja chrzestna matka.

                    Różdżką jedno skinienie

                    i życie ci odmienię!

                    Pożyczyłam od Harry Pottera. ( do widowni)

                    No, niech się panna rozbiera!

                    Ściągnij wreszcie tę szmatę,

                     mam tutaj  suknie bogate.

                     Jeszcze diadem, no i szal.      ( podaje obie rzeczy, Kopciuszek zakłada))

                     Na zamku cię czeka bal !

Kopciuszek – : Och!! Nie wierzę!! Jak to tak??

                         Miałam dziś przebierać mak…

                         bo mi ktoś pomieszał z ryżem……

Wróżka: – Zrobią to ptaszęta chyże. Zaraz wsiądziesz do karocy,

                  lecz PAMIĘTAJ! O PÓŁNOCY, nim godzinę dzwon wybije,

                  uciekaj na łeb, na szyję. Czar odejdzie, tak się stanie!

                  Baw się dobrze, pa, kochanie!

Kopciuszek: –   Oczom, uszom nie wierzę

                          i kareta mnie zabierze? (wygląda przez “okno”)

                          tak, już czeka! Serce fika!

                          TO MERCEDES !!! ALE BRYKA!!

                           LIMUZYNA ! Nie do wiary!

                           Bo przecież prawdziwe czary

                            w życiu są naprawdę rzadkie. . .

                            Teraz muszę wyjść przed chatkę (wychodzi)

( Sala ciemnieje, po chwili “wsnuwają się” tańczące pary, słychać jakąś wybraną przez reżysera muzykę, pary nucą, śmieją się, siostry też z kimś tańczą, tylko Macocha gniewnie obserwuje tańczącego księcia z Kopciuszkiem. Ojciec stoi obok. Dźwięki cichną, wchodzi narrator-posłaniec))

Posłaniec: –  Ze sto panien z różnych stron!

                      Która z nich podzieli tron?

                      Część kołuje, część poguje,

                      każda wdziękiem nas czaruje.

                      Tańczą sambę, czy to polka?

                      Żadnej dziś nie złapie kolka,

                      bo każda nadzieję ma:

                      Och! Księżniczką będę JA !  

Kopciuszek: –    Teraz wiem, po co są bale!!

                           bawiłam się doskonale!

                           Książę, tańczysz wyśmienicie.

Książę: –     Takie to książęce życie.

                    Lecz czas dojrzeć. Szukam żony,

                    Tobą jestem zachwycony, więc...  ( słychać zegar)

Kopciuszek: –  Och, nie!! Północ już wybija,

                        to, co piękne szybko mija

                        Muszę biec, pa, pa, mój książę! (Kopciuszek ucieka, zostawiając adidasa)

Książę:Nie dogonię jej! Nie zdążę  (biegnie w miejscu przebierając nogami)

(Kopciuszek ucieka, zostawiając na scenie adidasa)

                Co to była za dziewczyna?

                Czy tu mieszka jej rodzina?

                Czy ktoś zna ją?

Goście razem: –   Nie, nie znamy!

Książę: –   Więc od dzisiaj jej szukamy.

                 Pantofelek zabierajcie,

                 Wszystkim pannom przymierzajcie.

                 Na którą pasować będzie,

                 ta mą żoną w zamku będzie ! ! !

(goście się rozchodzą, światło gaśnie, po chwili widać znów na scenie Kopciuszka. Przebiera mak, czy coś tam. Nadchodzi macocha z córkami, za nimi Ojciec)

Macocha: –  Skandal. Skandal nad skandale!!

                     Kiedyś z klasą były bale!!

                     Po zamku się szwenda jakaś przybłęda,

                     A książę, och, wpatrzony,

                     kompletnie zauroczony,

                     cały czas ją tylko niańczył!

                     Z wami nawet nie zatańczył! 

Córeczki razem: –  Ale mamo, przyznaj sama,

                               że to była piękna dama.

                               Trudno, mamo, takie życie.

                                Nie musimy być na szczycie!

 Córka I: –    Mnie… wpadł w oko główny krawiec

                    i choć mówią, że latawiec…

Córka II: –   Cztery walce – handlarz złotem

                    tańczył ze mną…reszta… potem (tajemniczo i wstydliwie)

Macocha: OOOOch !!

Ojciec: Ech, kochanie, już bez jęków,

               obaj mają zawód w ręku.

                Żaden kryzys ich nie zmyli,

                byleby się oświadczyli!          ( patrzy za scenę)

                Goniec z butem tu przybywa,

                Nic tu po nim, niech się zmywa.

Macocha : –  Bzdury, bzdury, bzdury, bzdury!

                      Hej, posłańcu, tu są córy.

                      Przymierzcie im pantofelka.   (bierze but, ogląda)

                      Stópka faktycznie, niewielka...

                      Bucik jak z prawdziwej bajki

                      i firmowe. Patrzcie. “NAJKI”.

(uparcie próbuje córkom wcisnąć but, chociaż one się bronią, majtają nogami – posłaniec się rozgląda, zauważa Kopciuszka na ławie)

Posłaniec: A tam, ta osoba drżąca, to kto ?

Macocha: Ach, służąca …

Posłaniec: Ale panna? I to młoda!

Macocha:-   Tak, lecz czasu na nią szkoda.

                     Na balu nie była,

                     bo ogród plewiła i tyle. I tyle.

Posłaniec: – Droga Pani, daj mi chwilę,

                    przymierzyć tylko przecież mogę ?

                    Chodź panienko, pokaż nogę.  

(Macocha wzrusza ramionami rzuca pantofel w stronę Kopciuszka, która mierzy, wstaje i tańczy.)

Wszyscy: – OCH ! Och !

Posłaniec: –  UFF! Nareszcie. But pasuje.

                      Książę tak się denerwuje,

                      kolano mu lewe drgało,

                      bo szukanie długo trwało.

                      No, panienko, umyj rączki,

                      bo czekają dwie obrączki

                      i na zamku szybki ślub !!    

Kopciuszek: –  Będę wierna aż po grób.

                         I wcale nie chodzi o to,

                         że to książę i ma złoto.

                         Gdy go pierwszy raz ujrzałam,

                         już wiedziałam, już wiedziałam,

                         że go szczerze pokochałam.

Ojciec: –    Przyznaj teraz, moja żono,     

                  Tak na prawdę, nie wiadomo

                  kogo, jaki czeka los.

                  No, już dobrze, wytrzyj nos.    ( daje jej chusteczkę)

(MUZYKA. Na salę “wtańcowują” różne pary, książę z Kopciuszkiem, macocha z ojcem, siostry ze swoimi wybrańcami i kilka innych par. Zaczyna się cichy podkład muzyczny „Krakowiaczek jeden…” na scenę powraca narrator i oznajmia)

Narrator: MORAŁ NUMER JEDEN!

Grupa wybrana śpiewa:-

         Nigdy nie wiadomo, co się komu zdarzy,

         więc dlatego człowiek zawsze o czymś marzy.

         Jeden chciałby kasę, drugi gnać po świecie,

         inny chce być wójtem w opolskim powiecie

         Nie wszystko się spełnia, rzecz to całkiem pewna,

         lecz czasem z Kopciuszka wyrasta królewna…

Wszyscy: Szalejemy ?

(tańczą kawałek np. salsy i zatrzymują na chwilę rodziców wygłaszając drugi morał )

Narrator: – MORAŁ NUMER DWA!

Macocha i ojciec razem: –

 I wszystkim rodzicom dzisiaj dobrze radzę,

 Morał naszej bajki miejcie na uwadze.

 Morał dosyć prosty, a nawet banalny:

Nie tak ważne to na starcie, lecz produkt finalny!!

(kilka nieudanych fotek z nieudanego zapisu wideo): 

 

                  

               

               

                    

                   

   

              

           

                

                 

                

                  

              

                

                

                   

                 

                  

     

                

 

 

 

Bez mięska!! – 20 marzec

W roku 1985 (czyli nie tak znowu bardzo dawno, prawda?) amerykańska, ekologiczna fundacja FARM – zainicjowała Międzynarodowy Dzień  Bez Mięsa. Przyświecająca im idea to oczywiście próba uświadomienia ludziom, że ze względu na ich apetyty męczy się i ginie wiele zwierząt, ale też przypomnienie, że istnieją też inne, pełnowartościowe sposoby odżywiania się.

Moi kochani, dzisiaj, niestety

idą w odstawkę wszelkie kotlety

i nie jest ważne, że wasze ciało

właśnie kotleta dziś zażądało!

Zresztą, jak twierdzą mięs przeciwnicy,

najlepszy kotlet jest z soczewicy.

Już ziemniaczana czeka sałatka,

taka sałatka tętnic nie zatka,

a mus z cebulki (zwłaszcza na miodzie)

doda powabu każdej urodzie.

W zgłodniałym brzuszku nie będzie pusto,

gdy go wypełnisz pyszną kapustą.

Nadziane dzikim ryżem papryki

poprawią wszelkich badań wyniki.

Drugie śniadanie? Jedzcie oliwki,

jabłka, cytryny, gruszki i śliwki.

Na obiad zróbcie pasztet z buraków,

Na deser kompot ( byle nie z maku!!) 

i są wskazania, aby wieczorem

jeść pomidory duszone z porem.

A na wieczerzę (czyli kolację)

żuj siemię lniane oraz pistacje.

Przeżyć jeden dzień bez mięska? To zwycięstwo, a nie klęska!!

8 marzec

(nie jestem autorem tej fotografii)

Dziś w całej Polsce, w gminie, w powiecie,

we wsi, w osadzie i w każdym mieście

dadzą bukiety każdej kobiecie

z krzykiem: – Żyj STO lat, a nawet dwieście!

Przyjdą z goździkiem, bądź z tulipanem,

z pudełkiem MERCI, z butelką wina

krzycząc: Kobiety nasze kochane,

bez was okrutna każda godzina,

bez was, przyznajmy, to męskie życie

żałosne, puste, smutne, by było!

(choć…w głębi duszy błagamy skrycie,

by się to święto wreszcie skończyło).

Na szczęście, to się raz w roku zdarza,

więc nie martwimy się, naturalnie,

świadomi, że według kalendarza

już jutro będzie znowu normalnie.

Słowa, words, paroles, palabras

 

W listopadzie 1999 roku UNESCO uchwaliło Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Przegapiłam go, był – 21 lutego. Według ONZ z powodu wymierania ostatnich potomków wielu plemion zanikają też ich języki, a ten dzień ma nam przypominać, że wraz z ludźmi i ich językami ginie też nasze ziemskie dziedzictwo kulturowe.

Przelatuje mi przez głowę myśl, że chociaż nasze plemię ma jeszcze szansę potrwać jakiś czas, ( w/g GUSU jest jednak źle, oj, źle!) to nasz język pomału ubożeje. Owszem, poniekąd wzbogacamy język nazwami, które nadajemy nowym przedmiotom i zjawiskom związanym z postępem, ale ostatnio są one najczęściej „spolszczoną” wersją obcego języka ( najczęściej anglicyzmy). Jest to wygodne, oswajamy się z nimi i po pewnym czasie są już powszechne i normalne. Zgódźcie się jednak, że mają niewiele wspólnego ze wzbogacaniem języka ojczystego. NIE narzekam, bo jest to w pewnym sensie zjawisko oczywiste, ważne jest, jednak, żeby za bardzo nie zdominowały naszej mowy.

Przykłady: skaner, grill, hot-dogi, biznes, hit, drink, spray, spam, jogging, singiel, mak-eup, puzzle, selfie, lajkowanie, hejtowanie itd.,itp.

Odeszły już (czy ktoś je używa?) takie słowa jak: alkowa, wygódka, dyrdymałki, sień, przyzba, harmider, rejwach, etażerka, podlotek, nicpoń, pitraszenie – to tylko kilka kolejnych przykładów.

W każdym pokoleniu dochodzą nowe słowa i wyrażenia. Przecież trudno sobie wyobrazić, żeby młodzi nie tworzyli własnego slangu. Większość tych wyrażeń, okrzyków, haseł, powiedzeń nie zostaje jednak na dłużej, po pewnym czasie odchodzą razem z pokoleniem ich twórców. Czasem można je jeszcze odnaleźć w starych pismach, literaturze z konkretnego okresu, w filmach oraz usłyszeć z ust babć i dziadków. I znów kilka tylko przykładów:

Kto dziś powie, chcąc zaznaczyć, że mówi prawdę: – Jak babcie drybcie! Jak bonie dydy!

Kto dziś przeklnie: Kurza twarz! Kurza łapa, kurza d. . .a? Ja chromolę! Pal to licho!

Kto dziś na nudne przemówienia i ględzenie zareaguje: MOWA-TRAWA!

KIEDYŚ: Cud, miód, ultramaryna! Cuda na kiju! – czyli zachwyt, DZIŚ: Bajło, adelante!

KIEDYŚ okrzyk: Ale ocip! Ale opyt (rusycyzm) – opisywał to, co dziwne, niesamowite, irytujące itp. DZIŚ – wystarczy masakra!

KIEDYŚ świr, zajob, czub, kuku na muniu, DZIŚ: szajbus, oszołom, bzik.

KIEDYŚ: pa, pa, cześć, ciao, DZIŚ : nara, naura, do zoba, heja, bye, bye.

KIEDYŚ : ciamajda, oferma, ciamajda, oferma, DZIŚ: dzban, melepeta, nieogar

KIEDYŚ ktoś się cieszył szacunkiem, estymą, DZIŚ najwyżej jest w porzo i ma szacun.

KIEDYŚ ubaw, prywatka, DZIŚ banger, jumpra (impra?)

KIEDYŚ, coś żenowało, DZIŚ: mrozi

Nasz ojczysty język został niewątpliwie „wzbogacony” pewną liczbą słów-skrótów używanych podczas wymiany informacji czyli rozmowy i komunikacji esemesowej. Rzadko kto dziś prowadzi długie rozmowy, dyskusje, debaty. Rzadko kto dziś pisze barwne, długie listy. Minęły te czasy. W ogóle mniej piszemy i mniej czytamy. Musimy więc poznać nowe skróty, bo jak inaczej nawiążemy wszelkie więzi? Zatem proszę, nie bądźcie PRZEGRYWAMI, nie RÓBCIE WIOCHY i ROZKMIŃCIE sami kilka podanych tu skrótów:

LOL, XOXO, OMG, ASAP, IMO, BTW. MASAKRA, CO NIE?

                                                                                         Wasza, odrobinę zafrasowana NPC 

PS. Jednak istnieje w naszym społeczeństwie słowo-mocarz, słowo, które nie zmienia się od wielu pokoleń, słowo solidne, mocne, trwałe. JEST SŁOWEM – WYTRYCHEM wszech-czasów. Było, jest i nic nie zapowiada że może zniknąć nam ze słownika, jak to się dzieje z innymi. Słowem K. . . A można opisać każdy nasz stan, zachwyt, złość, smutek, zdziwienie, zakłopotanie, sympatię, zdziwienie, radość i przygnębienie. Wystarczy tylko odpowiednia intonacja i akcent. Czyli – nie jest tak kijowo, coś zostanie.

Nadmiar słów – też jest czasem niewskazany:

Love for Sale?

Przypomnienie, wspomnienie:

Wśród kilku rzeczy, które mi się jakoś tam kojarzą z WALENTYNKAMI,  (oprócz Walencji,   Św.Walentego, albo jednego, czy drugiego Walencjusza, na pierwsze miejsce wysuwa się  „WALENTYNA  TWIST” Kto z Was jeszcze pamięta?  Przytoczę kawałeczek tekstu:

Walentyna, Walentyna

Już gwiazd kraina ją dobrze zna        

Były kwiaty dla Gagarina,  

A Walentyna TWISTA ma.

Walentyna, Walentyna

To pierwsza w świecie podniebna miss,

Jej imieniem się dziś zaczyna

Najnowszy „WALENTYNA TWIST”

(Tekst: Włodzimierz Patuszyński, śpiewały słynne przed wiekami FILIPINKI

Imię Walentyna ma swoje źródło w łacińskim słowie VALENS – mocna, silna, pracowita, zdrowa – wszystko pasuje. Musiała być taka. Kto nie wie, kim ona była – niech sobie poszuka w internecie.

Sądząc jednak po reklamach w sieci, wzmożonym ruchu w sklepach z upominkami, w kwiaciarniach, w cukierniach i w  innych takich – kupa ludzi uznała, że to Święto Zakochanych.  Wysyłają sobie nawzajem listy miłosne, słówka słodkie jak czekoladki, czekoladki słodkie jak miód, kwiatki w papierze z różowymi serduszkami, uśmiechnięte żółte pysie z czerwonymi sercami i kupują upominki.

Handlowcy zadowoleni. Proponują i biżuterię, i słuchawki, i bieliznę (Och, cud!), ale też szczotki do prostowania włosów dla ukochanej i nową golarkę dla ukochanego.  Uważam. że  esemesowe i elektronicznie wyznawanie uczuć w tym dniu. nie powinno się liczyć! Powinno być wręcz  z a b r o n i o n e !  Prawdziwe wyznanie – to wyznanie piórem, na papierze, w prawdziwej kopercie, przez prawdziwą pocztę dostarczone! 

Znalazłam w sieci propozycje różnych wierszyków tzw. „na – pocztówkowych” związanych z walentynkowym wyznawaniem uczuć, ale pozwólcie, że dołączę kilka swoich:

IMG_6220

Ptysiu! Odstaw ten tort niewalentynkowy!

(wiesz przecież, że powinien być większy i różowy).

Po prostu wpadnij, kochany: – mam domowe pączki!

Przytulisz mnie i potrzymamy się za rączki.

IMG_4371

Kocham Cię, bo gdybym Cię nie kochała,

już dawno bym się, miły, przed Tobą schowała

i byłbyś dziś sam jak pieniek – już od wielu lat.

Dobrze wiesz, ile pięknych kryjówek ma świat.

A fakt mojej przy tobie ciągłej obecności

jest przecież dowodem największej miłości !?

Czyż nie tak?

IMG_4280

Nie kupuj mi pierścionka, ani szczotki prostującej włosy.

Nie przynoś mi kwiatów, czy słodkich pomadek.

Chodź, pośpiewamy sobie dzisiaj na dwa głosy:

ja – Twoja sikoreczka i Ty – mój niedźwiadek.

 KAŻDY dzień, w którym można dodatkowo wyznać sobie uczucia jest na wagę złota. Zatem ja też załączam serduszko z walentynkowych serwetek. Jak już, to już! Kochajmy się.  Choćby  w te WALENTYNKI.

IMG_8850

ON:  

Czy jestem lekko zarośnięty, czy gładki,( taki bez zarostu) –

Kochaj mnie, kochaj mnie, po prostu.

Czy gorzej pachnę po robocie, czy raptem zionę Bossem (Hugo) –

Kochaj mnie, kochaj, jeszcze długo.

Czy cię obrzucam bukietami, czy raczej rzadko kwiat przynoszę –

Kochaj mnie, kochaj, miła, proszę.

Czy jestem blady po chorobie, czy różowawy (no, od słońca) –

Kochaj mnie, kochaj mnie do końca.

ONA:    

Czy mam migrenę i marudzę, czy krzyczę, że już brak mi siły –

Kochaj mnie, kochaj mnie, mój miły.

Czy milczę często przy obiedzie, czy gadam dużo o poranku –

Kochaj mnie, kochaj, bez ustanku.

Czy jeszcze cieszę się urodą, czy może inne są ciekawsze…-

Kochaj mnie tylko, kochaj zawsze.

Czy ci przerywam, jęczę, czy śpiewam – co przecież działa ci na nerwy –

Kochaj mnie jednak, kochaj bez przerwy.

A na koniec – stary utwór (1930 r) Cole Portera, ale w nowszym wykonaniu:

 

 

 

Ech!

     W ciągu kilku ostatnich dni było, jak często określa złą pogodę moja szwagierka,” SZARO, BURO I PONURO.” Opis ten wyjątkowo pasuje również do stanu mej duszy, psyche, czy też jestestwa, (jak go zwał, tak go zwał). Jestem pewna, że Was też nie omija to zróżnicowanie nastroju. Jak w życiu, tak i w pogodzie:

     Z Wami też się nie spotykałam, bo w tym okresie sponurzałam, zszarzałam i….co zrobić z tym BURO… bo przecież nie mogę użyć wyrażenia, że ZBURACZAŁAM, chociaż…też by pewnie pasowało. Dość powiedzieć, że wpadłam w to oglądając i słuchając wieści z kraju i ze świata. Nie będę opisywać, bo sami doskonale wiecie, jak to wygląda i co się dzieje, a jeśli ktoś nie jest zorientowany to, proszę, niech się trzyma z daleka od wszelkich środków masowego przekazu, o ile to możliwe, ale przecież wiem że NIE. I tak zniechęcona tym światem – zaniechałam pisania.  Poprawiło mi się odrobinę po telefonie od Grażyny, z którą łączy mnie „współbabciowość” – mamy po prostu te same wnuki, ale nie tylko, bo przez kilka sekund ostro chichrałyśmy opisując sobie wzajemnie bóle, troski i poczynania. Krótki i histeryczny, babski incydent. Wykorzystując tę chwilę, chcę się Wam zatem przypomnieć krótkim, może nie histerycznym, ale babskim tekstem.

Dziś, zgodnie z bloga profilem

poświęcę króciutką chwilę

na moje wariackie rymki.

Znajdę przaśne przymiotniki,

i wykwintne rzeczowniki,

a nawet przyimki.

Ktoś mądry mi zaraz powie,

oj, źle się zabawiasz słowem,

no, cóż, moi mili, trudno,

ale żeby nie głupotki,

durne rymki, bzdurne plotki,

to byłoby nudno.

Ojej, ojej, ojej, olej,

grzałam na patelni olej

i wrzucałam, och, holender ,

szczypior, miętę i kolendrę!

Jasny jest dla wielu żon,

fakt, że świeży kardamon

i wszelkie przyprawy zielne

wysypane na patelnie

skwierczą bardzo, bardzo cicho,

nie pilnujesz, niech to licho,

spalą się! I to się stało,

wszystko w kuchni mi śmierdziało,

i choć mieli zjeść go goście,

obiad leży na kompoście.

Moi goście mieli za to

chleb – z masłem, z dżemem, z herbatą.

I DOBRZE!

PS. Dżem agrestowy też od Grażyny! Dziękuję.

Gdyby, gdyby…

Co by było, Proszę Państwa, co by było, gdyby…

gdyby raptem w naszych domach rosły sobie grzyby?

Nie gdzieś w lasach, na polankach, tylko w domciu, blisko,

można byłoby z kanapy patrzeć na zjawisko,

można byłoby bez trudu pobrać na omlecik

borowika, kurkę, smardza, a nie żadne śmieci,

w których, co się często zdarza, kryje się paskudny

muchomorek cytrynowy (do strawienia trudny)IMG_4470

Wśród różnorakich zabawek przyniesionych nam przez Mikołaja w ostatnie święta  (byliśmy grzeczni) znalazła się dziwna, wielka i ciężka „grzduła” wyglądająca jak omotany ściśle folią słomiany snopek.

Z załączonej instrukcji wynikało, że może stać wszędzie, byleby w jasności i nie w upale. Niech sobie stoi, a my mamy obserwować. I stało. Pod oknem. No i zobaczcie, co z tego wyszło:

I były omlety, smażone a’ la chińszczyzna ( z makaronem) oraz normalne kotleciska. Kilka kiści musieliśmy podarować rodzinie. Tak, to BOCZNIAKI. Czekamy na kolejny RZUT.

NI Z GRUSZKI, NI Z PIETRUSZKI ( a ostatnio przeczytane):

PS : Wymagania na maturze 2023 będą obniżone – zapowiada minister CZARNEK. (czarno to widzę)

PS 2: Uwaga kierowcy! Na drodze krajowej 15 w Wielkopolsce. może się pojawić stado BYKÓW, które uciekły z hodowli.

PS 3: Wydawnictwo Naukowe PWN ogłosiło, że młodzieżowym SŁOWEM ROKU 2022 był okrzyk ESSA! (nie mylić z hossą, czy bessą).

PS 4:  Zbliża się KRAKEN! Uważajcie na siebie, do licha!

„Dookoła Świata” dawno, dawno temu

Kilka dni temu wspominałam Polską Kronikę Filmową, która dawno temu poprzedzała w kinach właściwą projekcję. Już po wpisie oglądałam jej kolejne wersje z różnych lat i trafiłam na tę oznaczoną – lata 50-60 (3/5) . Patrząc na reporterski zapis ludzkich kolejek ustawiających się wówczas po różne artykuły przypomniałam sobie, że w zakamarkach szaf przeznaczonych na rodzinne pamiątki musi się kryć kilka tak poszukiwanych wówczas numerów czasopisma „Dookoła Świata.” I znalazłam! Pierwszy numer ukazał się 1 stycznia 1954roku.

Zerknijcie, proszę, raz jeszcze na właśnie tę kronikę – tak wyglądały LUDZKIE KOLEJKI PO COŚ…..między innymi po „DOOKOŁA ŚWIATA”

Warto może zerknąć dlaczego po tę gazetę ustawiały się równie długaśne kolejki jak po kozaczki, papier toaletowy, czy słoiki. Było to niewątpliwie lekko, ale jednak uchylone OKNO NA ŚWIAT, bo chociaż teksty musiały być „ozdobione” poprawnie politycznymi komentarzami, to były, jak na tamte czasy bogate tematycznie. Dziś z trudem to oglądam, ale, o dziwo, nie tyle ze względu na teksty, ile na stronę techniczną tego tygodnika – ponury, często rozmazany nieco druk ze źle dobraną czcionką, marna jakość papieru i mizerna edycja fotograficzna, której oczywiście nie ma co porównywać z dzisiejszymi możliwościami w tym zakresie. A co w środku?

To tylko kilka przykładów stron tytułowych ” Dookoła Świata” Na odwrocie pojawiały się często opowiadania, nowele i fragmenty nie zawsze dostępnych na rynku książek – zachęcały do sięgnięcia po lektury. W tamtych czasach czytano. Tygodnik miał być przeznaczony teoretycznie dla młodzieży, ale tylko teoretycznie. Ganiała za nim cała rzesza dorosłych obywateli Polski Ludowej.

A co czaiło się w środku? Reportaże i ciekawostki z różnych krajów świata i to nie tylko tych zaprzyjaźnionych, informacje podróżnicze, modowe trendy, plotki i nowinki zza żelaznej kurtyny i doniesienia naukowe. Można było znaleźć quizy tematyczne, krzyżówki, zagadki, żarty rysunkowe i konkursy literackie. 

Zajrzyjmy do środka numeru (właśnie go znalazłam) „DOOKOŁA ŚWIATA” z DNIA 20 STYCZNIA 1963 roku – czyli tego, który się ukazał równo 60 LAT TEMU!

I kilka innych różnych różności :

Chyba jeszcze przejrzę sobie kolejne numery.

Ktoś to jeszcze pamięta?

                               1944 – 1994

  Dawno, dawno temu, w zeszłym stuleciu ludzie też chodzili do kina. Pozwalano nam oglądać różne filmy, chociaż oczywiście nie wszystkie, na które moglibyśmy mieć ochotę. Dobierano je starannie i uważnie, co by, broń Panie Boże ( że użyję tego zwrotu  teraz, bo wtedy nie był mile widziany) nie zdemoralizowały naszego wspaniałego, prawdziwie komunistycznego społeczeństwa, któremu po obejrzeniu czegoś niestosownego różne brzydkie myśli mogłyby przyjść do głowy, a i jeszcze, nie daj Panie Boże w niecny czyn się przerodzić, co zresztą miało miejsce, ale już w drugiej połowie wieku i wszyscy wiedzą do czego to doprowadziło. Wiadomo, że to trudny temat i zostawiam go w spokoju.

  Dziś chciałam tylko jednych poinformować, a innym może przypomnieć, że w tamtych czasach przed projekcją właściwego filmu nie było żadnych reklam, bo niby CO można było wtedy reklamować? Sodę oczyszczaną? Ocet? Łowickie zapaski? Haftowane serwety z Cepelii? Meble ze spółdzielni „ŁAD”? Każdy prawie towar i produkt miał właściwie natychmiastowego nabywcę. Po rzeczy dziwne, rzadkie, nieznane, zakazane i świadczące zresztą o zepsuciu państw zza Żelaznej Kurtyny – wtajemniczeni udawali się na specjalne targowiska.

  A co było? 

PRZED właściwym filmem wyświetlano nam POLSKĄ KRONIKĘ FILMOWĄ produkowaną przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych w Warszawie i to było COŚ!  Miała nas informować o bieżących wydarzeniach krajowych, głównie o sukcesach i naszym wspaniałym rozwoju. ale nie brakowało w niej również pouczeń, twórczej krytyki i wątków rozrywkowych. Kompozytorem przewodniego utworu muzycznego był Władysław  Szpilman. Ciepłych głosów użyczali PKF kolejni lektorzy o aktorsko wyrobionych, przekonywujących głosach : Władysław Hańcza, Andrzej Łapicki, Jeremi Przybora, Tadeusz Sznuk oraz wielu innych). Ostatnio obejrzałam kilka KRONIK i muszę przyznać, że są one trafnym zapisem atmosfery w jakiej żyli Polacy w tamtych czasach. Z sal kinowych zniknęła chyba w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Przykład poniżej.

O, LUDZIE! TO BYŁY CZASY! PRZYZNAM SIĘ  JEDNAK, ŻE  WIDZĘ DZIWNĄ, KONSEKWENTNĄ CIĄGŁOŚĆ NIEKTÓRYCH NASZYCH POCZYNAŃ.

ostrzeżenie

Pierwszy dzień Nowego Roku, czas więc na spacerek,

tylko proszę, moi drodzy – załóżcie sweterek,

IMG_8150

nie zdejmujcie zbyt pochopnie czapek oraz szali

i wracajcie z tej przechadzki zdrowi, silni, cali!

Nierozważnie się rozbierasz? Bądź przygotowany,

bo narażasz swój organizm na gwałtowne zmiany,

zanim w tych zawirowaniach ciało się połapie,

kichnie ktoś w waszym kierunku i grypa was złapie

Chociaż miły, ciepły wietrzyk po twarzach nas muska,

TO JEST PODSTĘP KLIMATYCZNY! Czyja wina? Tuska!