Mniej słów

MNIEJ SŁÓW. I krótko gadać – I znów wspomnienie z przeszłości , i znów przykład kolejnej instrukcji Probierczyka dla piszących na jego konkurs czytelników: Poprosił o wierszyk ( zawsze 16 – to  wersowy) namawiający do lakoniczności, ale mocny w wyrazie. Kto tu wchodzi, to wie, o co chodzi z tym Probierczykiem.

KRÓTKO – Jak żyć

IMG_4210

Masz słuch – chwyć ton z fal rzek, jak pstrąg.

Masz wzrok – spójrz w dół zza drzew, jak nów.

Masz węch – weź woń jak wiatr, z dna łąk.

BEZ SŁÓW.

IMG_5500

Masz cel? – więc dąż i bądź jak głaz.

Ktoś drwi? – czuj gniew i lęk, i złość.

Płacz, śmiej się, bój, lecz milcz choć raz.

SŁÓW DOŚĆ.pławna 2013 053

Masz głos? – To krzycz jak wilk, gdy ból.

Twój ruch? – Zrób krok i tańcz, gdy bal.

Zły czas? – Włącz spryt i graj sto ról.

SŁÓW ŻAL.

pamiętasz ludzi ceramicznych

Bez słów, jak mim, daj znak, że kurz…ferie 2015 016

że liść, że dym, że nie, że tak,

że on, że my, że ty, że już,

ŻE ŚWIAT.

nowy folder 176

I żeby nie zaprzeczać samej sobie – na dzisiaj to tyle.

Rządowy projekt – bezpłatne leki 75+

IMG_6395

Ciotka Ziuta wyczytała,

że te leki, które brała,

od urodzin będzie miała

już za darmo.

Kasa do zaoszczędzenia,

a to przecież wiele zmienia,

już jest coś do odłożenia

na godzinę, która przyjdzie, na tę czarną!

 

Ciotka Ziuta oniemiała,

bo choć wiek już dobry miała,

to zapłacić znów musiała.

Wpadła w matnię.

Czy wystarczy tu się zdumieć?

Przepis jest, lecz trzeba umieć

przeczytać go i zrozumieć,

że ma leczyć się „państwowo”, nie prywatnie.

 

Ciocia Ziuta tkwi w kolejce,

tętni w skroniach, wali serce

i w kompletnej jest rozterce,

bo nie wierzy,

że ją Państwo ukarało

i wyraźnie powiedziało:

Gdy prywatnie leczysz ciało,

jesteś młodsza i nic ci się nie należy!

IMG_6397

Co ma być, to się wydarzy –

dziś do dwóch biega lekarzy

i o jednym tylko marzy,

by jej dali:

jeden – czas i pocieszenie,

drugi – tylko potwierdzenie,

na bezpłatne wykupienie

leków, które…o, do licha…wycofali! ?

 

Sorry, taki mamy klimat

23 Marca 1950r weszła w życie konwencja o utworzeniu Światowej Organizacji Meteorologicznej, której celem jest zapewnienie wszystkim państwom i narodom dostępu do informacji o pogodzie i jej zmianach. I dziś z okazji Światowego Dnia Meteorologii, życzę wszystkim prognostykom trafnych przepowiedni pogodowych.

Większość z nas podskakuje z radości, bo nastał pierwszy dzień wiosny. Ale, różnie, oj, różnie bywało. Bo pierwszych ciepłych i otumaniających nas dniach, przychodził nagle śnieżny wysyp i mroziło przez kilka nocy wystające z ziemi, te pierwsze, odważne rośliny.  Pamiętam kwietniowe mrozy i obsypane śniegiem kwiaty kasztanowców w Maju.

XI - XII 2013 066

Taką podstępną, przeciągającą swoje dni zimę opisałam kiedyś, w ramach wspominanego już nie raz konkursu literackiego Probierczyka. Według instrukcji, mieliśmy napisać bardzo, bardzo długie zdanie jakiejś bardzo, bardzo długiej powieści. Nie wiem, czy ktoś będzie miał cierpliwość przeczytać to do końca, ale potraktujecie to jako ostrzeżenie i nie chowajcie czapek.wigilia 2012 + ferie 2013 024

ferie 2015 012

Najdłuższe zdanie, meteorologiczne zdanie, jakie kiedykolwiek napisałam:

IMG_4208    W  wygryzionych przez wozy, a kto wie,czy nie przez sanie raczej, śnieżnych, wąskich tunelach woda, już niby na dnie chlupotała dziamgliwie, granatowo połyskując tylko tam, gdzie w wężowato rozjechanych rowkach mróz ją jeszcze ściętą na szkło trzymał, a chociaż w białych, okrągłych lejkach, między z nagła poczerniałymi sosnami, a nadal mszasto oszronionymi brzozami, przebiśniegi i sasanki zupełnie bez rozumu głowy powystawiały, to nie znać było, że zima ma już czasu niewiele na swoje panowanie, bo i chaty w zaspach rozległych, jak baby wielkanocne rozrośniętych osadzone były, przy okapach ciągle uzbrojone w tęgie sopliska z piką na końcu, i dymy z kominów jak potężne słupy, jak mocarne, szare przęsła pięły się prosto w górę i tężały gdzieś w zimnej, nieskończonej, zielononiebieskiej jaskrawości niebiańskiego mostu, a kiedy człowiek zwykły, albo sarna, albo zając nawet odetchnąć chciał, to chrapy i nozdrza sklejało trzeszcząc przy wdechu, przy wydechu zaś zaraz obłokiem gęstym, wilgotnym i mroźnym głowę czy łeb obtulało, jakby co najmniej pierwszy miesiąc roku światem rządził, a przecież wedle ludzkich obliczeń najwyższa pora już była na pęcznienie kotek wierzbowych, na obnażanie turkusowych dywanów oziminy, na odsłonięcie lśniących tłustawo pod roztopami gliniastych ścieżek, na ujawnienie skib miedzianych jesienią jeszcze zaoranych, na pokazanie srogiej, zimowej pani, że już od dziś, od tej chwili, od zaraz, jej kadencja, chociaż od wieczności powtarzana, nareszcie dobiegła końca.

wigilia 2012 + ferie 2013 053

 

Dzień Staroci – 2 marzec

Myślę jeszcze przytomnie, więc NIE, nie chodzi o mnie.

Chodzi mi o  rzeczy, czytający to człowieku,

które są w podobnym do mojego – wieku,

lub nawet, tralala,  starsze niż ja.

Gdzie te dziewczynki, które były szczęśliwe posiadając TAKIE LALKI ?  Hej, hej. tu! Jestem  tu jeszcze. To MOJA lalka. I myślicie, że nie płakałam, kiedy odbiła sobie kawałek nosa spadając z mego łóżka? Ryczałam. Było, minęło, ale ONA mi przypomina, że i JA byłam kiedyś małą dziewczynką. Bo teraz, choina jasna, jestem, no…młodszą  starocią – babcią. A lalki są zupełnie inne. Czy wszystkie starocie mają w sobie COŚ ODBITEGO?

IMG_6258    IMG_6265

A  gdzie te ciocie i wujkowie, którzy  siedząc przy okrągłym stole na werandzie IMG_6287obrośniętej winoroślą – obierali rumiane koksy, skrawali skórki z brzoskwini, przepoławiali  pomarańcze TYMI DESEROWYMI NOŻYKAMI ? Nie mam pojęcia! Ale przecież musieli  być, żyć i kroić, chociaż ja tego nie widziałam. Były od zawsze, ja też je używałam. Teraz ich ostrza stępiały nieodwracalnie. Czy wszystkim starociom OSTRZA zawsze tępieją?

Weźmy taki młynek do mielenia kawy. Też staroć, bo mielić nim twarde ziarenka kawy – można tylko dla zabawy. Stępiało mu coś, co mieliło,  to w środku. Czy każdej staroci TO COŚ w środku musi stępieć? Wiem o nim tylko to, że zanim trafił do nas, (prezent) przechodził z kuchni do kuchni. I jest na zasłużonej rencie w  Domu Spokojnej Starości. dla Staroci.IMG_6293

 

 

 

A  te krzywe buteleczki? Do mleka, do naleweczki?  Zmętniały i zmatowiały, dawno płynu nie widziały? Może od wody, którą dostają, żeby przedłużyć życie gałązkom wsadzanym do nich na wiosnę. Kiedyś w takiej zakwitła rózga, którą ktoś z rodziny dostał, niestety, od Św. Mikołaja i to była dobra wróżba. Czy każda staroć musi zmętnieć?  IMG_6255

Jeden zbiera muszle, znaczki, drugi się lubuje w złocie,

trzeci szuka młodych blondyn, czwarty czyha na starocie.

Ja nie zbieram niczego, ale wiem, że każdy przedmiot, każdy znaczek, muszla, stary talerz, cukiernica, czy zegar, ma swoją historię. A nawet młoda blondyna. I próby poznania tych historii, to wartość dodana do samego zbieractwa.

ZEGAR – żaden z niego antyk, ot, po prostu kilkudziesięcioletnia staroć. Wymagał nakręcania co 24 godziny, ale jego godzina była taka sama, jak te godziny dzisiejsze, które w odpowiednim czasie, gdzieś się tam wyświetlają. I, poproszony – budził. Teraz, nastawiony od wielu lat na stałą godzinę stoi sobie i rdzewieje na zewnątrz, i od środka. Czy wszystkie starocie muszą rdzewieć i wymagać nakręcania?

 IMG_6414    IMG_6399

ŻELAZKO – I co to, TOTO prasowało? Mankieciki? Falbanki żabotów?   (Ile osób, z tych młodszych wie, co to żabot?) A to żelazko, jeśli mu się nie rozgrzało porządnie DUSZY – nie prasowało, nie działało. Dusza  gdzieś się zagubiła, a gdyby nawet była, to w jakim żarze i gdzie można byłoby ją rozgrzać? Czy dusze wszystkich staroci wymagają rozgrzewania, żeby działać i tak łatwo się gubią?     

IMG_6251 

To chyba najstarsza  STAROĆ  w naszym domu. Musze ją przedstawić w ten Dzień Staroci – ma ponad 100 lat!  TEŻ wypadła z obiegu.                                                                                                                                      IMG_6269 

1903 rok- wydawano „Moje Pisemko” – dwutygodnik dla dzieci, których już dawno nie ma. Moja prababcia czytała to mojej babci, moja babcia odeszła przed moim urodzenie, więc mi czytała to mama, potem ja czytałam to sama, a później już nikt nikomu „Mojego Pisemka” nie czytał.

IMG_6282                                                 IMG_6268

Okładki i druk zbladły, papier lekko skruszał, bo czyż nie każda staroć kruszeje i blednie?

IMG_6273

Moje dwie ulubione bajki Kiplinga, ale jest tam też opowieść o przygodach chłopca –  Marchewki (bo włos miał rudy). Też wzbudzała różne emocje.

IMG_6279

Mój ulubiony wierszyk Or- Ota, czyli Artura Oppmana (1867-1931) polskiego poety okresu Młodej Polski, który sporo pisał dla dzieci.

IMG_6270

Były to też czasy z działającą cenzurą – jak widać. Tylko trochę inną.

InkedIMG_6297_LIKto ma ochotę, niech rozwiąże ten rebusik zamieszczony w „Moim Pisemku” w 1903 roku.

IMG_6295

 Jeszcze jedno wspaniałe urządzenie. Wygląda trochę jak jakieś szczypczyki do tortur i jestem pewna, że w razie  potrzeby, sama umiałabym je do tego użyć, ale nie, nie – to dawna  lokówka, (albo prostownica) do włosów. Wystarczyło ją odpowiednio  rozgrzać w płomieniach pieca, kominka, czy nawet na gazie, złapać kosmyk włosów i nakręcić go  – w jedną, czy w drugą stronę. Pięknie pachniały lekko podpieczone loki mojej mamy, kiedy się sposobiła do wypadu na kanastę z koleżankami.

IMG_6253

Późno się zorientowałam, że jeszcze mam coś, co STAROCIĄ można nazwać, ale nie mam pojęcia z jakich lat pochodzi. Dostałam od córki: – ” Jeśli wysiądzie prąd, a będzie sroga zima, niech tu mama wleje wrzątku i w łóżeczku trzyma.”  Więc nie wyrzucam.

IMG_5815

I do głowy nagle wpadło mi pytanie,

całkiem ważne i głębokie w swej istocie –

Jaka PO NAS rzecz ciekawa pozostanie,

i czy PO NAS będzie zbierał ktoś STAROCIE?

IMG_6313

 

 

 

 

 

 

 

stres, matura i dygot

Rozejrzałam się i stwierdziłam, że w kręgu moich znajomych jest kilku tegorocznych maturzystów. Obejrzałam parę fotografii ze studniówek, pogawędziłam o maturze z kandydatami do tej życiowej próby i dotarło do mnie, że matura jest za niecałe trzy miesiące, a u niektórych młodych ludzi można już zauważyć pierwsze oznaki zbliżającego się stresu przedegzaminacyjnego. Bez stresu nie dałoby się żyć. No, cóż, STRES, zwłaszcza ten umiarkowany jest wręcz podstawą naszego rozwoju, pobudza nas do działania, daje nam sygnały, które mają zmobilizować organizm do szukania rozwiązań i utrzymania naszej równowagi. Tak, tak, drodzy maturzyści – do roboty.

IMG_6231

IMG_6234

STRES

Chyba wiesz, co to stres ?                                              IMG_6228

To nie DUCH, ani BIES

ani żadne wiruski paskudne.

STRES daje ci wzrost sił,

żebyś mógł, chciał i żył,

kiedy zdarza się coś, co jest trudne.

Rozwój świata ciut znasz?

A, więc czy przodek nasz

mógłby przeżyć bez stresu choć chwilę,

gdyby mózg nie dał znać:                                           IMG_6242

Na co czekasz? Masz wiać ! ! !

Nadlatują pterodaktyle ! ! !

Co ci mówi twój stres?

Nie udawaj, bo wiesz:

Gdy egzamin ci wisi nad karkiem

wykorzystaj swój mózg,

zrób powtórki i szlus,

dziennie jedną godzinę. Z zegarkiem.

I choć pot zlewa skroń,                                                  IMG_6229

boli brzuch, mdleje dłoń,

a dygocik już w środku narasta,

masz się uczyć, bo cóż,

innych dróg nie masz już,

to jedyna metoda i basta.

No i luz. Załóż dres.

i rozładuj swój stres

oddychając pięć razy głęboko.

Pomyśl, jak światem świat,

ktoś coś zdaje od lat,

zdasz i ty. Więc popracuj i spoko.

IMG_6240

A inne metody rozładowania tych umiarkowanych stresów ? Można wykorzystać nawet ten nasz własny, wewnętrzny DYGOT, który nas łapie od czasu do czasu w różnych sytuacjach stresowych ( nieprzyjemna rozmowa z szefem, konieczność publicznego wystąpienia, poinformowanie żony, że w tym roku nie pojedziecie na Majorkę, wgniecenie błotnika samochodu o kosz na śmieci, za długie oglądanie TVP itp) Ale ja już tej metody nie opiszę. To trzeba zobaczyć. Podaję namiary:

https://mamadu.pl/140573,metoda-tre-jak-poradzic-sobie-z-nagromadzonym-stresem-i-napieciem-ciala

Szkoła, stres, matura –  to już odległa przeszłość, ale  kręcą się przecież wśród nas nasi nastoletni następcy i chociaż na razie nieukształtowani – patrzmy na nich z optymizmem. Włączę tu więc jeszcze  PIOSNECZKĘ O JAKIMŚ NASTOLATKU: 

Rany Julek!

Więc gdzieś w Tatrach, pod Ornakiem

w jakiś skwarny i suchawy koniec lata,

moja mama się potknęła idąc szlakiem,

a na szlaku odpoczywał przyszły tata.

O początkach mego życia wiem niewiele,

tata chyba pizzę kroił, trzymał nóż

i tak miło zaczynali tę niedzielę,

kiedy mama powiedziała: – Och! TO JUŻ!

 

Refren: I oto jestem ja

I oto jestem ja,

normalny nastolatek.

W życiu każdego dnia,

chcę poznać, co się da,

gnać jak kosmiczny statek.

 

O, do licha!

Czas zasuwa jak torpeda.

Koniec budy i powtórki tu nie będzie,

jednak atom różnych wspomnień o tej szkole,

podejrzewam – będzie wlókł się za mną wszędzie.

 

Nowa buda? Może studia gdzieś w Madrycie?

Patrzę w przyszłość i z tych planów jestem rad.

Kurde, każdy nastolatek marzy skrycie,

by poprawić po dorosłych ten nasz świat.

 

Lecz wy wiecie, że w upalny dzień bez chmurki

w Tatrach, albo w innym świata gdzieś zakątku

wpadnie na mnie przyszła mama mojej córki

i się wszystko zacznie znowu od początku.

 

Refren: Mówicie nam jak żyć-

nam często chce się wyć,

bo chociaż wam wierzymy,

wie o tym cały świat,

jest tak od wielu lat:

Część błędów powtórzymy!

Nie bądźcie na nas źli,

bo przecież MY…. to WY

i chociaż mamy wpadki,

spróbujcie, proszę WAS,

bo szybko biegnie czas –

POLUBIĆ NASTOLATKI!

Ja lubię. I wszystkim nastolatkom życzę zdania tego pierwszego, ważnego egzaminu, a także różnych innych, kolejnych oraz , oczywiście – tych życiowych. Trzymajcie się!

 

 

 

 

17 Luty – Dzień KOTA jako takiego i bajka z cyklu Psotek

Ci, co otaczają opieką KOTY wymyślili dwa święta. Dzień Czarnego Kota, który, zwłaszcza we Włoszech był bardziej prześladowany z racji na „czarno – szatańskie” pochodzenie obchodzimy 17-go Listopada, 17-go Lutego swój DZIEŃ mają WSZYSTKIE KOTY JAKO TAKIE. CZARNY miał swoją rymowankę w „Okazjach… a inne? wigilia 2012 + ferie 2013 078

Swego czasu napisałam „Opowieści z życia Kotka Psotka” z przypisem, że:

„Opowieści są przeznaczone dla rodziców, którzy lubią głośno czytać, dla dzieci, które lubią słuchać, trochę myśleć oraz zadawać pytania i ..dla kotów.”

                         Oświadczenie

Podobieństwo występujących w

opowieściach osób, zwierząt i kotów

do innych, które może znacie,

jest absolutnie przypadkowe.

A może nie?

Podjęłam, jak dotąd tylko jedną próbę ich wydania, ale nie będę się dalej o to starać. Chyba są spóźnione. Dziś czyta się co innego. Co jakiś czas wpadnę na tę stronę  z kolejną opowiastką. Może trafi się jakiś  dzieciak, który je polubi?

p1010824

Kotek Psotek:  To powinna być bardzo krótka opowiastka, bo właściwie nic ciekawego się nie zdarzyło. Dowiedziałem się tylko jednej rzeczy: Wszyscy powinni mieszkać tam, gdzie się czują najlepiej.

                                                W  MIEŚCIE

– Chciałbym to wszystko zobaczyć na własne oczy – mruknął Psotek, siedząc koło Kasi na kanapie w swojej ulubionej pozycji, czyli zwinięty w kłębek. Oglądali telewizję. Na ekranie widać było mnóstwo ludzi kręcących się po ulicach, jeździły tam najrozmaitsze pojazdy, całe sznury różnych aut, autobusów, a wzdłuż ulic stały wielkie domy i kolorowe sklepy.

-Tam wszystko tętni życiem, coś się ciągle dzieje, prawda ?

– Wszędzie się coś zawsze dzieje, mój kocie, ale jeśli bardzo ci zależy na poznaniu miasta, mogę cię tam zabrać jutro, załatwimy przy okazji kilka spraw. Podczas tej wycieczki będziesz jednak musiał być cały czas u mnie na rękach, wezmę tę kocią torbę, wytrzymasz?

– Wytrzymam, ale dlaczego nie mógłbym normalnie iść?

– Sam zobaczysz – odpowiedziała Kasia, wyłączyła telewizor i poradziła Psotkowi, żeby wcześnie poszedł spać, bo następny dzień miał być długi i męczący. I taki był. Bladym świtem Kasia zapakowała swego kota do torby i wyruszyli na przystanek autobusowy.

Podczas godzinnej podróży Psotek raczej się nudził. Autobus się trząsł, więc Psotkiem też rzucało, było duszno, a kocia torba Kasi nie była tak wygodna na jaką wyglądała. Była po prostu za ciasna i Psotek cały czas się wiercił nie mogąc się ułożyć w żadnej ze swoich ulubionych pozycji.

Co kilka minut wystawiał pyszczek i miaukliwie pytał Kasię:

Daleko jeszcze? – Kasia nie odpowiadała, tylko głaskała go lekko i zamyślona wyglądała przez okno.

    Wreszcie dojechali i wysiedli z autobusu. Psotek najpierw usłyszał miasto: wielki szum, dudnienie, terkotanie, stukanie, dzwonienie i głosy. Wiele, wiele mieszających się ze sobą różnych głosów. Wystawił łepek i zobaczył auta, autobusy, samochody, całe gromady samochodów jeżdżących, jak mu się wydawało w różne strony, i zobaczył ludzi, całą masę ludzi, tłumy ludzi, którzy też, jak mu się wydawało chodzili w różne strony. Spojrzał w dół i zobaczył plątaninę wielu, wielu nóg – no tak, gdybym opuścił torbę, mógłbym się w najlepszym przypadku zgubić – pomyślał. Spojrzał w górę i zobaczył tylko mały skrawek niebieskiego nieba, bo reszta zasłonięta była bardzo, bardzo wysokimi domami.

Szli i szli, i nic właściwie się nie zmieniało. Hałas, gwar, tłok, ludzie, samochody, dom, ludzie, autobusy, ludzie, domy, o! – Psotek zobaczył wielkiego, kudłatego psa prowadzonego na sznurku, czy czymś takim i już miał prosić Kasię o wyjaśnienie, kiedy nagle…..pies zawarczał dosyć niesympatycznie i ciągnąc z kolei na tym sznurku swoją panią, zaczął się dosyć szybko zbliżać do Kasi i Psotka. Niedobrze. Psotek schował się do torby, Kasia błyskawicznie zasunęła zamek i zaczęła się oddalać od tego coraz bardziej rozjuszonego psa, który groźnie sapał i węszył.

Biegli dłuższą chwilę, a właściwie to Kasia biegła, torba podskakiwała, a w jej wnętrzu zgrzany Psotek turlał się na wszystkie strony.

– Bardzo nieprzyjemnie mną rzuca, Kasiu – Psotek usiłował przekazać wiadomość Kasi, ale ona wcale nie zwróciła na to uwagi i biegła jeszcze szybciej.

Zatrzymali się dopiero w parku, gdzie było kilka wysokich drzew, na okrągłym klombie rosły kolorowe kwiaty, a na ścieżce, pod równo rosnącymi krzakami ustawiono ławki. Usiedli.

– Uff! – sapnął z ulgą Psotek kiedy Kasia otworzyła torbę i mógł zaczerpnąć świeżego powietrza. Co prawda nie było ono tak bardzo świeże. Psotek wyczuwał rozmaite zapachy, części z nich nie umiał nawet rozpoznać, ale kiedy Kasia wyciagnęła ze swojego plecaka kanapki, natychmiast wyczuł wspaniały aromat swojego ulubionego sera i zadowolony zabrał się do jedzenia. I wtedy, z krzaków dobiegły do niego głosy:

– E, zobacz jaki kiciuś siedzi u pańci w torebeczce! Pęknę ze śmiechu!

– Kiciuś – Ficuś z sereczkiem w pysiu! Chyba ze wsi, co nie? Nasze miejskie domowce nie chodzą na spacerki tylko siedzą na podusiach.

– No. A ten w podróży, ha,ha,ha! I zobacz co dostał! K a n a p e c z k ę!!!

– Te, kocurku, może się podzielisz z biednymi parkowcami, co?

– Wyskocz z tej torebeczki, chodź z nami, poznasz miejskie życie.

– No. Zapoznamy cię z dachowcami.

– I z kotami podwórkowymi!

– I z piwnicznymi!

– Patrz, nie rusza się, może on nie rozumie?

– A może to jakiś cudzoziemiec?

– Coś ty! Nasz, tylko pewno nieśmiały. A może tchórz?

– I ważniak, bo ma pańcię i chatę na wsi,     co nie?

–  I obżartuch, zobacz, jaki okrąglutki!

Kotek Psotek słuchał, słuchał, aż nagle jednym susem wyskoczył z torby i spojrzał w kierunku krzaków, z których dochodziły te niewątpliwie kocie głosy. Kasia też się odwróciła i oboje ujrzeli dwa wychudzone kocury. Pierwszy z nich miał rude, zmierzwione futro i przekrzywiony ogon, drugiemu brakowało samego czubka lewego ucha i jednego ząbka z samego przodu. Nie wyglądali zbyt przyjaźnie, ale kotek Psotek zebrał leżące na ławce wszystkie kanapki, które Kasia przygotowała im obojgu wcześniej na drogę i położył je przed kotami.

– Proszę – powiedział – poczęstujcie się, szkoda, że nie mam więcej. I macie rację, ja zawsze mam co jeść, bo mieszkam z Kasią. Wyobrażam sobie, że tu, w mieście trudniej się żyje bezpańskim kotom. Szukać jedzenia i schronienia w tym gąszczu domów?! Brrr! Podziwiam was, j a  chyba nie dałbym sobie rady!

Oba koty popatrzyły na siebie, a potem na kotka Psotka.

– O! On nie jest taki niemądry, jakby się w pierwszej chwili mogło wydawać – mruknął Krzywy Ogon.

No. – potwierdził Skrócone Ucho – to co? Chyba skorzystamy z propozycji i się poczęstujemy tymi przysmakami, hę?

– Nie wypada odmawiać – Skrócone Ucho pierwszy porwał kanapkę, to samo zrobił jego kolega i obaj dali szusa w krzaki. Po chwili do Psotka doszły niewyraźne slowa: – Ej Kiciusiu, dziękujemy! Jeśli jeszcze kiedyś chciałbyś nas odwiedzić i bliżej poznać życie wolnych, miejskich kotów, to zapraszamy, cześć!

Kotek Psotek odmiauknął im jakieś pożegnanie i popatrzył pytająco na Kasię:

– Czy możemy już wracać do n a s z e g o, zamiejskiego domu? Już się trochę zorientowałem jak się żyje w mieście. Myślę, że są tacy, co to lubią, ale j a jestem zdecydowanie kotem wiejskim i to nic złego, prawda, Kasiu?

– Oczywiście – odpowiedziała Kasia i oboje ruszyli w powrotna drogę.

nowy folder 078Głosków jesień 2009 067

Budujemy dom ze śmieci

Tralala, ciąg dalszy ferii czyli kolejny bałagan pod tytułem: CO I  Z  CZEGO”?

Budujemy DOMEK ze śmieci? Wnuczęta zaczynają się uśmiechać porozumiewawczo do siebie i z powątpiewaniem kręcą głowami. Na stole leżą śmieci: różnej wielkości opakowania po babcinych lekach, folia aluminiowa, skrawki tkanin, jakieś słomki, patyczki do szaszłyków, stare korki, kolorowe papiery, resztki modeliny i różne inne drobiazgi. Obiekt główny to pudełko tekturowe po czymś tam – u nas o wymiarach 50x25cm i o wysokości 25 cm. z przygotowanymi wcześniej „ściankami działowymi.”  – Resztę trzeba wymyślić – mówi babcia i demonstruje jeden kredens z pudełek po czymś tam. Gdzie kuchnia? Z czego? Gdzie łazienka? Z czego stół? A jakiś obrazek? A zegar, a telewizor, jeszcze łóżko, garnki, pralka, jeszcze....i DOMEK POWSTAŁ

IMG_5735
TO  TEN PIERWSZY KREDENS
IMG_5759
WIDOK OGÓLNY DOMKU
IMG_5773
OGÓLNE SPOJRZENIE NA KUCHNIĘ ( jeszcze przed porządkami, widać, oj, kurz!)

Kuchenkę obklejono srebrnym i czarnym (piekarnik) papierem. Zlew wycięto z cienkiego styropianu, okap z papieru owiniętego w folię aluminiową, a garnki z takich blaszanych pasków, którymi często owinięte są bukiety kwiatów.

IMG_5746
ziemniaki z modeliny odcedzone
IMG_5710
KĄCIK JADALNY.  Ktoś zostawił otwartą gazetę i niedojedzone kanapki
IMG_5762
kinkiet nad łóżkiem ze sztucznej perły.

 

IMG_5768
STOJĄCA LAMPA dostała klosz z „gniazdka”, w których siedzą czekoladki. Świetny materiał na luksfery.

Poniżej widok na salon. Firanki – z firanki, fotel z gąbki, ekran telewizora z fragmentu starego opakowania , w którym kiedyś siedziały klisze filmowe. Desery na stole, to wycięte odpowiednio pojemniczki po różnych pastylkach, a reszta wazoników to plastelina i kawałki suchych (ale prawdziwych) roślinek. Książki na regale trzeba było, niestety zszyć w odpowiednim formacie. IMG_5711

IMG_5717.jpg
ŁAZIENKA.  Wanna –  pojemnik po serku jakimś, gąbki i  mydełko prawdziwe, chociaż malutkie.
IMG_5743
Rura odpływowa z karbowanej słomki do picia, kosmetyki z plasteliny, ściereczka ze ściereczki, mydełko z mydła, blat ze styropianu, zlew wyłożony folią aluminiową. Szczotki do zębów – kawałki zapałek.

IMG_5742     IMG_5740  IMG_5794

Wanna – pojemnik po serku, główka prysznica to wciśnięta w rurę z folii aluminiowej pinezka. Mydło z mydła, gąbka z gąbki oczywiście. Otwór pralki zrobiono z gwintowanej nakrętki buteleczki z jakimś lekarstwem. Sedes ze styropianu, łańcuszek do spuszczania wody (bo to stary system) świetnie zastąpiła złota nić, papier –  z papieru, ale nakręcony na zapałkę.

A poniżej przykład domu miejskiego, kilkupiętrowego. Klatka schodowa oddzielała dwa segmenty, które samodzielnie zagospodarowywały dwie odrębne wnuczki. Górne piętra mają szyby foliowe, ale są puste – na wynajem, parter, to jak widzimy herbaciarnia i sklep. W herbaciarni fajny barek i krzesełka, a w sklepie oprócz kasy, zamrażarki i lady z wędlinami widać wory z warzywami.

img_5965

Jeżeli kogoś zachęciłam do takich robótek, to nie ma na co czekać. Ostrzegam, że trudno jest przerwać, bo w trakcie pracy przychodzą współtwórcom do głowy kolejne pomysły: a może tak jeszcze gabinet lekarski, garaż ( och, z maleńkimi autkami!), komnatę księżniczki, dyskotekę, igloo i kajak, i góry lodowe (styropian?). I co jeszcze…?

PS 1. Chyba się domyślacie, że takich zabaw mogą się podjąć tylko dziadkowie dysponujący czasem emerytalnym ( i posiadający co najmniej DWA STOŁY – bo przy tym mniejszym można będzie jeść).

PS 2. Jak już jesteśmy przy odpadach papierowo – tekturowych to jeszcze przedstawię wam  RAKIETĘ, na którą było, całkiem niedawno  zapotrzebowanie w naszej rodzinie. Osoba zamawiająca ( lat 4 ) pomalowała główny kadłub oraz przytrzymywała narzędzia.

         IMG_5118img_5536

 

Najpierw była taka mocna, tekturowa tuba, na której nawinięte są różne folie do pakowania. Dodano głowicę z tekturowego rożka i  uzbrojono srebrną taśmą i ołówkiem. Przymocowanie stateczników wymagało, niestety, pistoletu z gorącym klejem.

gotowa do startu

Teraz wisi, czekając na start.

 

 

Kołysanki.

W ostatnich dniach trafiłam w sieci, nie pamiętam już gdzie, na czyjeś ubolewania dotyczące faktu, że minął czas kołysanek. Nie tych, puszczanych z płyt, czy z you tube’a,  ale tych żywym głosem śpiewanych, łagodnie i cicho wymrukiwanych przez rodziców czy dziadków. Wiem – czas. Wiem – zmęczenie. Wiem – zniecierpliwienie. Zanim jednak dziecko zetknie się z oszałamiającym hałasem dzisiejszego świata, zanim odurzą je głośne wrzaski z niektórych, dzisiejszych dobranocek, zanim się samo podłączy pod różne urządzenia emitujące mu prosto w ucho mocne uderzenia – niech się oswaja z miękkim,  uspakajającym brzmieniem naszych głosów. Bo w kołysankach śpiewanych cicho, wymrukiwanych spokojnie jest nie tylko dźwięk, słowo i rytm. Zawsze towarzyszy im czułość. A ta działa cuda. I nie są tak bardzo ważne wyśpiewywane treści, czy poprawność melodyczna. Ważny jest ten ciepły i bezpieczny dźwięk.

Nie uwierzycie, jakie „kołysanki – mruczanki”  sprawdziłam, no, nie na własnej skórze, ale na kilkorgu dzieciach, które przewinęły mi się przez życie.

KOŁYSANKA NAJPROSTSZA DLA ROCZNIAKAimg_6101_li

Kotek miauczy miau, miau, miau

piesek szczeka hau, hau, hau,

Sowa huczy hu, hu, hu,

foczka fuczy fu, fu, fu,

Krówka muczy muuuuu,

ptaszek gwiżdże fiu, fiu, fiu,

myszka piszczy pi, pi, pi,

a Wojtuś* sobie śpi…                 

(* wstawmy tu odpowiednie imię)

I nie ma się co śmiać! Można dzieciom śpiewać o rzeczach które robimy, widzimy, o tym, co jest wokół nas:

Co ci wymruczeć dzisiaj córeczko? Zjadłaś banana, wypiłaś mleczko,

tata na obiad dostał buraki i też zjadł wszystkie, nie robiąc draki.

Zasnęły ptaki, śpi też słoneczko, ty także zaśnij, moja córeczko. Aa, aa…( i tak dalej…)

Każdy dobry aktor potrafi wyrazić głosem gniew, czy złość interpretując dowolne zdanie, nawet takie, którego treść takiej emocji nie sugeruje, a z kolei kołysanki, niezależnie od tego, o czym śpiewamy mają być po prostu miękkie, czułe, łagodne. W procesie wychowania są naprawdę ważne. Mają MOC. Więc śpiewajmy, mruczmy, nućmy. Na własną melodię.

img_6107_li

KOŁYSANKA DLA DWULATKI

inkedinkedimg_6090_li

Aa, przed snem, dwulatka

gada do niedźwiadka,

miś słucha pilnie, choć jeszcze jest mały.

Aa, a w tej opowieści

mru, mru pełne treści

o pełnym wrażeń dniu całym.

I śpi dwulatka,

i tuli niedźwiadka,

bo miś taki ciepły i miły,                                            

we śnie bajek pełno,

o, jest ta z królewną

i o kotkach, które mleczko piły.

Aa, śpij dwulatko,

zaraz przyjdzie tatko,

po pełnym pracy całym dniu,

ciebie też przytuli –

luli, luli, luli,

Śpij, bo ja pierwsza zasnę tu…mru…mru…mru…

KOŁYSANKA DLA CZTEROLATKA 

img_6093_li

Śpij mój synku, śpij malutki,

Wiem, noc długa, dzień za krótki,

lecz po różnych, męskich drakach,

czas na spanie dla chłopaka, śpij!

Przyśni ci się tysiąc słoni,

ty te słonie będziesz gonił,

potem wejdziesz na czereśnie

i z niej sfruniesz sobie we śnie, śpij!

Zaśnij wreszcie synku słodki,

we śnie będziesz łowić płotki,

a w pustynnym słońca żarze

jeździć będziesz w Jaguarze, śpij!

Śpij, syneczku, zaśnij już,

szukaj skarbów na dnie mórz,

bądź kowbojem w prerii łysej,

walcz z panterą lub z tygrysem, śpij!

img_6104_li

A po spacerze w zimnym  dniu możemy zanucić i tak  (dotykając czule wszystkich tych zimnych części naszego dziecka):

Zimne nóżki i paluszki, nosek, uszka, brzuszek też,

bardzo zmarzła ta córeczka, czy mamusiu o tym wiesz ?

Zaraz córkę przytulimy, rozgrzejemy, co się da,

nie boimy się  już zimy, córka ciepła, tralala

img_6099
SŁONKO JUŻ ZASZŁO ZA CHMURKI – ŚPIJCIE SŁODKO WSZYSTKIE CÓRKI.

 

 

 

FERIE U DZIADKÓW I STOLARSKIE RESZTKI

Tralala, przyjadą wnuki !

I znów – nie chodzi o to, że musimy zrobić coś rewelacyjnego. Rewelacyjne będzie już to, że między spacerami, lepieniem (hm!?) bałwana, oglądaniem (ale, po co?) TV czy czytaniem  (O, tak, tak!) będzie szansa na wspólne „tworzenie”. Przyda się stół na którym mogą zalec na dłużej: kleje, korki, szyszki, patyki do szaszłyków, nieduża piłka do drewna i to, co wam samym przyjdzie do głowy oraz, co najważniejsze: różne stolarskie odpadki ( dobrze, jeśli ktoś ma znajomego stolarza – za niewielkie pieniądze można wtedy nabyć sporo różnych ciekawych drewnianych kształtów).

IMG_5547Zasiadamy do roboty, wymyślając: CO i Z CZEGO by zrobić. I to jest najistotniejsza i jednocześnie najbardziej radosna część tych wspólnych działań. Okaże się, że i wnuki (pojazdy, wozy, roboty), i wnuczki ( brama do pałacu, domeczek, ale i różne pojazdy) mają sporo kreatywnych pomysłów, a jeśli nie – to taka zabawa właśnie je pobudza. A dziadkowie nie mogą przestać kleić lub strugać. Ta biała, ale groźna broń została wystrugana przez tatę, co prawda przed wielu laty dla pewnego syna, który unicestwiał nią  smoki, wrogów straszliwych, ale i Krzyżaków ( po filmie). Nikomu nie zrobił krzywdy. Teraz może przejmie ją wnuczek.IMG_5558

IMG_5615To COŚ nie pojeździ długo, ale koła się kręcą na patykach szaszłykowych.

IMG_5927

IMG_5572

Ot, mały domek. Zły klej! Powinien być taki, co zasycha i jest przeźroczysty. Nauka na przyszłość. Uznajmy, że rzecz się dzieje w górach, a to białe to resztki śniegu.

img_5577-e1546436678588.jpg

Brama do czegoś tajemniczego. Te kolumny to oczywiście szpulki po niciach.

MIŁEJ ZABAWY DLA WSZYSTKICH. I NIE PRZEJMUJCIE  SIĘ NIEPORZĄDKIEM ! TO JEST TAK ZWANY BAŁAGAN TWÓRCZY, WIĘC NIE MA CO BIADOLIĆ.

 

 

 

 

 

grudniowy makaron, broszka i modelina

Jeśli daję tu fotografie rozmaitych WYTWORÓW, to nie po to, żebyście je podziwiali. Jeszcze nie zwariowałam do końca. Liczba pięknych rzeczy, które ludzie są w stanie ( i z czego) zrobić jest tak oszałamiająca, że to przekracza już, moim zdaniem, nasze możliwości dotarcia do większości z nich. Moim zamiarem jest podrzucenie kilku takich, czy innych pomysłów, które być może zachęcą rodziców, dziadków, opiekunów do zabaw z dziećmi – WSPÓLNYCH – takie są mile widziane przez wszystkich, a ich wychowawcza, edukacyjna i emocjonalna rola jest jest nie do przecenienia. No, tak znów tu powiało i to nie pierwszy raz (i nie ostatni) jakimś swądem dydaktycznym – babcie często to robią, co nie znaczy, że nie mają czasem racji. A więc, do roboty:

Modelina : zbliża się czas dawania upominków, no, to z tej mojej ulubionej modeliny mamusia może ulepić ulubioną BAJKĘ dla córki ( lub dla synka), a może i dla męża, (tylko jaką?)  Ta poniżej jest chyba wszystkim znana?

IMG_5665

Zabierzmy się teraz za BIŻUTERIĘ – polecam wisiorki z różnymi ozdobami (kształtujemy, gotujemy, wklejamy wcześniej wymyślone ozdoby, bryzgamy bezbarwnym lakierem i wieszamy np. na gotowych sznureczkach). Zupełnie nieźle wyglądają te wisiory na letnich koszulkach. Można też wykombinować ciekawa broszkę – ale ta wymaga sprytu przy wklejaniu w nią zapinki.

                               IMG_5621

Te mają wmontowane kolorowe szkiełka, łatwo je kupić.

IMG_5624IMG_5623

Skoro jesteśmy przy broszkach, to chyba pamiętacie, że jeszcze niedawno były one szalenie modne w pewnych kręgach politycznych. Nie mogę się powstrzymać i muszę wam opisać pewien upominek, który wysłałam, (było to, co prawda 2 lata temu) do kilku pań w rodzinie. Każda z nich dostała broszkę wpiętą w róg „urzędowego pisma.”Takie broszki można znaleźć w sklepach z niby-antykami. Przykład – na fotce. Był to dodatkowy upominek gwiazdkowy.

IMG_5683

             Pismo nr. TzM/ 4 /poz.war.pl.bena/16

N R M  czyli  Narodowa Rada Mikołajów przy Premier Beacie Szydło

                ODEZWA DO POLEK

Każda Polka, bardzo proszę

ma od dzisiaj nosić broszę.

Na sweterku, na jesionce,

na żakiecie lub garsonce.

Jeśli chce, niech wepnie, proszę,

w szalik, w trepy lub w bambosze.

Zgodzę się też na berecik,

chustkę, bluzkę lub kaszkiecik.

W spodnie też ją wsadzić można,

ale, Polko, bądź ostrożna,

bo jak zapniesz ją niechlujnie –

to cię kujnie !!

Broszka – PATRIOTKI ZNAK?

Odpowiadam: – WŁAŚNIE TAK !

Ps. A trzymać ją na firance pozwoliłam tylko Dance.

Z upoważnienia N R M:

/ . .xxx . . . . . . . . . . . . . . . /

W załączeniu : Broszka

Czas na makaron – może wasze dzieci robiły już takie zabawki na choinkę, jeśli tak, to wiecie, że konstruowanie przedziwnych form z różnych makaronów jest bardzo twórcze i bawi się świetnie cała rodzina.

IMG_5662

 

Potrzebne: makarony, klej, złoty ( albo inny) lakier samochodowy lub inny „bryzgacz,” sznureczki do zawieszenia. Lepić, złocić, wiązać i gotowe. Poważnie zainteresowani niech się wcisną na jakąś stronę w sieci np. w Google’u  „zabawki z makaronu” Tam dopiero jest co oglądać!! Cudeńka.

Ale nam chodzi o to, by gonić króliczka…

IMG_5663

MIŁEJ ZABAWY