Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,
21 marzec – ŚWIATOWY DZIEŃ LASU, a las, Drodzy Państwo, jak podaje WIKIPEDIA, to:
„Las (biocenoza leśna) – kompleks roślinności swoisty dla danego kontynentu geograficznego, charakteryzujący się dużym udziałem drzew rosnących w zwarciu, wraz ze światem zwierzęcym i różnymi czynnikami przyrody nieożywionej oraz związkami, które między nimi występują.”
Lasek wczesnowiosennyDo brzozy warto się przytulić.Brzozowa polanka wiosną
Pójdźmy do lasu. Las jak las – drzewa, drzewa, drzewa, drzewa – sosny, świerki, buki, dęby, pobielane brzozy ,opadłe. szeleszczące liście, trzeszczący dywan igieł, miękkie materacyki mchu, jeżowate szyszki, ostre krzaki jałowców, suche gałęzie, grzyby, a wśród nich ogrom różnorodnych istnień i wszystko ze sobą współpracuje. Las, to las, niby jeden do drugiego podobny, a jednak inny w każdej porze roku, w każdej porze dnia i nocy.
A, że dziś jest także kalendarzowy początek wiosny i dzień wagarowicza, to zwiejcie od obowiązków i dajcie nura do lasu!
pies na skraju lasuLeśna jesieńLas jesiennyjesienna, leśna ścieżkaI znów jesienny lasomszały „mosteczek”materac z mchuTo, co w lesie szeleściLas i skromna, uboga zima
do mnie nie trafia! Bo JA – ja cię po prostu zjadam!
JAK W NIEBIE !
Tak się czuję, kochana, gdy się wgryzam w ciebie!
Ściągam serek chrupiący. Żując pomalutku
zawsze jestem szczęśliwa i nie czuję smutków.
NIE ZMIENIĘ
moich uczuć do ciebie, choć znam ostrzeżenie
o twym cholesterolu, tłuszczu, czy złym cukrze.
Ok! Pomyślę o tym, lecz może pojutrze?
O, PIZZO !
Ja wierzę w to, kochana, że naprawdę NIC – CO
inni ci wytykają, a co siedzi w tobie,
memu sercu nie szkodzi. Ani też wątrobie.
TO – NIE TO,
że wtłaczam w ciebie szpinak i przykrywam fetą.
Fakt, przyznaję, że dziwnie ozdabiam cię czasem,
ale nigdy kapustą, czy też ananasem!
Ba przecież człowiek ma czasem apetyt na coś takiego jak PIZZA. Podczas pandemii a i teraz (bo niby chyli się ku upadkowi, ale jeszcze trwa) nigdzie do „pizzotwórców” nie chodziłam, z zamawianiem kłopot, bo mieszkam nieco dalej od lokali pizzę serwujących i w najlepszym wypadku przyjechałyby wystudzone na amen, a takiej PIZZY nie lubię. No, powtórzyłam słowo PIZZA w jednym dłuższym zdaniu kilka razy, bo je też lubię (tzn. samo słowo i dźwięk jaki słychać przy jego wymawianiu. ( Tu szybko dodam, że mam w zapasie kilka innych, różnych słów, których brzmienie sprawia mi przyjemność, np. HUSQVARNA ! Spróbujcie sami powiedzieć to głośno z akcentem na HUS, brzmi jak fajne przekleństwo, a przecież samo słowo jest po prostu nazwą miasteczka w południowej Szwecji znanego oczywiście z elektronarzędzi. Coś mi się, do licha, wydłużył ten wstęp do PIZZY, a chodzi mi głównie o to, że jeśli miałam na nią ochotę, to musiałam musiałam nauczyć się jej wypiekania. Do tych działań zabieram się z ominięciem kulinarnych subtelnych czynności:
30 dkg mąki rozbełtuję z paczuszką suchych drożdży i dodaję:
3 łyżki oliwy,
łyżeczkę soli,
i na oko – ciepłą wodę.
Zagniatam kilka razy, uderzam sobie kulą ciasta o stolnicę rozładowując przy okazji jakiś tam gniew, znów zagniotę i odstawiam na bok przykrywając ściereczką. Niech sobie wzrasta w spokoju, a ja mogę w tym czasie przygotować sos pomidorowy : puszkę pomidorów, odrobinęcukru, soli i garść bazylii lub ziół prowansalskich wrzucam na podsmażony na oliwie spory ZĄBczosnku. Robię to na patelni, bo szybko odparowuje. Studzę.
TU JUŻ UROSŁOPROSTY SOS – jak do makaronublaszka przetarta oliwą
Na blaszce rozciągam palcami ciasto i otulam sosem. Reszta składników zależy od tego coakurat mam w domu. Dziś to była wyłącznie zmielona kiełbasa myśliwska, która jakoś mi podeschła w zapomnieniu. Obsypałam nią ciasto z sosem- dało to powiew wędzonki, więc już tylko mozzarella na wierzch i 25 minut w piecu – ok.200 stopni. Lubię proste, bez nadmiaru składników.
Po wyjęciu z pieca swoją część obsypuję porwaną rukolą. Druga część, bez TRAWYnależy do męża, czyli klasyka.
I dopiero jak skończyliśmy jeść zorientowałam się, że owszem, zrobiłam kilka fotek z przygotowań, ale KOMPLETNIE zapomniałam o portrecie gotowej PIZZY. Pamięć wróciła mi jak już jej nie było. Uwierzcie, że była całkiem ładna i pyszna. Mogłam tylko usiąść i trawić.
Gdzie chowają się ptaki podczas zabójczych wichur?
Przecież, nawet przytulone do drzew, nawet, gdy wcisną się głęboko pod gęste gałązki, nawet, gdy się wbiją pazurkami w korę – wiatr chyba MOŻE je strącić na ziemię? Czy nie? Kto wie? Kiedy się uspokaja – jeszcze do mnie przylatują, bo chociaż już bezśnieżnie i łatwiej sobie coś tam z ziemi wydziobać, to nadal zimno i bardziej chce się jeść.
Pierwsze jednak są zawsze SIKORY. Płochliwe. Szybkie. BOGATKI, UBOGIE, MODRASZKI i rzadziej CZUBATKI. Na lunch wpada DZIĘCIOŁEK. Powolny, je długo, z przerwami i jest znacznie mniej nerwowy od sikorek. Po długich namysłach przyleciały KOSY. Początkowo biegały wokół szeleszcząco rozrzucając zeszłoroczne resztki liści i próbując wygrzebywać jakieś robale, ale w końcu zdecydowały się na skosztowanie nasion słonecznika. Z furkotem lądują SÓJKI i wydziobują wszystko w mgnieniu oka. W końcu zawitał GRUBODZIÓB. Nie zwracał uwagi na moją sylwetkę tkwiącą nieruchomo za szybą i wcinał, aż mu się piórka ( bo przecież nie USZY!) trzęsły. Cały czas przodem do mnie, więc dziób na fotce nie wygląda imponująco.
SIKORECZKI
DZIĘCIOŁEK. I czekająca SÓJKA
KOSY
SÓJKI
I GRUBODZIÓB
OSTATNIE PRZYLECIAŁY CZYŻYKI
CZEKAŁAM NA WIEWIÓRKI, BO ZAWSZE TEŻ KORZYSTAŁY Z TEJ STOŁÓWKI – NIE PRZYSZŁY W TYM SEZONIE. DLACZEGO? WYPROWADZKA? „WIEWIÓROBÓJSTWO?„ ZNISZCZONE WIEWIÓRCZE OSIEDLE? TE PONIŻEJ – Z ZESZŁEGO ROKU.
I jak dotąd nie przybył do mojej restauracji ANI JEDEN WRÓBEL!! CO SIĘ Z NIMI STAŁO??
Dziś zachwyciły mnie, jak zwykle, propozycje prezentów dla pań. Są nieco inne niż te, które pamiętam z dawnych czasów, ale rola kobiet zmieniała się przez lata, więc pewnikiem i podarunki też. Przedstawiam je tu dla zachęty oczywiście. Zacznijmy jednak od znalezionych przeze mnie w sieci okolicznościowych wierszyków. („Życzenia na Dzień Kobiet”). Ludzie! Ja też potrafię napisać coś durnowatego, ale na szczęście TE nie są mojego autorstwa:
Śliczne i oryginalne, nieprawdaż? Tylko zmieniłabym w „róż bez końca” na RÓŻ BEZ KOLCA, bo u nas, kobiet, wazony mają pewną ograniczoną pojemność. A teraz prezenty:
I JESZCZE KOLEJNY WIERSZYK. Wybierzcie i prześlijcie kobietom. Byle nie mnie!!
I na zakończenie mój rymowany „wstępniak” z okazji Dnia kobiet z poprzednich lat:
Może te wytwory nie są zbyt piękne, ale były pieczone w pewnym oszołomieniu. Ręce robiły, umysł błądził zupełnie gdzie indziej. Już wieczór, zostawiam obsesyjne wręcz ostatnio przeglądanie wiadomości i zapraszam was na słodkie OSTATKI z nadzieją, że nie będą one OSTATNIE.
I ZNÓW NIE WSZYSTKIE LOTNISKA PRZYJMUJĄ, I ZNÓW NIE MOGĄ POLECIEĆ W WYBRANYM KIERUNKU. NIE TA POGODA…
Nie rozumiem tego ŚWIATA. Może nie tyle ŚWIATA, ile NAS –zamieszkujących go i zarządzających nim LUDZI. Bo albo pożądamy zupełnie już zwariowanych i pozornie niezbędnych rzeczy, dóbr, urządzeń i przedmiotów, a dla zaspokojenia tej potrzeby jesteśmy gotowi popełniać porąbane, wstrętne, głupie, absurdalne, niesmaczne, czy wręcz ohydne uczynki, niszcząc w tym celu nasz DOM, czyli ZIEMIĘ, albo, co jest jeszcze gorsze, dla zaspokojenia chorych, własnych ambicji i żądzy władzy ATAKUJEMY, ZABIJAMY, MORDUJEMY WSPÓŁMIESZKAŃCÓW TEJ PLANETY. Nie rozumiem tego ŚWIATA. Ogarnia mnie strach, smutek i beznadziejnie olbrzymie poczucie bezradności. I nie tylko – momentami czuję też GNIEW, a ten może mnie przecież poprowadzić do agresji i marzeń o odwecie. Czy tak musi się toczyć nasz ŚWIAT? Ot, naiwna. Niby jak ma być inaczej?
Jakoś….takoś…dziwnie się złożyło, że dwójka blogerów do których zaglądam przytoczyła prawie równocześnie utwory literackie nawiązujące do poruszanych w blogu tematów. Jeden z wierszy to pamiętny „Paweł i Gaweł” Aleksandra Fredro – sprawdził się jako ilustracja komentowanej przez autora naszej, obecnej sytuacji. (blogWIDZIANE Z EKWADORU) Sięgnęłam też do wierszy Kazimierza Przerwy-Tetmajera (akilka innych przytoczyła niedawno BEZSZELESTNA) i nie mogę się powstrzymać, żeby wam nie przypomnieć treści wiersza PATRYOTA. Jakoś, takoś… dziwnie mi się skojarzyło, że już wtedy…..i dziś, w Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego przypomnijmy sobie nieco przestarzałą polszczyznę, która jednakowoż traktuje o ciągle aktualnym zjawisku.
„W zdrowym ciele zdrowa dusza! Hoc! Hoc! Hopsa! tylko śmiało! Jeszcze Polska nie zginęła! Co się stało, to się stało! Jak Bóg da, to odbierzewa! Hulaj dusza bez kontusza! Kto nie z nami, to hołota! Huha! Vivat »patriota«!
Rozum, wiedza, talent, praca U nas, bratku, nie popłaca! Postęp i cywilizacja W kąt gdzie wchodzi do gry nacja! I »guanem« wnet dostanie Kto nie z nami, mocium panie. Bo jest jedna tylko cnota, Byś był, wasze, »patriota«!
Możesz kpem być i cymbałem, Możesz dureń być siarczysty: Byleś z mocą i zapałem Kraj miłował macierzysty! Co się stało, odstać może! Jedno, drugie, trzecie morze…
Huha! Hopsa! Każdą nową Myśl witamy krzyżem pańskim — Precz z geniuszem Europy Farmazońskim i szatańskim! My o jedno tylko szlemy Modły k’ niebu z naszej chaty: By nam buty mogły śmierdzieć, Jak śmierdziały przed stu laty…
Gdzieś tam jakiś Francuz wściekł się — Bęc! Już sterczy na indeksie! Ojciec święty siedzi w Rzymie, Na plebanii ksiądz Walenty — Wara, chłystku, mi tu wnosić Swoje »ludzkie dokumenty«! Londyn, Berlin i Warszawa Niech ci krzyczy: sława! sława! Chociaż wiem, jak ci zależy, Abyś u mnie był przyjęty, Ja ci domu nie otworzę, Nie dla takiej on hołoty! U mnie w duszy cnota leży — Vivat skromność »patrioty«!
Hoc ha! Hopsa! Byle zdrowo, Zdrowa dusza — zdrowe ciało! Niechaj śmierdzi, jak śmierdziało, Byle tylko narodowo! Wolę polskie ….. w polu, Niż fiołki w Neapolu! Swojsko, polsko, po naszemu, Hoc! Hoc! Hopsa! Tak, jak wtedy Gdy nas naprzód tłukły Szwedy, Potem Niemcy i Moskale — Hoc! Hoc! Hopsa! Doskonale! Po swojemu! Po staremu! Lepiej dostać w łeb w kontuszu, Niż we fraku natrzeć uszu! Niechaj żyje stara cnota! Daj nam dalej kisnąć Boże! Jedno, drugie, trzecie morze — Vivat »prawy patriota«!…”